Film z kolejnymi zdobyczami z wyprzedaży !

Cześć Dziewczyny :),

Dzisiaj ostatni dzień głosowania w konkursie na wakacyjny najlepszy blog kobiecy. Jeśli macie ochotę zagłosować na mój blog wystarczy zaznaczyć 5 gwiazdek. Bezpośredni link: http://iwos.pl/konkurs/62 ! 

Zostawiam Was z moim nowym filmem z szaleństwem zakupowym na wyprzedażach i nie tylko ! 



Podkład mineralny od Amilie, hit czy kit ?

Witajcie Dziewczyny :),

  Afrykańskie upały mi nie służą! Nie mogę sobie znaleźć w domu miejsca, cała się lepie i jedyne co daje mi ratunek to zimna woda w wannie i lody <3. Najgorsze, że akurat w te afrykańskie upały mam "te" dni i po prostu umieram... Jednak siłę na napisanie postu znalazłam!
  Dzisiaj chciałabym Wam co nieco opowiedzieć o podkładzie mineralnym Amilie Mineral. O pudrze z tej firmy już mogłyście trochę poczytać TU!
Już jakiś czas temu dostałam paczkę od Amilie, ale powiem szczerze z recenzją podkładu musiałam się wstrzymać, a dlaczego o tym napiszę trochę później. Ogólnie od jakiegoś czasu kusiły mnie te mineralne nowości, które szczególnie polecane były cerom problematycznym itd. Nie ukrywam, że myślałam, że będzie to ideał dla mojej cery pod każdym względem. Tak się niestety nie stało.


Konsystencja i odcień:
Jest to podkład sypki, który można nakładać na mokro i na sucho.
Ja posiadam odcień Cashmere.

Opakowanie:
Zasługuje na ogromną pochwałę! Nic się z niego nie wysypuje, dzięki mechanizmowi, który umiejętnie zasłania wieczko. Świetnie pomyślane rozwiązanie! Ogromne brawa dla Amilie.


Pojemność:
5g

Cena i dostępność:
36zł,
dostępny na stronie producenta http://www.amilie.pl/

Od producenta:
"Formuła Coverage zapewnia idealne krycie wszelkich niedoskonałości cery, z budowanym stopniem krycia (każda kolejna warstwa nadaje większe krycie). Podkład o gładkiej, jedwabistej konsystencji z delikatnym, promiennym wykończeniem (subtelne glow). Odpowiedni dla wszystkich rodzajów cery."

Moja opinia:



Maltretowałam ten podkład kilka dobrych tygodni. Nakładałam na mokro i na sucho, kolistymi ruchami i stępelkowymi, pędzlami i jajeczkiem Ebelin i wciąż zawodził... Wchodził przeokropnie w moje pory, przez co jeszcze bardziej stawały się widoczne. Z tego co wiem nie tylko ja zaobserwowałam u siebie taki efekt, więc nie sądzę by była to wina nieumiejętnego nakładania podkładu (?).
Poza tym kryje naprawdę średnio, w porównaniu do podkładu Revlon to naprawdę wypada blado! A nakładając kolejne warstwy wygląda to nieestetycznie i makijaż, który zazwyczaj robię na zasadzie  "no make-up", w tym wypadku nie istnieje.
Podkład bardzo szybko znika z twarzy co mi się osobiście bardzo nie podoba! Mając przebarwienia i rozszerzone pory chciałabym by podkład jak najdłużej je maskował.
Nawet jeśli ma o wiele lepszy skład od drogeryjnych podkładów to jednak będę się trzymać tych drugich, ponieważ dają mi to czego oczekuję od podkładów - krycie, matowienie i dość długo się utrzymują.
Ja ten podkład polecam osobom o cerze normalnej, może lekko w kierunku mieszanej. Przy tłustej i problematycznej cerze jak moja się nie sprawdził.
Jedyny plus jaki zauważam to bogata gama kolorystyczna, w której każdy znajdzie odcień dla siebie. No i zapomniałabym o najważniejszym plusie, czyli opakowanie. 


A czy na Was minerałki się sprawdzają ? 

Regenerujący Balsam do ciała Love Me Green.

Cześć Dziewczyny :),

  Mam ogromne zaległości w blogowaniu, sama nie wiem w co włożyć ręce. Ostatnio udało mi się nabrać trochę energii wyjazdem do kuzynek, więc może dzisiaj napiszę kilka postów by nie mieć zaległości i nagram film.
 
