Farbowanie henną Khadi Jasny Brąz.

  Po tym jak ostatnio ścięłam sporo centymetrów włosów jak na mnie stwierdziłam, że odchodzę od farbowania chemicznego. Zauważyłam, że farbowanie chemiczne na dłuższą metę nie sprzyja moim włosom, a jednak bardzo mi zależy na tym by były zdrowe i tak wyglądały.
  Henna Khadi chodziła za mną długo, ale właśnie po ścięciu stwierdziłam, że jest to odpowiedni moment by ją nabyć! By swój plan zrealizować udałam się do Helfy we Wrocławiu i za cenę 29zł nabyłam odcień Jasny Brąz. Jako, że lubię rudawe refleksy to nie mogłam wybrać innego odcienia!
   Henna jest sproszkowana i ma bardzo intensywny ziołowy zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu (mi nie przypadł). Samo mieszanie henny jest dosyć żmudne, ponieważ musimy uzyskać gładką konsystencję co trochę zajmuje. Ja do swojej dodałam dodatkowo ok. 1,5 łyżki odżywki bez silikonów.
Jeżeli macie gęste i długie włosy to tutaj mile widziane jest zaangażowanie drugiej osoby w pomoc przy nakładaniu (ja zaangażowałam swoją mamę). Później już zostaje tylko nałożenie czepka, ręcznika i trzymanie tego cuda ok. 2h na włosach (niektórzy polecają nawet 3-4h), a później zmycie samą wodą! I voila! :)
Ważną kwestią jest fakt, iż po farbowaniu henną najlepiej dwie doby nie myć włosów i po tym czasie sięgać po delikatne szampony, najlepiej bez SLS.
Ogólnie słyszałam, że szczypta soli przedłuża trwałość henny na włosach, ale czy tak jest to nie wiem, bo przeczytałam o tym już po zastosowaniu. Poza tym Idalia polecała mi dodanie kilku kropel soku z cytryny do henny do uzyskania bardziej rudych refleksów, ale ja ostatecznie zrezygnowałam z tego kroku.


  Po wysuszeniu włosów były one bardziej ciemne niż jasne, ale wiedziałam, że kolor będzie do siebie dochodził przez kilka kolejnych dni, więc nie sugerowałam się tym co jest aktualnie na mojej głowie. Na zdjęciach, które zamieściłam jest efekt, który mam aktualnie, a nie ten zaraz po farbowaniu.
  Henna naprawdę nieźle pokryła odrosty i całą pozostałą długość włosów, które przez ostatnie miesiące były męczone farbowaniem chemią. Aktualnie cieszę się pięknymi, zdrowymi i błyszczącymi włosami! :)
Już wiem, że znalazłam swój idealny produkt do farbowania moich kłaków!



   A czy Wy miałyście już kiedyś styczność z Henną Khadi? Jeśli tak to jak wspominacie tę "przygodę"?

Obiecane, urodzinowe rozdanie z paletką BARRY M! :)

  Tak jak obiecywałam pojawia się rozdanie na moim blogu z okazji okrągłych dwóch lat mojego bloga :). Do wygrania jest paletka Natural Glow Barry M oraz mgiełka Bath&Body Works o zapachu Sweet Pea (na zdjęciu pokazuję tylko paletkę). Nagroda jest jedna, ale wiem, że kupiłam Wam coś z czego po pierwsze cieszyłabym się sama, a po drugie sama bym to chciała dostać. Rozdanie będzie trwało do 15 marca 2014 i w ciągu 7 dni od zakończenia postaram się podać wyniki na blogu, jak i na facebook'u.



Drugie urodziny mojego bloga!



  Dzień ważny dla mnie jako autorki tego bloga, ponieważ 19 lutego 2012 roku (dokładnie dwa lata temu) pojawił się pierwszy post na blogu. Pamiętam, że początki były ciężkie. Jak najpierw wklejałam zdjęcia z wizażu, później robione telefonem, a od ponad roku robione są już jako takim sprzętem fotograficznym.
  Widzę jak blog się zmienił, jak się rozwinął, jak ewoluował, jak przemienił się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia pod względem szablonu, dzięki Natalii.
   Swoją drogą zobaczcie jak wyglądały moje początki.



