Pora na miniaturki L'Occitane!

Cześć dziewczyny :),

   Dzisiaj post z miniaturami firmy L'Occitane. Firma ta ostatnio wywołała niemałe zamieszanie. Blogerki podzieliły się na dwa główne obozy, jednak Kolorowy Pieprz wpadła na pomysł założenia trzeciego "blogerek, które podejdą do tematu w sposób adekwatny". I ja chyba dołączę do obozu nr 3! Jeśli chcecie więcej poczytać o tym obozie zapraszam na blog Patrycji.
    Od razu mówię, że nie chcę tutaj poruszać tematu samej współpracy z firmą, bo sądzę, że wszystko zostało powiedziane przez inne blogerki, a ja po prostu napiszę małe co nie co na temat miniaturek.

   Może zacznę od wody toaletowej Pivoine Flora. Pełnowymiarowy produkt to koszt 169 zł/75ml. Ja otrzymałam miniaturkę o pojemności 5ml.
Nigdy nie przepadałam za jakimiś kwiatowymi zapachami (kojarzyły mi się z babciami), zawsze wolałam jakieś mocniejsze, konkretne zapachy. Jednak ten nie jest najgorszy, delikatny, dziewczęcy - posiadający w sobie coś co intryguje. Jedyna największa wada, którą zauważyłam to kwestia utrzymywania się zapachu, ponieważ jak dla mnie zanika po godzinie, dwóch.


   Drugi produkt krem do rąk z 20% masłem shea jest chyba najlepszym kosmetykiem z tego koszyczka. Świetnie nawilża dłonie, są miękkie i zregenerowane. Ewidentnie czują ulgę po zastosowaniu tego kremu i do tego przecudnie pachnie! Jednak przy takiej pojemności podchodziłam do niego oszczędnie by starczył na dłużej...
Pomimo tego, że jest naprawdę świetny nie wiem czy skuszę się na pełnowymiarowy produkt, który kosztuje 30zł/30ml!


Trzeci produkt, który też mnie w miarę zachwycił to krem, a raczej drogocenny krem na noc. Skóra po nim jest naprawdę gładka. Krem szybko się wchłania, jako posiadaczka cery tłustej ze skłonnością do wszelkich niespodzianek nie zauważyłam by jej szkodził.
Co do działania na zmarszczki (moje mimiczne pod oczami) tutaj nie zauważyłam nic spektakularnego. Zresztą, który krem zlikwiduje zmarchy?! Zniwelować ich widoczność też jakoś nie zniwelował. Także w tym temacie bez szału.
Pełnowymiarowy produkt to koszt 249zł, więc to naprawdę sporo!


Żel pod prysznic Verbena, nie polubiłam się z nim. Kiepsko się pieni, do tego pojemność wystarczyła na 5-6 użyć i zapachem mnie nie uwiódł. Ewidentnie wolę słodkie, konkretne zapachy w przypadku żeli. Poza tym pełnowymiarowe opakowanie jest tak drogie, że wolę i pozostaję przy żelach Balea! Ten żel nie dorasta im do pięt. Na pewno nawet gdy będę bogata nie zakupię go!


Ostatnia rzecz to mydełko w kostce nawilżające z masłem shea. Zacznę od tego, że odkąd znam coś takiego jak żel pod prysznic i korzystam z tego wynalazku to od mydeł całkowicie odeszłam. Nie pałam miłością do nich, ale to mydełko ujdzie w tłumie. Ładnie pachnie, nawet, nawet nawilża.
Jednak żeby za pełnowymiarowe mydło płacić 32 zł no to ja raczej podziękuję. Już wolę zainwestować w mydło Alepp, które podobno rewelacyjnie działa na skórę twarzy!


Podsumowując myślę, że największą wadą firmy są ceny. Gdybym miała aktualnie jakieś dochody to z tych wszystkich produktów kupiłabym na pewno krem do rąk! Przy nim reszta tych produktów się chowa.

A jak tam Wasze "wielkie" testowanie produktów z koszyczka ? 


Mój podróżny zestaw pędzelków Ecotools.

Cześć dziewczyny :),

  Weekendy w szkole wypruwają ze mnie mnóstwo energii... Mogłabym później przesypiać całe poniedziałki, ale niestety nie ma tak dobrze! W okolicach weekendu i w weekend dodałam nowe filmy na mój kanał, więc dla tych co nie widzieli niżej zamieszczam je. 1- moje studia, 2 - aktualna pielęgnacja mojej twarzy.



Dzisiaj chciałabym do Was przyjść z recenzją zestawu pędzelków EcoTools, który dostałam na Dzień Kobiet i który Wam już pokazywałam. Jednak wolałam się wtedy wstrzymać z recenzją, a teraz bez wyrzutów sumienia mogę Wam więcej o nich poopowiadać.
W zestawie otrzymujemy 4 pędzelki i kosmetyczkę, która spokojnie je pomieści. Pędzle wykonane są z miękkiego włosia (taklonu) oraz materiałów pochodzących z recyklingu (skuwka pędzelka).
Zainteresowałam się nimi w głównej mierze przez Arletę, która na naszym lajfie wspominała o nich i je chwaliła. Zdradzę Wam, że jestem niesamowicie zadowolona, że je posiadam, ale pełna recenzja niżej!


