Kerium intensywna kuracja przeciw wypadaniu włosów od La Roche-Posay.

    Kiedyś marka La Roche-Posay kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z serią Effaclar, którą osobiście bardzo uwielbiam! Jednak jakiś czas temu zwróciłam uwagę na ich serię do włosów Kerium.
Seria kerium to pomoc dla włosów skłonnych do łupieżu, wypadaniu oraz wrażliwą skórą głowy. Ja niestety cierpię na wypadanie włosów, jako posiadaczka tej upierdliwej niedoczynności tarczycy. Dlatego też szukałam czegoś co zahamuje wypadanie ich i wzmocni je. Czy kerium, intensywna kuracja przeciw wypadaniu mi w tym pomogła o tym niżej.




     W plastikowej buteleczce z atomizerem o pojemności 125ml otrzymujemy kurację wzmacniającą nasze włosy, która posiada w swoim składzie Aminexil oraz Madekasozyd. Pewnie się zastanawiacie cóż to takiego, już piszę!
Aminexil, czyli wiodący składnik, który działa przeciw wypadaniu włosów i mocuje korzeń włosów w skórze naszej głowy. Natomiast Madekasozyd wpływa pozytywnie na cebulki naszych włosów i redukuje wszelkie mikropodrażnienia.
     Gdy sięgałam po kurację nie spodziewałam się wielkich efektów. Jakoś tak nauczyłam się nie podchodzić do produktów z wielkimi nadziejami żeby się później nie zawieźć, a jakby co to miło zaskoczyć.



     Kurację stosowałam na początku codziennie aplikując na skórę głowy, po czym wcierałam produkt poprzez masaż. Notabene ważną informacją jest też to, że do wyboru mamy dwie końcówki do butelki produktu w zależności od długości naszych włosów. Mi szczerze mówiąc łatwiej korzystało się z atomizera, ale w zestawie jest też pompka. Jednak jest to miły ukłon producenta w stronę konsumenta, że ma możliwość wyboru.
Po kilku tygodniach aplikacji zaczęłam rzadziej używać kuracji, ponieważ co 2 dni. Jakoś wychodzę z założenia, że skóra głowy się za szybko przyzwyczai i później nie będzie efektu „wow”. Poza tym aplikacja powinna się odbywać na oczyszczone i osuszone ręcznikiem włosy, a nie zawsze myje codziennie głowę. Aplikacja to około 12 psiknięć na moją skórę głowy i jest to naprawdę wystarczająca ilość, przez co kuracja jest naprawdę wydajna!
     Efekty zauważyłam po około 6 tygodniach. Pojawiło się wiele baby hair, zaczęło wypadać mi mniej włosów i widziałam to nie tylko podczas mycia, ale i suszenia czy szczotkowania. Nawet moja fryzjerka dziwiła się skąd mam tyle małych włosków. Skoro nie tylko ja je zauważyłam to pomyślałam „hej, ta kuracja wzmacniająca działa!”. Byłam w ogromnym szoku, że tak zwykły, ale i jednocześnie niezwykły produkt pomógł moim włosom. Chociaż i tak przede mną długa droga, ponieważ straciłam mnóstwo włosów przez niedoczynność tarczycy. Plusem jest to, że dzięki kuracji kerium z Aminexil’em zaczęłam zauważać światełko w tunelu i nie poddaję się, bo w tego typu kuracjach ważna jest systematyczność.
     Produkty La Roche-Posay i seria Kerium są bardzo dobrze dostępne, dlatego też jeśli macie problemy podobne do moich bądź chcecie wzmocnić cebulki swoich włosów to naprawdę serdecznie polecam wypróbowanie.

Skład:

Aqua/Water, Alcohol Denat., Arginine, Diaminopyrimidine Oxide, Calcium Pantothenate, Citric Acid, Madecassoside, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum/Fragrance.

6 komentarzy:

  1. ja ostatnio zaczęłam używać odżywki latte i muszę powiedzieć, że mniej mi włosów wypada :p a niedługo zaczynam znowu kurację z olejami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ona zupełnie nie pomogła na wypadanie :(

      Usuń
  2. Przydałaby mi się taka kuracja! Też mam niedoczynność tarczycy i wiem co to znaczy nadmierne wypadanie włosów :(

    OdpowiedzUsuń
  3. wooow chętnie wypróbuję ;) POmysl z dwiema opcjami stosowania jest świetne, w sensie, że i atomizer i to drugie nie ogarniam nazw haha

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomału rozglądam się na takimi produktami na jesień :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli produkt działa to najważniejsze kobieta powinna dbać o włosy, fajny artykuł

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...