Oryginalny prezent na ślub! :)

   Wiem, że mój blog to tematyka kosmetyczna, ale postanowiłam trochę od niej odbiec! Pewnie się jeszcze nie "chwaliłam", że pod koniec kwietnia wybieram się na wesele kuzynki. Początkowo nie do końca wiedziałam czy pójdę, ale gdy znalazłam prezent idealny nie mogłam odmówić! :)


    Prezentem idealnym jest dla mnie prezent od serca, oryginalny i który będzie dla osoby, której go daję czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym.
Jakiś czas temu napisała do mnie Pani Ania z Gazetomanii i powiem szczerze, że długo się wahałam czy przyjąć tę współpracę, bo myślałam sobie, że zaraz będę blogerką, która "bierze wszystko"! W tym wypadku stwierdziłam, że to chrzanię, ponieważ to fajny pomysł na prezent na ślub mojej kuzynki :P (wybaczcie). Kolega z pracy pomógł mi stworzyć artykuł, ja zapożyczyłam zdjęcie z facebook'a kuzynki i tak powstała gazeta.
Bardzo szybko otrzymałam paczkę, w której znalazłam jeden egzemplarz luzem i jeden w pięknej ramie (w sam raz do zawieszenia na ścianie).
   

  Polecam na pewno każdemu kto szuka oryginalnego prezentu czy to na ślub czy na rocznicę ślubu, który przy okazji będzie pamiątką na długie, długie lata! Jeśli jesteście zainteresowane to poniżej wrzucam link do strony gdzie możecie zamówić swoją własną gazetę :).

Kilka zdań o nafcie kosmetycznej z aloesem.

  Zostałam wczoraj pozbawiona nadziei - antybiotyk muszę brać do końca, dostałam kolejne tableteczki, a do tego znów za tydzień na wizytę. Podejrzenie alergii lub astmy - lubię to! :( Ostatnio znajduję się w jakimś dziwnym punkcie życiowym, sama nie umiem go określić, ale czuję się trochę jak Panna Steel, która stała przed decyzją wejścia w taki, a nie inny układ z Grey'em.
   Dzisiaj chciałam napisać o produkcie, który raz sprawuje się dobrze, a raz źle. Jeszcze 2 tygodnie temu pisała o nim cała blogosfera i pewnie nie zdziwi Was fakt, że będzie to wpis o nafcie kosmetycznej! :)
Na wielu blogach czytałam bardzo pochlebne opinie, które zachęcały do zakupu tego "wynalazku" w przyjemnym opakowaniu (no która z nas pogardzi atomizerem?!). Zobaczymy czy ja zachęcę :).


Opakowanie:
Jak już wspomniałam wyżej jest bardzo poręczne. Posiadałam wcześniej naftę bez atomizera i aplikacja nie należała do najprzyjemniejszych. W tym wypadku aplikacja jest bardzo szybka i nie przysparza problemów. To jest na pewno ogromny plus dla osób, które nie mają najzwyczajniej w świecie czasu bądź chęci na czasochłonne wcieranie we włosy.

Zapach:
Zapach jest naprawdę specyficzny i nie kojarzy mi się z niczym szczególnym, ale nie spodoba się każdemu. Mi samej osobiście nie odpowiada, dlatego staram się zatykać nos zaraz po aplikacji. Poza tym jest bardzo silny!

Cena i dostępność:
To około 8-10zł i odsyłam po nią do aptek :). Na pewno można zamówić przez aptekę doz.pl.


  Dlaczego napisałam, że produkt sprawuje się u mnie raz dobrze, a raz źle - już wyjaśniam. Naftę używam zawsze przed myciem włosów i pozostawiam na około 10-15 minut na włosach. Po umyciu i wyschnięciu włosy zazwyczaj były wygładzone, miękkie i pięknie błyszczały. Jednak nie wiem dlaczego, ale były takie dni gdzie moje włosy po użyciu były koszmarnie obciążone i bardzo szybko traciły swoją świeżość. Nie zmieniałam szamponu ani nic z tych rzeczy, więc nie do końca rozumiem skąd się bierze taki efekt. 
  Mimo to jestem zdania, że zasługuje na uwagę pod kilkoma względami:
- świetnie nabłyszcza włosy
- sprawia, że włosy są miękkie, lejące
- atomizer ułatwia aplikację, która w przypadku tradycyjnej nafty (w butelce) nie należała do najprzyjemniejszych
- niska cena
- wydajna


WYNIKI ROZDANIA!

