#Haul - Rossmann, DM, SH, współprace itd.

Hej Dziewczyny :),

  Miałam nagrać film z Haul'em, ale wciąż nie dotarła do mnie jedna rzecz, którą bardzo chciałam Wam pokazać :(. Za pewne nagram dziś po prostu bez niej... Także wszystkie rzeczy będziecie mogły obejrzeć lepiej i z każdej strony (głównie to się tyczy ubrań) :). W tym miesiącu muszę powiedzieć trochę poszalałam, ale to głównie przez moją mamę, która stwierdziła, że skoro mam za chwilę urodziny to musi mi coś kupić. Takim sposobem dostałam komin i sfinansowanie części zakupów w Rossmannie :). No i żeby nie było nie zapominam, mama porwała się w tym roku na tort dla mnie o smaku bueno ! Już się nie mogę doczekać niedzieli <3.
  Okej przejdę już do zakupów i pokażę Wam kompletne zakupy z Rossmanna, który skusił mnie równe 3 razy! Pierwsze łupy Wam pokazywałam - tusz i podkład, ale kolejnych już nie, więc teraz pokażę je w komplecie!


Dokładne ceny:
1. Maskara Wibo 5,79zł
2. Podkład Affinitone 16,29zł
3. Peeling coś koło 8zł
4. Krem Tołpa 15,99zł!

 Pozostając nadal w temacie kosmetycznym Agusiak, która poszalała w DM-ie nie zapomniała o mnie! :D Kupiła mi dwa szampony, mój ulubiony Alverde Arganowo-Migdałowy i Balea Oil Repair! Oczywiście Aga nie jest moim sponsorem za szampony zapłaciłam!


Przy okazji zakupów w DOZ skusiłam się na suplement diety Silica. Moje paznokcie wołają ostatnio o pomstę do nieba! ;/ Nigdy nie były w tak fatalnym stanie... Mam nadzieję, że suplement sprosta wyzwaniu.


Nadal kosmetycznie, ale już nie zakupowo! Dwie nowe współprace, a raczej jedna nowa, a druga to kontynuacja. Nowość Tisane (pachnie niczym lód ZAPP <3) i minerały Amilie! Spodziewajcie się niedługo recenzji :).


  Teraz już będzie ciuchowo! Niestety aparat mi się rozładował i jednej bluzki nie obfociłam, ale pokażę ją w filmie! :) Zacznę od SH gdzie kupiłam kurtkę Mexx'a za 12zł w stylu militarnym. Wiem, że na wieszaku wygląda jak wielkie, bezkształtne coś, ale w duecie z moim nowym kominem i bokserką wygląda rewelacyjnie! (foto na fb z łabędziem)


   Któregoś dnia po zajęciach popłynęłyśmy z koleżanką na zakupach w galerii! Tam poczyniłam zakupy typowo bluzkowe!

Cena : po lewej tally weijl 29,90zł, po prawej H&M 40zł

+ Odkupiłam od koleżanki bluzkę z baskinką z New Yorker'a przecenioną na 29,95zł! Pokazywałam Wam się już w niej na moim fanpage na fb! Kto nie widział to zapraszam! :)


Ostatnia rzecz to komin od mamy, który kosztował 15zł. Tak wiem, wiem to prezent, a ja znam cenę. Znam, bo sama wybierałam, a mama po prostu zapłaciła. Chciałam coś w bardzo pastelowych odcieniach co ożywi nie jedną stylizację i się udało znaleźć. 


 Czy to przesadzone zakupy czy mieszczę się jeszcze w granicach normy ? :D

Płyn micelarny Pure Balance dla osób z tłustą cerą!

Witajcie Dziewczyny :),

  Ostatnio piszę z większymi odstępami czasowymi, jednak sesja która dopiero rozpoczyna się u mnie za kilka dni pochłania mój czas, a raczej nauka do niej. Staram się mimo wszystko pisać przynajmniej co 3 dni i być z Waszymi blogami na bieżąco.
Może jeszcze dziś na moim kanale na YT pojawi się film z Haul'em ze względu na dość spore zakupy w tym miesiącu. Ale co ja Wam będę opowiadać, wszystko zobaczycie w filmie! :)
  Dzisiaj postanowiłam napisać recenzję płynu micelarnego Pure Balance, który dostałam w ramach współpracy z Aroma Trend. Firma nie jest dość znana i przyznam szczerze pierwszy raz się z nią spotkałam. Tym bardziej zżerała mnie ciekawość co do samego kosmetyku. Czy się sprawdził czy nie o tym niżej.


Od producenta: 
"Woda micelarna do oczyszczania skóry twarzy, szyi i dekoltu z zanieczyszczeń, sebum i demakijażu także oczu. Polecana szczególnie do cery zanieczyszczonej, błyszczącej się z rozszerzonymi porami. Zawiera ekstrakt z szałwii i ogórka, aloes i hamamelis o właściwościach ściągających i przeciwzapalnych."


Sposób użycia:
" Codziennie rano i wieczorem przemywać twarz za pomocą wacika."