 Z okazji tych pięknych, okrągłych dwóch lat przygotowuję dla Was rozdanie, w którym do wygrania będzie  m.in. paletka Barry M. Jednak proszę o odrobinę cierpliwości, ponieważ mam nawał pracy i nie wiem czy pojawi się ono jeszcze w tym tygodniu czy w następnym.

Perfumy Amelia z Close2you.

 Tylko raz w historii bloga pisałam o perfumach w zbiorczym poście, a nigdy nie poświęciłam im więcej miejsca na moim blogu. Sama nie wiem czemu, ale nadarzyła się okazja by to zmienić.
Perfumy Amelia można by powiedzieć wylosowałam na Spotkaniu Blogerek i Vlogerek we Wrocławiu. Początkowo nie zrobiły na mnie ogromnego wrażenia pod względem zapachu i w zasadzie do tej pory nie robią, ale ... O tym niżej.


Od producenta:

"Amelia to perfumy o świeżym błyskotliwym, kwiatowym i aromatycznym zapachu - podkreślające wewnętrzne piękno kobiety , uwalniające najskrytsze emocje.Zapach o dwóch obliczach -  radosny a zarazem ciepły i otulający.Amelia jest dla aktywnych, nowoczesnych kobiet, pełnych pasji, które cenią wszystko, co niezwykłe i indywidualne."

Nuty zapachowe:
nuta głowy - pittaspora, bergamotka
nuta serca - irys, muszkatołowiec
nuta bazowa - piżmo, wanilia

Cena i dostępność:
Aktualnie jest do nabycia za 49zł (promocja) pod tym linkiem (klik).

Pojemność:
50ml


Opakowanie:
Szklane, sama buteleczka jest bardzo prosta, bez wymyślnych zdobień czy kształtów.

 Moja opinia:

 
   Gdy je otworzyłam i powąchałam zaraz na spotkaniu blogerek powiem szczerze, że nie bardzo mi się spodobały. Jak wróciłam do domu postawiłam je na półce i stwierdziłam, że raz kozie śmierć najwyżej pójdę jutro do pracy "śmierdząca". Popsikałam się i zajęło to chwilę by uwolnił się naprawdę ładny, lekki, dziewczęcy i świeży zapach. W porównaniu do Lolity, którą aktualnie używam jest lżejszy i mniej słodszy. Ten zapach postanowiłam zostawić sobie na wiosnę, ewentualnie lato, ponieważ Lolita na te pory roku średnio się nadaje, a Amelia jest naprawdę lekka i powiedziałabym, że nie zwraca uwagi tłumu.
   Na pewno polecałabym ją osobom, które lubią stonowane zapachy, nie zwracające uwagi innych. Jak dla mnie ideałem nie są z jednego powodu trwałość! Na ubraniach wyczuwalny jest przez kilka dni, ale to chyba nie o to chodzi. Na mnie Amelia ulatnia się po około 3-4 godzinach. Niestety po wykończeniu pewnie już więcej do nich nie wrócę, a powód jest jeden uwielbiam testować coraz to nowe zapachy i nie przywiązuję się do jednego konkretnego.

O kilku nowościach z ostatnich tygodni.

  Po tym jak mnie w ostatnim czasie tak długo nie było jakoś ucichliście :(.  Mam nadzieję, że rozdanie na drugie urodziny mojego bloga Was chociaż odrobinę rozrusza.
  Dawno nie pokazywałam Wam tutaj moich zakupów, a w ostatnim czasie trochę ich było. Co prawda nie pokażę Wam tutaj tych ubraniowych - one pojawią się zapewne w filmie.

W ostatnim czasie pokończyło mi się kilka produktów, więc moje konto nieco ucierpiało. Zacznę może od produktów do pielęgnacji twarzy. Tutaj zdecydowałam się na krem Mixa (zdradziłam mój ukochany krem Tołpa), który zachęcił mnie obietnicami producenta. Jest to krem z 6% nawilżającej gliceryny, a oprócz tego posiada regulującą miedź i matujący puder. Używałam go zaledwie kilka razy, więc póki co nie mam żadnego zdania o nim.