  Trochę musiałyście czekać na wyniki, ale niestety dopadło mnie zapalenie gardła i wykańcza mnie pod każdym względem.
Z chęcią poczytałam odpowiedzi na pytanie, które zadałam przy okazji rozdania i już mam kilka pomysłów! Dlatego też dziękuję Wam bardzo za cenne uwagi i rady! :)
   Ale przejdźmy do konkretów... Mam przyjemność ogłosić, że paletkę Barry M otrzyma:


beauty_station

   Już do Ciebie piszę maila z prośbą o podanie adresu do wysyłki nagrody! I oczywiście gratuluję :)!
   

Pierwszy tak negatywny post w moim życiu !

  Wiem, że trochę mnie tu nie było i ostatnio brakuje mi systematyczności, jednak miałam i mam nadal bardzo dużo problemów i z niektórymi sobie najzwyczajniej w świecie nie radzę. Potrzebowałam trochę "odpoczynku" od wszystkiego i złapania chociaż odrobiny energii, ale się nie udało! Dopadła mnie jakaś okropna choroba i mogę przysiądź, że w życiu mnie tak nie piekło (dosłownie!) gardło, że nie jestem w stanie spać, jeść, pić itd. Ale przejdźmy teraz do rzeczy istotniejszych tzn. do recenzji podkładu Max Factor.


  Odkąd lubiany przeze mnie podkład Revlon przeszedł "metamorfozę" zaczęłam szukać innego podkładu, który by mnie zadowolił pod względem swojego działania. Tak oto trafiłam na podkład Max Factor 3in1. Przed zakupem naczytałam się wielu opinii - dobrych jak i złych, ale wiedziałam, że dopóki nie przetestuję na sobie nie dowiem się jak sprawdzi się u mnie.
  Swojego Max Factor'a zakupiłam na Allegro z tego względu, iż wiedziałam o większej gamie kolorystycznej (dostępnej na Allegro) niż ta dostępna w naszych drogeriach. Z przesyłką zapłaciłam za niego coś koło 40zł, więc naprawdę nie mało!!!
  Dla tych co nie wiedzą moja cera jest tłusta z rozszerzonymi porami i zaskórnikami, więc będę recenzować podkład pod względem tego jak sprawdza się oczywiście na mojej skórze. Od razu mówię, że dla osób z cerą normalną (bez żadnych "mankamentów") pewnie będzie idealny.

Od producenta: 

"Podkład Face Finity All Day Flawless 3 w 1 trzyma się tak długo, jak baza pod makijaż, ukrywa niedoskonałości, jak korektor, a podkład w płynie z filtrem SPF 20 nadaje perfekcyjny efekt wykończenia.
  • Nieskazitelne wykończenie makijażu, które trwa przez cały dzień
  • Baza pod makijaż ułatwia przyczepność
  • Korektor ukryje niedoskonałości i zapewni nieskazitelny wygląd Twojej skórze"