  Już jakiś czas temu dostałam paczkę z kosmetykami Love Me Green, w której znalazłam piankę do mycia twarzy, krem na dzień i na noc oraz balsam do ciała. O piance już mogłyście poczytać, a tym razem wzięłam pod lupę balsam do ciała. Swoją drogą dawno na moim blogu nie było recenzji kosmetyku typowo do pielęgnacji ciała.


Opakowanie:
Balsam dostajemy w plastikowej butelce zakończonej pompką. Pompka jest dla mnie wygodnym rozwiązaniem i higienicznym. Do tego butelka jest przeźroczysta, więc widzimy ile mniej więcej produktu nam jeszcze zostało.


Konsystencja:
Balsam jest bardzo gęsty, przez co ciężko się rozsmarowuje i wolniej wchłania.

Zapach:
Nie przypadł mi do gustu... Jest bardzo mocny, naturalny i szczerze mówiąc dziwny. Nie wyczuwam w nim za bardzo miodu. 

Dostępność i cena:
Tylko Internet! Cena to aż 99,90zł !!!

Skład: 
AQUA (WATER), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERYL STEARATE SE, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER EXTRACT*, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL*, GLYCERYL STEARATE, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL, GLYCERIN, PALMITIC ACID, CETYL ALCOHOL, SQUALANE, CERA ALBA (BEESWAX), STEARIC ACID, BENZYL ALCOHOL, PARFUM (FRAGRANCE), LEVULINIC ACID, SODIUM LEVULINATE, MEL (HONEY) EXTRACT, XANTHAN GUM, SODIUM HYDROXIDE, DEHYDROACETIC ACID, BENZOIC ACID, BIOSACCHARIDE GUM-1, SORBIC ACID, GLYCERYL CAPRYLATE, SODIUM ANISATE, LINALOOL, LIMONENE, GERANIOL, COUMARIN, BENZYL ALCOHOL



Pojemność:
200ml

Słowo od producenta:
"Organiczny Krem do ciała Macadamia i Miód został stworzony w celu nawilżenia*, odżywienia i ochrony skóry ciała. Jego kremowa konsystencja w połączeniu z delikatnym i subtelnym zapachem szybko wnika nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze."

Moja opinia : 

Szczerze mówiąc balsam nie zrobił na mnie większego wrażenia. Nie lubię latem używać tych gęstych, treściwych konsystencji, które wchłaniają się dwa razy dłużej. Na zimę pewnie będzie o wiele lepszy niż na taką pogodę jak jest teraz.
Moja skóra jest dość wymagająca jeśli chodzi o nawilżenie. Gdy jest przesuszona potrafi swędzieć (głównie zimą). Moim zdaniem ten balsam sobie średnio radzi z nawilżaniem. Jak za taką cenę wymagam czegoś o wiele lepszego.
Wracając jeszcze do opakowania. Bardzo lubię pompki w tego typu kosmetykach, wiecie przynajmniej produkt nie wchodzi pod paznokcie itp. Jednak przy tak treściwym kosmetyku pompka ledwo zipie. Czekam tylko aż w pewnym momencie zatka się. Tak wiem, jestem pesymistką.
Poza tym ta cena... Odstrasza ogromnie! Sama na pewno bym sobie go nie kupiła. Nie polubiłam się z tym produktem!



A Wy miałyście styczność z kosmetykami Love Me Green? 

Wibo Dolls Lash rzęsy jak ta lala!

Cześć Dziewczyny :),

  Mam strasznie zakręcony okres w swoim życiu. Tymczasowa praca, wyjazdy, sprawy rodzinne. To wszystko równa się totalnym brakiem czasu.
Niestety nie mam postów napisanych do przodu, więc żeby znaleźć czas na systematyczne pisanie nie powiem jest ciężko. Staram się jak mogę, uwierzcie, ale i tak wiem, że nie wychodzi mi to najlepiej... Przepraszam! :(


   Dzisiaj chciałam przyjść z recenzją tuszu marki Wibo. Ja wiem, że o nim jest ostatnio bardzo głośno na YT i blogach, ale postanowiłam dodać swoje, a co ! ;)
Jego zakup był spontaniczny jak w przypadku kremu Tołpy i tak samo kupiłam go na promocji -40% w Rossmannie. Kupiłam go głównie przez recenzję jednej z Ambasadorek Wibo jaką jest Agusiak747, osobiście moja bardzo dobra blogowa koleżanka. Postanowiłam zaryzykować, a za cenę niecałych 6zł nie wahałam się długo.