Pojemność:
250ml

Skład: 


Moja opinia:
Płyny micelarne czy toniki są moim must have w pielęgnacji. Jako, że nie znałam wcześniej produktów tej firmy byłam bardzo ciekawa działania tego kosmetyku. Płyn otrzymujemy w plastikowej butelce o standardowej pojemności 250ml. Micela stosowałam na kilka sposobów:
1) Demakijaż oczu - świetnie zmywał wszelki makijaż oczu, w tym tusz. Oczy mnie po nim nie piekły, za co ogromny plus, bo mam bardzo wrażliwe oczy!
2) Jako Tonik - tutaj również działanie rewelacyjne, fajnie przygotowuje buzię do przyjęcia kremu, a później dalszego makijażu,
3) Do usuwania ewentualnych resztek makijażu/zanieczyszczeń - w tym wypadku również dobrze sobie radzi, domywa wszelkie pozostałości makijażu z twarzy, o czym może świadczyć nieraz przybrudzony wacik!
W każdym z 3 przypadków płyn micelarny mnie zachwycił. Nie zauważyłam jakiegokolwiek podrażnienia, wysypu pryszczy czy innych nieprzyjemnych skutków.
Do tego producent zaznacza na opakowaniu, że produkt jest wolny od parafiny, parabenów i alkoholu! A jak wiemy parafina+alkohol nie nadają się do cer tłustych i problematycznych! Parafina lubi zapychać (oczywiście nie każdego musi!), a alkohol bardzo wysusza i proces wytwarzania sebum jest 10 razy mocniejszy niż powinien!
Poza tym skład nie wygląda źle, już na trzecim miejscu znajdujemy obiecany składnik "hamamelis".
Jednak nigdy nie jest idealnie produkt ma jedną główną wadę - dostępność! :( Nie znajdziemy go na półkach Rossmanna, Natury czy Hebe! 
Gdyby nie taka dostępność pewnie sięgnęłabym po niego jeszcze nieraz, a w takim wypadku kupię za pewne coś innego. W każdym bądź razie dla każdego kto będzie miał okazję wypróbować polecam z czystym sumieniem :).
Fakt, iż otrzymałam produkt za darmo nie wpłynął na moją ocenę :).

Glinka Ghassoul, czyli ideał wśród glinek!

Cześć Dziewczyny :),

   Dzisiaj chciałam przyjść do Was z recenzją mojej ulubionej glinki, przy której umywa się zielona, żółta itd. Jeszcze na chwilę zmieniając temat przez Wasze kuszenie dokupiłam w Rossmannie jeszcze peeling  morelowy Soraya (obecny mi się kończy) i planuję nagrać dla Was po weekendzie film z moimi zdobyczami!
   Wracając już do glinki. Swoją zakupiłam na Targach Kosmetycznych we Wrocławiu na stoisku Starej Mydlarni pokuszona przez Patrycję (Kolorowy Pieprz). Nie pamiętam ile za nią zapłaciłam czy było to 8zł czy 11zł w każdym bądź razie o wiele taniej niż w stacjonarnym sklepie.
   Może najpierw trochę informacji o samej glince od producenta:


"Glinka Ghassoul jest w 100% naturalna, wydobywana z jedynego na świecie złoża w górach Atlas w Maroku. Ma właściwości oczyszczające i peelingujące. Skutecznie pochłania nadmiar sebum, nie naruszając warstwy lipidowej skóry. Można ją stosować w pielęgnacji cery tłustej, a także wrażliwej i alergicznej, bo nie powoduje podrażnień.
Zastosowanie: 

maska na twarz i ciało- wymieszać glinkę z wodą tak, by otrzymać gęstą masę, którą należy wmasowywać w skórę; maska na włosy - połączyć glinkę z wodą, by uzyskać lejącą konsystencję, następnie nanieść na włosy i wmasować podobnie jak szampon."


Opakownie: 
Glinkę otrzymujemy w papierowo-foliowym opakowaniu zabezpieczonym klamerką, która rozwala się po kilku użyciach (totalny badziew) ;/.
Tak jak Kosodrzewina jestem z niego niezadowolona.


Pojemność:
90g

Skład:
Maroccan Lava Clay



Stosowanie:
Ja używam glinkę tylko i wyłącznie na twarz raz w tygodniu. Nakładam ją na około 15-20 minut!

Moja opinia: 
  Glinkę otrzymujemy w kawałkach, więc dla małego chemika zabawa jak znalazł! Dla osób wygodnych odradzam i polecam zakup od razu zmielonej. Ja się przy rozrabianiu nie za dobrze bawię, te kawałki są strasznie twarde i nieraz męczę się kilka dobrych minut.
  Po rozrobieniu glinka wydziela dość specyficzny zapach, mało przyjemny, ale do przeżycia. Nakładam ją na około 15-20 minut, po czym zmywam.
Po kilku minutach trzymania jej na twarzy mam takie dziwne odczucie ściągnięcia i swędzenia, które na szczęście nie trwa to długo i mogę ją spokojnie potrzymać do końca. Efekt po zmyciu jest jak dla mnie rewelacyjny! Pory są bardzo, ale to bardzo zwężone, buzia jest gładka i miękka w dotyku! Co do ograniczenia wydzielania sebum to glinka radzi sobie trochę gorzej niż moja ulubiona maseczka z Biedronki, ale za te zwężenie porów jestem w stanie jej oddać moje serce ;). 
  Jeśli chodzi o inne zalety to jak dla mnie jest bardzo wydajna, pomimo niedużej pojemności i bardzo dobrze dostępna (allegro, mydlarnie, zsk).
Wady jakie zauważam to na pewno to nieszczęsne opakowanie i to, że sam producent nie za dużo mówi o samym rozrabianiu, które to najłatwiejszych czynności (przynajmniej dla mnie) nie należy. 




