Projekt Denko + Bloglovin!

Witajcie dziewczyny :),

  Blogi są napchane plotkami, a'propo zniknięcia listy czytelniczej i obserwujących. Nie wiem ile jest w tym prawy, ale człowiek przezorny zawsze ubezpieczony. W tym wypadku Bloglovin założyłam i ja! Z boku macie baner, w który możecie klikać :). Co do samego Bloglovin'a to na pewno bardziej mi się podoba cały panel, w którym zdjęcia są większe dzięki czemu przejrzyste.

 
Przechodząc do projektu Denko :). Jest to projekt, który głównie pojawia się na moim kanale na YT i oczywiście się tam pojawi. Jednak chciałam Wam się trochę wyżalić, ponieważ w tym miesiącu w zużyciach jest pełno moich ulubieńców :(. Wiem, wiem przeżywam jak mrówka okres. Jednak są to kosmetyki, które ciężko zdobyć i tym bardziej moje serce krwawi.
Co do samych zużyć to jest ich sporo jak na mnie! Głównie wykończyłam produkty do twarzy, ale z tych włosowych musiałam pożegnać dwie perełki :(. 




1. Szampon Kyrell - naprawdę fajny, tani szampon! Za jedyne 4zł (w przeliczeniu na zł) mam miękkie, lśniące włosy! Na pewno go jeszcze kiedyś zakupię.
2. Himalaya Herbals - proteinowa odżywka do włosów, o której pisałam już TUTAJ! Ubolewam nad tym, że ją wykończyłam bardzo :(. Na pewno jeszcze ją zakupię! IDEAŁ!
3. Alverde szampon arganowo-migdałowy - to kolejny ideał i kolejna łezka na moim policzku, że jest w denku :(. Idealny szampon! Nie miałam po prostu lepszego! Recenzja TUTAJ!


4. Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - nie polubiłam się z nim! Ostry, drażniący zapach... Długo mi zajęło zdenkowanie go. Nie wrócę do niego na pewno!
5. 2-Fazowy płyn do demakijażu Awokado - fajny, ale bez fajerwerków. Kiepski pod względem wydajności. Znam lepsze tego typu kosmetyki :).
6. Żel BeBeauty - ulubieniec wśród żeli. To moje chyba 5 opakowanie i na pewno będę do niego wracać, o ile Biedronka ich właśnie nie wycofała :(. Koszt to około 5zł! REWELACYJNY!
7. Puder bambusowy - kolejny ulubieniec! Perełka wśród pudrów jakie miałam. Świetny mat, rewelacyjna wydajność i niska cena! Na pewno go ponownie zakupię :).
8. Krem Dr. Branta - okropieństwo! Drogi, a nic nie robi. Obkurczanie porów?! Idealny mat?! To nie pod tym adresem! Wyrzucam i nie chce widzieć go więcej na oczy!
9. Woda Termalna Iwostin - bez wielkich rezultatów i śmiem twierdzić, że nie jest mi w żaden sposób potrzebna. Także robię bye, bye.
10. Vichy - próbka kremu nawilżającego, który nie zrobił na mnie większego wrażenia. Także zakup pełnowymiarowego produktu nie wchodzi w grę.



11. Krem do rąk L'Occitane z masłem Shea - ładnie pachniał, nawet zostawiał fajną, tłustą powłokę. Jednak bez szału! Do tego pełnowymiarowy produkt kosztuje aż 30zł - drożyzna! 
12. Balea balsam z olejkiem migdałowym - ideał! Cudnie pachnie, świetnie nawilża, niestety wersja limitowana :(. 
13. L'Occitane żel pod prysznic Verbena - zapach nie przypadł mi do gustu, do tego średniak jeśli chodzi o żele pod prysznic. Wolę żele Balea i jestem im oddana :D. Do tego pełnowymiarowy produkt koszmarnie drogi!


W gratisie dorzucam film z moim denkiem, w którym usłyszycie więcej na temat co poniektórych produktów :). Zapraszam serdecznie od oglądania, kciukowania i subskrybowania! No i oczywiście do obserwowania mojego bloga!



A jak Wasze zużycia w tym miesiącu? 

Idealny krem matujący? Balneokosmetyki Malinowy Zdrój!

Cześć Dziewczyny :),

  Ostatni post i film zniknął z powodów, których nie będę tu poruszać. Myślałam, że w weekend dam radę zamieścić post z recenzją, ale tak się nie stało. Ten weekend spędziłam w szkole dlatego na nic praktycznie nie miałam czasu. Do tego dzisiaj w moim domu panuje "chaos" z powodu remontu i nie wiem czy uda mi się właśnie dziś nagrać film z Denkiem ;/. Paranoja! Jakby tego było mało przepadł mi wyjazd do DM.
  Dobra nie będę już tu narzekać i przejdę do rzeczy bardziej milszych. Jakiś czas temu nawet powiedziałabym, że spory czas temu wygrałam w konkursie na fb GlossyBox zestaw Balneokosmetyków Malinowy Zdrój. Był to konkurs z okazji Dnia Kobiet i akurat wylosowano mnie do tego zestawu.
Nie wiecie jak się ucieszyłam z tej wiadomości, ponieważ bardzo chciałam przetestować ich kosmetyki ze względu na to, że są przeznaczone do cery z niedoskonałościami (czyt. mojej).
   Zestaw obejmował Żel do mycia twarzy, Maseczkę do twarzy i Krem. Wartość całego zestawu to około 100zł, więc nie mało. Recenzja pojawi się w trzech częściach.