Opakowanie: 
   Tusz otrzymujemy w bardzo skromnym, rzekłabym tradycyjnym opakowaniu. Jednak dla mnie opakowanie nie jest najważniejsze!


Konsystencja: 
Dość gęsta, ale to mi się akurat podoba. Tusz nie należy do tych mokrych sklejających okropnie rzęsy - uff.

Cena i dostępność:
Jak już pisałam wyżej kosztowała mnie ok. 6zł, ale wtedy była promocja. Normalna cena to ok. 10zł i jest do zdobycia w Rossmannie.


Zapach:
Bardzo standardowy, taki jak dla tuszu.

Szczoteczka: 
Nie należy do rodziny silikonowych. Grubość jak dla mnie jest średnia, może dlatego, że widziałam grubsze ;).

Efekt:


Moja Opinia:

  Całą historię jak i dlaczego kupiłam ten tusz opisałam u góry, więc dodawanie tu jakiegokolwiek słowa wstępu będzie zbędne.
Swoją opinię w sumie zacznę od końca, bo napiszę, że tusz mnie zachwycił i śmiało porównam go do Maybelline Colossal, ponieważ obie maskary dają mi podobny efekt na rzęsach.
Bardzo podoba mi się w nim to, że bez problemu mogę budować efekt pogrubienia i wydłużenia na swoich rzęsach. Dokładanie kolejnych warstw nie tworzy tzw. "pajęczych nóżek" czy po prostu posklejanych rzęs.
Rewelacyjnie wydłuża, a przede wszystkim pogrubia rzęsy.
W ciągu dnia lekko się osypuje, ale jest to do opanowania. Poza tym jak za taką cenę nie czepiam się, ponieważ jest to drobny szczegół (przynajmniej dla mnie), który da się przeżyć.
Niestety trochę nie zgodzę się ze stwierdzeniem producenta o efekcie sztucznych rzęs, ale jak już pisałam wyżej efekt jaki daje ta maskara bardzo mi się podoba!
Na pewno jeszcze nieraz się na nią skuszę, nieważne czy będzie ona w promocji czy bez.



A Wy macie swój ulubiony tusz? A może jest nim Wibo Dolls Lash ? 

Idealny krem dla cery tłustej i mieszanej - Tołpa!

Cześć Dziewczyny :),

  Przy ostatniej akcji promocyjnej Drogerii Rossmann -40% na kolorówkę i pielęgnację cery skusiłam się na kilka "nowości". Wybrałam wiele produktów, których nigdy nie było na mojej kosmetycznej półce. Jednym z nich był krem z Tołpy (Matujący krem nawilżający). Jego regularna cena to ok. 27zł, ale wtedy zapłaciłam za niego 15,99zł!!!


  Krem dostajemy zapakowany w kartonik, do tego jest zaklejony, więc mamy pewność, że nikt go wcześniej nie otwierał. W środku znajdziemy tubę przypominającą trochę apteczne maści, ale z takową nie ma nic wspólnego. Oprócz tego tubka jest bardzo miękka, więc wydobywanie z niej kremu nie jest większym problemem.
 Konsystencja gęsta, ale niech Was to nie myli, ponieważ krem jest tak leciutki, że na lato nadaję się idealnie! Swoją drogą zauważam plus tej konsystencji - potrzebuję o wiele mniej kremu by pokryć całą twarz, a za tym idzie zwiększona wydajność.
  Sama dostępność jest dla mnie przystępna, ponieważ w moim mieście Rossmann jest prawie przy Rossmannie. Nie wiem czy też przypadkiem nie znajdziecie go w SP, ale rzadko tam zachodzę, więc nie chcę wprowadzać w błąd. Na pewno znajdziecie go na Allegro za ok. 20zł (bez kosztów przesyłki)!