Podsumowując to naprawdę świetna glinka dla osób, które zmagają się z rozszerzonymi porami i zaskórnikami jak ja. W 100% się zgadzam z tym, że nadaje się do cery tłustej, jednak nie do końca zgodziłabym się z tym, że nada się też do cery wrażliwej, ponieważ tak jak pisałam po nałożeniu odczuwam dyskomfort, a po zmyciu na buzi przez kilka minut utrzymuje się lekkie zaczerwienienie. 
Ja na pewno jeszcze nieraz po nią sięgnę, ponieważ okazała się być dla mnie lepsza niż glinka żółta i zielona! 

A Wy macie swoich ulubieńców wśród glinek?

Rossmann - 40% i już moje pierwsze zakupy!

Witajcie Dziewczyny :),

   Wyłączyłam możliwość komentowania przez "anonimowych" użytkowników, z góry przepraszam za to osoby, które udzielały się na moim blogu jako "anonimowi". Jednak nie radzę już sobie ze spamem, którego jest coraz więcej :(.
Od dzisiaj wielka promocja w Rossmannie -40% na kolorówkę i pielęgnację twarzy, która trwa do 29.05 lub do wyczerpania zapasów. Planujecie coś kupić czy raczej przechodzicie koło tej "akcji" obojętnie?
Ogólnie ten post będzie krótki, bo raczej informacyjny dla tych z Was, które jeszcze nie wiedzą o promocji albo się zastanawiają czy warto!


  Ja dziś z samego rana (specjalnie wstałam o 7:30) pomaszerowałam na otwarcie Rossmanna z moją mamą. Obie wiedziałyśmy co mniej więcej chcemy, więc nie był to wypad by na siłę skorzystać z promocji i coś kupić. Ja skusiłam się po wczorajszych zdjęciach Agnieszki (Agusiak747) na tusz do rzęs Wibo Dolls Lash, który po obniżce kosztował aż 5,79zł !
Jednak głównie szłam po podkład Affinitone Maybelline w odcieniu 03. Kupiłam lekko ciemniejszy, bo wiadomo za chwilę lato, opalanie i odcień ciemniejszy będzie w sam raz. Póki co nałożyłam go na twarz i testuję jego trwałość. Po obniżce zapłaciłam za niego 16,29zł !!!


Jeśli chodzi o mamę to skusiła się na szminkę Rimmel, która po przecenie kosztowała 11,39zł, na krem Eveline ze złotem w bardzo efektownym złotym opakowaniu, który przypomina kulę ( w sam raz na Dzień Matki) za 15,99zł i krem z Perfecty za 11,99zł.

EDIT: Wróciłam jeszcze po peeling morelowy Soraya w wersji antybakteryjnej :) Cena ok. 8zł!!!

A Wy macie zamiar się na coś skusić ? Macie jakąś listę must have?

P.S. ZAPRASZAM WAS NA MÓJ NOWY FILM :)


Puder Jadwiga - ideał dla cery tłustej ?

Witajcie Dziewczyny :),

  Niestety mam ostatnio bardzo napięty "terminarz", zbliżająca się sesja, uroczystości rodzinne itd. trochę wyjęły mnie z życia bloga i filmy na kanale YT nie pojawiają się już od dobrych 2 tygodni.
Miałam przedwczoraj nagrać dla Was Dzień ze mną, jednak nagrywanie przy całej rodzinie nie było dobrym pomysłem i tak naprawdę nie nagrałam nic! Jednak przy najbliższej okazji na pewno pokażę Wam piękną okolicę gdzie mieszka moja babcia.
   W każdym bądź razie dzisiaj będzie recenzja kolorówki. Bowiem stwierdziłam, że pora napisać w końcu post o rozsławionym pudrze Jadwiga.
Puder Jadwiga zakupiłam już spory czas temu na allegro, głównie przez wiele pozytywnych opinii na blogach i wizażu. Kupiłam go zaraz po zdenkowaniu pudru bambusowego (który uwielbiam), więc wiązałam z nim ogromne nadzieje. Jednak najpierw zacznę od ogółów, a później przejdę do szczegółów ;).


Ode mnie: 
Jest to puder sypki przeznaczony do cery tłustej i trądzikowej o zabarwieniu lekko brązowo-piaskowym. Został przebadany dermatologicznie i wystarczy go przechowywać w suchym miejscu. 

Od producenta: 
Działanie: maskujące, antybakteryjnie, matujące; pielęgnuje i odżywia skórę; chroni skórę przed wpływem szkodliwych czynników zewnętrznych; łagodzi podrażnienia, regeneruje.
Zastosowanie: stosować po wklepaniu Toniku Ziołowego i maseczki bionawilżającej nagietkowej.


Opakowanie: 
Dobrej jakości plastik, który nie popękał mi w żaden sposób. Niestety lubi się z niego za dużo wysypywać produktu ;/.

Pojemność i cena:
30g/ok. 28zł na stronie producenta.

Dostępność:
Bardzo kiepska jedyne co pozostaje to internet, ewentualnie jakieś stacjonarne sklepy m.in. Wrocław.

