Lush - czy naprawdę warto?

    Lush'a mijałam w swoim życiu wiele razy, trochę mniej wchodziłam do środka i za każdym razem mimo zachwytu wychodziłam z niczym! Nie wiem czy to kwestia ceny czy kwestia tego, że nie potrafiłam się zdecydować - nie mam pojęcia. Po mojej ostatniej wizycie w Lush'u również nic nie kupiłam, by później oczywiście żałować. Jednak moja przyjaciółka była wciąż we Frankfurcie i poratowała mnie robiąc mi zakupy w Lush'u, które chciałam. Nie były to wielkie zakupy, bo chciałam się najpierw zapoznać z marką i sprawdzić czy faktycznie jest to "wow".


Wesołych Świąt!

     W ostatnim czasie było mnie tu zdecydowanie mniej, co było związane i jest z moimi podróżami, pracą magisterską i sesją na uczelni. Ciężko jest mi pogodzić wszystko, a że jestem do tego osobą, która pracuje na cały etat to nie jest łatwo :). Jednak moim postanowieniem na Nowy Rok jest być tutaj zdecydowanie częściej!


    Póki co w te Święta chciałabym Wam życzyć rodzinnej atmosfery, wymarzonych prezentów, dużo zdrowia, uśmiechu i pomyślności. By wszystkie Wasze marzenia się spełniły i to co chcecie osiągnąć w Nowym Roku niech zostanie osiągnięte. 

Nyx jednak nie dla mnie :(...

    Gdy jakieś 2 tygodnie temu z okazji Black Friday składałam zamówienie na stronie Nyx'a cieszyłam się jak dziecko! Wiecie te sławne Soft Matte i te piękne kolory... Czułam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami, takim internetowym sklepie :).
Długo nie czekając złożyłam zamówienie, zapłaciłam, wybrałam paczkomat i czekałam. Dzielnie czekałam i wciąż czekałam i nadal czekam... Bo moja paczka zniknęła. Pamiętacie moją sytuację gdy rok temu Paulina robiła mi paczkę i moja paczka zaginęła? Co prawda odnalazła się, bo listonosz przypomniał sobie, że zamiast do mojej bramy, zaniósł ją do bramy obok. Jednak tutaj sytuacja jest zupełnie inna.
Od zeszłego poniedziałku dostaje zapewnienia od InPostu, że moja paczka zostanie dostarczona, że oddział został ponaglony - i co z tego mam? NIC! Moje nerwy są na skraju wytrzymałości, bo jeśli paczka faktycznie zaginęła to chciałabym o tym wiedzieć, a nie dostawać zapewnienia, które nie mają zupełnie pokrycia ze stanem faktycznym... I tak mój prezent dla siebie samej na Mikołajki i chęć przetestowania tych sławnych kosmetyków są nadal niespełnienionym marzeniem ech.

Mimo to dziękuję marce Nyx za pomoc i kontakt, ponieważ odpisują szybciej i sprawniej niż InPost i zainteresowali się problemem. Szkoda tylko, że przez InPost wciąż jestem zbywana. Mam nadzieję, że będę mogła do tego wpisu dodać dopisek "edit", że paczka się znalazła, ale już w to szczerze wątpie. Tak, więc obeszłam się smakiem.

Zakupowy (szał?) haul :)

    Dawno nie byłam aż tak chora, czyli rozłożona na 2 tygodnie, nie mając siły totalnie na nic! Dlatego też żaden post się tutaj nie pojawił, a chciałam Wam pokazać moje zakupy z Niemiec jak i z Polski, które poczyniłam w ostatnim czasie. Są to głównie kosmetyki, ale pojawiają się też ubrania.
Niestety do tej pory nie doszło mi kilka paczek po akcji Black Friday, Cyber Monday czy darmowej dostawie, więc nie będzie tu wszystkiego.


To właśnie teraz czuję, że żyję, że oddycham pełną piersią...