Może zacznę od kremu, a raczej Biosiarczkowego kremu do twarzy usuwającego niedoskonałości skóry. Początkowo był dla mnie za tłusty, po 10 minutach się strasznie świeciłam i pod makijaż w ogóle się nie nadawał. Z czasem dostałam do testów krem z Bandi z kwasami i moja cera zupełnie się zmieniła.
I nagle biosiarczkowy krem okazał się  prawie idealny! Wcale nie za tłusty, idealny pod makijaż, nie świecę się po nim - po prostu cudo! Obkurcza świetnie pory i wszelkie niespodzianki goją się szybciej! Poza tym pięknie pachnie malinami.

Od producenta: 
"Dzięki specjalnie opracowanej recepturze, na bazie najsilniejszej na świecie, leczniczej wody siarczkowej, borowiny, oczaru i ekstraktu z kory wierzby, skutecznie usuwa niedoskonałości cery i zapobiega ich ponownemu powstawaniu. Reguluje pracę gruczołów łojowych, normalizuje wydzielanie sebum, zapobiegając błyszczeniu się skóry i chroni przed powstawaniem nowych zmian trądzikowych. Dodatkowo zwiększa nawilżenie i sprężystość skóry, dzięki czemu niedoskonałości staja się mniej widoczne, a skóra wygląda młodziej. Dzięki regularnemu stosowaniu skóra odzyskuje równowagę i piękny zdrowy wygląd. Krem natychmiast wchłania się w skórę nie pozostawiając tłustej warstwy. Nie powoduje podrażnień, nie wysusza skóry. Skutecznie chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV."
Tak z innej beczki to producenci mają na opakowaniu kilka byków, także proponuję nad tym popracować!



Skład: 
Aqua, Cyclomethicone, Isohexadecane, Ethylhexyl Stearate, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate Citrate, Glyceryl Stearate, Decyl Cocoate, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Peat Extract, Hamamelis Virginiana Water, Salix Alba Bark Extract, Alcohol Denat., Equisetum Arvense Herb Extract, Cetearyl Alcohol, Aluminum Starch Octenysuccinate, Sulphide-Sulphide Hydrogen Salty Mineral Water, Butyrosperum Parkii Butter, Tocopheryl Acetate, Citrus Grandis Peel Oil, Limonene, Xantan Gum, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, 2- Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA.




   Co do obietnic producenta to na pewno się nie zgodzę, że zwiększa nawilżenie. Ponieważ nie raz mam wrażenie, że moja skóra po jego zastosowaniu jest ściągnięta i przesuszona. Może to przez kurację kwasami, no ale nie dam sobie ręki uciąć. Jeśli chodzi o ochronę UV to nie widzę na opakowaniu by było jakieś SPF, więc wolę się zabezpieczać mimo wszystko jakimiś filtrami. Do tego nie zauważyłam by rzadziej wyskakiwały mi po nim niespodzianki i niezbyt sobie radzi z przebarwieniami.
Jego konsystencja jest trochę "galaretkowata", ale mi się to osobiście podoba ponieważ zużywam przez to mniej kremu! 
Ogólnie bardzo cieszy mnie to, że kosmetyki są polskie i że wykorzystują w nich to co mamy najlepsze. Z takich wad to na pewno dostępność, ponieważ w sklepach się z nimi nie spotkałam, w Pijalni Wód w Kudowie też ich nie widziałam. Pozostaje chyba tylko Internet (na Allegro też ciężko dostępne).


Jednak szczerze mówiąc nie wiem czy wrócę do tego kremu gdy go wykończę. Powodów jest kilka m.in. opisywana wcześniej dostępność. Poza tym wolę chyba kremy Baikal Herbals, które są tańsze i jednak lepiej nawilżają. A moja skóra przez kurację kwasami ostatnio wręcz woła o nawilżenie (rybki Dermogal poszły w ruch).
Ogólnie polecam osobom, które szukają fajnego kremu do tłustej, problematycznej cery! :) Swoją drogą już niedługo pokażę Wam efekty stosowania kremu Bandi! Jestem ciekawa Waszej reakcji i czy zauważycie jakąś różnicę. 

A Wy miałyście Balneokosmetyki Malinowy Zdrój? 



II Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie we Wrocławiu.