1. Pędzelek do pudru Kabuki: długość trzonka: 2cm, długość włosia:3,5 cm, średnica włosia: 2 cm 
2. Pędzelek do pudru mineralnego: długość trzonka: 9cm, długość włosia: 3,7 cm, średnica włosia: 2cm 
3. Pędzelek do korektora: długość trzonka: 10 cm, długość włosia: 1,5 cm, średnica włosia: 1 cm 
4. Pędzelek do rozcierania cieni: długość trzonka: 9,5 cm, długość włosia: 2 cm, średnica włosia pędzla: 8mm
*dane pochodzą ze sklepu ladymakeup.pl/sklep



Pędzelek do pudru Baby Kabuki jest najmniejszy ze wszystkich, które otrzymujemy w zestawie. Do tego nie posiada bambusowego trzonka jak jego kompani. Jednak nie przeszkadza to w jego użytku, pędzelek świetnie się trzyma w ręce i dobrze się nim operuje przy nakładaniu makijażu. Jego włosie jest naprawdę mięciutkie, więc nakładanie jakiegokolwiek pudru należy do przyjemności, a nawet mogę to zaliczyć do chwili relaksu! Po praniu z pędzelkiem nic się nie stało, włosie nie wypadło co dla mnie jest ogromnie ważne! Często ląduje w kosmetyczce w mojej torbie wraz z pudrem do jakiś poprawek w ciągu dnia!



Pędzelek do pudru mineralnego, czyli większa wersja Baby Kabuki, która jest już zaopatrzona w bambusową rączkę. Ja osobiście nie używam go do pudru mineralnego! Używam go do pudru w kamieniu jak i sypkiego i w obu przypadkach sprawdza się rewelacyjnie. Nakłada odpowiednią ilość kosmetyku na naszą twarz - nigdy mi się nie zdarzyło przesadzić z ilością pudru przy nakładaniu tym pędzelkiem. Jak poprzednik ma bardzo miękkie włosie. Po praniu również z pędzelkiem nic się nie stało, włosie jest na swoim miejscu. Polubiłam go tak samo jak poprzednika. Stosuję go głównie do użytku domowego!



Pędzelek do korektora myślę, że najmniej przydatny i najrzadziej używany przeze mnie. Częściej używam go do rozprowadzania korektora pod oczami, ponieważ do pokrywania jakiś niespodzianek wolę używać swoich paluszków - wtedy zauważam lepszy efekt! Jak poprzednicy również miękkie włosie, nie mam mu nic do zarzucenia. Nie prałam go w zasadzie jeszcze, bo stosuję go rzadko, więc nie wiem czy nie ucierpiałby podczas prania. 



Pędzelek do rozcierania cieni jest naprawdę świetny. Na niektórych stronach wyczytałam, że nadaje się również do nakładania cieni, jednak w tej roli go nie widzę. Przy rozcieraniu sprawdza się świetnie, wręcz idealnie! Makijaż oka wygląda o niebo lepiej. Gdy mam dni, że mam czas i chęci zrobić sobie pełny makijaż (a uwaga jest to ostatnio dość często!) to zawsze go używam. Po praniu jego włoski nie wypadły! Włosie miękkie jak pozostałych pędzelków. 



Firma EcoTools słynie z ekologicznych akcesoriów kosmetycznych, które nie odbiegają jakością od pędzli sławnych marek. Do tego są przyjazne środowisku, są wykonane z ekologicznych materiałów, które m.in. pochodzą z recyklingu (np.skuwka). Plus ważna informacja to ta, że produkty są w 100% wolne od przemocy stosowanej wobec zwierząt. 

Wiem, że to prezent, jednak wyliczając każdy pędzelek do koszt 8,75zł nie wliczając kosmetyczki! Mój zestaw kosztował ok. 34-35zł, więc to naprawdę mało w porównaniu do tego w jakich cenach oferują ten zestaw niektóre sklepy internetowe.

Podsumowując JESTEM JAK NAJBARDZIEJ NA TAK! :) Na pewno przypatrzę się jeszcze drugiemu zestawowi pędzelków i pewnie prędzej czy później dołączy do mojej małej kolekcji pędzelków.

A Wy macie swoje EcoTools ? Czy może preferujecie inne marki wśród pędzli ?

Moja aktualna pielęgnacja cery - film!

Witajcie dziewczyny,

  Weekend spędzam w szkole, więc pewnie nie pojawi się tu żaden post przez ten czas, ale by nie zostawić Was bez niczego dodałam dzisiaj film na mój kanał na YT.
  Chciałam Wam pokazać moją aktualną pielęgnację cery, ponieważ trochę się zmieniła, a nawet sporo. Poza tym jest wiele nowych produktów, o których wcześniej nie pisałam recenzji, więc tym bardziej mnie ciekawi jak się na mnie sprawdzą. Nową kurację uważam za otwartą, a za 30dni dam Wam znać czy są jakieś efekty i jeśli tak to jakie.