Moja opinia:

Nie jest to recenzja porównawcza, ale jednak kilka razy odniosę się do pudru bambusowego z BU. W przypadku pudru Jadwiga odstrasza na samym początku trochę ten ziemisty kolor. Jednak nie nadaje on w żaden sposób koloru. 
Puder lubi bardzo, ale to bardzo pylić i unosi się w powietrzu zaraz po otworzeniu wieczka. Ja wiem, że to jest taki urok pudrów sypkich, także no jestem to w stanie wybaczyć. Jak już wspominałam przy "opakowaniu" niestety bardzo dużo pudru wysypuje się z niego przy samym otworzeniu wieczka co mi się bardzo nie podoba. Nie dość, że tracę kosmetyk to jeszcze brudzi wszystko na około.
Jak pisałam na początku skusiłam się na puder głównie przez mnóstwo pozytywnych opinii, jednak na mnie puder średnio się sprawdził. Puder bambusowy fajnie matowił moją cerę i robił to przynajmniej na te 2-3 godziny. Puder Jadwiga zaś matuje moją buzię na około godzinę, później zaczyna się już świecić nosek, a po jakimś czasie dołączają do niego policzki. 


Producent opisuje, że jego działanie jest:
A) Maskujące - nie zauważyłam by cokolwiek przykrył niemiłego na mojej twarzy, więc się z tym w ogóle nie zgadzam!
B) Antybakteryjne - też nie zauważyłam w tym temacie większych rezultatów, więc nie za bardzo wiem co producent miał na myśli pisząc antybakteryjne.
C) Matujące - tu już mogę się zgodzić w jakimś stopniu. Na pewno na cerze mieszanej sprawdzi się lepiej, ale puder w końcu jest przeznaczony do cery tłustej. Także tutaj też minus!
D) By pielęgnował, łagodził, odżywiał zupełnie nie zauważyłam, więc jest to dla mnie przerost treści. 
Jak dla mnie jest to nietrafiony zakup i po raz kolejny upewniam się w tym by nie polegać na pozytywnych opiniach na Wizażu, bo często piszą tam opinie podstawieni ludzie. Swoją drogą przyzwyczaiłam się, że ciężko mi dobrać dobry puder!
Puder nie warty tych 28zł! 


A czy Wy miałyście styczność z pudrem Jadwiga? Polecacie czy macie podobną opinię do mojej?

Przedwczesny prezent na urodziny + przegląd poczty :).

Hej Dziewczyny :),

  Wiem, wiem do urodzin jeszcze trochę, ponieważ mam 2 czerwca, ale pierwszy prezent już dostałam :). Nie mogłam się powstrzymać by Wam go nie pokazać. Swoją drogą osoby, które mnie lubują na fanpage wiedzą już co to za prezent! Jednak muszę się nim podzielić na swoim blogu również, w końcu jak najbardziej pasuje do tematyki bloga!
   Nie wiecie jak się z tego prezentu cieszę! Długo, długo mnie męczyła i kusiła z różnych blogów. Aż w końcu nastał dzień gdy i ja ją mam !
A mowa o ....


TANGLE TEEZER! 
Dostałam naprawdę "oczojebną" pomarańczową szczotkę! Na zdjęciach nie widać aż tak bardzo nasycenia tego koloru. Niestety nie powiem Wam ile dokładnie kosztowała, ponieważ to prezent. Jednak wiem gdzie została kupiona. Informacja ta bardziej się przyda osobom z Wrocławia, ponieważ szczotka została kupiona w hurtowni Styler przy ulicy Żelaznej 52A. 



Moje pierwsze spostrzeżenia : szczotka naprawdę nie wyrywa, nie ciągnie włosów. Co prawda znajduję na szczotce pojedyncze włoski, ale nie są to już takie ilości jak w przypadku starej szczotki. Mokre włosy też świetnie rozczesuje, zupełnie nie czuć nawet czy się czeszemy czy nie! Aż wczoraj ze zdumienia musiałam stanąć przed lustrem, bo nie wiedziałam czy rozczesuję swoje włosy!
Ale większej recenzji spodziewajcie się po pewnym czasie :).

Przy okazji do tego postu chciałam dołączyć przegląd poczty, ponieważ nie pokazałam Wam kilku przesyłek, które otrzymałam w ostatnich dniach/tygodniach.
Najpierw zacznę od kolejnej przesyłki od LuxStyle.pl i jest to odżywka do rzęs. Początkowo trochę się bałam jej używać ze względu na napis "made in China", ale przekonałam się do niej. Mimo to większych rezultatów nie widzę!


Druga przesyłka, z której się ogromnie cieszę to płyn micelarny od firmy AromaTrend! Kosmetyk mogłam sobie wybrać sama i padło właśnie na płyn. Jednak recenzji możecie się spodziewać w przyszłym tygodniu, więc milczę jak zaklęta póki co.



Niestety po raz kolejny przepada mi możliwość wyjazdu do DM... Jednak pewna uroczystość rodzinna bierze górę :). Dlatego w sobotę kierunek Walim i świętuję 80-tkę mojej babci! Swoją drogą zjeżdżają się wszystkie wnuki, nawet mój brat ze Śląska przyjeżdża i kuzynka z Czech. Mam nadzieję, że przyjęcie niespodzianka wypali i nikt nie sypnie babci, że w weekend ma armagedon :D.

W każdym bądź razie nagram dla Was Dzień ze mną i może OOTD z pięknym widokiem Gór Sowich w tle :).

Pozdrawiam :*.

