Czy ryzyko popłaca? (włosy, włosy, włosy).

Witajcie dziewczyny ;),

    Pomału wracam do żywych, pomimo tego, że smarkam jak oszalała. Jednak lepsze to niż gorączka i ból gardła. Przynajmniej moim zdaniem, chociaż ?!
Dziękuję Wam za życzenia szybkiego powrotu do zdrowia i za to, że jest Was już tu 450! Bardzo cieszy mnie to, że chcecie mnie czytać czy oglądać jak w przypadku YT. A'propo YT jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli to być może w czwartek będzie kolejny "lajf". Jeśli się nie uda to na pewno znajdziemy inny dogodny termin byśmy mogły znów zaprezentować się we cztery i podyskutować na temat kosmetyków i innych takich babskich kwestii :).
    Swoją drogą cieszy mnie, że moja nowa torba tak Wam przypadła do gustu i już jedna dziewczyna prosiła mnie o TAG Co jest w mojej torebce, więc będziecie ją mogły obejrzeć w filmie z każdej strony, a nawet pokażę podszewkę ;).
 
    Przejdę już do kwestii tytułu postu, czyli "Czy ryzyko popłaca?". Oczywiście odniosę się tu co do moich włosów i niczego innego nie będę poruszać, bo tu się pojawia temat rzeka co do różnych kwestii. Tak więc moje włosy od zawsze były "rozpieszczane" u fryzjerów, nie w dosłownym tego słowa znaczeniu! Każde podcięcie, ścięcie, uczesanie równało się z pójściem do fryzjera. Jednak my kobiety, do tego te, które mieszkamy w miastach wiemy jak fryzjerzy lubią z nas ściągać kasę, do tego zanim znajdziemy tego idealnego mijają miesiące jak nie lata!
A czy brałyście kiedyś pod uwagę siebie w postaci swojego własnego fryzjera? Ja tak gdy byłam mała, ale po użyciu najzwyklejszych nożyczek do wszystkiego i zmasakrowaniu swojej grzywki wiedziałam, że ten pomysł musi mnie opuścić. Aż do ostatniej niedzieli! Nie wiem czy to wpływ choroby, ale stanęłam przed lustrem i zaczęłam ciachać! UWAGA - już nie nożyczkami do wszystkiego, a do włosów :). I ku mojemu zdziwieniu wyglądam świetnie! Wiem, wiem wpadłam w samozachwyt... Jednak nie spodziewałam się, że sama mogę się obciąć tak jakby zrobił to mój fryzjer, a raczej fryzjerka, która zdzierała ze mnie 50zł.
I w końcu mogę powiedzieć, że zaoszczędziłam piękne, okrągłe 50zł i będę oszczędzać za każdym razem! Czyż to nie wspaniałe? 
Do tego na wesele brata uczesałam się sama i żadna fryzjerka nie musi mi modelować, tapirować, kręcić, prostować czy jeszcze coś innego włosów bym mogła wyglądać na czymś takim jak wesele! Fryzura przetrzymała całą noc i cały dzień, a od gości weselnych słyszałam "wow jaka świetna fryzura"! HA! A do tego zrobiona własnymi rękoma bez płacenia nie wiadomo ilu stów za uczesanie włosów..
Dziewczyny jeśli jesteście odważne, macie nożyczki do włosów ( moje za 15zł z Rossmanna) i chęć pokombinowania z włosami nie bójcie się!
Jedyna moja rada jeśli zaczniecie ciąć to lepiej obciąć mniej, bo jak damy ciała to  fryzjer jeszcze coś odratuje! Ja tak właśnie zrobiłam, ale widząc, że efekt jest naprawdę zadowalający ucięłam więcej.
Chcecie zobaczyć mój efekt, który o dziwo nie jest opłakany?! Proszę bardzo :).



I co sądzicie ? Można samemu? MOŻNA! 

P.S. Od dziś na moim blogu na każdym zdjęciu pojawiać się będzie znak wodny w postaci kokardki ze skrótem "Z-K" czyli od Zauroczona-Kosmetykami. Co Wy na to?

Pozdrawiam :*

Nowości w mojej szafie + zamówienie ze sklepu Kalina.

Cześć dziewczyny :),

   Grypa mnie dopadła, katar, kaszel, ból głowy i gorączka - ledwo żyję. Dobrze, że sesję mam już za sobą... Tak wszystko zaliczyłam, nie mam nic w plecy, ale straciłam możliwość otrzymania stypendium. Nóż w plecy, no ale mówi się trudno. Może następnym razem pójdzie lepiej!
   Do tego problemy w życiu prywatnym zabierają mi tyle energii i łez, że czasem mam ochotę się poddać, rzucić wszystko i wyjechać byle by najdalej od tego wszystkiego. Niestety nie do końca tak się da, bo takie obowiązki jak studia trzymają mnie na miejscu.

   Jednak nie ma nic tak rewelacyjnego na poprawę humoru jak zakupy :). Co prawda pieniędzy z konta ubyło, ale uśmiech na twarzy jest i mam to co chciałam i potrzebowałam. 
Post ten nie będzie grzeszył długością, bo niestety z gorączką ciężko mi się myśli i większość dnia spędzam w łóżku niż przy komputerze, ale postaram się dla Was wysilić swoje szare komórki.



