Luźne przemyślenia na temat mojego życia, miłości, bloga i ćwiczeń!

 BLOG:

 Gdy kilka lat temu zakładałam bloga nie sądziłam, że przetrwa miesiąc, że zbuduję tutaj jakąkolwiek społeczność i wykupię własną domenę. Blog stał się w jednej chwili nieodłącznym elementem mojego życia, moją pasją, która sprawiała mi mnóstwo radości i przyjemności. Zawieranie coraz to nowych współprac było "zaszczytem". Dziś do blogowania podchodzę bardziej racjonalnie, nie zabiegam o współprace i od wielu miesięcy żadnej nie przyjęłam i wiecie co jest mi z tym lepiej!
Zresztą w ciągu tych ponad 2 lat w moim życiu się sporo pozmieniało, mam też zupełnie inny pogląd na większość spraw, a co najważniejsze nie cierpię już na taki nadmiar czasu jak kiedyś gdy posty pojawiały się co 2 dni.
Przyznam szczerze, że w ostatnim czasie nawet pojawiały się myśli o usunięciu bloga, ale ciężko by mi było tak po prostu odejść. Odejść ze społeczności, dzięki której poznałam wiele wspaniałych dziewczyn, które zarażają niesamowitą energią i co chwila podnoszą poprzeczkę.


MOJE ŻYCIE:


  Kiedy na blogu pojawił się pierwszy post byłam w totalnej kropce jeśli chodzi o szkołę, bo zrezygnowałam z jednej i nie wiedziałam co dalej, byłam zakochana, leniwa i bez pracy. Aktualnie studiuję Finanse i Rachunkowość, gdzie nigdy bym nie przypuszczała, że taki kierunek i ja będziemy szli w parze. W czerwcu mam zamiar się obronić. Pracuję jako sekretarka, a moim ulubionym zajęciem oprócz blogowania stały się ćwiczenia i bieganie.


LUDZIE:

  Ludzie byli dla mnie zawsze najważniejsi, ważniejsi niż ja sama. I przyznam szczerze nieraz dostawałam przez to po tyłku i dostaję nadal. Często gęsto pomagam ludziom i wyciągam do nich rękę, pomimo że mnie już kiedyś zawiedli i to dość mocno! To taka cecha, której trochę w sobie nie lubię. Chęć zbawienia świata i naprawienia ludzi kosztem mojego zdrowia i myśli nie jest najlepszym pomysłem.
Na szczęście mam garstkę ludzi, na których zawsze mogę liczyć i są dla mnie najważniejsi na świecie!



MIŁOŚĆ:

  I po słowie miłość powinna się pojawić kropka... Od dłuższego czasu jestem jak to się nazywa "singlem" z powodu mojego wielkiego pecha w dobieraniu sobie facetów. I każdy mój znajomy mi to mówi, że go mam. Także najchętniej zostawiłabym tu puste miejsce, bo nawet nie ma się nad czym rozwodzić.

ĆWICZENIA:

  Odkąd pamiętam byłam zapaleńcem jeśli chodzi o aktywność fizyczną. Jakbym się tak cofnęła wstecz to najwięcej czasu spędziłam na tańcu, później była jeszcze akrobatyka sportowa. Aktualnie z jednym i drugim nie mam nic wspólnego - niestety! Ale swoje ADHD musiałam gdzieś uwolnić i padło na bieganie i ćwiczenia. W ogóle najśmieszniejsze jest to, że zawsze do biegania byłam ostatnia! Jak ktoś ze znajomych próbował mnie wyciągnąć to miałam milion powodów by nie iść. Dziś nie wyobrażam sobie tygodnia bez pójścia pobiegać. Za każdym razem staram się przebiegać coraz dłuższe dystanse i postanowiłam sobie, że w przyszłym roku wystaruje w jakiś zawodach związanych z bieganiem (może półmaraton?).



Nowy gadżet - Nokia Lumia 635.

   Gdy mój brat jakieś dwa tygodnie temu wystawił na sprzedaż nowy telefon raczej przyjęłam to jako "ciekawostkę". Dopiero po wymianie maili stwierdziłam, że przecież od 6 miesięcy jak nie więcej przeklinam swój telefon (HTC Wildfire S), więc dlaczego by nie?!
   Przyznam szczerze, że jestem okropną gadżeciarą i nie mogłam się doczekać kiedy telefon do mnie dojdzie! Oczywiście przed musiałam się upewnić, że wszelkie aplikacje pozwalające mi na kontakt z Wami będą mogły bez problemu znaleźć się na telefonie (tj. Instagram czy Manager Stron FB). Musiałam się upewnić ponieważ system, na którym zazwyczaj pracowałam to Android, a w Nokii mam do czynienia z Windows Phone.
   Od razu uprzedzę, że nie jestem dobra we wszelkich parametrach, więc opiszę telefon jako przeciętny użytkownik z nadprzeciętnym molestowaniem internetu, facebooka itd. w telefonie.
Telefon otrzymałam z dwiema wymiennymi, tylnimi obudowami. Dwiema dlatego, że mamy możliwość wybrania koloru obudowy - ja postawiłam na czerń, ale gdy mi się znudzi mam jeszcze wersję limonkową. Z tyłu znajdziemy aparat, który ma 5 Mpx i niestety brak lampy błyskowej! Ja co prawda nie jestem fanatyczką robienia selfie po ciemku, więc jakby jeszcze nie odczuwam boleśnie jej braku, ale wiem, że dla wielu z Was to spory minus.