Szampon Alverde Papaja i Jabłko.

Cześć dziewczyny :),

  Pomału kończą mi się zapasy z Drogerii DM nad czym ubolewam, bo są wśród nich edycje limitowane. I właśnie dziś pojawi się recenzja szamponu Alverde z edycji limitowanej.
Gdy byłam pierwszy raz w DM, w ogóle nie zwracałam uwagi na szampony Alverde (głupek ze mnie!) i tak naprawdę żadnego nie nabyłam. Dopiero Magda mi przywiozła z DM, a teraz Agusiak. W każdym bądź razie moje włosy je pokochały!


   Przechodząc już do recenzji szampon wyróżnia się tym wśród innych szamponów Alverde, że otrzymujemy go w większej pojemności (300ml). Dlatego też został nazwany szamponem familijnym, ale powiem szczerze ja bym się takim szamponem nie dzieliła z familią :D.
Ogólnie szampon jest przeznaczony do każdego rodzaju włosów, a wyciąg z papai i jabłka ma zapewnić naszym włosom objętość i siłę oraz mają wyglądać zdrowo od nasady aż po same końce (niczym reklama telewizyjna).

Skład: 


Zapach i konsystencja: 
W samym zapachu bardziej wyczuwam jabłko niż papaję, ale jestem miłośniczką jabłek i w żaden sposób mi to nie przeszkadza.
Konsystencja jest trochę taka żelkowato-galaretkowata, ale dzięki temu zużywam mniej szamponu. 


Pojemność i cena:
Pojemność to wyżej wspomniane 300ml, a cena to ok. 2,45 euro. 

Opakowanie:
Dobrze wykonane plastikowe opakowanie, które oczywiście nadaje się do recyklingu!


Moja opinia:

Jest to mój drugi szampon Alverde, więc też nie chcę się wypowiadać za bardzo co do innych. Jednak w porównaniu do Arganowo-Migdałowego szampon jest odrobinę gorszy. Otóż nie wpłynął tak dobrze na wygląd moich włosów jak poprzednik, ale mimo wszystko pozostawił je miękkie (na plus).
Jeśli chodzi o plusy to bardzo sobie chwalę sam zapach - bardzo letni, owocowy, do tego pojemność, która już nie wynosi 200ml, a 300.
Z pozostałych plusów, ale nie mniej ważniejszych to na pewno skład! Znów wolny od jakichkolwiek silikonów i SLS i niektórych świństw, którymi są nafaszerowane szampony znanych firm.
Szampon nawet dobrze się pieni, nie obciąża włosów i na drugi dzień nie wyglądają jak tłuste, poskręcane strąki.
Jednak przejdźmy do minusów! Nigdy nie może być idealnie! :D Otóż główna wada to fakt iż jest to limitowana edycja, czyli może już go nie być na półkach w DM. Oczywiście nie chcę przesądzać, bo może w co poniektórych DM'ach jeszcze go znajdziecie! Kolejną zaś wadą i wcale nie mniejszą jest dostępność. DM'ów nie ma w Polsce, a najbliższe znajdziemy u naszych czeskich lub niemieckich sąsiadów. 


Podsumowując to naprawdę fajny szampon, ze względu na skład, działanie, pojemność i zapach!
 Moja miłość do szamponów Alverde rośnie! 

Swoją drogą zastanawiałyście się czy gdyby DM były w Polsce od wielu, wielu lat też byśmy się tak ekscytowały ich produktami ?! I czy w ogóle ceny były by tak niskie jak np. w niemieckich DM, gdzie za żel zapłacimy 2,60zł !!! Nie macie wrażenia, że to co zawsze było nieosiągalne jest w jakiś sposób lepsze i bardziej nas do tego ciągnie?

O kremie BANDI (zdjęcia dla ODWAŻNYCH! ;) ).

Witajcie Dziewczyny :),

  Wiele z Was czekało na ten post i na moją opinię! Krem dostałam jakiś czas temu jednak aktualnie mam zamiar przerwać kurację, ponieważ kwasy i słońce nie idą razem w parze. Wrócę do niego na pewno po wakacjach i wtedy ta kuracja będzie trwała dłużej (producent zaleca kurację minimum 3 miesiące 2 razy w roku). Krem stosuję już około 1,5 miesiąca i jestem w stanie Wam powiedzieć czy widzę jakieś rezultaty i oczywiście zapytać Was czy Wy je widzicie.



Od producenta :
"Specjalistyczny krem o działaniu eksfoliującym, antybakteryjnym i przeciwtrądzikowym. Oczyszcza i zwęża rozszerzone pory, znacząco redukuje ilość zaskórników oraz głęboko odżywia i rewitalizuje skórę poprzez remodeling włókien kolagenu i elastyny.
Testy aplikacyjne (in vivo) przeprowadzone przez niezależne laboratorium badawcze, po miesiącu stosowania, potwierdzają:
- działanie antybakteryjne i przeciwtrądzikowe (63%)
- ograniczenie błyszczenia się skóry (58%)

- oczyszczenie i zwężenie ujść gruczołów łojowych (67%)

- wzrost nawilżenia i wygładzenie naskórka (56%)
- poprawę sprężystości, jędrności i elastyczności skóry (58%)
- zmniejszenie ilości przebarwień (50%) i blizn potrądzikowych (40%)

Krem doskonale przygotowuje skórę do zabiegów eksfoliacji w gabinecie kosmetycznym, a także wzmacnia i utrwala efekty tych zabiegów.