Skład: Aqua, Glycerin, Cyclomethicone, Peat Extract, Cetyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Propylene Glycol, Sorbitian Olivate, Biosaccharide Gum-1, Arctium Majus Root Extract, Capryloyl Glycine, Sarcosine, Cinnamonium Zeylanicum Bark Extract, Xantham Gum, Tetrasodium Edta, Allantolin, Panthenol, Carbomer, Sodium Hydroxide, Parfum.

Od producenta:
Przywraca równowagę miedzy przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Normalizuje wydzielanie sebum i zapobiega błyszczeniu skóry. Ogranicza powstawanie zaskórników i zwęża rozszerzone pory. Łagodzi podrażnienia i nawilża. Wygładza i długotrwale matuje. 


Moja opinia:

Jak wiecie nigdy nie zabawiłam przy żadnym kremie na długo, ciągle je zmieniam i szukam idealnego. Miałam już tyle kremów do twarzy, że ciężko mi je zliczyć na palcach u rąk i nóg. Były rozsławione rosyjskie kosmetyki, niby idealnie matująca Barwa i o wiele więcej niewypałów.
O tym kremie przed zakupem nie czytałam żadnych opinii!!! Wizaż i blogi poszły na bok. Dopiero po zakupie stwierdziłam, że poczytam co sądzą o nim inne blogerki. Zakup był w 100% spontaniczny, bo za taką cenę kto by się wahał!
Ogólnie już jakiś czas temu przestałam wierzyć wszystkiemu co ma w nazwie "matujący/matujące", ale ta nazwa sprawdza się idealnie! Krem naprawdę świetnie matuje, ale i nie wysusza. Po prostu przyjemnie nawilża. Po raz pierwszy ktoś kto nazwał krem "Matujący krem nawilżający" miał rację i wiedział co robi.
Krem idealnie nadaje się pod makijaż (Barwa Siarkowa Moc lubiła mi się rolować), nakładanie na ten krem podkładu należy chyba do najprzyjemniejszych rzeczy!
Nie dorobiłam się jakiś nowych krostek czy zaskórników przez ten krem, a wszelkie zmiany goją się szybciej. 
Już nie mogę się doczekać kolejnej wielkiej promocji/akcji Rossmann'a by nabyć w zapasie kilka opakowań tego cuda! Mogę śmiało powiedzieć, że nie miałam lepszego kremu jak do tej pory.
Polecam go szczególnie posiadaczkom cer tłustych i mieszanych.


A Wy macie swojego kremowego ulubieńca?

Amilie Mineral Cosmetics, czyli puder w odcieniu Angel Dust.

Witajcie Dziewczyny :),

   W końcu mogę oficjalnie powiedzieć, że jestem po sesji! Niedzielny egzamin z matematyki zdałam i to chyba na 5, więc lepiej być nie mogło. Teraz tylko składam papiery o stypendium i mam nadzieję, że zmieszczę się w tych 10% najlepszych studentów z kierunku. Szczerze wątpię, ale spróbować nie zaszkodzi.
   Wracam w końcu do regularnego blogowania. Już pomału zapomniałam jak to jest pisać co 2-3dni. Ale już bez zbędnego gadania! Dzisiaj chciałabym przyjść do Was z recenzją pudru mineralnego z Amilie Mineral Cosmetics. Do testów dostałam również podkład, ale stwierdziłam, że pojawią się dwie osobne recenzje. Także na dniach poczytacie o podkładzie w odcieniu Cashmere.


Od producenta:
"Puder ma barwę białą, ale po aplikacji na skórze staje się całkowicie transparentny nadając niewidoczne, matowe wykończenie.
Puder transparentny wykańczający, nadaje aksamitne, matowe wykończenie oraz przedłuża trwałość makijażu. Można stosować także jako primer. Zapewnia efekt niezwykle gładkiej i jedwabistej skóry. Doskonale wchłania sebum oraz zapobiega świeceniu się skóry."