Swoją drogą na filmie możecie zobaczyć jak się prezentuje w warunkach domowych moje ombre :)

Miłego weekendu :*

Ombre Hair ? + nowa współpraca.

Hej dziewczyny :),

   Ostatnio pokazywałam Wam jak po roku olejowania wyglądają moje włosy, jakie są miękkie i gładkie - okej tego już nie mogłyście zobaczyć ;). Długi, długi czas zastanawiałam się nad Ombre Hair, a ten dług czas to ponad rok. Po pierwsze nie chciałam niszczyć włosów, po drugie wydawać na fryzjera, a po trzecie bałam się, że nie trafię z kolorem. W międzyczasie na rynek weszła nowość od L'Oreal, czyli farby specjalnie stworzone do ombre. Do wyboru dostajemy 3 rodzaje odcieni i ja właśnie skusiłam się na nr 1. Pomijam fakt, że naszukałam się tej farby jak oszalała, bo nie było jej w Tesco, Rossmannie, Naturze, a dostałam dopiero w SP za 26 zł (pomimo, że na półce była cena 37zł).


   Samo przygotowanie farby jest bardzo łatwe, ktoś kto nigdy nie farbował włosów (farbowała mi raz koleżanka) poradzi sobie z wymieszaniem wszystkich składników. Później już tylko aplikacja i sprawdzanie czy wszystkie włosy zostały dobrze pokryte. Ja trzymałam ten rozjaśniacz w zasadzie ok. 25 minut na włosach, jak nie 20. Nie chciałam by wyrządził im większych szkód oraz by różnica kolorów nie była za duża. I się udało :). Włosy po samym zabiegu niestety okropnie jeszcze śmierdziały rozjaśniaczem, ale dzień później zapachu już nie było czuć. Na noc oczywiście dałam olej, rano maskę, olej arganowo-migdałowy, więc dbam dalej o włosy!

Moja koleżanka gdy dziś usłyszała, że mam ombre stwierdziła "bardzo odważna decyzja", a to dlatego, że ja bardzo rzadko zmieniam coś w swoich włosach. Nie farbuję ich na odważne kolory ani na żadne inne, nie obcinam radykalnie, wciąż mam tę samą fryzurę i podobną długość włosów. Także postanowiłam coś zmienić by "przywołać wiosnę" jak to się śmiałam dwa dni temu.
Do tej pory nie przyszła :(...

Jestem ciekawa co powiecie na efekt końcowy, czekam na Wasze opinie! Nawet na te krytyczne :).

PRZED :)


PO :)




Ostatnio nawiązałam współpracę z firmą BANDI, która jest głównie znana z profesjonalnych kosmetyków do gabinetów kosmetycznych, ale to nie znaczy, że nie możemy ich stosować w domowym zaciszu.
Jako, że sama mogłam sobie wybrać kosmetyk, a walczę o piękną cerę wybrałam krem z kwasami (pirogronowym, azelainowym i salicylowym). Zaczęłam już z jego udziałem kurację, więc po około 30 dniach napiszę Wam jak efekty. W paczce były też przeróżne próbki, więc będę je pewnie sukcesywnie zużywać.


*Jeśli macie chęć na małe zakupy w sklepie internetowym BANDI to mam dla Was zniżkę na hasło: zauroczona-kosmetykami. Więcej info znajdziecie w pasku bocznym mojego bloga.

To jak dziewczyny efekty? Podoba się Wam moje ombre czy wyglądam jak siedem nieszczęść ? :D

Parę nowości w mojej kosmetyczce.

Cześć dziewczyny :),

   Ostatnio wydaję sporo pieniędzy, no okej może nie sporo, ale więcej niż zazwyczaj. Do tego mam w planach zakupienie sandałków na koturnie coś w rodzaju espadrylów i już kilka modeli mi wpadło w oko. Niestety wciąż jestem bez pracy i wysyłanie/roznoszenie CV nie daje rezultatów ;/. Coraz poważniej myślę o wyjeździe zagranicę - przynajmniej na okres wakacji, bo nie chciałabym olać szkoły. Trochę przykro, że w kraju, w którym się urodziłam i mieszkam nie ma dla mnie miejsca. Zawsze będzie ktoś kto ma większe doświadczenie, a moje, które i tak jest spore jak na mój wiek i tak będzie w tyle. Nvm dziewczyny, nie będę się tutaj żalić...
    Dzisiaj post luźny, bez recenzji, za to zobaczycie trochę nowości, które kupiłam bądź trafiły do mnie w inny jakże przyjemny sposób :).
Może najpierw zacznę od tych, które sama kupiłam i tutaj pokażę Wam coś z Natury, o dziwo! Jakoś ostatnio nie przepadam za tą drogerią, wybaczcie. W każdym bądź razie w nowej gazetce dojrzałam promocję na cienie Kobo, więc od razu 14.03 (dzień, w którym wchodziła gazetka) poleciałam po dwa kolorki, które sobie wypatrzyłam. Zastanawiam się jeszcze nad kilkoma, ale zobaczymy jak mój budżet zniesie pozostałe wydatki.
Ten po lewej to cień Iridescent Pink 201, a po prawej Caffe Latte 117. Oba bardzo w moim guście, delikatne, nadające się na co dzień i na wieczór :). Za oba zapłaciłam niecałe 16zł.