Do stosowania na noc. W czasie kuracji nie zalecamy opalania się.

Najlepsze efekty przynosi stosowanie kremów z kwasami przez minimum 3 miesiące dwa razy w roku."

Skład:



Opakowanie:
Opakowanie wykonane jest naprawdę solidnie (kilka razy mi spadł i nic mu się nie stało). Do tego zaopatrzone zostało w pompkę, która jest bardziej higienicznym rozwiązaniem niż dziubanie w słoiczku z kremem. 
Oprócz tego gdy krem damy pod słońce widać ile specyfiku nam jeszcze zostało. Mi zostało jeszcze jakieś 2/3 kremu. 


Konsystencja i zapach:
Zapach jest bardzo specyficzny. Kojarzy mi się właśnie z salonem kosmetycznym i z kosmetyczką, która właśnie wykonuje zabieg na mojej cerze. Nie jest w żaden sposób drażniący, a nawet powiedziałabym, że jest przyjemny! Co do konsystencji to jest on gęsty i wystarczy niewielka ilość kremu by pokryć całą twarz bądź tylko problematyczne partie. 

Cena i pojemność:
Pojemność to 50ml, a cena 80zł w sklepie internetowym Bandi! Oprócz tego do 14 maja z hasłem "zauroczona-kosmetykami" dostaniecie 10% zniżki! 



Moja opinia:
I znów pokładanie nadziei w jednej buteleczce wypełnionej gęstym kremem. Znacie to uczucie?!
Czy się zwiodłam czy nie o tym dalej.
Jakiś czas temu miałam zabieg kwasami w jednym gabinecie i muszę Wam powiedzieć, że rezultaty były średnie. Zaskórniki z brody zniknęły, buzia była miększa, ale reszta zaskórników pozostała na swoich miejscach (policzki i nos), no i nieszczęsne przetłuszczanie skóry nie zmniejszyło się. Dlatego byłam ciekawa jak poradzi sobie krem i nie ukrywam miałam nadzieję, że zmniejszy świecenie się skóry i zaskórniki w pozostałych partiach (policzki i nos). Jak już pisałam wyżej moja aktualna kuracja trwa już ok. 1,5 miesiąca jednak przerywam ją, ponieważ nadchodzi lato. Wolę sobie zostawić krem na jesień, kiedy to moja cera lubi się psuć :).
Co do samego działania to początkowo po tym kremie strasznie mnie wysypywało. Jak od kilku lat nie obserwowałam na swojej twarzy wulkanów, tak po tygodniu stosowania kremu miałam ich przynajmniej kilka. Wylewała się z nich lawa jak szalona jednak nie odstawiłam kremu.
Po pewnym czasie sytuacja się unormowała i wulkany już nie wychodziły. Był to po prostu proces oczyszczania się mojej skóry z wszelkich niedoskonałości, które gdzieś tam pod skórą sobie spały i czekały kiedy mi uprzykrzyć życie. Z innych działań niepożądanych było na pewno lekkie łuszczenie/przesuszenie skóry (tutaj ratowały mnie rybki Dermogal A+E).
Z czasem krem już tylko nakładałam na problematyczne partie (policzki i nos), a resztę twarzy zostawiłam w spokoju, że tak powiem (nie mam na czole, brodzie większych problemów skórnych). Dlaczego tak? Wyjaśnienie w nawiasie + te partie twarzy były strasznie przesuszone.
Śmiem twierdzić, że przez ten krem moja cera przeistoczyła się z tłustej w mieszaną. Co i tak jest dobrym osiągnięciem, bo do tej pory nie zauważałam takich zmian po używaniu innych kremów bądź po zabiegach.
Zmiany jakie głównie dostrzegam to zmniejszenie przetłuszczania się skóry (wow!), zlikwidował co poniektórych niechcianych czarnych mieszkańców (zaskórniki) oraz zniwelował widoczność niektórych przebarwień i rozszerzonych porów. 
Nadeszła chwila prawdy czyli moje zdjęcie (dla odważnych! ;) ). Kolaż ilustruje wygląd mojej cery przed kuracją i wygląd, że tak powiem po.

(kliknij na zdjęcie = powiększenie)


*Kremy Bandi oprócz dostępności przez Internet są również na półkach drogeriach Hebe (które powstają jak grzyby po deszczu ;) ). 

Powiedzcie mi czy widać jakąś różnicę według Was? 

L'biotica Biovax serum A+E i maseczka Jedwab+Keratyna.

Hej dziewczyny :),

   Jakiś czas temu otrzymałam do testów od firmy L'biotica maseczkę Jedwab+Keratyna i serum A+E. Bardzo się ucieszyłam, bo ostatnio włosy są moim priorytetem (nie pomijając mojej problematycznej cery)! Po zrobieniu Ombre moje końcówki niestety troszkę straciły na wyglądzie i zdrowiu. Co prawda nie trzymałam na tyle długo farby by zrobiła im większe kuku jednak po tym zabiegu wolałam się o nie bardziej zatroszczyć :).
    Gdy tylko przesyłka do mnie trafiła zabrałam się do testów. Może swoją recenzję zacznę serum, ponieważ po niego sięgam częściej (praktycznie codziennie).
Serum otrzymujemy w naprawdę małym, poręcznym opakowaniu z pompeczką, które znajduje się dodatkowo w kartoniku. Na kartonie producent opisał jakich efektów możemy się spodziewać, zamieścił sposób użycia i różne informacje o samym produkcie (+nagrody jakie firma dostała).


