Fitokosmetik glinka kambryjska do twarzy i ciała.

  Wiem, że ostatnio bardzo zaniedbuję bloga, ale mam tak zapełniony każdy dzień, że czasem jest ciężko znaleźć jeszcze energię na stworzenie nowego wpisu bądź nagranie filmu. Do tego doszło mi sporo problemów osobistych. Wiele z Was ostatnio pyta kiedy wrócę na YT  (to bardzo miłe wiedzieć, że ktoś tam jeszcze o mnie pamięta). Planuję dla Was coś nagrać w ten długi weekend majowy.
   Dzisiaj zapraszam Was do lektury recenzji o zielonej glince kambryjskiej, której ja używam tylko i wyłącznie do twarzy.


Od producenta:
"Glinka Kambryjska to najstarsza na świecie glinka, stworzona przez naturę 500-600 milionów lat temu. Zawiera wszystkie mikroelementy, których potrzebujemy, a mianowicie: krzem, fosfor, żelazo, wapń, magnez, potas, srebro, mangan, cynk, aluminium, miedz, kobalt, molibden itp. Glinka błękitna kambryjska to doskonały środek kosmetyczny. Ma właściwości oczyszczające, przeciwzapalne i dezynfekujące. Glinka stymuluje krążenie krwi i przyspiesza procesy przemiany materii w skórze. Maseczka na bazie glinki kambryjskiej doskonale oczyszcza skórę, reguluje metabolizm, sprzyja regeneracji naskórka, zwęża pory. Posiada wzmacniające działanie, poprawia kontur twarzy, redukuje zmarszczki i odmładza skórę. Stosowanie ciepłych okładów z glinki kambryjskiej skutecznie pomaga pozbyć się cellulitu, stopniowo zmniejsza podskórną tkankę tłuszczową, likwiduje efekt "pomarańczowej skórki". Glinka przywraca skórze jędrność i elastyczność."

Sposób użycia:

Maseczka kosmetyczna: Zmieszać glinkę w proporcji 1:1 do uzyskania gładkiej pasty. Po zmyciu maseczki zaleca się zastosować łagodny krem odżywczy.
Ciepłe okłady: Zmieszać glinkę z wodą w proporcji 1:1 do uzyskania gładkiej pasty. Nałożyć grubą warstwę na obszary problemowe, owinąć folią, pozostawić na około 20-30 minut, zmyć ciepłą wodą. Stosować 2-3 razy w tygodniu.



Pojemność i cena:
100 g (dwa woreczki po 50g), ok 10zł.

Dostępność:
Sklepy internetowe z rosyjskimi kosmetykami m.in. Skarby Syberii .

Moja opinia:
  W kartonowym opakowaniu otrzymujemy dwa woreczki po 50g. Niestety nie są to woreczki strunowe, więc ja po rozcięciu zabezpieczyłam jeden z nich spinaczem. O dziwo nic się nie rozsypuje, więc mogę Wam polecić tę metodę :).
  Do tej pory nie napoczęłam drugiego woreczka więc jak możecie się domyślić glinka jest niesamowicie wydajna (stosuję glinkę od ok. 1,5 miesiąca przynajmniej raz w tygodniu)! Tylko jak zaznaczałam na początku ja swoją stosuję tylko i wyłącznie na twarz, więc pewnie przy używaniu jej na ciało zużycie było by o wiele większe. Jeśli chodzi o proporcję to do miseczki daje mniej więcej małą kopiastą łyżeczkę lub płaską łyżkę stołową i dodaję wody na wyczucie (tak by glinka nie zrobiła się za rzadka!).
Gotową maseczkę nakładam na twarz pędzelkiem i pozostawiam na ok. 20 minut, po czym zmywam ciepłą wodą (czasem pomagając sobie gąbeczką Calypso). 


  Efekt jaki zastaje po zmyciu to przyjemnie gładka i matowa skóra (nie przesuszona!), a pory są widocznie zmniejszone. Bardzo lubię po takim zabiegu nakładać makijaż, ponieważ skóra wolniej się przetłuszcza i makijaż lepiej się trzyma na twarzy. Oprócz tego wszelkie zapalne zmiany goją się szybciej i pojawiają się rzadziej, co jest dla mnie ogromnym plusem.
  Glinkę poleciłabym osobom, które mają cerę tłustą jak ja i borykają się dodatkowo z rozszerzonymi porami. Rosyjski "specyfik" mianuję swoim ulubieńcem i jestem ciekawa innych glinek z firmy Fitokosmetik.

12 komentarzy:

  1. Mam glinkę z tej firmy, ale jeszcze nie miałam okazji próbować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda na to że to coś dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Glinki wszelkiej maści to kosmetyki, o których śmiało mogę powiedzieć, że uratowały moją skórę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zielonej glinki jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jak wykończę wszystko co mam to zapewne się skuszę : )

    OdpowiedzUsuń
  6. Glinki zawsze spoko :D Mam 3 w swojej kolekcji: zieloną, czerwoną i białą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię glinki, tej nie miałam jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Narobiłaś mi na nią ochoty :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm..może spróbuję. Raz miałam glinkę do rozrabiania z organique i mnie strasznie podrażniła

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja używam zielonej glinki z organique i bardzo sobie chwalę, więc może również wypróbuje. :))
    Mam do Ciebie pytanie, w tym roku zdaję maturę, zastanawiam się nad FiRem, ale nie jestem z matmy najlepsza, w gimnazjum miałam spokojnie 4, ale do LO poszłam na profil humanistyczny(największy błąd jaki popełniłam). Dostałam najgorszą z możliwych matematyczek, kobieta sama nie wie czego uczy... Przykładowo rozwiązuje zadanie wszystko przepisane z książki. Rozwiązała, ale wynik wyszedł inny. Po chwili podeszła do tablicy i zmieniła wartości w zadaniu na całkiem inne podsumowując: o teraz jest dobrze!, no więc z matematyki mam teraz mocne 2... cała nauka opierała się tylko na tym co zrobiłam w domu, ze szkoły nic nie wynosiłam... Próbne matury pisałam na ok 50-60% teraz liczę na +10%, czy jest sens pchania się na ten kierunek? Wiem, że nie jestem umysłem typowo ścisłym, ale lubię matmę, lubię liczyć, jednak wychodzi mi to z różnym skutkiem. Co myślisz? Warto próbować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam sytuację taką, że przez całą podstawówkę, gimnazjum i 2 klasy liceum sądziłam, że jestem humanistką! Zawsze upierałam się przy klasach humanistycznych :D. Też w liceum trafiłam na matematyczkę, która uczyła jak chciała, a jedyne co potrafiła to wywołać niesamowity skok ciśnienia i strach (miałam wtedy 2 i 3 - oceny)... Gdy w 3 klasie liceum zmienili mi nauczycielkę pokochałam matematykę, zaczęłam dostawać 4 i 5. Z podstawy z matmy na maturze miałam niecałe 80%.
      Jeżeli faktycznie lubisz liczyć i sprawia Ci przyjemność główkowanie zanim dojdziesz do tego jak zrobić dane zadanie to polecam! Będą przedmioty, które za pewne znienawidzisz (jak np. bankowość) i trzeba będzie zacisnąć zęby. Ogólnie łatwo nie jest, ale wiadomo wszędzie się trzeba uczyć :).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...