Wracając ostatnio z Pepco (zakupiłam bluzkę) zaszłam do Biedronki i po obejrzeniu filmu Agnieszki z zakupami skusiłam się na korektor Bell pod oczy w odcieniu 01. Krycie jakieś rewelacyjne nie jest, ale dopiero go testuję, więc więcej nie powiem. Cena to około 6-7zł.


Trzecia sprawa to bardzo fajna okazja! Firma Vichy pozostawiała w wielu aptekach w różnych miastach zestawy próbek swoich kosmetyków. Nie mogłam sobie odmówić i różowa wersja jest moja. Oczywiście nie zapomniałam o mojej mamie i dla niej zdobyłam srebrną. Pełną listę aptek znajdziecie na stronie internetowej VICHY. Tylko dziewczyny spieszcie się, bo w mojej już były ostatnie pudełeczka! :(


Ach... I ostatnia rzecz, z której się niesamowicie cieszę! :) W Dniu Kobiet wypatrzyłam konkurs na fb GlossyBox "6 Marek w 6 Godzin". Wzięłam udział o ile dobrze pamiętam w dwóch godzinach i w ostatniej wygrałam i to jeszcze kosmetyki, które chciałam przetestować od jakiegoś czasu.
W skład zestawu wchodzi żel, krem i maseczka :). Nawet nie wiecie jak się cieszę z tej wygranej! Zresztą najlepszym dowodem jest to, że gdy odpaliłam na wykładach stronkę z wynikami krzyknęłam na pół sali "WYGRAŁAM!". Ludzie mieli nieziemski ubaw, ale no co wygrałam w końcu nie?! :D



A jak tam nowości w Waszych kosmetykach ? Pojawiły się jakieś? 

P.S. Właśnie dotarły do mnie mini odsypki od Patrycji (Kolorowy Pieprz) korundu i glinki żółtej. W gratisie dorzuciła mi maseczkę Lioele Vita Shake Pack w wersji Kiwi. Dziękuję Kochana! :* Na pewno na dniach potestuję! :)

 

ROK olejowania włosów! Efekty, gadanina i takie tam :)

Witajcie Dziewczyny :),

   Właśnie mija rok odkąd stosuje oleje do włosów, które odkryłam z pomocą Waszych blogów. Zanim kupiłam swój pierwszy olej minął około miesiąc od założenia bloga. Nie wierzyłam za bardzo, że takie oleje mogą zdziałać coś dobrego dla moich włosów i raczej potraktowałam to jako ciekawostkę, a nie coś co stanie się nieodłączną częścią życia moich włosów.
   Mój pierwszy olej i pierwszy wybór padł na Vatikę kokosową. Większość osób w sumie swoją przygodę z olejowaniem zaczyna od Vatiki, więc pewnie wybór Was nie zdziwi. Olej mnie pozytywnie zaskoczył, świetnie nawilżał moje włosy, sprawiał, że stawały się zdrowsze i mocniejsze! Jedynym mankamentem tego oleju był fakt zanurzania go pod ciepłą wodą by zmienił się w postać ciekłą. Także trochę zabawy przy nim miałam. Miałam, dlatego że aktualnie odeszłam od niego na jakiś czas i stosuję olej IHT9 dostępny w sklepie Helfy.pl. Ten olej to taki cud miód w moich zbiorach kosmetycznych! Moje włosy pokochały go o wiele bardziej niż Vatikę stąd ta zdrada. Pisałam już o nim nie raz, zachwalałam nie dwa, więc po prostu odeślę Was do jego recenzji
   W swoich zbiorach mam jeszcze olejek arganowo-migdałowy, ale używam go tylko na końcówki włosów. Zresztą takie ma przeznaczenie zgodnie z tym co zostało napisane na opakowaniu.
Przy okazji swoich zakupów w DM zakupiłam też olej z limitowanej edycji Alverde Vanille Chai. Nie używałam go jeszcze, więc ciężko mi powiedzieć jak będzie w jego przypadku i czy zapałam do niego miłością. Póki co mogę Wam zdradzić, że zapach ma naprawdę cudny! Dla wielbicieli słodkości w sam raz.

   Poniżej chciałabym Wam przedstawić moją historię włosową odkąd olejuję włosy.

I. 
To początki olejowania i włosy po pierwszym użyciu oleju. Jak możecie zauważyć przyjęły bardzo fajnie olej - nie obciążył ich w żaden sposób, ale to był początek walki o ładne, zadbane włosy.


II.
Zdjęcia w słońcu ukazują zawsze wszelkie mankamenty naszych włosów. Tutaj akurat olejowałam włosy od jakiś 2 miesięcy, jednak trwałam przy suszarce, która nadal robiła swoje. 