Od producenta: 
"Prawdziwy zastrzyk witaminowy dla Twoich włosów. Receptura preparatu stworzona została na bazie witamin A i E, będących źródłem młodości i witalnośći. Włosy są bardzo wrażliwe na niedobór witamin A i E. Ich brak może powodować osłabienie, przesuszenie, pojawienie się łupieżu oraz większą słonność do ich wypadania. Kruchość, brak połysku oraz tendencja do łamliwości jest widocznym objawem niedoboru tych witamin.
Sposób użycia:
Serum stosować na świeżo umyte, wilgotne lub suche włosy. Niewielką ilość preparatu rozprowadzić na końcówki i zniszczone partie włosów, omijając ich nasadę. Nie spłukiwać. Zalecane jst stosowanie serum przed zabiegiem prostowania i lokowania."



Pojemność: 15ml

Moja opinia: 
Zawsze gdy mijałam go w SP przy kasie sądziłam, że jest to jakiś badziewny produkt skoro ciągle leży na przecenie i jest tego multum. I mogę Wam szczerze powiedzieć, że pozory mylą. Jak dla mnie jest lepszy bez dwóch zdań od jedwabiu GP, który aktualnie stosuję! Mogę je nakładać na wilgotne lub suche włosy i nie otrzymuje efektu przetłuszczonych strąków, które już dawno straciły życie. Osobiście wolę tę drugą opcję, ponieważ po niej włosy wyglądają jeszcze lepiej! Lepiej tzn. są miękkie, błyszczące, lejące, nie plączą się, końcówki wyglądają zdrowiej (mniej się rozdwajają).
Ja na swoje długie włosy daję tylko jedną pompeczkę (na suche włosy) i to im w zupełności wystarczy.


Oprócz swojego rewelacyjnego działania serum bardzo ładnie, ale delikatnie pachnie co mi się bardzo podoba. Konsystencją przypomina większość dostępnych na rynku jedwabi, więc tutaj nie ma żadnej nowości.
Jeśli chodzi o wady to ja zauważyłam osobiście jedną, co prawda nie wiem jeszcze na ile mi przeszkadza, ale na pewno jest to pojemność! Serum to ma jedynie 15ml, a jedwab GP już na przykład 30ml. Jednak póki co serum jeszcze mam.


Drugi produkt maseczka bardzo mnie ciekawiła od dłuższego czasu. Słyszałam o niej już mnóstwo dobrego i chęć przetestowania jej rosła z każdą kolejną recenzją. Na szczęście dzięki Pani Marzenie mam możliwość przetestowania jej na swoich włosach.


Od producenta:
"Intensywnie regenerująca maseczka Biovax opracowana została przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim włosom gruntownej odnowy, zarówno na powierzchni, jak i w ich głębokich warstwach. Unikalną cechą maseczki jest woskowa konsystencja. 
Efekt na włosach:
- gruntownie odbudowana struktura włosów
- intensywna regeneracja i nawilżenie

- naturalnie lśniące, jedwabiste włosy
- wyjątkowo gładkie i miękkie w dotyku.
Sposób użycia:
Na umyte, osuszone ręcznikiem włosy rozprowadź odpowiednią ilość maseczki. Starannie wmasuj we włosy i skórę głowy. Aby uzyskać efekt intensywnej regeneracji i silnego odżywienia nałóż Termocap i pozostaw maseczkę na 15minut lub dłużej. Zalecamy owinąć włosy ręcznikiem w celu utrzymania stałej temperatury podczas zabiegu. Następnie dokładnie spłucz włosy strumieniem chłodnej wody. Kurację należy powtarzać co 3-5dni."




Pojemność: 250ml

Moja opinia:
Maseczkę otrzymujemy w kartonowym pudełku, w którym znajdziemy również Termocap i serum. Myślę, że Termocap jest fajnym dodatkiem (wielu producentów nie zwraca na to uwagi), ponieważ przyspiesza działanie takich specyfików. Ja szczerze mówiąc jestem trochę leniuszkiem i nieraz nie chciało mi się naciągać tego termocapu na głowę, ale systematyczna jestem i ląduje na mojej głowie przynajmniej 3 razy w tygodniu! ;).
Co do samej maseczki i jej działania to muszę Wam powiedzieć, że na samym początku moje włosy ją dosłownie jadły! Gdy przychodziło mi ją spłukiwać miałam wrażenie, że tak naprawdę nie nałożyłam nic wcześniej na włosy. Z czasem sytuacja zaczęła się "stabilizować" :). Z każdym następnym spłukiwaniem czułam, że włosy są coraz miększe i zdrowsze! Ta maska wydobywa z moich włosów wszystko co najlepsze. Odzyskują swoją sprężystość, gęstość, zdrowo błyszczą i nie mogę się na nie napatrzeć w lustrze. Zgadzam się ze wszystkim co obiecuje producent o efektach na włosach!


Konsystencja maski jest gęsta i treściwa, ale moim zdaniem to plus ponieważ zużywam jej mniej. Jeśli chodzi o opakowanie to jest naprawdę solidne, nie musimy się martwić, że coś nam się z nim stanie. Samo zamknięcie trzyma tak dobrze, że czasem muszę się posiłować :).