  Podkład otrzymujemy w naprawdę solidnym opakowaniu (szklanym). Do tego pompka (której nie ma w Revlonie), która ma jeszcze funkcje zabezpieczającą, ponieważ musimy przekręcić ją by wydobyć podkład. I tak sobie właśnie myślę, że na tym koniec plusów.
Najlepiej będzie jak minusy wykropkuję żebym się sama nie pogubiła:
- cena - jest naprawdę wysoka jak na taką jakość!!!
- odcienie - pomimo tego, że sięgnęłam po jeden z jaśniejszych odcieni (i tak niedostępny w PL) okazał się za ciemny,
- ciemnieje po nałożeniu - chociaż słowo ciemnieje powinnam wziąć w cudzysłów, bo robi się jakiś taki różowo-ceglasto-czerwono-pomarańczowy na twarzy (WTF?!),
- podkreśla suche skórki - podkreśla, uwydatnia itd. Boże ja w życiu nie wiedziałam, że mam ich tyle na twarzy... Ten podkład je naprawdę rewelacyjnie wydobył!
- waży się na twarzy - jak chcę zjeść ciasto to idę do sklepu po takowe albo je piekę, a nie mam ochoty oglądać go na twarzy. Wyglądam jak taki ciastolinek już po ok. godzinie od aplikacji ;/ !!!
- wchodzi w zmarszczki - te mimiczne, bo póki co tylko takie posiadam. Jednak nagromadzony w nich podkład wygląda K-O-S-Z-M-A-R-N-I-E!
- uwydatnia rozszerzone pory - oj tego mu nie daruje! Nie po to kupuję podkład, który ma w sobie bazę i korektor by jeszcze bardziej świecić ludziom po oczach moimi "kraterami"... Największy minus na świecie,
- ciężko go zaaplikować na nosie - odnoszę wrażenie, że podczas nakładania go czy to palcami, czy pędzlem po prostu rozmazuję go po nosie, a nawet ścieram. Dlatego zaaplikowanie go na nos graniczy z cudem,
- znikome krycie - naprawdę znam podkłady, które o wiele lepiej sobie radzą w tym temacie. Chociażby nie do końca przeze mnie lubiany Pierre Rene Skin Balance,
- brak składu - no czy to taki problem z tyłu na butelce czcionką nawet 3 czy 4 wrzucić ten cholerny skład, żeby konsument miał pewność co nakłada na swoją twarz?!




Mam ochotę krzyczeć, wrzeszczeć, walić głową w ścianę... Jak ja mogłam wydać takie pieniądze na taki bubel. Boże widzisz i nie grzmisz!
Dawno nie miałam tak okropnego podkładu i to jeszcze tak drogiego. To już podkład z firmy Bell za 17zł radzi sobie milion razy lepiej. Nie strawię tego przez jeszcze kilka dobrych miesięcy, że tak się zrobiłam w balona. Odradzam ten podkład każdemu kto ma cerę tłustą, mieszaną bądź suchą. Dla każdej z tych cer nie będzie idealny i na każdej będzie podkreślał mankamenty, które chcemy zakryć.
Strzeżcie się i omijajcie to "cudo" z daleka, błagam!

Genialny, wspaniały, idealny szampon tybetański!

  Jakiś czas temu obsypywałam wieloma pochlebnymi opiniami szampon od Love2mix i nawet nazwałam go ulubieńcem. Jednak nie wiedziałam wtedy, że następny w kolejce stoi mój ideał!
Aktualnie tego cuda mam już drugie opakowanie i non stop upewniam się w tym jak uwielbiam ten szampon i jak zasługuje na ten wpis!
Szampon tybetański Planeta Organica kupiłam po raz pierwszy przy zbiorowym zamówieniu z kilkoma innymi blogerkami w grudniu i od tam tej pory jesteśmy nierozłączni.


Od producenta:
"Szampon dzięki zawartości witamin A, C, E, minerałów i wielonasyconych kwasów tłuszczowych wzbogaca skórę głowy odżywczymi substancjami, wzmacnia cebulki włosowe, pobudza wzrost zdrowych i silnych włosów."

Skład:
 Aqua with infusions of Organic Pterocarpus Santalinus Wood Oil (organiczny olej z drzewa sandałowego), Sapindus Mukurossi Fruit Extract (ekstrakt z orzecha mydlanego), Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract (wyciąg z szarotki alpejskiej), Organic Helichrysum Arenarium Extract (organiczny ekstrakt z nieśmiertelnika), Artemisia Vulgaris Extract (ekstrakt z piołunu), Organic Panax Ginseng Root Extract (organiczny ekstrakt z żeń-szenia), Eugenia Caryophyllus (Clove) Seed Extract (wyciąg z goździków), Crocus Sativus Flower Extract (wyciąg z szafranu), Curcuma Longa Root Extract (ekstrakt kurkumy), Solidago Virgaurea (Goldenrod) Extract (ekstrakt z nawłoci), Thermopsis Alpine Extract (ekstrakt z łubinnika górskiego), Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, , Decyl Glucoside, Glycol Distearate Xanthan Gum, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid.