    Jeśli powiem, że przez całe życie błądziłam i szukałam siebie samej, to myślę, że nie skłamię. Wciąż jakby nie patrzeć szukam i błądzę... Jednak z biegiem lat wiem co mnie uszczęśliwia, a co powinnam eliminować.
Przyznam szczerze, że jeszcze kilka miesięcy goniłam za tym co wszyscy - miłość, pieniądze, jakieś tam zawodowe spełnienie. Wylewałam ostatnie poty na siłowni by mieć ciało jak Ewa Chodakowska i próbowałam udowodnić sobie samej, że wszystkie ograniczenia siedzą w naszej głowie i udowodniłam. Choćby biegnąc z najgorszą kolką w zawodach na 10 km i myśląc, że nie dam rady - dałam, do końca biegłam. Do drugiej Ewy mi daleko, z Lewandowską przebić piątki nie mogę, ale wiem, że trzeba umieć kochać siebie, swoje ciało, i jeśli nie osiąga się rezultatów takich jak inni w miesiąc, a w trzy to nie poddawać się.
Poza tym ludzie często skupiają się w dzisiejszy czasach na swoim odbiciu lustrzanym. Ile z nas wybiera przez 15 minut dobry filtr na Instagramie żeby wszelkie mankamenty były mniej widoczne. Gonimy za ideałami, a niepotrzebnie! Uważam, że musimy pielęgnować odpowiednio swoje wewnętrzne "ja", a wtedy będziemy same dla siebie idealne, bo będziemy szczęsliwe.
    Moje życie zmieniło się, bardzo. Patrzę na pewne kwestie inaczej, zupełnie inaczej niż przed kilkoma miesiącami. Wcześniej wyznacznikiem szczęścia było dla mnie to czy mam faceta, czy nie. Oglądałam się na inne koleżanki, które planowały śluby, czy właśnie zaczynały nosić pierścionek zaręczynowy na palcu. Szukałam faceta uparcie i na siłę - na portalach randkowych, na mieście, w pracy, na każdym rogu. Dziś wiem, że facet nie jest mi do "niczego" potrzebny - będzie to będzie, nie będzie to nie :). Nie żyję na siłę, a żyję na 100%! Nie mam parcia, a jedyne co planuję to kolejne podróże. Tak, bo to właśnie pokochałam...
    Nigdy nie sądziłam, że podróże staną się tym co będzie w moim życiu na jednym z pierwszych miejsc. W tym roku odwiedziłam Pragę, Drezno, Berlin, Ahlbeck, Świnoujście, Międzyzdroje, Hiszpanię (w tym przepiękną Barcelonę), Frankfurt nad Menem, a już mam kupione bilety do Lizbony i na Dominikanę. Podróże zaczęły mnie wypełniać od środka. Przynosić spokój, a jednocześnie ekscytację. Jeśli powiem, że żyję od podróży do podróży to nie skłamię. To właśnie teraz czuję, że żyję, że oddycham pełną piersią...     Przestałam usilnie gonić za czymś co przede mną i tak uciekało. Skupiłam się na samej sobie, żyję tym co mam, ludźmi którzy mnie otaczają i chłonę jak gąbka każdą możliwą chwilę by zachować jak najwięcej wspomnień. Moje podejście do wielu spraw się zmieniło, ale nie uważam by była to zła zmiana. I myślę, że zaczęłam życie na nowo, w zupełnie inny sposób. Więc zmiany nie są złe :).








3 ulubione maseczki do twarzy!

    Uwielbiam maseczki, to dobry początek do tego wpisu. Mogłabym im wyznawać miłość i pisać ody do nich, zaraz po peelingach. Ten kto wymyślił maseczki jest moim ideałem i idolem!
Rytuał maseczkowy to w mojej pielęgnacji obowiązek
, poświęcam się jemy nawet 2 razy w tygodniu.

Słowo wyjaśnienia odnośnie bloga.