Podsumowując oba produkty są naprawdę świetne! Zasługują na to by zostać ze mną na dłużej. Chociaż muszę Wam powiedzieć, że ciekawi mnie ich nowa seria z olejkami. Jeśli jesteście na etapie szukania świetnej maski i jedwabiu (serum) to ten duet polecam z czystym sumieniem. Moje włosy po tym duecie automatycznie odżyły i nie widać by ombre w jakiś sposób je "skrzywdziło".
Niedługo na mojego bloga wróci zakładka "Pielęgnacja włosów", jednak muszę nad nią trochę popracować :). Także tam dowiecie się więcej na temat pielęgnacji i tego co aktualnie używam.

A Wy macie swoich ulubieńców wśród Biovax'u?

Fakt iż otrzymałam produkty za darmo nie wpłynął na moją ocenę!

Ulubieńcy kwietnia! :)

Cześć Dziewczyny :),

  Wczoraj na fb spytałam Was o czym chciałybyście dzisiejszy post i padło na ulubieńców kwietnia! Wena nakazała mi nawet nakręcić film, ale film z ulubieńcami marca/kwietnia już w zasadzie jest na moim kanale. Jednak jakby nie patrzeć są tam bardziej ulubieńcy marca, więc chciałam w tym poście co nieco dodać/zmienić. Z kolorówki nic się nie pojawi, ponieważ wciąż są to te same produkty i nie chciałabym się powtarzać (tzn. Revlon Colorstay, Wibo Eliksir, Kredka do brwi Catrice, Cienie Kobo itd.). Co do akcesoriów do makijażu tutaj nadal królują pedzelki EcoTools i Hakuro! Także dzisiejszy post to raczej sama pielęgnacja, której ostatnio poświęcam mnóstwo uwagi!

  Jako pierwszy przedstawię Wam krem, który niesamowicie polubiłam, a nawet mogę rzec pokochałam! Jakiś czas temu zawiązałam współpracę z Bandi i wtedy w moje ręce wpadł krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym. To jaką poprawę cery widzę jest niesamowite! Lepsze rezultaty niż po zabiegu kwasami jaki miałam. Jednak nie chcę Wam o nim za dużo pisać, ponieważ na dniach pojawi się jego pełna recenzja + zdjęcia mojej buzi.
Jego cena to 80zł w sklepie internetowym Bandi, ale na moim blogu macie hasło, które daje Wam 10% zniżki!
*krem do zdobycia również w Hebe, aktualnie na promocji!


   Drugi produkt jest to Kwas Hialuronowy 1%. O nim też na dniach poczytacie recenzję! Kwas hialuronowy ma naprawdę wiele zastosowań. Możemy go mieszać z kremami, tonikami, produktami do włosów... Ja akurat mieszałam swój z kremami i w tym wypadku sprawdza się idealnie. Zauważyłam, że skóra mniej się przetłuszcza i pozostaje fajnie nawilżona.
Mój kwas pochodzi ze współpracy z Biocosmetics i kosztuje 13,20zł.


   Ostatnia rzecz z pielęgnacji cery to Glinka Ghassoul. Wiem kupiłam ją z 2 tygodnie temu na Targach Kosmetycznych we Wrocławiu, ale już zdążyła podbić moje serce! Świetnie obkurcza pory, cera wolniej się przetłuszcza! Jedyne co mnie odstrasza to zapach, ale czego się nie robi dla urody :D.
Na pewno pozostanie ze mną na długo. No i oczywiście spodziewajcie się recenzji!
Ja za swoją zapłaciłam 11zł i pochodzi ze Starej Mydlarni.


  Teraz już przejdę do pielęgnacji włosów. Tutaj na prowadzenie wysunęło się serum wzmacniające A+E L'biotica BIOVAX! Naprawdę świetny produkt. Do tego często obecny na promocji w SP. Nie wiem dlaczego go tak zawsze unikałam jak ognia i sądziłam, że jest do bani. To jest chyba najlepszy produkt kwietnia do włosów. Mogę go używać na wilgotne i suche włosy (nie wyglądają jak tłuste strąki po nałożeniu) i stają się automatycznie miękkie, lśniące i jakby przeszły najlepszą kurację włosową!
Recenzja tego produktu również się pojawi :).


   I drugi produkt to również L'biotica, bowiem jest to maseczka intensywnie regenerująca Keratyna+Jedwab. Byłam jej bardzo ciekawa i moja ciekawość została zaspokojona. Świetna maska, za naprawdę nieduże pieniądze (promocje w SP ok. 13zł). Do tego w zestawie otrzymujemy termocap i serum A+E. Uwielbiam ją nakładać na 15-20min i efekty są nieziemskie! Włosy miękkie, zdrowe i końcówki naprawdę wyglądają nieźle!
Recenzja pojawi się wspólnie z Serum wzmacniającym A+E.


Tak jak mówiłam ulubieńcy będą głównie pielęgnacyjni i tak się stało. Każdy z tych produktów jest naprawdę świetny i polecam je każdemu z czystym sumieniem :).
Recenzji wszystkich tych kosmetyków możecie spodziewać się na dniach, dlatego nie chciałam się o nich rozpisywać.

A jak Wasi ulubieńcy? W tym miesiącu to głównie pielęgnacja czy kolorówka ? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...