Pojemność i cena:
280 ml/12,90zł


Dostępność:
M.in.Skarby Syberii

  Dawno nie miałam tak dobrego szamponu, który by mnie tak zadowalał nie tylko pod względem działania, ale i składu. Przy jego wyborze skusiła mnie ta "objętość" i "siła". Jako, że moje włosy od dłuższego czasu miały przyklap, a do tego były pozbawione życia (zniszczone, ciężkie, wyglądały z daleka na zaniedbane) stwierdziłam, że to coś dla mnie. Oczywiście szampon nie sprawił, że rozdwojone końce się scaliły i był happy end, bo to niemożliwe (skorzystałam z usług fryzjera).
  Po pierwszym użyciu byłam przeogromnie zdziwiona jak fantastycznie nadaje moim włosom objętość i przedłuża ich świeżość. Oprócz tego zauważyłam, że są nawilżone, miękkie w dotyku i szybciej rosną. Nie spowodował u mnie łupieżu (co się, niektórym szamponom udaje)!
Naprawdę podoba mi się to jak włosy pięknie błyszczą w słońcu i jak zdrowo wyglądają.
Z pozostałych plusów, które zauważam to wydajność. Jeden szampon wystarczy mi na około miesiąc używania praktycznie dzień w dzień. Jak na taką wydajność i jakość bardzo niska cena!!! Nie plącze włosów i dobrze się pieni.
  Bardzo długo szukałam szamponu idealnego, ale teraz wiem, że znalazłam i wiem, że zawsze będę do niego wracać! :)



Czy da się mieć "magiczne" rzęsy?

   Pewnie się zastanawiacie cóż to takiego te "magiczne" rzęsy, ale to nic innego jak kolejna porcja zdjęć z efektami kuracji, która trwa już dobre 4 miesiące.
   Kiedy w grudniu pokazywałam Wam efekty po miesiącu stosowania to powiem szczerze nie byłam do końca zadowolona. Bez spektakularnych efektów, rzęsy lekko się wydłużyły, ale nie zagęściły. O tym jak efekty wyglądają aktualnie niżej, ale najpierw odeślę Was do poprzedniego wpisu o Magiclash. <- klik

Zdjęcie przed kuracją:


Zdjęcie po miesięcznej kuracji:



Moje rzęsy aktualnie:




  Na dzień dzisiejszy moje rzęsy są bardziej ciemne i mocniejsze. Gdy zaczynałam kurację zauważałam tendencję do wypadania rzęs, ale teraz wypadają mi tak rzadko, że aż sama w to nie wierzę.
Oprócz tego widzę jak wyrastają coraz to nowe (szczególnie na prawym), a dzięki temu w końcu zaczęły się zagęszczać (na to czekałam najbardziej)!
Ogólnie długość rzęs i gęstość na prawym oku jest moim zdaniem znacząco odbiegająca od lewego, ale nadal nie widzę spektakularnych efektów. Może moje rzęsy są jakieś oporne albo po prostu ta odżywka się u mnie nie sprawdziła... Nie mam pojęcia, ale jak na ponad 4 miesiące stosowania efekty są według mnie takie sobie. Sięgnę teraz po Revitalash i zobaczę jaki tym razem będzie efekt!

A Wy stosujecie odżywki do rzęs?

O bajkowym zapachu ukrytym w szklanym jabłuszku.