Właściwości:
"- nie zawiera talkukonserwantówsilikonównanocząsteczesteczek,substancji ropopochodnych oraz szkodliwych chemicznych dodatków
nadaje aksamitnematowe wykończenia
przedłuża trwałość makijażu
nie zatyka porówskóra może w nim swobodnie oddychać
odpowiedni dla cery trądzikowejwrażliwej oraz skłonnej do alergii
absorbuje nadmiar sebum
zapewnia naturalną ochronę przed promieniami UV
zmniejsza widoczność zmarszczek
- zapewnia efekt soft focus ( zmienia kąt padania światła dzięki czemu optycznie minimalizuje widoczność wszelkich niedoskonałości skóry)"

Skład:
Krzemionka, puder jedwabny, mika, tlenki żelaza
Opakowanie:
To tradycyjnie plastik, ale wydaję się być mocny. Na wyjątkowe pochwalenie zasługuje jednak zasuwane wieczko, które sprawia, że puder w podróży czy w torbie nie wysypuje nam się w pudełku.



Pojemność i cena:
4,5g/39zł

Zapach:
Gdy pudruję sobie nos wyczuwam dość specyficzny, duszący zapach. Nie należy on do słodkich czy orzeźwiających zapachów. Wydaję mi się, że jest to zapach jakiegoś składniku, ale ciężko mi powiedzieć którego.

Moja opinia:


Bardzo byłam ciekawa kosmetyków mineralnych typowo do makijażu. Nie ukrywam, że przeglądając różne blogi byłam coraz bardziej kuszona tymi "cudami".
Mając cerę tłustą, z rozszerzonymi porami i zaskórnikami wymagam wiele od pudru, ale głównie zależy mi na macie! Matowienie w przypadku tego pudru nie jest najgorsze, ale do najlepszych również nie należy! Moja cera zaczyna się świecić po ok.1,5-2h. Jednak puder ten różni się trochę od innych. Wcześniej gdy moja cera zaczynała się świecić wszystko się do niej lepiło, a tu nawet jak dotknę twarzy jest "aksamitna" w dotyku! Bardzo mi się ten efekt podoba.
Zgadzam się z tym, że rozszerzone pory czy zaskórniki są mniej widoczne (porównywałam z innymi pudrami). Poza tym nie bieli, pięknie stapia się ze skórą i świetnie sprawdza się nie tylko na podkładzie Amilie, ale i również na drogeryjnych podkładach.
Wada jaką zauważam to kiepska wydajność, niestety. A do tego jak na taką wydajność wysoka cena. Mam puder od miesiąca, a za kilka tygodni czuję, że już go nie będzie.
Pozostałe minusy do przeżycia - trochę pyli; dziwny, niekiedy duszący zapach.
Podsumowując moim zdaniem sprawdzi się na każdej cerze, nieważne czy jest tłusta czy normalna! Co prawda przy tłustej nie uzyskamy całodniowego matu, ale ma za to kilka innych właściwości, które cerze tłustej i problematycznej przypadną do gustu!


A Wy używacie kosmetyków mineralnych czy jednak stawiacie na drogeryjne "wynalazki"?

Film z moimi zakupami z wyprzedaży i nie tylko !

Witajcie Dziewczyny :),

  Postanowiłam nagrać film na YouTube, ponieważ mój Haul urósł do takich rozmiarów, że nakładam na siebie szlaban! Jednak jeśli mam być szczera pewnie nie dam rady nic nie kupować :o :(! W końcu tyle rzeczy ładnych i potrzebnych - znacie to z autopsji? :D haha.
  Nie przedłużając zapraszam na film, a do mojego szlabanu przyczyniły się: Wiktoria (klik) i Ania!!!


P.S. Miłego oglądania!


Pianka do mycia twarzy Love Me Green.

Cześć Dziewczyny :),

  Jakiś czas temu otrzymałam do testów od firmy Love Me Green zestaw kosmetyków. Stwierdziłam, że pora w końcu coś "naskrobać"! Serię recenzji z kosmetykami Love Me Green chciałabym rozpocząć pianką do mycia twarzy, ponieważ używam jej najczęściej i najbardziej się z nią polubiłam, ale o tym niżej.


Kilka słów o samej firmie:

"Receptury produktów kosmetycznych Love me Green , są opracowane z wykorzystaniem ostatnich dokonań i osiągnięć kosmetyki naturalnej.  Dla dopełnienia efektu,  w produktach Love me Green, wykorzystano naturalne właściwości ekstraktów i olejków roślinnych w dziedzinie aromaterapii. Dzięki czemu kosmetyki te działają pozytywnie nie tylko na skórę , ale również  uwodzą  egzotycznymi zapachami , co pozwala się  odprężyć i zrelaksować."