Jako pierwszą rzecz pokazałam Wam coś z czego cieszę się najbardziej, a to dlatego, że bardzo chorowałam na torbę typu shopper z Zary, a do tego jest w kolorze bardzo przeze mnie pożądanym. Do torby dołączony jest regulowany pasek, który pozwoli nosić ją na ramię. Mnie jednak średnio podoba się w tej wersji. Oprócz tego torba nie traci kształtu.
Ja za swoją zapłaciłam 74zł, dlatego że mam ją prosto z hurtowni. Na allegro jest do dostania za około 119zł w górę. 



Poza tym nie mogłam przejść obojętnie wokół nowego lumpeksu, który otworzył się na moim osiedlu. W lumpeksie znalazłam wiele firmowych ubrań, niezniszczonych i naprawdę modnych w przystępnych cenach. Jednak nie pozwoliłam sobie na wielkie szaleństwo ze względu na budżet, ale jako wielbicielka sweterków takowe musiały wpaść do mojej reklamówki :D. 




Ostatnia rzecz to zamówienie ze sklepu Kalina, czyli dwa kremy do cery tłustej na dzień i na noc. Ten po lewej już kiedyś miałam i byłam z niego zadowolona, a ten po prawej jest nowością, więc na recenzję musicie poczekać.
Jeden krem to koszt rzędu 19/20zł.
Co prawda przesyłka przyszła z niemałymi przygodami, ale doszła więc to się liczy! Jednak nie zmienia to faktu, że Poczta Polska lubi ostatnio bardzo podpadać swoim klientom...

Okej dziewczyny nie będę przynudzać i paplać głupot, bo przez gorączkę nie bardzo panuję nad tym czy dobrze splatam zdania, więc obiecuję powrót po weekendzie w odpowiedniej formie i na moim kanale na YT możecie się spodziewać nowych filmów i pewnie jakiegoś "lajfa" z dziewczynkami :*.

Trzymajcie się ciepło i życzę Wam miłego weekendu! :)

Acne Killer - morderca czy oszust?

Witajcie Kochane :),

  Ostatni weekend nie należał do najlepszych. Walczyłam z egzaminem z rachunkowości i go totalnie zawaliłam... Fakt faktem może zaliczyłam, ale oficjalnie robię "bye bye stypendium". Jedyna pozytywna rzecz to ta, że dostałam wymarzoną torbę! <3
Jednak zanim Wam ją pokażę dzisiaj recenzja maseczki, która jest nowością ze Stanów Zjednoczonych. Pakiet maseczek (5sztuk po 10ml) możemy zakupić TUTAJ za 40zł.


Co ją różni od pozostałych maseczek?

Na pewno kolor maseczki, ponieważ jest ona czarna! Do tego zasycha na twarzy przez około 30 minut (jak nie dłużej) i później ściągamy ją z twarzy. Jednak ściąganie to bardziej przypomina zrywanie czegoś mocno przyklejonego do naszej skóry. Dzięki temu maseczka ma wyciągnąć z naszej skóry wszelkie zaskórniki oraz przy okazji wyrywa włoski z naszej twarzy!

Co mówi sam producent o swojej maseczce?

"Acne Killer to rewolucyjna maseczka, która usuwa wypryski, zaskórniki, zanieczyszczenia skóry i powsztrzymuje nadmierne wydzialanie łoju w zaledwie kilka minut. Nie tygodnie, nie dni, ani nie godziny a tylko minuty dzielą cię od pozbycia się trądziku!1. Działa w zupełnie nowy sposób
Acne Killer dosłownie wysysa trądzik, zaskórniki oraz nadmiar łoju i bakterie które powodują stany zapalne skóry. Acne Killer nie działa powierzchownie – przeciwnie, eliminuje on trądzik w tych warstwach skóry, w których on powstaje.
2. Natychmiastowa poprawa dzięki usuwaniu zaczerwienień i podrażnień 
Acne Killer usuwa brzydkie zaczerwienienia i blizny powodowane przez trądzik dzięki czemu twój wygląd polepsza się od razu!
3. Eliminuje martwy naskórek dla odświeżenia wygląddu 
Acne Killer eliminuje również martwy naskórek z twojej twarzy. Po jego zastosowaniu twoja skóra staje się tak świeża jak nigdy dotąd.
4. Działanie zapobiegawcze
Zapomnij o powrocie trądziku – Acne Killer działa zapobiegawczo ponieważ zabija bakterie, które są odpowiedzialne za powstawanie trądziku. Acne Killer nie tylko oczyszcza skóre z trądziku ale zapobiega również jego nawrotowi.
5. Bezpieczne składniki pochodzenia naturalnego!
Przykładamy wielką wagę do Twojego zaufania w Acne Killer. W przeciwieństwie do terapii które podrażniają skórę, czy też leków, które mogą być powodem problemów Acne Killer jest stworzony tylko z bezpiecznych ziołowych składników."