III.
Po wizycie u fryzjera i odświeżeniu co nieco moich włosów. Wtedy olejowałam włosy już od jakiś 4 miesięcy i miały się coraz lepiej. Suszarka używana coraz rzadziej jednak nie umiałam od niej odejść w 100%.  Włosy były jeszcze mocno podniszczone mniej więcej od połowy długości.


IV.
Suszarka używana już bardzo sporadycznie. Włoski po około 7 miesiącach od olejowania. Nie wiem czy to zasługa oleju, ale zaczęły bardzo szybko rosnąć. Końcówki zaczęły wyglądać lepiej i mniej się rozdwajać! A  o to głównie walczyłam, więc ma radość rosła i rosła...


V.
Włosy po około 10-11 miesiącach. Gęste, mniej zniszczone i nadal szybko rosną. Zaczynam pomału wyłapywać w nich ten zdrowy blask, którego nie miałam przez tyle lat. Są miękkie w dotyku, aż macam je godzinami. Suszarka bye, bye. Już jej nie używam w ogóle - dacie wiarę? Było warto!


VI.
Tak wyglądają aktualnie moje włosy z przodu. Jak widzicie błyszczą! Może jeszcze nie lśnią, ale nad tym popracuję :). Końcówki wolno się rozdwajają (niestety me włosy już taką tendencję mają) i nauczyłam ufać swoim rękom i obcinam je sama! Jeśli czytacie bloga to wiecie, że nawet grzywka wpadła w moje ręce. Rok olejowania według mnie się opłacił! Jednak po drodze musiałam dbać o systematyczność i wyrzec się niektórych przyzwyczajeń, czyli głównie suszarki (używałam jej praktycznie codziennie na najwyższym stopniu)! 


Moja recepta:

  • olej na włosy raz w tygodniu na noc!
  • używanie przeróżnych odżywek i masek do włosów kilka razy w tygodniu (jakie aktualnie używam znajdziecie w zakładce "Aktualna pielęgnacja włosów")
  • używanie jedwabiu, który zabezpieczy moje końcówki bądź olejku arganowo-migdałowego Alverde
  • pożegnanie suszarki do włosów 
  • staranie się dobierać szampony z naturalnymi składami, ale ja nie odrzuciłam całkowicie tych z SLS - wciąż znajdują się w mojej pielęgnacji
  • i najważniejsze! By zobaczyć świetny efekt działania olejów zmywajcie je szamponami bez SLS np. najtańszym Babydream z Rossmanna ;)
Pozdrawiam i polecam,
Zauroczona - kosmetykami ;*
                    

Mały Shopping przez duże "S"!

Cześć dziewczyny :),

   Skoro ostatnio było DENKO to teraz pokażę Wam moje zakupy :). Zakupy skromne, bez większego szału. Kupiłam to co naprawdę potrzebuję. Pokażę Wam również jedną rzecz ciuchową, którą ostatnio upolowałam w lumpie, ale najpierw zacznę od rzeczy typowo kosmetycznych.
    Oprócz postu będziecie mogły obejrzeć także film na moim kanale, w którym Wam wszystko dokładnie pokażę wraz z pędzlami Ecotools byście mogły zobaczyć jak się prezentują. Ale pewnie pojawi się on dopiero jutro :(.

    Jako pierwszą rzecz pokażę Wam pędzel, który dołączył do mojej kolekcji, a jest to Hakuro H85 do eyelinera i do brwi. Bardzo fajny, mały, poręczny pędzelek, którym świetnie się operuje. Więcej na pewno o nim będziecie mogli poczytać za jakiś czas.
Ja swój zakupiłam w sklepie MintiShop i miałam zniżkę -5%, więc zapłacilam za niego odrobinę mniej, ale ogólnie koło 10zł.


     Drugą rzeczą jest tonik. Ostatnio jako tonik służyła mi woda różana, ale w ostatnim filmie DENKO mogłyście zobaczyć, że się z nią pożegnałam. Także przyszło mi kupić tonik i tym razem padło na tonik drogeryjny Herbal Garden Eva Natura, który w Rossmannie był na promocji i zapłaciłam za niego niecałe 8zł. Wielki plus to, to że jest bez alkoholu i naprawdę robi to co tonik powinien robić. Jednak na razie jest za wcześnie by wydawać o nim dokładne opinie, więc się wstrzymam.


    Trzecia rzecz to jedwab do włosów Green Pharmacy, który był na promocji w Naturze za ok. 6zł. Jest to swoisty zapas, ponieważ z Naturą to różnie bywa, dzisiaj coś jest a za miesiąc nie ma, więc wolałam się zabezpieczyć. Poza tym fajna cena jak za jedwab, więc dokupiłam. Póki co jedwab spisuje się naprawdę świetnie i nie mam ku niemu żadnych zastrzeżeń!


     Czwarta rzecz to gąbeczki Calypso. W opakowaniu za 5zł dostajemy 2 sztuki gąbeczek, które są grube i dość duże, w porównaniu z tymi z Oriflame, które miałam. Wydają się bardziej trwałe, co ma wielki plus, bo ta z Oriflame rozwaliła się na pół ;/. Na jakiś czas odeszłam aktualnie od metody OCM żeby twarz trochę odpoczęła i nie przyzwyczaiła się za bardzo. Więc zużywam swoje żele właśnie przy użyciu Calypso. Żel + Calypso = idealne zmywanie makijażu. Polecam każdemu :).