Od producenta:

"Organiczna pianka nie tylko myje, ale też zapobiega wysuszeniu skóry i nie zaburza naturalnego pH. Produkt jest hipoalergiczny, dzięki czemu może być stosowany nawet przez osoby o bardzo wrażliwej skórze. Posiada specjalnie opracowane opakowanie spieniające, umozliwiające łatwe rozprowadzenie produktu na skórze.
Zmiękczona i oczyszczona skóra odzyskuje cały swój naturalny blask."
Sposób użycia: 
Nanieś piankę na zwilżoną skórę twarzy delikatnym okrężnym ruchem masującym, a następnie zmyj wodą.



Skład:
AQUA (WATER), ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*, ROSA DAMASCENA (ROSE) FLOWER WATER*, DISODIUM COCOYL GLUTAMATE, CENTAUREA CYANUS (CORNFLOWER) FLOWER WATER*, SODIUM COCOAMPHOACETATE, GLUCONOLACTONE, SODIUM BENZOATE, SODIUM COCOYL GLUTAMATE, POTASSIUM SORBATE, CAPRYLYL/CAPRYL GLUCOSIDE, GLYCERIN, CITRIC ACID, HYDROLYZED LINSEED EXTRACT*, SODIUM HYDROXIDE, PARFUM (FRAGRANCE), BENZYL ALCOHOL, CALCIUM GLUCONATE, DEHYDROACETIC ACID, MELILOTUS OFFICINALIS EXTRACT, CARICA PAPAYA (PAPAYA) FRUIT EXTRACT, LIMONENE, CITRONELLOL, CITRAL, LINALOOL, COUMARIN, GERANIOL, FARNESOL, ISOEUGENOL, EUGENOL, BENZYL BENZOATE, BENZYL SALICYLATE, METHYL 2-OCTYNOATE, HYDROXYIOSHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, HYDROXYCITRONELLAL, HEXYL CINNAMAL, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, AMYL CINNAMAL, AMYL CINNAMYL ALCOHOL, ANISE ALCOHOL, CINNAMYL ALCOHOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, BENZYL CINNAMATE, CINNAMAL
Składniki aktywne:
Aloes, Ekstrakt z Papai, Woda z kwiatów róży

Moja opinia:
   Pianka przykuła moje ogromne zainteresowanie gdy przeglądałam ofertę firmy. Nigdy nie miałam do czynienia z kosmetykami do mycia twarzy w formie pianki, więc byłam ogromnie ciekawa tego "wynalazku". Powiem Wam szczerze, że bardzo mi się spodobała forma/konsystencja pianki, jednak mam wrażenie, że przez to zużywa się więcej produktu :(.
Pianki używam przynajmniej 2 razy dziennie (rano i wieczorem). Najczęściej by umyć moją buzię potrzebuję dwóch pompek (przy jednej mam wrażenie, że nie pokrywa całej twarzy). Niestety nie jestem w stanie sprawdzić ile pianki mi zostało, ponieważ opakowanie nawet postawione pod słońce nie chce mi tego zdradzić. Po wstrząśnięciu butelką też ciężko mi to ocenić, więc jego wydajność pozostawiam pod znakiem zapytania.
  Samo opakowanie jest bardzo poręczne i wygodne, pompka się nie zacina, więc nie ma się do czego przyczepić! Jeśli chodzi o zapach to jest bardzo przyjemny i świeży, nie dusi w żaden sposób.
Jednak ja zauważam 3 główne wady, które trochę zniechęcają do produktu! Pierwszą z nich i największą jest CENA (49,90zł), drugą dostępność (tylko sklep internetowy Love Me Green), a trzecią fakt iż średnio sobie radzi ze zmywaniem makijażu i jakiś większych zanieczyszczeń.


Ogólnie piankę polubiłam za konsystencję, skład, za to, że w żaden sposób nie podrażnia i nie przesusza. Do porannego mycia twarzy czy odświeżenia w ciągu dnia według mnie jest idealna. Jednak jak pisałam wyżej do zmywania makijażu totalnie się nie nadaje.
Z dodatkowych informacji, które podaje producent produkt nie zawiera parabenów, silikonów, pochodnych olejów mineralnych, etoksylowanych produktów, EDTA, Phenoxyethanolu, a wszelkie konserwanty w nim umieszczone są zaakceptowane przez Ecocert.