Mój poprzedni telefon miał 512MB pamięci RAM i przysięgałam sobie, że w życiu nie sięgnę po telefon, który ma tyle samo pamięci. Jednak po przeczytaniu wielu opinii a'propo tego, że telefony z Windows Phone nie potrzebują aż tak dużej pamięci RAM zaryzykowałam i mój obecny telefon również ma 512MB. Na pewno w porównaniu do HTC nie wiesza się i nie otrzymuję ulubionych wiadomości "brak pamięci!".
Ogromny plus za większy, czytelny ekran. W końcu mogę bez problemu pisać smsy i nie robić takich literówek jak kiedyś. W ogóle odnośnie pisania to telefon posiada klawiaturę Word Flow, a więc pisząc nie musimy odrywać palca od telefonu.


Bardzo sobie chwalę baterię i jej wytrzymałość. Mogę siedzieć godzinami na facebook'u czy buszować po internecie, a bateria praktycznie się nie rozładowuje. Dzisiaj mija trzeci dzień odkąd gwałcę Facebooka i Instagram'a na telefonie, a bateria w telefonie nawet nie "pada".
Wada, którą zauważam, ale nad którą nie płaczę to brak kabla USB, ale posiadam go od starego telefonu stąd nie ubolewam. Druga wada to brak słuchawek. Otrzymujemy tylko ładowarkę.
Ogólnie z telefonu jestem bardzo zadowolona i cieszę się, że mogłam tak porozkładać kafelki by mieć najważniejsze rzeczy w jednym miejscu :). 


Może polecacie mi jakieś fajne aplikacje na Windows Phone?

Idealny podkład w dwóch słowach - Pro Longwear.

  W ostatnim czasie zasypałam Was postami typowo o mnie i serią "Jak zadbać o siebie w 8m2?". Dlatego teraz przyszła pora na post kosmetyczny, a dokładniej na recenzję. Bardzo długo zastanawiałam się o czym napisać i który produkt wziąć "pod lupę". Myślałam sobie czy na pewno jestem w stanie już powiedzieć wszystko o tym kosmetyku, ale stwierdziłam, że to odpowiedni moment.

   M.A.C nazwa, która kojarzy się z luksusem, z wysoką półką, ze słowem profesjonalny. Wiele razy przechodziłam koło salonu tej firmy i twierdziłam, że nawet nie ma sensu przekraczać progu. Po pierwsze nie było mnie stać na ich kosmetyki, a po drugie bałam się dyskryminacji takiej jak w Douglasie.
Moja historia z M.A.C rozpoczęła się gdy już byłam na skraju załamania - dosłownie! Uwielbiany przeze mnie Revlon "ulepszył" formułę i strzelił sobie tym w nogę, a mi w serce (ale o tym będzie osobny wpis). Nie wiedziałam gdzie szukać ratunku, ale najpierw zaczęłam od Douglasa i dostania próbki z Double Wear. Wiele czytałam o tym sławnym podkładzie i podobno Revlon to jego tańszy odpowiednik, ale u mnie się nie sprawdził. Doszłam do wniosku, że tonący musi się chwytać koła, a tym kołem był M.A.C.
Gdy weszłam do salonu byłam pełna obaw, ale już po chwili zrozumiałam, że konsultantki są tak przemiłe i chętne do pomocy, że będę tam wracała z uśmiechem na twarzy. Oczywiście dostałam próbki podkładów, które mnie interesowały i z tych próbek wybrałam JEGO - Pro Longwear.


   Producent opisuje podkład jako trwały, który utrzymuje się w każdych warunkach i aż do 15 godzin. Poza tym zapewnia krycie od lekkiego do średniego, kontroluje wydzielanie sebum i sprawia, że nasza skóra wygląda naturalnie i świeżo. Za 30ml podkładu zapłacimy 138zł, ale nie musimy dokupować pompki jak w przypadku Studio Fix.
   Odnosząc się do tego co na temat produktu mówi producent muszę stwierdzić, że nie zamienił się w Braci Grimm i napisał samą prawdę! Mam bardzo tłustą cerę i każdy podkład znikał z mojej twarzy w ciągu 4-5 godzin od nałożenia, pomijam takie zjawiska jak "ścieranie", "ważenie się", "świecenie" itp. Pro longwear wytrzymuje u mnie spokojnie ok. 9-10h, czy trzyma się 15 godzin tego nie sprawdzałam. Co prawda nie matowi na długie godziny, ale gdy po kilku h zaczynam się "świecić" jest to zdrowy błysk, a nie masło!
Na twarzy wygląda bardzo naturalnie, nie tworzy maski i krycie jakie daje w zupełności mi wystarczy. Co prawda większe przebarwienia proszą się o korektor, ale moja cera aktualnie jest w takim stanie, że nie potrzebuję większego krycia. Bardzo mi się podoba w nim to, że niweluje widoczność moich kraterów (czyt. porów). Pozostając w klimacie ochów i achów dodam, że idealnie stapia się ze skórą, a wybór odcieni jest tak duży, że drogeryjne podkłady schowajcie się!