   Nigdy nie wiem jak zaczynać tego typu wpisy "hej"/ "witajcie Kochani"?! Zawsze początki są najcięższe, później to już jakoś reszta sama przychodzi. Podobnie było z tym blogiem, który stał się moją pasją, momentami sposobem na życie, ale i źródłem wielu znajomości - cennych znajomości! W blogosferze jestem od kilku lat i w sumie pewnie to nic nadzwyczajnego, wiele z Was przegania mnie stażem. Jednak przez te kilka lat blogowania kilka rzeczy się zmieniło, a przede wszystkim fakt, że zaczęłam dorosłe życie - studia, praca na cały etat itp.
    Ostatni czas i wakacje w Hiszpanii dały mi sporo czasu i możliwości przemyślenia wielu kwestii. Musiałam trochę się odciąć od blogowania by sprawdzić czy tęsknie za blogiem, czy dalej chcę to robić i poprzestawiać trochę hierarchię w moim życiu.
Aktualnie zaczęłam mocno stawiać na podróże i rozwój siebie samej. Chcę poświęcić sobie więcej czasu, bo w tym całym natłoku często o tym zapominałam. Hiszpania pokazała mi, że można żyć z dnia na dzień, być uśmiechniętym i wystrzegać się tych beznadziejnych problemów, które wcale nimi nie są. Przez te kilka tygodni uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej wystartuje z nowym blogiem, który będzie bardziej o mnie, o moich przemyśleniach i podróżach, a tutaj cóż wrzuciłam się w jakieś tam ramy. Jestem w skorupce, bo recenzuje tutaj tylko kosmetyki - głównie. W końcu jestem tą zauroczoną kosmetykami. I nie chcę tego zmieniać. Posty będą się tutaj pojawiać wciąż, jednak ciężko jest mi określić z jaką częstotliwością, ponieważ pora przysiąść do mojej magisterki.
    Natomiast jeśli chodzi o kwestię drugiego bloga to na pewno będę o wszystkim informować.


Podpisano wciąż Zauroczona :)

Wrzesień w zdjęciach, czyli piękna Hiszpania.

    Dzisiaj będą same zdjęcia z Hiszpanii. Wiem jedno, że pokochałam to państwo, ludzi, ich temperament, sposób życia i przeogromną radość. Każdemu polecam podróż w to cudowne miejsce.
A Barcelona - wow! Z chęcią tam jeszcze wrócę i to bez dwóch zdań. Aktualnie pozostały mi tylko miłe wspomnienia m.in. dzięki zdjęciom, dlatego chciałam się choć częścią z nich z Wami podzielić i życzyć miłego oglądania.
Bez zbędnych słów i komentarzy pod zdjęciami zapraszam do oglądania moich cudownych wakacji w hiszpańskim klimacie :).

































Olejek do włosów Khadi stymulujący porost.

    Osoby, które chorują na niedoczynność tarczycy jak ja pewnie wiedzą co to jest wypadanie włosów i nie są to 3 włoski na krzyż po przeczesaniu włosów na szczotce. Dlatego staram się jak mogę dbać o moje włosy odpowiednią pielęgnacją. Z pomocą przychodzi mi tutaj olejek do włosów od Khadi, który pochodzi ze sklepu Helfy.


Czy dalej jestem "fit" i jak z moją niedoczynnością?

     Dawno nie wrzucałam na bloga ani instagrama fotek, które by ukazywały moje efekty ćwiczeń. Jednak wyprzedzę zapytania i rozwieję wątpliwości - tak ćwiczę dalej: biegam, chodzę na siłownię czy jeżdżę na rowerze. Po prostu w tym całym zgiełku brakuje mi czasu na zrobienie jakiejkolwiek fotki to po pierwsze. Po drugie w ostatnim czasie wyniki poleciały mi w górę jeśli chodzi o TSH i miałam wrażenie (a i nawet pewność), że ciężko mi zrzucić dodatkowe cm. Dlatego też efekty na zdjęciach nie były by zadowalające - niestety!