Fakt iż otrzymałam produkt za darmo nie wpłynął na moją ocenę.

A Wy jesteście wierne tradycyjnym żelom czy używacie produktów np. w postaci pianki?

Aktualny stan moich włosów + pielęgnacja.

Witajcie Dziewczyny :),

  Dawno nie pokazywałam Wam swoich włosów od tyłu. Jednak powiem szczerze, nie miał mi kto zrobić takiego zdjęcia. Dzisiaj się zaparłam i stwierdziłam, że takie zdjęcie musi tu być choćby nie wiem co! Jeszcze nie wiem jak je wyczaruję...
  Ogólnie przez tę całą sesję zaniedbałam trochę pielęgnację moich włosów. Jak zawsze powtarzałam systematyczność najważniejsza i się tego trzymałam, tak w ostatnim miesiącu te słowa jakby nie istniały. Książki pochłonęły mnie do reszty, a kondycja włosów średnia. Zaniedbałam się w olejowaniu, w nakładaniu jakichkolwiek odżywek, dlatego miesiąc lipiec będzie miesiącem NADRABIANIA!


Co aktualnie używam do pielęgnacji włosów?
1. Szampon Alverde arganowo-migdałowy - naprawdę świetny szampon! Niestety to już mój ostatni Alverde jaki mam i nie wiem co później zrobię :(. Uwielbiam go do codziennego mycia włosów. Są po nim lśniące, gładkie i miękkie.


2. Szampon Balea Oil Repair - używam go 2 razy w tygodniu by oczyścić nim lepiej swoje włosy (w składzie SLS). Ma bardzo przyjemny zapach, pozostawia włosy bardzo miękkie. Ogólnie uwielbiam tę serię szamponów Balea w tubach!




3. Maseczka Keratyna + Jedwab Biovax - ostatnio trochę się opuściłam w jej użytku, ale bardzo ją lubię. Umie wyprowadzić kondycję włosów na prostą! Dlatego w lipcu liczę ogromnie na jej wsparcie :).


4. Jedwab Green Pharmacy/Serum A+E Biovax - używam tych dwóch produktów naprzemiennie i oba bardzo lubię. Świetnie zabezpieczają końcówki, pozostawiają włosy miękkie, lejące więc czego chcieć więcej?! :)


5. Olej IHT9 - mój ulubieniec bez dwóch zdań! Odsyłam do recenzji, bo naprawdę nie ma sensu bym znów wymieniała jego wszystkie zalety (zabraknie mi tu miejsca) ;). 


6. Batiste suche szampony - czasem człowiek musi się ratować z opresji, a co najlepsze?! Suchy szampon firmy Batiste! Rossmanowski wynalazek nie zachwycił mnie tak jak Batiste. Polecam :).


Nadal nie suszę włosów suszarką (chociaż czasem mi się to zdarzało gdy miałam na rano do szkoły) jednak na co dzień pozwalam im by schły sobie same, naturalnie bez pośpiechu. Włosy dzięki temu odżyły i nie są sianowate. Do tego odpowiednia pielęgnacja i naprawdę dają radę! 
Wiem, że w lipcu muszę poświęcić im mnóstwo uwagi i nie doprowadzić ich do takiego stanu jaki był kilka lat temu. Mam nadzieję, że mi się to uda, a Wy trzymajcie za mnie kciuki! :)
Oczywiście do pielęgnacji dołączyła sławna szczotka TT i już planuję napisać o niej w osobnym poście! 
   Póki co zostawiam Was ze zdjęciem mojego aktualnego stanu włosów w przybliżeniu!


Wczoraj odszedł mój malutki przyjaciel :(. Tak naprawdę nigdy nie miał imienia, zawsze był moim Chomisiem. Niecałe 2 lata, a człowiek ryczy jak za człowiekiem. 


P.S. Biorę udział w konkursie o czym wspominałam już na facebook'u. Jest to konkurs wakacyjny na najlepszy blog kobiecy. Zgłosiłam się z ciekawości, wiem, wiem to pierwszy stopień do piekła. Jednak jeśli macie ochotę to podaję Wam link http://iwos.pl/konkurs/konkurs.php . Później wystarczy tylko znaleźć mojego bloga i dać np. 5 gwiazdek :) - nie ukrywam mile widziane :D! 


(klik w obrazek!)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...