Cześć dziewczyny :),

   Dzisiaj przychodzę do Was z relacją z Targów Kosmetycznych, które odbyły się w ten weekend we Wrocławiu. Na niedzielne przedpołudnie umówiłam się z Patrycją (http://kolorowypieprz.blogspot.com/), Wiktorią (http://hair-and-food.blogspot.com/), Anią (http://anulaat.blogspot.com/), Agatą (http://exclusive1mln.blogspot.com/) i Magdą (http://funky-so-sure.blogspot.com/) by nawiedzić wspólnie Targi. Do tego organizatorzy dali nam możliwość spokojnego klapnięcia i pogadania w Strefie Prezentacji Nowości (gdzie chwaliłyśmy się głównie zdobyczami).


   Dzięki doborowemu towarzystwu buszowanie między wystawcami było o wiele przyjemniejsze ! Głównie oblegana przez nas była Stara Mydlarnia, no i stoisko Batiste! Na innych stoiskach nie za bardzo znalazłam coś dla siebie. I w ogóle ubolewałam, że nie można było upolować żadnych lakierów w stylu Essie, China Glaze czy O.P.I.
    Na samych targach byłyśmy około 2 godzin i obeszłyśmy je z dobrych naście razy by uświadomić sobie, że już nic więcej nie kupimy. Jednak zanim to nastało najpierw napad na Batiste!


  Jak widzicie do wyboru, do koloru. Małe, duże! Co tylko sobie wymarzycie :). Ja żałuję, że z shimmerem nie było małej wersji, ale takie moje szczęście. Na ich firmowym stoisku głównie zakupiła coś Patrycja, bo wcześniej kupiłyśmy Batiste na jakimś prywatnym stoisku.


   I co mogło być dalej? Oczywiście STARA MYDLARNIA :). Chyba najbardziej oblegane stoisko! Gdy udało nam się tam przebić do środka to co chwila za nami robiły się zatory. Jednak nie przeszkodziło mi to w zakupie dwóch rzeczy :D. U góry na zdjęciu możecie zobaczyć mnie z mydłem czekającą na odpowiedź Patrycji.

 Mydełka w Starej Mydlarni <3

Ja stojąca w kolejce by wejść do środka :D. Swoją drogą jak moje Ombre? ;>

 Nasza ekipa w Strefie Prezentacji Nowości !

 Tutaj kolejna część ekipy :D


Na koniec nie mogło zabraknąć pędzelków Maestro, których nie kupiłam. Przeraziło mnie to wylatujące włosie z pędzelków. Pozostanę przy EcoTools i Hakuro.
Około 13:00 wraz z Patrycją i Wiktorią opuściłysmu Targi trochę z niedosytem. Chciało by się więcej stoisk tj. Organique, Nitai czy Gosh :(.

Mimo to kupiłam kilka rzeczy, które chciałam bądź, które były tańsze niż normalnie w sklepach.

Mały-6,70zł, duży 12zł

Glinka 11zł, maseczka 3zł.


The end :)

Ulubieńcy marca i kwietnia :).

Hej dziewczyny :*,

  Tym razem post w wersji filmowej :). Jakoś nie miałam ostatnio czasu i chęci na nagrywanie filmów. Wszystko jakoś się tak zaczęło układać w moim życiu, że wyjątkowo mam ostatnio pod górkę. No, ale mówi się trudno. Co Cię nie zabije to Cię wzmocni w końcu!
   Swoją drogą chciałabym zaprosić Was na Targi, które odbędą się we Wrocławiu już w ten weekend! A jeżeli chcecie spotkać mnie i inne blogerki zapraszam w niedzielę o 11:45 do Strefy Prezentacji Nowości gdzie będzie można z nami poplotkować na różne tematy! :)





Mina na miniaturce swoją drogą wymiata :D. Mam nadzieję, że obejrzycie z przyjemnością ten film!

Pozdrawiam :*

#Haul, #Nowości!

Witajcie Dziewczyny :),

  Dzisiaj luźniejszy post, bowiem z moimi zakupami bądź zdobyczami. Niektóre z nich są już u mnie jakiś czas i dopiero teraz je pokazuje :( - wybaczcie! Ogólnie mam dużo pracy ostatnio i nawet nie miałam kiedy dopisać nowych osób (blogerek) do listy "CER BLOGEREK". Dziewczyny na pewno się tam znajdziecie! Po prostu pewne sprawy prywatne i nie tylko się tak czasem układają, że no nie wygram z czasem...
   W każdym bądź razie lubię bardzo posty z nowościami, nie wiem jak Wy :). Lubię nowe kosmetyki w swoich zbiorach, a że pozbyłam się tylu kosmetyków w kwietniu to sobie mogłam na to pozwolić. Co prawda mam ogromne zapasy niektórych kosmetyków (szampony, żele pod prysznic, odżywki do włosów), że ten temat sobie odpuszczam na dobrych kilka miesięcy. No chyba, że wyleci wyjazd do DM to trochę się wyłamię z tego (w końcu jak można odpuścić sobie żele Balea i szampony Alverde).
   Zacznę od zakupów biedronkowych. W mojej Biedronie w końcu pojawił się płyn micelarny i nie mogłam przejść obojętnie! Wpadł do mojego koszyka z prędkością światła :D. Żel zaś bardzo chciałam wypróbować, ponieważ jest to Biedronkowa nowość. W mojej oczywiście go nie było, ale w innej już go dorwałam (ostatnia sztuka). Oba łupy to koszt w sumie ok. 10zł. Nie ma to jak tanie zakupy w Biedronce <3.