Oprócz kremu kupiłam też tonik oczyszczający ziołowy Fitomed do cery tłustej w aptece DOZ za około 10zł. Skłoniło mnie do jego zakupu wiele Waszych recenzji. Mam nadzieję, że u mnie też się sprawdzi! Oczywiście o obu tych produktach pojawią się z czasem recenzje.


Pokończyło mi się też kilka szamponów, więc dokupiłam rosyjskie szampony Planeta Organica, które sprawdzają się u mnie rewelacyjnie (szczególnie wersja tybetańska, ale o tym będzie osobny post), o wiele lepiej niż szampony Love2Mix. Wybór padł na tybetański i fiński. Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się u mnie ten drugi, bo pierwszy jest ulubieńcem. Koszt jednego szamponu to 12,90zł.


W ramach współpracy otrzymałam naftę z atomizerem i z aloesem firmy Anna. Tradycyjna nafta średnio przypadła mi do gustu głównie przez to męczące nakładanie. Jestem ciekawa czy ta z atomizerem bardziej przypadnie mi do gustu i przy okazji poprawi kondycję włosów. Póki co jeszcze jej nie używałam, ale pewnie jutro przetestuję pierwszy raz.


Przy okazji wizyty Sonii w Polsce (ori-leszno) otrzymałam od niej małą paczuszkę z kilkoma kosmetykami niedostępnymi w PL. Swoją drogą Sonia wracaj do blogowania! :) Dzięki niej mam teraz możliwość przetestowania kosmetyków takich firm jak MUA, Soap&Glory oraz Natural Collection. Dziękuję jeszcze raz Kochana niesamowicie :*!


I taki trochę niespodziewany prezent i chyba bez okazji (nie pamiętam już czy takowa była :D) to perfumy, a raczej woda perfumowana Lolita Lempicka. Zapach według mnie dla osób pewnych siebie bądź potrzebujących dodania sobie tej pewności. Bardzo seksowny, wyrazisty, niby słodki, ale nie duszący. W sam raz na zimę, wiosnę (tę wczesną) i jesień. Oczywiście zapach się nie każdemu spodoba, dlatego nie polecam go kupować w ciemno. Swoją drogą wiedziałyście, że jest to najczęściej recenzowany perfum na wizażu?! Ma ponad 500 recenzji. W sumie nie dziwię się - sama buteleczka przyciąga niesamowicie uwagę! Na pewno pojawi się niedługo recenzja :).


Ostatnia rzecz to nie kosmetyk, a taki gadżet-ułatwiacz życia. Kupiłam go dlatego, bo potrzebowałam czegoś przenośnego do kontaktu ze "światem", do pisania postów na bloga gdy jestem poza domem, a nachodzi mnie wena czy do pisania wszelkich innych tekstów. Nie jest to jakiś wypaśny tablet, bo nie ma 3G, możliwości smsowania, telefonowania itd. Ja przy zakupie tabletu zwracałam głównie uwagę na to by miał 8 cali (przynajmniej), dużo pamięci i pojemną baterię. Ten mieścił się w tych ramach i nie kosztował 10 moich wypłat, więc wybór był prosty. Tutaj dziękuję pewnemu Tomaszowi, który jest blogerem, ale nie Kominkiem za pomoc w wyborze!
Mój tablet to Prestigio Multipad 2 Prime Duo i został zakupiony w Media Expert.

 

O cudowności z PAT&RUB, która pozbawiła mnie mojego zimowego problemu.

   Dzisiaj post "wyjątkowy" - otóż bardzo rzadko piszę o pielęgnacji ciała czy kosmetykach typowo do niej. Dlatego też dzisiejszy post będzie o szczególnym produkcie, który zajmuje na mojej półce honorowe miejsce! Kosmetyk ten otrzymałam na spotkaniu blogerek i vlogerek we Wrocławiu od firmy PAT&RUB.
   Pewnie już się domyślacie co to może być, a jeśli nie to pozostawię Was jeszcze chwilę w niepewności.