    Piąta rzecz to ubranie, a jest to płaszcz. W zeszłym roku w lumpeksie udało mi się dorwać za 20 zł płaszczyk Johna Richmonda, który Wam pokazywałam już na blogu. Jednak jest on czarny, a chciałam coś jaśniejszego na wiosnę no i przy okazji na jesień. Poza tym wiecie trzeba mieć jakieś zastępstwo dla czarnego gdyby się ubrudził i na odwrót :). Tak więc upolowałam płaszczyk Jane Norman za 30zł, który jest dłuższy od poprzednika ponieważ jest za pupę. Do tego ma dołączony pasek w talii, który świetnie podkreśla sylwetkę! Kolor - ecru bardzo mi się podoba!


   I ostatnia rzecz do Kwas Hialuronowy 1%, czyli wynik mojej współpracy z BIOCOSMETICS. Bardzo się cieszę z kwasu i już mam kilka pomysłów na jego wykorzystanie. Póki co już go dodałam do swojego kremu i zobaczymy jak się spiszę w tej roli. Na pewno zrobię o nim recenzję za jakiś czas!


   A dlaczego mały shopping przez duże "S"? Dla mnie wyjaśnienie jest proste, małe zakupy, ale dla mnie bardzo udane :).

Pozdrawiam :* 

EDIT :) 


Himalaya Herbals - proteinowa odżywka do włosów.

Witajcie Dziewczyny :),

Z okazji naszego dzisiejszego święta życzę Wam i sobie mnóstwa kosmetyków :).

   Przede mną weekend na uczelni, a reszta z Was cieszy się, że nadszedł weekend. Beznadzieja... Poszukiwania pracy idą pełną parą, mam nadzieję, że w końcu ktoś mnie zatrudni, bo kasa na gwałt potrzebna! Także pracodawcy dzwońcie do mnie :D.
   Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją odżywki, o której ostatnio mówię "ulubiona", a do tej pory nie pojawiła się jej recenzja. Odżywkę wygrałam już jakiś czas temu w rozdaniu, więc teraz jestem w stanie o niej więcej powiedzieć.


Od producenta: 
"Odżywka proteinowa do włosów - Odbudowa i regeneracja do włosów suchych i zniszczonych. Odżywia i uzupełnia w naturalne proteiny. Nowa seria odżywek wzbogaconych o ekstrakt z wyselekcjonowanych ziół bogatych w naturalne proteiny. Zaspokaja trzy najistotniejsze potrzeby włosów: wzmacnia je, zapobiega wypadaniu i chroni przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Intensywnie odżywia włosy suche, kręcone i zniszczone. Delikatnie odbudowuje, regeneruje i chroni włosy przed niszczącymi czynnikami, sprawiając, że stają się one miękkie i zdrowe.
Główne składniki: Aloes - skuteczne i naturalne nawilżenie, Yarrow - naturalne odżywianie włosów, Ciecierzyca & kiełki fasoli - bogate źródło naturalnych protein."


Sposób użycia:
"Odżywkę delikatnie wmasować w umyte, wilgotne jeszcze włosy od cebulek po ich  końcówki. Pozostawić na minutę, a następnie dokładnie spłukać. Bezpieczna dla włosów farbowanych i po trwałej ondulacji."

SKŁAD:



   Używam jej praktycznie codziennie od niecałych 2 miesięcy i wciąż jest, więc jej wydajność na samym początku oceniam na rewelacyjną. Do tego dla osób leniwych (czasem mam leniwe dni jak każdy) plusem jest to, że wystarczy ją nałożyć na dosłownie minutkę by można było zobaczyć efekt. Także nie musimy chodzić w turbanie po domu 20 minut by można było ją spłukać. Mamy kolejny plus :).
    Przejdźmy dalej. Importerem odżywek, ale i reszty produktów Himalaya jest L'biotica słynni z odżywek Biovax. Jednak jak z odżywkami Biovax można się spotkać praktycznie na każdym kroku, tak z odżywkami Himalaya już nie. Trochę mnie ten fakt zasmuca, bo jedyne co chyba pozostaje to sławne Allegro. Jednak zdążyłam się już zorientować w cenie i odżywka ta jest do zdobycia za ok.7-8zł. Do tego do wyboru mamy inne rodzaje tego cuda!
    Odżywka nie obciążyła moich włosów, nie spowodowała żadnego podrażnienia czy łupieżu!
Rewelacyjnie je wygładza i świetnie się po niej rozczesują, dzięki czemu nie szarpię włosów jak opętana.
Jest gęsta, więc wystarczy wielkość orzecha włoskiego by ładnie pokryła nasze włosy. Początkowo używałam ją od cebulek aż po końce jak zaleca producent, ale z czasem zmieniłam ten sposób i omijam cebulki włosów (co by odżywki starczyło na dłużej) :).
     Do pozostałych plusów należy zapach, który jest naprawdę piękny porównywalny do masek BingoSpa!
Także Drogie Panie przedstawiłam Wam właśnie moją ulubienicę wśród odżywek :).