   W Rossmannie w zasadzie kupiłam tylko mój ulubiony zmywacz, czyli wersja migdałowa. Tym razem postawiłam na największą wersję, bo wiem że mama będzie używać go ze mną, więc co by na dłużej starczył. Niestety kupiłam go bez żadnej promocji i zapłaciłam za niego 6,99 :(.


   W Hebe w moje ręce wpadła maska Kallos, rozsławiona maska Kallos Latte :D. Jechałam pół miasta (ok. 40min w jedną stronę) po maskę. Udana jestem... Wiem, że większa pojemność się bardziej opłaca, jednak mam tyle odżywek, że głupotą w tym momencie było by kupowanie litrowej maski. Tak więc wersja 275ml jest moja :). Kosz to niecałe 5zł.
Powiem Wam szczerze, że Latte bym maską nie nazwała, a raczej odżywką, ale o tym w recenzji!


   W Naturze wpadła do mojego koszyka, a w zasadzie nie mojego, a koleżanki kredka do brwi 020 Catrice. W mojej Naturze natrafienie na tę kredkę to cud! Koleżanka mi ją dorwała w swoim mieście i naprawdę świetnie wygląda na brwiach! Daje naturalny efekt co mi się bardzo podoba :).
Koszt to około 10-12zł.


   Ostatnia rzecz to współpraca z Ori-Team, od których dostałam do testów puder, kredkę i tusz do rzęs. Molestuje ostro te kosmetyki od kilku dobrych dni, więc niedługo postaram się naskrobać jakąś recenzję.



Jak widzicie nie szalałam w ostatnich miesiącach. Te kosmetyki, które wpadły do mojego koszyka to głównie to co mi się kończy, a nie mam zapasów że tak powiem. Pewnie za jakiś czas poczytacie o nich więcej.
A teraz zabieram się do pracy! 
Pozdrawiam :*

Revlon Colorstay - hit czy kit ?


Cześć dziewczyny :),

  Weekendy w szkole mi nie służą, oj nie. Wysysają ze mnie mnóstwo energii i jedyne co mi się chce wracając do domu to walnąć na swoje łóżko i przespać kilka następnych dni. Jednak nie ma tak dobrze.
   Dzisiaj post o podkładzie, który jest ze mną od długiego czasu i w zasadzie nie wiem dlaczego teraz o nim piszę ;o. Wiem, że jest on rozsławiony na wizażu, na blogach i wszędzie gdzie się da. Jednak postanowiłam dorzucić swoje 5gr, szczególnie, że mam już 3 buteleczkę i mogę powiedzieć o nim wszystko!
Jak wiecie mam cerę tłustą z rozszerzonymi porami i zaskórnikami. Świeci się jak latarnia i tak naprawdę nie umiem jej do tej pory poskromić na dłużej niż 2-3h (:/).
Pomimo to wszystko Revlon okazał się najlepszym podkładem jaki miałam w swoim życiu. Fakt faktem nie jest dla mnie idealny, ale jeśli mam wrócić pamięcią do swoich poprzednich to aż mnie ściska.


   Zacznę od tego, że moja wersja Revlona jest przeznaczona do cery tłustej i mieszanej (jest też wersja do cery suchej). Jak pisałam wyżej mam naprawdę tłustą cerę i ciężko jest mi znaleźć podkład idealny. Revlonowi do ideału brakuje jednak bardzo go lubię, a za co to już piszę.
    Po pierwsze ogromna gama kolorystyczna (dla bladziochów polecam 110 lub 150), w której każdy znajdzie swój idealny odcień. Podkład świetnie się dopasowuje, nie zauważyłam by ciemniał na mojej twarzy po nałożeniu, więc za to ogromny plus.
    Po drugie nie ściera się, nie znika z mojej twarzy na tyle w ciągu dnia by wszystkie niedoskonałości raziły osoby z mojego otoczenia po oczach. Swoją drogą kiedyś miałam podkład Manhattan, że gdy tylko dotknęłam palcami twarzy i np. kartki zeszytu to miałam poodciskane palce z podkładem... Więc kolejny plus!
    Po trzecie krycie jest naprawdę niezłe! Może nie zakrywa większych przebarwień (tutaj pomocą służy mi korektor). Jednak ładnie wyrównuje koloryt i niektóre niedoskonałości kryje idealnie! Niestety rozszerzone pory, moje nieszczęsne rozszerzone pory są widoczne po jego nałożeniu. Co prawda o wiele mniej niż jakbym wyszła bez makijażu, ale mimo wszystko nie jest w tym mistrzem. W sumie nie znalazłam podkładu, który by jakoś ładnie zamaskował moje rozszerzone pory. Więc tutaj daję mu plus i minus!