Od producenta:
"Aromatyczne masło do ciała odżywia, regeneruje i rozpieszcza naturalnym aromatem.
Słodki relaks w domowym SPA.
Dzięki bogactwu roślinnych maseł i olejów nawilża, natłuszcza i odbudowuje naturalną równowagę hydrolipidową nawet bardzo suchej skóry.
Efekty są zauważalne już po pierwszym użyciu.
Ma konsystencję lekkiego, tortowego kremu. Doskonale się wchłania i pozostawia na skórze nietłusty film ochronny. Pachnie relaksująco naturalnym aromatem wanilii, cytryny i karmelu.
Słodki, otulający ekoaromat relaksuje zmysły i rozleniwia.
Do stosowania od stóp po dekolt."


Skład:

Cena:
69,00 zł

Dostępność: 
Niestety stacjonarnie nie spotkałam się z tymi produktami, dlatego też tutaj nie zabiorę głosu. Za to pozostawię link do sklepu http://www.patandrub.pl/sklep/ ! :)


Moja opinia:
  Jestem osobą, której do systematyczności w pielęgnacji ciała daleko. Jednak zima bardzo często zmusza mnie do takowej z jednego prostego powodu, moja skóra aż mnie swędzi z zimna i przesuszenia. Gdy jakiś czas temu na dworze były temperatury minusowe wiedziałam, że to idealny moment by rozpocząć testy.
  Pierwsze co mnie uderzyło, oczywiście pozytywnie to zapach! Bardzo zimowy, rozgrzewający, otulający, taki no, że kojarzy się z tym co najcieplejsze, najlepsze - o z takim np. kocykiem. Druga sprawa to gęsta (o ile można to tak nazwać), treściwa konsystencja masła, które o dziwo po nałożeniu bardzo szybko się wchłania. Działa naprawdę nawilżająco, regeneruje skórę, a co najważniejsze nie czuję już uczucia nieprzyjemnego swędzenia - nogi są gładkie i przyjemne w dotyku.
Wada jak to w przypadku każdego masła jest taka, że osoby o długich paznokciach mają jeden ten sam odwieczny problem - wchodzenie produktu pod paznokcie. Ja na szczęście od dłuższego czasu mam krótkie, więc mnie ten problem nie dotyczy. Do innych wad zaliczyłabym tę dostępność, ale jak wiadomo nie można mieć wszystkiego ;). Dla niektórych wadą może być też nie ukrywajmy cena. Jednak jeżeli możecie sobie pozwolić na taki koszt to ja jak najbardziej polecam!
   Przeogromnie się cieszę, że w tym masełku znalazłam wybawiciela mojego zimowego problemu. Coś czuję, że na każdą zimę będę inwestować od tej pory w masła PAT&RUB.


Nowa fryzura i trochę informacyjny post.

   W końcu oficjalnie jestem po sesji i mogę się poświęcić temu co lubię robić najbardziej tzn. blogowaniu. Przede mną niemałe zaległości w odwiedzaniu i czytaniu Waszych blogów, ale dzisiaj wieczorem siadam do nadrabiania ich! Aktualnie zamierzam również wrócić na YT i pomęczyć Was regularnymi filmami przynajmniej do następnej sesji ;).
   Oprócz tego w końcu zdecydowałam się na ścięcie włosów, które po kilku chemicznych farbowaniach wyglądały okropnie! Żałuję, że doprowadziłam swoje włosy do takiego stanu, ale czasu nie cofnę. Od dzisiaj rozpoczynam akcję zapuszczania moich włosów do takiej długości jaka była wcześniej albo i dłuższej.


Nie mogło zabraknąć porównania przed i po, to oczywiste! Dodaję również zdjęcie siebie z przodu po cięciu.


Przez ten czas, który mnie nie było postanowiłam w końcu zrobić coś jeszcze dla samej siebie. Otóż stwierdziłam ładnie mówiąc "zadbać o siebie" bądź jak kto woli spiąć poślady i dołączyć do "sekty" Ewy czy tam Mel B i innych takich. Żeby nie było to nie wszystko, bo zamierzam zainwestować w karnet na siłownie i już zainwestowałam w strój do ćwiczeń!!!

Z kolejnych informacji (już ostatnia, obiecuje) to fakt, iż niedługo wybiją piękne, okrągłe 2 lata odkąd istnieje mój blog. Chciałabym przygotować dla Was rozdanie, ale totalnie nie mam pomysłu co by mogło być nagrodą. Macie jakieś pomysły? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...