Moje kosmetyki do codziennego makijażu.

    Przepraszam, że tak długi czas mnie tu nie było, ale mam naprawdę ciężki semestr na uczelni i zaczęła się tak okropna sesja... Jak to mówi moja mama jestem już na półmetku i najgorszy weekend już za mną. Teraz tylko jeszcze 3 egzaminy i czekanie na wyniki.
    Dzisiejszy post nie będzie recenzją, bo na jej tworzenie brakuje mi totalnie energii. Jak w tygodniu trochę odżyję to na pewno takowa się pojawi.

Postanowiłam pokazać Wam dzisiaj kosmetyki, które używam do mojego codziennego makijażu. Tego typu postu chyba nigdy nie był na moim blogu, a pojawiło się kilka nowych produktów w moim makijażu, więc przy okazji Wam je pokażę.
   Zacznę od podstawy mojego makijażu, czyli podkładu. Jeszcze miesiąc temu pokazałabym Wam tutaj Revlon, ale postanowiłam od niego odejść na rzecz podkładu Pierre Rene Skin Balance. Na pewno za jakiś czas stworzę o nim recenzję, ale jestem jeszcze w fazie testowania. Na pewno zauważam świetnie krycie (oczywiście nie liczcie na genialne zamaskowanie świeżych krostek) i długotrwały efekt, ale posiada też jedną zasadniczą wadę - lubi podkreślać suche skórki. Koszt takiego podkładu to ok.20zł (allegro) lub około 27zł w Naturze.


Drugi produkt to oczywiście korektor. Nie pokażę Wam tu jednego korektoru, a aż cztery. Moja cera w różnych fazach ma inne wymagania i po prostu stosuję te korektory zamiennie! Dwa pod oczy, dwa typowo do zakrywania przebarwień.


Jako puder od około miesiąca używam skrobię modyfikowaną dry-flo (na zdjęciu przesypana do pojemnika po pudrze Essence). Co prawda po pewnym czasie skóra zaczyna się do niego przyzwyczajać i już tak fajnie nie trzyma matu, ale mimo wszystko jest wart uwagi! Za tyle gram zapłacimy ok.13zł. Na pewno pojawi się recenzja tej skrobii w niedługim czasie.


Moim bronzerem jest W7 Honolulu, który dostałam od Agnieszki (Agusiak747) na jednym ze spotkań blogerek i ogromnie mi przypasował pod względem odcienia i tego, że nie ma w sobie drobinek,  za którymi nie za bardzo przepadam. Natomiast róż jaki aktualnie używam to Inglot w odcieniu 72, który rewelacyjnie współgra z bronzerem W7 i utrzymuje się naprawdę cały dzień! Już nie pamiętam ile za niego zapłaciłam, ale na pewno nie więcej niż 20zł.



Przedostatni produkt to cień do brwi z Inglota, który znalazł się w ulubieńcach roku 2013. Cień cechuje świetna trwałość, idealna pigmentacja (efekt można stopniować) i wydajność. To mój ideał "brwiowy", o ile można tak to określić. Kolor idealnie pasuje, jest mega naturalny i nie czuję przez to efektu przerysowania, którego nienawidzę!!!


Ostatni kosmetyk to tusz do rzęs. Aktualnie jest to Maybelline Colossal, ale już mi się kończy więc pewnie sięgnę po coś nowego. Tusz nie wprawił mnie w zachwyt, ale też nie jest tak, że budzi we mnie nienawiść. Efekt pogrubienia niestety utrzymuje się u mnie przez około godzinę od nałożenia, później rzęsy wyglądają trochę jak sflaczałe.


Jeżeli mam więcej czasu i chęci to oczywiście sięgam po moją paletkę MUA (dzięki której można wyczarować makijaż dzienny jak i wieczorowy) i bazę pod cienie z Catrice.

Powyżej pokazałam Wam takie moje kosmetyki, z których korzystam na co dzień i jest to mój "zestaw obowiązkowy" czy to malując się do pracy czy na uczelnie.

A Wy macie swój "zestaw obowiązkowy"? :)

Moi kosmetyczni ulubieńcy roku 2013.