     Po czwarte matowanie! Oj temat rzeka... Przeznaczony do cery tłustej i mieszanej jednak jak dla mnie mat tu jest średni. Trzyma u mnie z pudrem 2-3h. Lepiej niż pozostałe moje podkłady. Mimo wszystko oczekiwałam więcej od niego. Może gdy zmienię puder będzie lepiej się to wszystko "trzymało". Jednak historia z pudrami też nie za kolorowa! I mam na stanie z 4 pudry i żaden nie jest idealny, a każdy następny mam wrażenie gorszy od poprzedniego (o tym w innym poście).


Póki co tkwię przy nim już z 2 rok, ale ostatnio kusi mnie zakup podkładu Lumene i nawet nie wiem czy tego nie zrobię! Tylko niech mi przyjdzie ten głupi zwrot podatku, bo póki co moje konto stać tylko na czesne za szkołę ;/.

Podsumowując: Szału nie ma, du*y nie urywa, ale pomimo wszystko jest najlepszym podkładem, który do tej pory miałam. Nie spływa z mojej twarzy, nie ściera się, najdłużej utrzymuje mat i nawet dobrze kryje.
Pora chyba zacząć szukać innego podkładu, a Revlon będzie zawsze fajną ewentualnością.
Z dodatkowych informacji - polecam kupowanie przez Allegro, ponieważ wychodzi o wiele taniej niż w sklepach (np. SP czy Hebe). Do tego niektórym może przeszkadzać opakowanie, ponieważ nie posiada żadnej pompki. Ja się do niego przyzwyczaiłam i podkład przed aplikacją wylewam sobie na dłoń i nakładam go pędzelkiem.
Poniżej umieszczam makijaż z użyciem Revlonu (wiem, że trochę rozmazane foto wybaczcie).



A teraz mam pytanie do Was!
Czy któraś z Was ma i używa podkład Lumene matujący i z czystym sumieniem jest mi w stanie go polecić? 


Idealny, tani tonik do twarzy?!

Cześć Dziewczyny :*,

  Jak ten czas szybko leci ;o. Już czwartek, a ja zwlekam z nowymi recenzjami. Wybaczcie, jednak pewne sprawy "biznesowe" mnie pochłonęły. Myślałam, że danie pomysłu komuś wystarczy, a tymczasem wszystko znalazło się na mojej głowie. Help :(.
  Ten weekend dodatkowo spędzam w szkole... 3 tygodnie przerwy mnie bardzo rozleniwiło i jeszcze to piękne słońce za oknem - szkoła dawać mi tu jakieś wolne :D.
   Okej już bez przedłużania! Dziś pod lupę wzięłam naprawdę tani tonik (7-8zł) polskiej firmy. Kupiłam go czystym przypadkiem. Wiecie wpadł do koszyka, bo był najtańszy i akurat mój tonik mi się skończył. Przypadkowe zakupy często gęsto są bublami, dlatego "modliłam" się by w tym wypadku było inaczej. No i "wymodliłam", ale o tym niżej.


Od producenta:
"Tonik bezalkoholowy przeznaczony do odświeżenia i wyrównania pH skóry. Bogate połączenie substancji naturalnych: ekstraktu koniczyny, soku z aloesu, D-pantenolu i ceramidów roślinnych.
Polecany do każdego rodzaju cery, także delikatnej.
Efekty codziennego stosowania toniku:
- przywrócony naturalny odczyn skóry
- skóra doskonale oczyszczona, odświeżona i przygotowana do przyjęcia kremu
Przebadano dermatologicznie."

Sposób użycia:
"Nanieść tonik na płatek kosmetyczny, przetrzeć nim skórę twarzy, szyi i dekoltu. Polecany także do odświeżenia skóry w ciągu dnia."

SKŁAD:
Aqua, Chondrus Crispus, Panthenol, Trifolium Pratense Extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sphingolipids, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Betaine, Sodium Benzoate, Methylparaben, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Citric Acid, 2-Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Linalool, Hydroxycitronellal, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol, Limonene

Pojemność i cena:
200ml/ 7-8zł (na promocji)


Moja opinia:
   Jestem niesamowicie zaskoczona tym, że biorąc produkt "pierwszy, lepszy" z półki trafiłam na taką perełkę. Używam go codziennie od dobrych 3 tygodni i zużyłam dopiero 1/3 toniku, aż chce mi się powiedzieć "wow"! Która z nas nie lubi wydajnych produktów i to jeszcze w tak niskiej cenie?! Skład do tego ma naprawdę przyjemny. Nie uczulił mnie, nie wysypało mnie po nim, więc jest dobrze. 

  Zapach jest bardzo roślinny, ale do tego świeży i jakby lekko cytrusowy. Mi osobiście bardzo się podoba. Jednak ma jedną małą wadę - opakowanie, a dokładniej rzecz ujmując otworek, przez który wydobywamy tonik. Nieraz sika na boki, gdy na płatek nanoszę produkt. Jestem mu to w stanie wybaczyć, ponieważ praktycznie nic go nie ubywa. 