Podsumowując:

+ cena
+ działanie
+ zapach
+ wydajność
- dostępność!!!!


Pojemność 200ml/cena ok.7zł w górę.

Produkty Himalaya ostatnio można spotkać na większości blogów i na większości blogów są chwalone (nabrałam ochotę na więcej). Więc:
Jeśli znacie inne produkty Himalaya, które są również warte uwagi dajcie mi znać ;).

Koszyczek L'Occitane + DENKO z lutego (film).

Witajcie dziewczyny :),

  Właśnie opłaciłam wpisowe na spotkanie blogerek w Opolu i nie mogę się doczekać kiedy do Was zawitam :). Mega się cieszę, ponieważ będzie kilka znanych mi już wcześniej osób, więc spotkać Was ponownie to ogromna radość! No i poznam wiele nowych twarzy!
Jeśli któraś z Was jest też chętna to zapisy są do 15 marca, a samo spotkanie odbędzie się 7 kwietnia w niedzielę!
 
    Jak wiecie cała blogosfera jest teraz obsypana koszyczkiem L'Occitane. Ja również należę do tej grupy. Miniaturki są słodkie, ale malutkie - w końcu miniaturki. Sama otoczka tzn. koszyczek to naprawdę świetny pomysł. Jednak nie sądzę bym o miniaturkach mogła zrobić obszerną recenzję i ocenić produkty tak jakbym chciała. Mimo to miniaturki przypadły mi do gustu, więc sądzę, że będzie mi się je dobrze używać.






W środku znalazły się:
 perfumy (5ml)
krem do twarzy na noc (15 ml)
mydełko (50g)
krem do rąk (10ml),
 żel pod prysznic (50ml).

Na zakończenie mam dla Was film z moim denkiem z miesiąca lutego! Dzisiaj wszyscy mi jak na złość przeszkadzali w kręceniu filmu, więc nie jest on najlepszy. Przynajmniej takie jest moje zdanie! Pomimo to zapraszam do oglądania :).


Organizacja moich kosmetyków.

Cześć dziewczyny :),

    W końcu za oknem piękna, wiosenna pogoda! Chyba nie może być lepiej :). Słońce dodaje mi mnóstwo energii i chęci do działania! Także może wpadnie mi do głowy jakiś nowy pomysł na serie postów?!
   Chciałam w ogóle podziękować za tak fajny wczorajszy live :). Miło było pogadać z Wami i podyskutować o kosmetykach i nie tylko! No i jeśli nadal będziecie chętne to z Agusiakiem pomyślimy nad jakimś spotkaniem :).
   Już jakiś czas temu wiele osób prosiło mnie bym pokazała jak przechowuje swoje kosmetyki, ale jakoś ciągle mi to wypadało z głowy. Poza tym co chwila coś zmieniałam w "organizacji" swoich kosmetyków, więc dopiero dziś pokażę Wam jak to u mnie wygląda.
Na wstępie powiem, że nie mam toaletki nad czym bardzo ubolewam. Jednak mój pokój jest tak mały, że nie sposób dokupić tu toaletkę i wstawić, ponieważ nie mogłabym się w nim poruszać. Ciągle obmyślam czy kosmetyki pogodziły by się na biurku z monitorem, głośnikami i drukarką, ale to mi jakoś nie idzie w parze. Na szczęście nad monitorem mam pokaźną półkę, na której to wylegują się moje kosmetyki.
Ogólnie moje kosmetyki znajdują się w organizerach i swojego czasu były one do zdobycia w Biedronce, ale mój drugi organizer kupił mi brat i wiem, że dostał go w Tesco!


Te organizery już Wam kiedyś pokazywałam. Prawy jest praktycznie zapełniony zaś w lewym znajdują się jakieś puste opakowania kosmetyków, które chce zrecenzować, zapasy jedwabiu oraz inne rzeczy do włosów w stylu nożyczki itd.
Organizer prawy:




W nim znajdziecie lakiery do paznokci, maseczki/próbki, kosmetyki kolorowe, które używam, a przynajmniej się staram :).
Lewy organizer nie jest tak zapełniony i nie ma w nim w sumie nic ciekawego, ale pokażę Wam pomimo wszystko zdjęcia.




Kosmetyki kolorowe, które używam na co dzień trzymam gdzie indziej! Ogólnie przechowuje je jakby na wyciągniecie mojej ręki w brązowym opakowaniu po lodach (niskim kosztem, a fajnie się wszystko mieści).


I jak możecie zauważyć trzymam tu podkłady - dwa Revlony (ten który ma naklejoną pomarańczową cenę używam aktualnie), podkład Bell z Biedronki i BB Eveline, do tego maskara Eveline, róż Bell, puder Synergen, puder bambusowy, puder Jadwiga i korektor Vipera. Jeżeli oczywiście mam czas zrobić makijaż oka to wtedy sięgam do moich organizerów, w których znajdują się cienie i kredki.