   Ostatnio mam okropnie pracowite dni, a do tego mój kochany kiciuś zaczął chorować :(. Wiem, że nie jest już młody ciałem (13 lat), ale mimo wszystko nie da patrzeć na takiego osowiałego, ledwo chodzącego kotka pod kroplówką. Normalnie wczoraj aż miałam łzy w oczach jak widziałam kolejne strzykawki wbijane w jego ciałko.
Co prawda post nie będzie o moim wieloletnim przyjacielu, ale musiałam się trochę wyżalić... Dzisiejszy post będzie o moich ulubionym zapaszku, który posiadam już od jakiegoś czasu. Pewnie Ci, którzy są stałymi czytelnikami mojego bloga domyślają się, że będę pisać o Lolicie Lempickiej EDP. 


Opis pochodzący ze strony iperfumy.pl:
"Lolita Lempicka Lolita Lempicka to ekscytujący i omamiający kobiecy zapach pełen miłości i czułości. Zakochaj się i Ty, a przypomnisz sobie niewinne uczucie idące ręka w rękę z młodością i niedoświadczeniem. Trzęsące się kolana, łomotanie serca i słodki smak pocałunku na Twoich ustach. Takie są perfumy Lolita Lempicka. Upojna kombinacja fiołków z anyżem łączy się ze słodkimi tonami lukrecji i wanilii. Uczucia tajemniczości i wyjątkowości dodają temu złoto niebieskiemu cudowi wyciągi z bluszczu i esencja z prażonych migdałów.
Perfumy znanej divy, Lolity Lempickiej, są kochane za swoją figlarność, czystość i wspaniały design flakonów. Pierwsze perfumy tej marki zyskały nawet nagrodę za najlepszy zapach. Powąchaj i wstąp do świata narkotycznych, kwiecistych zapachów. Zaopatrz się i Ty w perfumy Lolita Lempicka Lolita Lempicka a przypomnisz sobie słodkie chwile pierwszego zakochania."   
nuta głowy: lukrecja, bluszcz, anyż gwiaździsty z dodatkiem orientalnych nut kwiatowych
nuta serca: fiołek, irys, wiśnia amarena
nuta bazy: wanilia, pralinka, bób tonka, wetiweria, piżmo, paczula

Opakowanie:
Perfumy otrzymujemy w żółto-zielonym kartonowym opakowaniu, które po otwarciu okazało piękno tej 100ml buteleczki! Nigdy nie miałam perfum w tak ładnym flakonie. 

Początkowo gdy wyjęłam perfumy zastanawiałam się gdzie tu atomizer (nie jestem blondynką ;p). Dopiero po chwili zauważyłam w tej gałązce taką małą dziurkę i wtedy mnie olśniło!

Pojemność i cena:
Moja wersja ma 100ml, ale są też mniejsze pojemności. Na stronie douglas.pl cena tych perfum przy tej pojemności wynosi 379zł.


Dostępność:
Sklepy stacjonarne Douglas oraz ten internetowy. Polecam tutaj też sklep iperfumy.pl !

Wydajność:
Zużycie jest naprawdę niewielkie, co mnie ogromnie cieszy.




   Zapach ten jest dość specyficzny, słodkawy, bardzo bajkowy, romantyczny, ale posiada w sobie taką trochę nutkę goryczy. Początkowo jest on mocny, ciężki, ale już po chwili otula niesamowitym ciepłem nasze ciało i taki zapach pozostaje ze mną do końca dnia. Możecie mi wierzyć lub nie, ale przykuwa on uwagę ludzi, którzy mnie otaczają, ponieważ bardzo intryguje i do samego końca pozostaje tajemniczy.
  Ten zapach i w ogóle sam flakon przypomina mi trochę bajkę o Królewnie Śnieżce. To pewnie przez jabłko, którego kształt ma flakon. Co prawda w tam tej bajce było zatrute, a tu jest szklane :).

Już kiedyś Wam tutaj pisałam, że ten zapach nie przypadnie do gustu każdemu i naprawdę odradzam kupowanie go w ciemno. Ze względu na taki, a nie inny dobór nut polecam używać go jesienią bądź zimą!

A Wy macie swojego "perfumowego" ulubieńca?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...