  Co do działania to w 100% zgodzę się z producentem! Świetnie oczyszcza i odświeża skórę. Do tego gdy nakładam po nim krem o wiele lepiej się wchłania. Jeśli chodzi o pH to tutaj się nie wypowiem, bo nie sprawdzałam.
  Dodatkowo cieszy mnie fakt, że jest to produkt polski i nie posiada alkoholu (osoby o cerze tłustej unikajcie go jak ognia).
Moim skromnym zdaniem nada się rewelacyjnie do każdego typu cery (producent twierdzi to samo)! 
Na pewno go jeszcze nieraz zakupię!
Dostępny na pewno w ROSSMANNIE!


Podsumowując:
+ cena
+ działanie
+ wydajność
+ skład
+ polski produkt
- mały minus za otworek :(

A Wy dziewczyny macie swoich ulubieńców wśród toników?

II Opolskie Spotkanie Blogerek.

Witajcie Dziewczyny :),

   Swój weekend spędziłam głównie poza domem m.in. dlatego, że w niedzielę z kilkoma innymi blogerkami (Agusiak 747, La Nińa, Anulaat) udałam się do Opola. Byłyśmy w sumie na miejscu trochę przed czasem, więc uderzyłyśmy jeszcze do Hebe, w którym i tak nic nie kupiłyśmy.
  Gdy weszłyśmy do środka wszystkie już w zasadzie były na miejscu i zaczęły się ploty i ploteczki. Gwar był niesamowity w pewnym momencie aż się przekrzykiwałyśmy, żeby w ogóle było nas słychać :D. Jednak pomimo wszystko bardzo mi się podobało.
   Wszystkie zdjęcia (oprócz ostatniego), które zamieszczam są zapożyczone (Agusiak robiła zdjęcia na mojej karcie) od FangleFashion, Karminowe.usta, Agusiak747. 

Efekt naszej zabawy (koreczki nam służyły) :). Mięsny jeż ?!

P-I-Z-Z-A !

Nasza czwórka, czyli "delegacja" z Wrocławia :D.

Przesympatyczne dziewczyny - Saharu, Karminowe.usta i Darusia994!

A tu takie z Agusiakiem - spotkanie po "latach" :D.

Druga część stołu, z którą niestety ciężko było się komunikować :(.

  Wszystkie chyba wyszłyśmy zadowolone z tego spotkania :). Nie było osoby - przynajmniej z naszego stołu, która nie miałaby uśmiechu na ustach. Szkoda, że z drugim stołem była ciężka komunikacja, ale na większość spotkań gdy jest nas sporo tak to wygląda. Przynajmniej takie jest moje zdanie.
Pomimo wszystko wyszłam ze spotkania bogata o nowe znajomości i kosmetyki.


  Mam nadzieję, że teraz Dziewczyny wpadną do Wrocławia nawet gdy nie będzie jakiegoś wielkiego spotkania i będą się tak samo dobrze bawić jak my :).
Oczywiście dziękuję organizatorkom za dopięcie wszystkiego na ostatni guzik i że było tak przesympatycznie !

A co Wy sądzicie o takich spotkaniach ?

PROPOZYCJA + nowa współpraca.

Witajcie Dziewczyny :),

  Nie wiecie jak się cieszę, że tyle z Was zgłosiło się do "Cer blogerek". Po weekendzie powinna się pojawić tabela, dzięki której znajdziecie osoby o podobnych typach cer i przypadłości. Już w niektórych przypadkach zauważyłam osoby o naprawdę podobnych cerach i przypadłościach, więc to dla mnie pierwsza oznaka, że pomysł naprawdę działa! Póki co wszystko będzie na zasadzie tabeli, z czasem jeśli zobaczę, że pomysł dobrze "prosperuje" wtedy pomyślę nad czymś większym (np. domeną).

Jakby tego było mało mam dla Was kolejną propozycję! Otóż Blogerki z Poznania i okolic, które serdecznie pozdrawiam mają swoje spotkanie jutro na Targach Beauty Vision (osoby z Poznania idźcie warto!) i podobny pomysł jest na Targach we Wrocławiu, które odbędą się 20-21 kwiecień. Ja osobiście myślałam o niedzieli (tak jak w przypadku dziewczyn z Poznania). Jeśli organizatorzy mają jeszcze jakąś wolną powierzchnię to postarają się coś dla Nas wygospodarować. Jeśli nie to i tak miło będzie się z Wami spotkać i pogadać na miejscu! 

Czy wstępnie są jakieś blogerki chętne ? 
P.S. Nieważne czy jesteś z Wrocławia czy z Sopotu! Po prostu wpadajcie :). 

Teraz już kwestia typowo mojego bloga - nowa współpraca. Dzięki Pani Marzenie mam możliwość przetestowania trochę łakoci do włosów firmy L'biotica, a dokładniej Biovax. Niesamowicie się cieszę, bo jest wśród tych kosmetyków maseczka, którą bardzo chciałam przetestować! Specjalnie dla Was nie otwierałam by porobić zdjęcia. 