    Zresztą pewnie osoby, które mają niedoczynność tarczycy czy to w Hashimoto czy zwykłą wiedzą jak to jest jak wyniki się pogarszają - brak energii, nagle rozdwajające się paznokcie, wypadanie włosów, czy po prostu gorsze samopoczucie. I przez ten rok tego doświadczałam. Trochę jak na huśtawce - dni lepsze i dni gorsze.
Początkowo było mi ciężko się pogodzić z tą przypadłością, bo nie lubię nazywać tego chorobą i określenia "jestem chora".  Swoją przygodę zaczynałam od Euthyrox'u w dawce 25, aktualnie jest to 3x50 i 4x25, ponieważ moje wyniki się pogorszyły. Dlatego też moje samopoczucie, energia i wszystko inne automatycznie zaczęły spadać w dół. Siłownia nie ładowała mi tyle energii co kiedyś, dlatego były takie dni gdzie po prostu nie chciałam na nią chodzić, bo czułam się tak samo zmęczona, a nie jak kiedyś "przyjemnie zmęczona". Jednak starałam się szukać alternatyw - więcej przejażdżek rowerem czy biegania. Choć momentami kiepsko mi to wychodziło, przyznaję bez bicia i ukrywać tego nie będę. Nie zamierzam nikogo okłamywać, jestem człowiekiem, mam słabsze dni i w ostatnich dwóch miesiącach miałam ich sporo kiedy miałam zmianę dawek Euthyrox'u. Dlatego też pewnie efekty moich ćwiczeń nie są tak zadowalające jakbym chciała.

    Natomiast stoję przed ogromnym wyzwaniem i pewnie wiele z Was stwierdzi "co jej strzeliło do głowy", jednak będę sukcesywnie zmieniać swoją dietę tak aby nie musieć korzystać z "dobrodziejstw" Euthyrox'u. Chcę właśnie osiągnąć to dzięki dobrze zbilansowanej diecie. Oczywiście nie będę próbowała tego sama, dlatego już jestem po pierwszych konsultacjach z moim kolegą trenerem i wielu lekturach blogów dziewczyn, które zdecydowały się na podobny krok. I przyznam, że jestem ogromnie tym wszystkim podekscytowana i pełna nadziei, bo jednak wolałam swoje życie bez Euthyrox'u.  Mam nadzieję, że to wszystko mi się uda i że osiągnę wyznaczone przez siebie cele! Na pewno w tym wszystkim przyda mi się Wasze wsparcie i w pewnych momentach, szczególnie tych zwątpienia czy braku energii solidny kopniak w tyłek.

Sierpień w zdjęciach.

    Mój sierpień był równie intensywny jak lipiec i w sumie nie wiem kiedy mi te wakacje tak naprawdę zleciały. I jak miałam zacząć pisać magisterkę, tak zaczęłam dopiero wczoraj. Ale najważniejszy jest progres prawda? (oszukuję się!) :)
    Co prawda takie prawdziwe wakacje dopiero przede mną, bo za niecałe 3 tygodnie wybywam do Hiszpanii, ale w sierpniu również na celowniku były podróże z cyklu tych "małych". 
     Jedną z takich podróży był spontaniczny wyjazd z koleżankami w piątek nad morze (Międzyzdroje), by w niedzielę wracać do Wrocławia. W sobotę gdy zajechałyśmy z samego rana nad morze pojechałyśmy do Świnoujścia by pójść na pieszo do Ahlbeck. I tam promenadą wrócić do Świnoujścia. 3 miejscowości w 1 dzień - why not? :)


    Natomiast w niedzielę chwila na opalanie, dobrą kawę, lody i krowę na deptaku - czyli prawdziwego burgera w Międzyzdrojach :).


     Jeszcze w sobotę nie zabrakło smażonej rybki i pięknego widoku zachodzącego słońca... Ach za to właśnie uwielbiam Bałtyk!


    Sierpień to też zabieg keratynowego prostowania włosów, które je niesamowicie wygładził i wypielęgnował. Zainteresowanych odsyłam do postu na ten temat <klik>
    Oprócz tego skusiłam się na nowy zapach, czyli premiera na wrzesień od Caroliny Herrery - Good Girl w niesamowitym flakonie. 
Ponadto podobno róż jest modny na włosach w tym roku i wszelkie kolory, więc przez jeden dzień miałam różowe pasemko - yeah! :D 


    Kolejnym celem w miesiącu sierpniu był Berlin. Miejsce, które dość często przewija się na moim blogu. Miasto, które uwielbiam i w którym czuję się naprawdę dobrze. W Berlinie byłam ostatni raz w grudniu, więc to długi czas jak na mnie. A, że nadażyła się okazja, ponieważ koleżanka chciała zwiedzić i zobaczyć Berlin to swierdziłam "jadę!". Przy okazji spotkałam się z Marlenką, która z końcem października odwiedzi mnie :).