W kartonowym pudełku, które dostałam od Patryka trzymam jakieś tam swoje zapasy kosmetyczne, czyli po prostu kosmetyki, które czekają na swoją kolej. I stoi on przy drzwiach do mojego pokoju, bo jednak jest za ciężki by spoczywał na takiej półce.


W nim możecie znaleźć jakieś balsamy, szampony, żele pod prysznic, odlewki kosmetyków bądź kosmetyki, których aktualnie nie używam, a używałam wcześniej.
Ostatnia już rzecz to w zasadzie pojemnik na jakieś długopisy/kredki etc., a że się walał po domu i nie był używany to stwierdziłam, że użyję go do swoich pędzli. Oczywiście wszystkich aparat nie wyłapał, bo znajduje się w nim również Hakuro H50S i zalotka. Wiem, że moja kolekcja pędzli jest mała, ale na poważnie maluje się dopiero od kilku miesięcy, więc jestem w trakcie kompletowania swojej kolekcji! No i na zdjęciu oczywiście nowe Ecotools. Na pewno pojawi się o nich post.


Wiem, że moja organizacja kosmetyków nie jest wymarzoną i idealną jak z pokoi Amerykańskich nastolatek, ale mimo wszystko cieszę się, że są one poukładane, każdy ma swoje miejsce i nie walają się po kątach :).

A Wy jak przechowujecie swoje kosmetyki ? Czy posiadacie "upragnione" toaletki?

Nowości, które do mnie przywędrowały :).

Cześć dziewczyny :*

   Ostatnio zrobiłam się okropnym leniem, po tej sesji zupełnie nic mi się nie chce i do tego wciąż nie odzyskałam poczucia czasu (tzn. nie nadążam z dniami tygodnia). Jednak pora brać się do pracy, a raczej takowej szukać, ponieważ szykują mi się wydatki i lista zamiast maleć to rośnie :(. Także przyciągam pracę... :D 
    W ostatnim czasie wiele razy odwiedzał mnie listonosz albo ktoś mi coś dał/przywoził także chciałam się tym z Wami podzielić zanim zostanie to wrzucone do denka (przynajmniej niektóre z tych rzeczy). 

Jako pierwsze pokażę Wam małe łupy z DM dokonane przez Magdalenę na moją prośbę. Otóż Magdalena jakiś czas temu ogłosiła na blogu, że wybiera się do DM i może coś komuś zakupić. Bez zastanowienia się zgłosiłam po szampony Alverde :). Ponieważ nie do końca wiem kiedy będę w DM nie mogłam się powstrzymać by je mieć już teraz. Oczywiście jak tylko wybędę do DM to dokupię by później nikogo nie fatygować :). Dzięki Kochana za szampony! (żeby nie było, że Magdalena to instytucja charytatywna to oczywiście za nie zapłaciłam!)



Jeśli iść śladami DM (co prawda szampony wyżej pochodzą z Czech) to pokażę Wam co przywiózł mi Patryk przy ostatniej wyprawie do Niemiec. Co prawda nigdy nie może natrafić na DM, ale nie będę narzekać. Ważne, że mój kosmetyczny brzuch jest rozpieszczany :D.
Tutaj też pokażę Wam szampony, które nie są wcale najgorsze, ponieważ teraz mam jeden z nich w użyciu. Nawet rzekłabym, że dorównują tym szamponom po 10 zł znanych firm z SLS. Na pewno więcej o nich powiem w jakiejś recenzji! Oprócz szamponów przywiózł mi również żel, który ma naprawdę porównywalną konsystencję do żeli Balea ;O!






Trzecia rzecz to wygrana w konkursie u Weny , czyli po prostu  u Ani :). Jest to książka Patrycji Kondrackiej "Sekret Młodości Facefitness". Jeszcze nie ćwiczyłam, więc nie powiem Wam nic więcej na ten temat czy ćwiczenia dają jakieś rezultaty.
Swoją drogą w środku mam nawet dedykację dla siebie - super! Bardzo się cieszę z wygranej!




I ostatnia rzecz to przedwczesny prezent na Dzień Kobiet! Nie wiecie jak się cieszę, ponieważ te osoby, które oglądały "lajfa" mogły usłyszeć, że moim "marzeniem kosmetycznym" jest powiększenie kolekcji pędzli.  I chyba ktoś uważnie słuchał, bo zobaczcie co dostałam!


Jestem bardzo ciekawa tych pędzelków Ecotools. Ostatnio gdy z dziewczynami chwaliłyśmy Hakuro, Arleta się wyłamała i chwaliła Ecotools. Także sądzę, że nie będą najgorsze :). Póki co mogę Wam powiedzieć, że pędzelki wyglądają na solidne i mają mięciutkie włosie.
Jeszcze raz się powtórzę, że PRZENAJLEPSZY PREZENT!



P.S. Jeśli ktoś nie widział nowych filmów, a chciałby zobaczyć to zamieszczam :)




A jak Wasze zdobycze z ostatnich dni ? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...