Nigdy nie rób nic na siłę! Nie daj się zwariować!

  Tak ostatnio dużo myślałam o życiu, o Nas Kobietach, o naszym podejściu do życia i samych siebie. Wiele z nas usilnie próbuje przypodobać się innym. Na siłę szukamy sposobów na lepszy wygląd, odchudzamy się, wklepujemy kremy przeciwzmarszczkowe, a gdy to nie pomaga stoimy w kolejce do chirurga plastycznego. Pewnie trochę generalizuję, bo do tych osób sama nie do końca należę, ale też chcę trochę poruszyć temat stereotypowego myślenia.


  Myślę, że 99% z Was widziało nie przypominającą siebie Renee, ponieważ tym widokiem uraczyły nas Fakty o 19:00 kilka dni temu. Zastanawiałam się co skłania taką kobietę do robienia sobie takiej "krzywdy". Przepraszam, ale w tym momencie nie jestem w stanie tego inaczej określić! I wypisałam sobie kilka punktów dlaczego, po co i na co.

1. Nadmiar pieniędzy, ten punkt dotyczy głównie gwiazd albo osób, które zarabiają niezłą kasę. Często gęsto cierpią na taką przypadłość, która się nazywa "nie wiem na co wydam, to wydam na ...". I najczęściej pada na jakąś głupotę. Dlaczego nie cele charytatywne?! Wesprzyj kobieto organizację czy fundację i ciesz się uśmiechem dziecka, które może być rehabilitowane albo, że kolejny koń został uratowany z Morskiego Oka. 
2. Kompleksy. No, ale kto ich nie ma?! Np. taka sobie ja. Lekko garbaty i przydużawy nos - po mamie. Krągłe uda i boczki, których nie sposób tak łatwo zgubić. Problematyczna cera - również po mamusi i usta jak niteczki - po tatusiu. Ale uważam, że w pewien sposób składa się to na moją oryginalność i wyjątkowość. I fakt byłam wyśmiewana w dzieciństwie, a to "Pinokio", a to "Wąglik" (bo wągry). Ale uważam, że z kompleksami trzeba sobie poradzić od środka, że trzeba zacząć od naszej głowy. Polubić siebie takimi jakimi jesteśmy. A nie wybierać najprostszą drogę, która często okazuje się nie być najlepszą.
3. Stereotypy. Gładkie modelki, Beyonce redukująca wielkość swoich bioder i znikające jak za odjęciem ręki zmarszczki aktorek. Boże jak facet ma kochać taką Helcię, która umie gotować, ma kobiece kształty, piegi i garbaty nosek skoro z każdej strony atakują go "piękne" Panie. Czasem mam wrażenie, że ten cały świat showbiznesu działa na zasadzie gumki w Paint'cie. Coś mi się nie podoba to wymażę, zamażę i gra! Drogie Panie nie dajmy się zwariować. Nie bądźmy jak manekiny na wystawach sklepowych - chude, z okrągłymi cy...piersiami i nie mające mimiki twarzy, bo ogólnie przesadziłyśmy z botoksem.


4. Bo chłop nie akceptuje. Nie akceptuje to jego strata! Znajdzie się taki, który pokocha Cię za krzywą jedynkę i wyskakujące raz w miesiącu przed okresem pryszcze. Naprawdę nie warto tracić czasu na frajerów, którzy myślą, że są bogami i ogólnie to powinnaś mu czyścić buty.
Pan X naciskał, naciskał, naciskał i nacisnął. Helcia pobiegła zrobiła operację! Ma już piękne ząbki, pokaźne piersi, całuśne usta i nagle nie ma tych "kurzych łapek", które zrobiły jej się przez to, że z jej uśmiechem uśmiechały się też oczy. Pan X po miesiącu znalazł sobie następną ofiarę, a Helcia cóż została sama z kredytem wziętym na operacje.

Podsumowując NIC NA SIŁĘ. Każda z nas jest piękna na swój sposób zewnętrznie i wewnętrznie. Zaakceptuj swoje wady, pogódź się z nimi i zobacz, że masz 10 razy więcej zalet! Nie starajmy się być do końca życia piękne i młode. Starość nie musi być smutna i szara. Wszystko zależy od tego jak poprowadzisz swoje życie, a nie od skalpela i strzykawki z kolejnymi dawkami "cudownych" substancji. A tak jednym prostym zdaniem to IDEAŁÓW NIE MA :).

P.S. Nie kieruję tego postu w żaden sposób do osób, które gdzieś tam korzystają z zabiegów. Są to moje przemyślenia i nie musisz się z nimi zgadzać ;).

I kiedy wydaję Ci się, że chwyciłaś Boga za nogi...

  Jakiś czas temu założyłam sobie konto na portalu społecznościowym (może trochę bardziej randkowym) z ciekawości, trochę z desperacji (:D), ale też z chęci poznania kogoś nowego. Byłam bardzo ciekawa tego jakich powiedzmy sobie szczerze facetów tam poznam. Ostatnio poczytałam trochę postów malviny-pe, ale jakoś nie odnalazłam na tym portalu "budowlańca" czy "cukiernika". Ci co czytali jej posty pewnie wiedzą o czym mówię, a jesli nie to zostawiam link. Za to wychwyciłam kilka typów, które z chęcią bym dopisała do jej listy.