Dalej mało? Wystarczy tak niewiele by pokryć całą twarz, że chyba będzie na wieki (zawdzięcza to swojej leistej konsystencji). Genialna pompka, którą można przekręcić i tym samym zabezpieczyć podkład przed niechcianym wydobyciem. Idealnie współgra z pędzlem i z jajem (ja posiadam Ebelin z DM'u). Jeżeli podkład powinien mieć dla Ciebie SPF to proszę ten ma SPF10.
Podsumowując krótko i zwięźle MÓJ NUMER JEDEN!!!

Lipiec w zdjęciach.

  Lipiec zleciał mi bardzo szybko, nawet bym powiedziala, że za szybko! Od kilku dni gości sierpień, a ja nawet nie opuściłam na jeden dzień Wrocławia :(. Stąd moje fotki pochodzące w głównej mierze z Instagrama (klik!) nie ukazują żadnych pięknych widoków. Co prawda pod koniec sierpnia planuję wyjechać, ale nie wiem czy to dojdzie do skutku.
  Cofnijmy się do lipca... Lipiec był miesiącem cydru, warzywek i ryżu (którego nie ma na zdjęciach). No i najważniejsze miesiącem biegania i ćwiczeń!


1. Przyszła nowa koszulka do biegania/ćwiczeń, więc szybko się w nią odziałam i poszłam biegać. Co prawda średnio jestem z niej zadowolona, ale przynajmniej mnie widać na ulicy jak biegam wieczorami :D.
2. Ćwiczenia na mięśnie brzucha i nóg to u mnie podstawa! Tutaj akurat uwieczniłam siebie podczas ćwiczeń na mięśnie brzucha.
3. Selfie w lustrze sklepowym, oh yeah! Jako kompan zakupowy co prawda nic wtedy nie kupiłam, ale z nudów przed przymierzalnią trzeba było się czymś zająć! ;)
4. Jak już wspomniałam wyżej miesiąc lipiec był miesiącem cydru. Na dowód zdjęcie! Cydr - najlepsza rzecz na świecie. Coś dla osób, które nie bardzo lubują się w piwach i wszelkich innych trunkach.
5. Miesiąc warzyw = m.in. sałatki! To była rzecz, która mnie zdecydowanie nie opuszczała w lipcu.
6. Ulubiony duet ubraniowy ostatnich tygodni. Koronkowa bluzka z Pull&Bear dorwana na wyprzedaży za ok. 40zł i spodnie również z Pull&Bear i wyprzedaży za ok. 40zł.


7. W upały ja i mój kot zdecydowanie byłyśmy leniwe i jednym z naszych ulubionych zajęć było leżenie na przeciwko wiatraka.
8. SNOOOOOW! A tak serio to remont mojej klatki schodowej ;).
9. Selfie z cyckami, półnago to coś co się znakomicie sprzedaje... Jeśli mam być szczera to uwieczniam sobie co ok. miesiąc na zdjęciach mój brzuch, bo tak mi najlepiej dostrzec różnicę.
10. Sałatka part 2, tym razem w wersji przenośnej do pracy.
11. Blog Day 2014, czyli konkurs organizowany przez Pasaż Grunwaldzki we Wrocławiu. Ja już się zgłosiłam :).
12. Lody to takie moje grzeszki pod względem słodkiego, ale gdy we Wrocławiu było po 34-35 stopni nie umiałam się nie schłodzić lodem :(.


13. Taaaak, poszalałam! Pooszczędzałam i mam :). MAC podkład Pro longwear i puder PREP+PRIME. Swoją drogą polecam zakupy w MAC'u w Magnolii pracują tam naprawdę przesympatyczne konsultantki!
14. I znów owoc moich szaleństw, czyli koturny od Lasockiego. Co prawda miałam na nie zniżkę -20%, więc nie było tak źle cenowo. W każdym bądź razie są bardzo wygodne i jak nienawidzę butów na obcasie/koturnie tak te mogę nosić dzień w dzień! :)
15. Podwójna tęcza albo jak kto woli podwójne Skittles, czyli piękny widok po deszczu a moim osiedlu.
16. Focia w lustrze przed bieganiem, bo po się nie nadaja do pokazywania :D.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...