   W końcu i ja zebrałam się do stworzenia postu o moich ulubieńcach zeszłorocznych. Nawet nie wiem kiedy ten rok tak zleciał, ale wydarzyło się w nim naprawdę wiele jeśli chodzi o kosmetyki.
    Po pierwsze odkryłam kilka nowych, ale jakże rewelacyjnych kosmetyków. Po drugie nauczyłam się, że czasem nie warto eksperymentować na swojej twarzy, bo później efektem jest okropne uczulenie.
   
    Moim pierwszym odkryciem, którego mam już drugą tubkę jest krem Tołpa matująco-nawilżający. Świetnie sprawdza się na mojej tłustej cerze, genialnie współgra z makijażem. Od razu odsyłam Was do recenzji na moim blogu właśnie tego kremu, gdzie poczytacie o nim więcej TU!
   Na promocji można go zakupić za około 19zł, a w regularnej cenie za ok. 26-27zł (dostępny m.in. w Rossmannie i Hebe).


Mgiełki Bath&Body Works ach... Uwierzcie mi, że nie ma nic lepszego na lato czy po prostu do torebki by "popsikać" się w ciągu dnia. Oba zapachy genialne, długo się utrzymują, a do tego bardzo często są promocje (kup 2, trzeci za 1gr itp.). Żałuję, że nigdy nie byłam w Bath&Body Works, ale zamierzam to nadrobić! Zapachy, które ja posiadam to Sweet Pea oraz Be Enchanted


Te odżywki Garniera do włosów zasługują w 100% by znaleźć się na tej liście! Obie genialne pod względem działania, zapachu, ceny, ale niestety nie dostępności. Ja swoje albo zamawiałam na Allegro albo przywiozłam z Niemiec (Drogeria DM). Ponieważ o obu pisałam recenzję to pozostawiam Wam linki właśnie do nich: TU i TU ! 


I przyszedł czas na kolorówkę. W tej dziedzinie nie zachwyciło mnie zbyt wiele kosmetyków, ale mimo wszystko kilka z nich zasługuje na uwagę. 
Jednym z nich jest cień do brwi Inglot, który kupiłam za 12zł. Trzyma się naprawdę cały dzień, można stopniować efekt, do tego jest bardzo wydajny i kosztuje niewiele! Moim zdaniem najlepszy i przeogromnie wart uwagi!
P.S. Wiem, że cień wydaje się być jasny jednak na brwiach jest brązowy i idealnie pasuje do mojego aktualnego koloru włosów.


Paletka MUA - chodziła za mną tak długo, że aż mam ochotę powiedzieć, że to była wieczność. Dostałam ją od mamy, gdy tylko pojawiły się w sklepie internetowym cocolita.pl. Moja paletka to Undressed i pasuje naprawdę każdemu. Można wyczarować za jej pomocą delikatny, dzienny makijaż, ale i szałowy, mocniejszy na wieczorne wyjścia. Polecam ją osobom początkującym i "zaawansowanym" w tworzeniu make-up'ów.


Na sam koniec zostawiłam moje brudaski. Zapomniałam obfocić mój "arsenał" po umyciu i taki mam efekt :(. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. W każdym bądź razie są to pędzle, których używam dzień w dzień i które nigdy mnie nie zawiodły. Tutaj na miano ulubieńca zasługują pędzle Hakuro, jak i Ecotools do pudru. Nie zapomniałam o niezastąpionej gąbeczce Ebelin, która godnie służyła mi przez kilka dobrych miesięcy i służy nadal.
Co prawda nie znalazły się tutaj pędzle typowo do makijażu oka, ponieważ nie znalazłam wśród nich ulubieńców roku 2013.

(Hakuro H85, Ecotools do pudru, Hakuro H15, Hakuro H50S, Ebelin)

Zapomniałam o najważniejszej rzeczy, która obowiązkowo miała się znaleźć na tej liście! Mowa tu o szczotce Tangle Teezer. Odkąd ją mam nie wiem co to znaczy szarpanie włosów podczas czesania (szczególnie czesania mokrych włosów). Rewelacyjnie się sprawdza przy nakładaniu oleju na włosy. Niestety koszt takiej szczotki nie jest mały i ja swoją dostałam na urodziny, ale jeżeli nie jest Wam szkoda takich pieniążków to serdecznie polecam! Jednocześnie zostawiam link do recenzji TU!


A czy wśród moich ulubieńców są też Wasi ulubieńcy ? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...