"Koks"
  Od końca kwietnia mam odchył na punkcie biegania, ćwiczeń i zdrowego żywienia. W życiu nie myślałam by temat ćwiczeń stał się głównym tematem na randce, ale teraz wiem, że nie wiele traciłam. Pan X mógł mi dzień w dzień opowiadać o tym jaki wybrać ryż w sklepie i gdzie najlepiej go kupić, uwielbiał wysyłać zdjecia swoich posiłków i w wolnej chwili selfie z siłowni. Jedyne słowa jakie pamiętam z naszej randki i rozmów po niej to "siłka, białko, kurczak, odżywki". Ach i nie zapomnę tego jak beknął mi do słuchawki i zamiast powiedzieć "przepraszam" usłyszałam bezcenne "No co? Żaby w stawie".




"Fetyszysta" do tego niezdecydowany
   Przystojny, ciemne włosy i oczy, bardzo męski, ale nie za bardzo inteligentny. Po 15 minutowej rozmowie przez komunikator na tym portalu przeszliśmy na facebooka. Jego interfejs jest dla mnie bardziej przyjazny i mam go ogarniętego. I właśnie wtedy zaczęłam żałować tego kroku... Przez 30 minut rozmowa kręciła się wokół tego bym wysłała mu zdjęcie swojej stopy. Gdy stanowczo odmówiłam usłyszałam, a raczej przeczytałam, że "jestem fajna i ładna, że miło było poznać, ale on nie chce takiej niezdecydowanej" czy coś w ten deseń. Nie minęła godzina dostaję wiadomość "Ale wiesz jakbyś zmieniła zdanie to ja z chęcią Cię poznam!". I kto tu jest niezdecydowany?!


"Pan Pedagog"
   Inteligentny, przystojny, nie za wysoki, ale wyższy ode mnie. Rozmowy trwające godzinami, wspólne tematy i żarty. Wydawał się najlepszy z tych wszystkich facetów, których poznałam na tym "zacnym" portalu. Pierwsza randka trwająca pół dnia i mogłaby trwać jeszcze dłużej. Ale Pan Pedagog ma już we krwi wystawianie diagnoz ludziom. Tak, więc gdy najpierw oznajmiłam, że nie wiem czy się spotkamy, a później zadzwoniłam, że możemy się spotkać usłyszałam, że moje zachowanie jest schizofreniczne. Podziękowałam za diagnozę i od tam tej pory cisza.

(do Pana Pedagoga nie znalazłam odpowiedniej grafiki :()

A Wy macie jakieś swoje typy? Z chęcią tę listę uzupełnię o Wasze! :)

Jak zadbać o siebie w 8m2? #4 Kaloryfer czy bojler?

  Dawno nie pojawiałam się tu post z serii "Jak zadbać o siebie w 8m2?". Żeby nie było nie przestałam ćwiczyć!


Aktualnie jestem na etapie kompletowania stroju na chłodniejsze dni (biegam do tego głównie wieczorami). Do całości brakuje mi jeszcze czegoś z długim rękawem i dobrej opaski (co by nie było zimno w uszy). W ogóle przyznam Wam szczerze, że jestem tak "wkręcona" w bieganie, że od przyszłego roku planuję pobiegać trochę w zawodach i poczuć tego ducha rywalizacji i zaangażowania wraz z innymi biegającymi osobami.


   Przejdę teraz do tytułu postu i zadanego w nim pytania "Kaloryfer czy bojler?".
Idzie zima Drogie Panie, nie ma się co oszukiwać! Wiele z nas już pewnie zaczęło podjadać ulubioną czekoladę i zwiększyło porcję na śniadanie, obiad i kolację. Pomijam ciepłe łóżeczko i kołderkę, bo jeszcze u niektórych sezon grzewczy się nie rozpoczął. Przyznam szczerze, że mało brakowało, a dołączyłabym do tej opisywanej wyżej grupy, ale wystarczył jeden prosty zabieg - urozmaicenie mojej diety.
Oczywiście nie jestem na jakiejś diecie odchudzającej, po prostu staram się jeść zdrowiej (jem z głową), nie smażyć wszystkiego co popadnie i nie wlewać niewiadomo ile oleju na patelnie. Zrezygnowałam z niektórych pozycji, które do tej pory gościły w moim menu tj. m.in. kotlety mielone. Do tego rozpisałam sobie w jakie dni ćwiczę, a w jakie biegam i które dni zostawiam sobie wolne od jakiejkolwiek aktywności fizycznej (trzeba dać odpocząć mięśniom!).


   Jeszcze w zeszłym roku wyznawałam zasadę, że najlepszy na zimę jest bojler! W końcu wiecie trochę tłuszczu, ma co grzać, jest się podobno do czego przytulić i nosicie w zasadzie tyle warstw na sobie, że nikt nie rozpozna czy mamy bojler czy kaloryfer (więc po co tracić czas na ćwiczenia?!).
Jednak odkąd ćwiczę i jem inaczej to nigdy nie czułam się tak lekko i pewnie w swoim ciele! Co prawda szcześciopaku wyrzeźbionego na brzuchu nie mam, ale na pewno nie przypomina on bojlera. Nie boli mnie żołądek i nie mam żadnych problemów z nim związanych. Nawiązując jeszcze do aspektów zdrowotnych to odkąd biegam nie złapało mnie żadne przeziębienie ani choróbsko (odpukać!).


  Tak więc w tym roku zmieniam swoje przekonania i wybieram kaloryfer! I zachęcam Was do tego wyboru :). A może tak razem wymienimy bojler na kaloryfer? Bo już w następnym poście z serii "Jak zadbać o siebie w 8m2" o mojej ulubionej muzyce, która towarzyszy mi w trakcie ćwiczeń/biegania. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...