P.S. DO ZOBACZENIA JUTRO NA SPOTKANIU BLOGEREK W OPOLU ! :) PO WEEKENDZIE JUŻ WRACAM Z RECENZJAMI!

BLOGERKI URODOWE TO COŚ DLA WAS!

Witajcie dziewczyny :),

Przychodzę do Was z prośbą i mam nadzieję, że zgodzicie się na to i chętnie weźmiecie w tym udział. Otóż chcę na swoim blogu zrobić listę/zakładkę CER BLOGEREK. Ułatwi nam (i nie tylko nam) to odnaleźć idealną pielęgnację i produkty do naszej cery.
Jak wiemy to co się sprawdzi na cerze tłustej na pewno nie zachwyci cery suchej!

DLATEGO PROSZĘ WAS BLOGERKI! Jeśli chcecie pomóc innym, którzy mają podobną "przypadłość", jeśli chcecie by trafiały na Wasz blog właśnie takie osoby to pomóżcie mi skompletować taką listę!

Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem napiszecie jaką macie cerę i zostawicie link do swojego bloga!!! 

Mam nadzieję, że pomysł/akcja wypali i niedługo wszystkie będziemy korzystać z takiego udogodnienia. Póki co zgłaszajcie się i nieście nowinę w świat blogowo-urodowy, że coś takiego istnieje!

Będę niesamowicie wdzięczna!!! :)

Moja mała kolekcja cieni KOBO!

Hej dziewczyny :), 

    Dzisiaj post z kolorówką, która nie jest częstym gościem na moim blogu. Jednak już Wam tłumaczę dlaczego tak się dzieję! Dla mnie do niedawna istniał tylko podkład, tusz i puder. Jakiekolwiek róże, cienie, bazy, korektory czy kredki były u mnie czymś obcym, a jeśli miałam ochotę się mocniej pomalować podkradałam mamie jakieś kosmetyki kolorowe. Wszystko się zmieniło odkąd zaczęłam blogować - nie od razu, stopniowo... Najpierw przekonałam się do różu, z czasem dołączyła baza pod cienie, same cienie, korektory itd. Ostatnio dołączyła również kredka do brwi - wow!
    Blog mnie pod tym względem sporo zmienił. Oczywiście nie, że zrobił ze mnie tapeciarę - wszystko z umiarem! Jednak zaczęłam doceniać działania innych kosmetyków kolorowych. Moja twarz wygląda zupełnie inaczej gdy zrobię sobie pełny makijaż i nieraz nie mogę się napatrzeć (nie, że się w sobie zakochałam czy coś!). Ale przechodząc do sedna jako, że uzupełniłam ostatnio swoją kolorówkę o cienie Kobo postanowiłam Wam co nieco o nich napisać. Szczególnie, że goszczą one na moich powiekach praktycznie codziennie odkąd je kupiłam!
    W ostatniej gazetce Natury była promocja na cienie i wkłady Kobo, więc w takowe się zaopatrzyłam. Do mojego organizera kosmetycznego dołączyły trzy cienie: 117 Caffe Latte (używam go głównie w załamanie), 111 Bubblegum pink (używany w duecie z Caffe Latte) oraz 201 Iridescent Pink.


   Są to odcienie raczej jasne, nie bardzo rzucające się w oczy. Jako, że maluję się od niedawna nie chcę szaleć z ciemnymi kolorami skoro jeszcze nie za bardzo wiem co się z czym je :D. Poza tym w ciemnych cieniach nie czuję się dobrze.
Wracając do cieni - dwa pierwsze są to maty, które ubóstwiam, ostatni zaś jest trochę takim kameleonem - niby biały jednak połyskuje na różowo.


117 Caffe Latte - jak już pisałam uwielbiam go nakładać w załamanie powieki. Bardzo fajnie komponuje się w duecie z cieniem 111 Bubblegum Pink, który nakładam na całą powiekę. Trwałość jest naprawdę dobra! Może nie utrzymuje się całego dnia, ale 5-6 godzin jest w stanie nienaruszonym. Pominęłam fakt, że mam taką powiekę, że po pewnym czasie w załamaniu cień mi się roluje. Nieważne czy jest na bazie czy bez (głupia powieka).
Pigmentacja jest naprawdę świetna! Ulubiłam sobie ten cień i kupię go na pewno jeszcze nieraz!

111 Bubblegum Pink -  jest to cień matowy jak poprzednik, nakładam go najczęściej na całą powiekę i muszę powiedzieć, że bardzo ładnie rozświetla i ożywia spojrzenie! Bardzo, ale to bardzo podoba mi się połączenie tego cienia z 117 Caffe Latte. Pigmentacji nie mam nic do zarzucenia, trwałość podobna jak u poprzednika.
Na pewno kupię go jeszcze nieraz! Chociaż w mojej Naturze go nie było i dorwała mi go koleżanka w Świdnicy.


