Lush - czy naprawdę warto?

    Lush'a mijałam w swoim życiu wiele razy, trochę mniej wchodziłam do środka i za każdym razem mimo zachwytu wychodziłam z niczym! Nie wiem czy to kwestia ceny czy kwestia tego, że nie potrafiłam się zdecydować - nie mam pojęcia. Po mojej ostatniej wizycie w Lush'u również nic nie kupiłam, by później oczywiście żałować. Jednak moja przyjaciółka była wciąż we Frankfurcie i poratowała mnie robiąc mi zakupy w Lush'u, które chciałam. Nie były to wielkie zakupy, bo chciałam się najpierw zapoznać z marką i sprawdzić czy faktycznie jest to "wow".




    Ania zakupiła mi Dark Angels, czyli pastę peelingującą do twarzy oraz Cosmetic Warrior, a więc maskę do twarzy, która ma za zadanie oczyścić naszą skórę twarzy. Obie te rzeczy kosztowały razem około 20 euro, czyli w przeliczeniu na nasze koło 90zł. Dla jednego będzie to mało, dla innego dużo, ale weźmy pod uwagę, że są to kosmetyki baaaaaaaaardzo naturalne, ręcznie robione i niestety przez to z krótkimi terminami ważności. No i kolejna ważna informacja to fakt, że trzeba je przechowywać w lodówce - przynajmniej większość z nich.

    Zacznę od Dark Angels i od tego co możemy przeczytać o samym peelingu:

"Czarny peeling zawierający węgiel drzewny który absorbuje sebum, odżywczy olej z awokado który zmiękcza skórę, nawilżającą glicerynę, czarny cukier, głęboko oczyszczające błoto marokańskie Rhasshoul, wygładzające olejki z drzewa różanego i sandałowego.
Polecany dla skóry tłustej."


    Muszę przyznać, że pierwsze co mnie przyciąga do tego produktu to zapach, lekko cytrusowy, ale bardzo przyjemny! Druga kwestia to bardzo przyjemny sposób aplikacji, wystarczy lekko zmoczyć dłonie i peeling idealnie się nakłada na skórę. Trzecia kwestia to naprawdę fajne opakowanie, nie musimy się bawić w jakieś wyciskanie z plastikowej tuby i mamy pewność, że "wyskrobaliśmy" produkt do samego końca. Ostatnia zaś to działanie - wow! Myślałam, że nie ma lepszego peelingu niż np. enzymatyczny z Organique, a tu proszę! Genialnie oczyszcza przez mikroskopijne drobinki, ma w składzie mój ulubiony węgiel i Rhasshoul, czyli połączenie idealne dla osób z tłustą skórą twarzy. Po zmyciu skóra jest gładka, oczyszczona i gotowa do aplikacji Cosmetic Warrior. 

Skład: Rhassoul Mud, Cold Pressed Organic Avocado Oil (Persea gratissima), Glycerine, Powdered Charcoal, Black Sugar, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Perfume, Linalool, Sandalwood Oil (Santalum austro and Santalum spicatum), Rosewood Oil (Aniba rosaeodora)

    Jednak peeling ma jedną wadę ogromnie, cholernie ciężko go zmyć! Ile się trzeba nad tym nagimnastykować i uwalić przy okazji umywalkę i wannę to nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. A  i tak później wycierając buzię ręcznikiem jest on czarny... Ech. Mimo wszystko jestem w stanie mu to wybaczyć, bo w końcu działa niesamowicie!

    Drugi produkt to maseczka Cosmetic Warrior o trochę mniej przyjemnym zapachu, ale tragedii nie ma :).


"Superbohater wśród maseczek Lush. Dokładnie oczyszcza, uspokaja, łagodzi wszelkie zaczerwienienia i wypryski. Działające antyseptycznie świeży czosnek i olejek z drzewa herbacianego, wzmocnione głęboko oczyszczająco kaolinem i świeżymi winogronami, wspomagane przez zmiękczające jajka i miód, powodują,że ta maska to działający bardzo skutecznie produkt.
Maseczka zachowuje świeżość przez cztery tygodnie od daty produkcji, musi być przechowywana w lodówce."

    Aplikowałam ją najczęściej właśnie po użyciu peelingu i efekt był wtedy najlepszy! Przyjemnie oczyszczona, ale nie przesuszona skóra. Nakładałam ją na 10-15 minut i zmywałam. Bardzo mi się podoba w niej to, że możemy dopatrzyć się kawałków winogrona czy czosnku, a gdy zasycha nie robi takiej okropnej skorupy. Używałam jej też punktowo na wypryski, a wtedy wszelkie zmiany szybciej się goiły.
W ogóle to piszę o niej w czasie przeszłym, bo 4 tygodnie minęły dokładnie 28 grudnia i przyznam szczerze, że miałam najmniejszą pojemność, a i tak nie zużyłam jej do końca. Koleżanka powiedziała mi, że można te produkty zamrozić i użyć ponownie, więc sprawdzę to na tej  części, która mi została.

    Podsumowując wiem, że gdy będę miała możliwość to nieraz jeszcze się skuszę na kosmetyki Lush, pomimo ceny bo są tego warte!


4 komentarze:

  1. Nie lubię produktów, które ciężko się zmywa. Niestety, jestem trochę wybredna pod tym kątem i produkt ma być używany z przyjemnością, a nie z wizją, że zaraz będzie trzeba sprzątać pół chaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie jestem zadowolona z tej marki i raczej unikam ich produktów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy jeszcze nie używałam kosmetyków z Lush

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...