     Wroblog - czyli pod koniec sierpnia konferencja we Wrocławiu dla blogerów z wieloma ciekawymi wykładami i panelem. Organizatorzy zadbali o naprawdę dobrych prelegentów, a okazja spotkania znajomych twarzy z "branży" i poznanie nowych osób, przy tym łapiąc wiedzę - naprawdę fajna sprawa!


    Tak wyglądał mój sierpień... Bardzo różnorodny, spędzony na podróżach w pociągach czy polskim busie. Ponadto poznałam wielu nowych ludzi, załapałam sporo nowej wiedzy, zadbałam o lepszy stan włosów, czy też spotkałam się ze starymi znajomymi. 

Trzy ulubione produkty miesiąca sierpnia.

    Postanowiłam utworzyć nową serię na blogu, gdzie w każdym miesiącu będę wrzucała produkty, które w danym miesiącu używałam najczęściej, i które najzwyczajniej w świecie przypadły mi do gustu. Mam nadzieję, że tego typu posty Wam się spodobają i dzięki nim może Wy odkryjecie jakieś nowe produkty.
    Zapraszam do świata moich ulubieńców w miesiącu sierpniu.

Keratynowe prostowanie włosów, a puszące się włosy.

    Zabieg keratynowego prostowania włosów podziwiałam od jakiegoś czasu na blogach wielu z Was, jednak zawsze było jakieś "ale". Do czasu gdy na zabieg zaprosiła mnie Ania z salonu Happy Hair we Wrocławiu i opowiedziała wiele dobrego o marce Global Keratin (to ich keratynę miałam na swoich włosach).



Lipiec w zdjęciach.

     Muszę przyznać z tego miejsca, gdy piszę ten post, że naprawdę lubiłam ten lipiec i lubię ten sierpień, który ledwo się zaczął. 
Dawno nie miałam tak dobrych "wakacji"! I co prawda nie mam takich prawdziwych wakacji, bo pracuję, a na urlop trzeba sobie zapracować, ale staram się jednak korzystać z tego lata. Choć nie do końca rozpieszcza pogodą!

    W miesiącu lipcu moją ulubioną fryzurą był kłos, zresztą z początkiem sierpnia też :). Idealny na upały, idealny na wszystko! 


     Nie zapomniałam też o rodzinie ,dlatego w pewien upalny weekend wybraliśmy się na wycieczkę po moim ukochanym Wrocławiu, z tymże dla odmiany łódką. Było naprawdę genialnie! A dodatkowo miło było zobaczyć jak Wrocław się zmienił przy brzegu Odry :).


    Lipiec był bardzo aktywny, ale i również bardzo spontaniczny. Na początku miesiąca pojechałam nad morze by później wrócić i cieszyć się wycieczkami rowerowymi czy spotkaniami ze znajomymi. Poniżej możecie zobaczyć właśnie jedne z takich dni :).


     Jednak by był pełen chillout to musiały być zakupy, ale i zimne, dobre piwo! W końcu kobieta raz na jakiś czas musi sobie dogodzić. Bo jak ja o siebie nie zadbam to kto o mnie zadba :D?!


    Dlaczego tak mi się podobał lipiec? M.in. przez wypad do Drezna razem ze znajomymi. Miło było wrócić do Drezna po kilku latach i przejść go raz jeszcze tak jakby się chciało.
Zresztą Drezno ma bardzo piękne zabytki i budowle. Co prawda nie podbił mojego serca tak jak Berlin, ale uważam, że to fajne miejsce na weekendową bądź tak jak w naszym przypadku jednodniową wycieczkę. Oczywiście wpadłam przy okazji do DM i Primarku na shop, nie mogło być inaczej! :)



    Poniżej jeszcze mix z biegania, spotkania ze znajomymi, stroju letniego i tego gdy pogoda nie dopisała :(.


    Podsumowując mój lipiec był bardzo intensywny, spontaniczny i bardzo mi się podobał. A najlepsze jest to, że miesiąc sierpień wcale od niego nie odbiega! Jednak zachowam jeszcze trochę dla siebie i będziecie musieli wytrzymać do początku września by zobaczyć co się działo właśnie w sierpniu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...