201 Iridescent Pink - używany przeze mnie póki co najrzadziej. Chyba po prostu czeka na odpowiednią godzinę! W każdym bądź razie gdy nakładamy go na powiekę wygląda trochę na biały jednak gdy podejdziemy do światła możemy ujrzeć jak cień mieni się na różowo :). Bardzo podoba mi się ten efekt! Niestety ciężko mi było wychwycić te różowe tony, ale mam nadzieję, że na zdjęciu poniżej coś zobaczycie. 



Podsumowując polubiłam bardzo te cienie! Nie mam im nic do zarzucenia oprócz ceny normalnej, ponieważ jak dla mnie jest za wysoka i ewidentnie polecam kupowanie na promocjach! Cienie się nie osypują, mają naprawdę świetną pigmentację, na bazie utrzymują się 5-6h (tłumaczyłam wyżej dlaczego tak mam).
Może gamą kolorystyczną nie dorównują Inglotowi, jednak śmiem twierdzić, że każda z nas znajdzie w ich kolorach coś dla siebie. 


W nowym filmie na YT mam pomalowane oczy właśnie duetem Kobo 117 i 111 :). Jeśli jesteście ciekawe jak wygląda efekt zapraszam do oglądania!





P.S.

Szampon do włosów Alverde Arganowo-Migdałowy.

Hej Dziewczyny :),

  Co prawda jeszcze są święta, ale ja nie robię sobie wolnego od blogowania! W końcu ile można siedzieć przy stole i jeść albo patrzeć na jedzenie?!
Dzisiaj recenzja szamponu Alverde, który trafił do mnie dzięki jednej przemiłej blogerce. Gdy jakiś czas temu sama byłam w DM, nie wiem dlaczego nie wpadł do mojego koszyka i musiałam się kilka miesięcy później wysłużyć Magdą ;). Jednak niedługo wybywam mam nadzieję do DM i na pewno o nim nie zapomnę!
 

Opakowanie
W wygodnej, plastikowej buteleczce otrzymujemy 200ml szamponu. Butelka w żaden sposób nie ucierpiała w przesyłce, więc śmiem twierdzić, że plastik jest wytrzymały! Do tego poręczne zamknięcie i otworek, który pozwala nam dozować odpowiednią ilość szamponu.

Konsystencja i zapach
 Ma bardzo lejącą, złoto-pomarańczową konsystencję. Zapach szamponu jest naprawdę przyjemny. Co prawda odbiega zapachem od olejku arganowo-migdałowego na końcówki Alverde, ale mi to nie przeszkadza.

Skład


Działanie
Początkowo średnio mnie zadowalał, pozostawiał włosy dziwnie "tłuste" w niektórych miejscach. Po jakimś czasie to na szczęście minęło! Bardzo dobrze się pieni w porównaniu do np. Babydream'ka z Rossmanna. Włosy już podczas zmywania stają się miękkie w dotyku co bardzo lubię! Po wyschnięciu pozostają miękkie, gładkie i błyszczące. Widać, że je pielęgnuje i w pewien sposób regeneruje. Nadaje włosom odpowiednią wilgotność i nie są one "sianowate".
Wadą jest to, że trochę plącze włoski i gdy przychodzi nam je rozczesać róbmy to delikatnie! Jak dla mnie jest to malutka wada. Większą za to może być mała pojemność (200ml) :(. Szampon znika w zawrotnym tempie (myje włosy codziennie) i niestety zaczęłam do niego przez to podchodzić bardzo oszczędnie i używam go zamiennie z innymi szamponami.
Do dodatkowych plusów zaliczę to, że włosów nie obciąża, nie są po nim oklapnięte. Świeżości może jakoś dłużej nie utrzymują, ale i tak jest świetny! Poza tym skład, w którym nie znajdziemy SLS i silikonów. Kosmetyki Alverde nie są testowane na zwierzętach i są wegańskie.
Zapomniałam też o ostatniej nie mniej ważnej wadzie dostępność! Jak wiecie w Polsce nie ma Drogerii DM i jedyne co nam pozostaje to zamawianie przez internet, ew. sklepy z chemią z Niemiec (ale ciężko w nich o produkty Alverde) i wyprawy samemu do DM - te kocham najbardziej! :)



Podsumowując: 
  Na pewno zakupię kolejne opakowanie, bo szampon mnie bardzo zachwycił! Jestem ciekawa innych szamponów Alverde i wiem, że wylądują w moim koszyku przy najbliższej wizycie w DM. W zapasie mam jeszcze jeden szampon Alverde (papaja i jabłko) i jestem ciekawa czy będzie równie dobry jak Arganowo-Migdałowy! 

+ działanie
+ skład
+ nie są testowane na zwierzętach
+ zapach i konsystencja
+ opakowanie
- dostępność
- pojemność



Czy polecacie inne szampony Alverde? A może znacie ten i również go lubicie ?



TAG: Kocham Wiosnę! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...