Motywator #1, czyli dlaczego warto przyznać się do błędu.

     W swoim można by powiedzieć niedługim życiu miałam nieraz okazję do tego by popełnić błąd (mniejszy bądź większy) i bardzo często je popełniałam. Grunt to się umieć do tego przyznać -> wyciągnąć wnioski na przyszłość -> efekt to m.in. mocniejszy tyłek. Wiem, że przypomina to prawie łańcuch pokarmowy, który obowiązuje w przyrodzie, ale te strzałki pomagają mi lepiej zobrazować o co mi chodzi.

Pani X. ciągle była "wykorzystywana" przez facetów. 
Wykorzystywana brzmi dość drastycznie, dlatego to słowo znajduję się w cudzysłowie. Pani X. po prostu była za miękka, za ufna i za dobra.
Kiedy na jej drodze stanął w końcu "ktoś" dla kogo myślała, że jest wszystkim, a chwilę później nagle zniknął... Cóż zaczęła się obwiniać, nawet przez chwilę nie pomyślała, że problem może też tkwić w tej drugiej osobie (no, ale tutaj jakby na ten temat nie dyskutuję). Przyjaciółki nazwały go frajerem, ale to też nie pomogło.
Mam dla Pani X. pewną radę, do której czasami ciężko mi się zastosować! Nie ufaj każdemu ledwo poznanemu facetowi, który twierdzi, że jesteś dla niego wszystkim. Nie mówię, że tak nie jest. Po prostu się nie angażuj w 100% od samego początku i staraj się zdystansować! I tak wiem, że my kobiety jesteśmy bardzo często łatwowierne i wsiąka w nas to wszystko jak w gąbkę, ale po prostu spróbuj! Przyznaj się do błędu ze swojej strony i na przyszłość jesteś mądrzejsza/bogatsza o kolejne doświadczenie, a w gratisie masz twardszy tyłek.





Pan Y. twierdził, że jest nieomylny.
Pewnie znacie takich ludzi, którym zwrócenie uwagi skutkuje fochem i zamachem stanu. Pan Y. taki był, wycackany, wyedukowany, pewny siebie i swoich mądrości życiowych. Generalnie niczego mu nie brakowało. Dostał pracę w korporacji, a jak już jest się przecież "korpodzieckiem" to jest się bogiem! Pan Y. miał zawsze rację i nikt ani nic nie był w stanie zmienić tej racji. Dopóki nie zrobił bardzo prostego, ale karygodnego błędu w kontakcie z klientem. Upsi! Chłopakowi było ciężko przyznać się do błędu, w końcu to jakaś jego "życiowa" porażka.
Cóż Panie Y. radę mam też dla Pana! Ostatnio przeczytałam bardzo mądre stwierdzenie, że przyznanie się do błędu nie jest porażką, a kwestią tego, że staramy się być lepsi. Tak więc może pora stać się lepszym?!



Student X. pomylił się z kierunkiem.
No i nie powiecie mi, że nie macie wokół siebie przynajmniej jednej osoby, która wybrała nie ten kierunek co trzeba! Sama należałam do tych osób kiedy po zdaniu matury poszłam na kosmetykę. Rok w plecy, zdenerwowanie rodziców, ale w końcu trafiłam na swój kierunek (przynajmniej się łudzę :D). 
Generalnie uważam, że wybierając w wieku 18-19 lat, a  i nawet wcześniej co chcemy robić w przyszłości jest trochę nie na miejscu. Czemu?! Bo większość wtedy myśli o imprezach, o fajnym życiu studenckim, a nie o kierunku, który ma nam zapewnić dostatek, eleganckie życie, a i jednocześnie powinien nas pasjonować. Powiem Wam tak większość moich znajomych z liceum zmieniała kierunki studiów! I cholera nie bójmy się tego, tylko przyznajmy się przed sobą do błędu w wyborze. W końcu nie chcemy jakoś tam egzystować, a nawet wegetować, tylko robić to co lubi bądź w czym się czujemy mocni. W efekcie dostajemy kierunek, który nas pasjonuje, znajomych o podobnych zainteresowaniach i chęć do działania!




A jak to jest u Was z błędami? Umiecie się bez problemu do nich przyznać czy nie przychodzi Wam to z taką łatwością?

10 komentarzy:

  1. Mnie niestety nie przychodzi to z łatwością, ale staram się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam z tym problem ale pracuje nad zmiana :D

    OdpowiedzUsuń
  3. w zdecydowanej większości przypadków umiem się przyznać, a w pozostałej po prostu nie chcę. I nie to, że się boję. Ja po prostu nie mam na to najmniejszej ochoty... Taka już jestem ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że dla większości przyznanie się do błędu jest trudne (dla mnie też). Ale bez błędów trudniej się nauczyć czegoś nowego. Jak zaczynałam studia z myślą, że pierwszy rok na przeczekanie, że potem trzeba będzie zmienić kierunek studiów to myślałam, że rok w plecy to caaaała wieczność! Kiedy dokładnie rok później na nowym kierunku spotkałam ludzi, którzy tak jak ja błądzili przez rok to uwierzyłam, że czasem trzeba mieć odwagę żeby coś w życiu zmienić, a takie doświadczenia uczą doceniać to, co mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam rok w plecy i szczerze mówiąc poczucie, że pomimo to zrobiłam dobrze :). Uważam, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji!
      I zgadzam się, że trzeba mieć odwagę żeby coś zmienić! :)

      Usuń
  5. Z wyborem studiów to niestety jest problem. Ja zrobiłam sobie przerwę i dzięki temu wybrałam wymarzony kierunek, gdybym poszła od razu po liceum na studia, to kierunek byłby inny i płacz jak tylko zaczęłabym pracę w zawodzie. Moja kuzynka poszła na studia (ekonomia) bo ciocia (jej mama) jest po ekonomii, studia skończyła, ale do pracy w tym zawodzie nie poszła, więc wybrała się na kolejne studia (fotografia graficzna - coś takiego) i aktualnie pracuje jako fotograf.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że nigdy nie jest za późno na zmianę! :) Dzięki temu Twoja kuzynka lubi swoją pracę, a to najważniejsze!

      Usuń
  6. ja sie strasznie uczę na błędach i na szczęście potrafię sie do teog przyznac i przeprosić kiedy trzeba ;)) nauczył mnie tego po części mój chłopak który zawsze był tak szczery wobec mnie i siebie, że byłam w szoku :) Ale to fajne i ważne ;) ni mozan wierzyć, że się jest idealnym ideałem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że mogłaś się czegoś nauczyć od drugiej osoby. W tym wypadku od swojego chłopaka :)

      Usuń
  7. Bardzo fajny tekst! prosimy więcej!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...