Moja cera i działanie ACNE KILLER?




Moja cera jest tłusta, nawet bym rzekła bardzo tłusta z ogromem zaskórników i niekiedy wyskakującymi ropnymi krostkami. Maseczka zapowiadała się naprawdę nieźle, bo wiecie skoro tak dobrze przylega do skóry i tak ciężko się jej pozbyć to faktycznie może dać radę wyciągnąć zaskórniki.
Na pewno zauważyłam jak pisałam wyżej "depilację" jasnych włosków z naszej twarzy, kilka zaskórników maseczka mi ładnie wyciągnęła, ale bez efektu wow!
Gdy ją ściągam cera jest przesuszona i zaczerwieniona, więc automatycznie nakładam krem nawilżający, który choć trochę ukoi "cierpienie" mojej skóry.
Ogólnie zostały mi jeszcze dwie sztuki maseczki, więc zobaczę jak z dalszym radzeniem sobie z zaskórnikami. Wiadomo w cuda nie wierzę, ale nadzieję mam!
Podsumowując maseczka wyciągnęła kilka niemiłych zaskórników, po których nie ma śladu, ale większość pozostała. Nie pochłania z mojej cery jakoś za bardzo sebum... Znam maseczki, które robią to o niebo lepiej! Fakt faktem skóra jest miększa i gładsza w dotyku i to mi się bardzo podoba. 





Fakt iż otrzymałam maseczki za darmo nie wpłynął na moją ocenę. Dziękuję za możliwość przetestowania! 


Kto wczoraj oglądał naszego "lajfa" ? :D Jak wrażenia?

PIERWSZE URODZINY MOJEGO BLOGA :)

Witajcie dziewczyny :),

   Te z Was, które lajkują mnie na facebooku, wiedzą że dzisiaj miała się pojawić recenzja pewnej maseczki. Jednak całkowicie wyleciało mi z głowy, że właśnie dziś 19 lutego 2013 roku mój blog otwiera szampana! Właśnie dziś kończy okrągły roczek :).
   To równo rok temu pojawił się tu pierwszy post! Przez ten rok czasu poznałam wiele przemiłych i zakochanych w kosmetykach blogerek! Z wieloma z nich mam na co dzień kontakt i plotkujemy o byle czym na fb. Bardzo sobie cenię te znajomości i na pewno zostanę z Wami na dłużej!
    Dziękuję każdej z Was, bo każdy Wasz komentarz, uwaga budowały tego bloga i stawały się pomocne. Dziękuję Vejjs, która ani razu nie odmówiła mi z nagłówkiem :) oraz wszystkim innym osobom, które nie zostawiły mnie na lodzie i wspierały ile tylko mogły.

Jeżeli dziś wszystko pójdzie po mojej myśli będziecie mogły mnie zobaczyć na "lajfie" na YT! Będziecie mogły zadawać pytania, komentować, a wraz ze mną pojawią się inne twarze tj. : Wena (http://shopping-of-wena.blogspot.com/), Agusiak (http://agusiak747.blogspot.com/) oraz Arleta (http://arletaa91.blogspot.com/). Jeśli wszystko się uda wrzucę tu o 17:30 linka do naszego "lajfka" :D, bo właśnie wtedy startujemy! 
Do zobaczenia :*

LINK LINK LINK LINK LINK

http://www.youtube.com/watch?v=ouA3actVp10&feature=youtu.be

Recenzja gościnna - Oeparol Stimulance 40+ na dzień.

Cześć dziewczyny :), 

  Jak możecie zauważyć wygląd mojego bloga trochę się zmienił... Mam dość już trochę zimy i postanowiłam odmienić tło i nagłówek na coś bardziej żywszego, a z pomocą przyszła mi jak zwykle niezawodna Vejjs - dzięki Kochana! :*
  Jutro mam już ostatni egzamin i gdy zobaczę, że go zaliczyłam to w końcu odetchnę z ulgą, bo ta cała sesja dała mi nieźle w kość.

   Jednak dzisiaj to nie moje "wypociny" będziecie czytać na blogu, a kogoś kto jest mi bardzo bliski i wspiera mnie niesamowicie w tym co robię. Wiecie o kogo chodzi ? Jeśli nie to odpowiadam o Moją Mamę. Jak tylko zaproponowano mi by właśnie Ona przetestowała krem nie mogłam odmówić!
   Jesteście ciekawe jak sobie poradziła z recenzowaniem? Zanim jednak zaproszę Was do recenzji Mojej Mamy pokrótce pozwolę sobie zrobić wprowadzenie na temat cery jaką posiada.
W młodości miała cerę tłustą z rozszerzonymi porami i zaskórnikami (niczym ja). Dzięki temu nie ma większych zmarszczek i nikt nie daje jej tyle lat ile ma, a o wiele mniej :). Cera mamy aktualnie nie jest już tłusta, a normalna w kierunku mieszanej. W niektórych miejscach zauważalne są blizny po trądziku, niestety.


Od producenta:
"Krem zwalcza oznaki starzenia i przywraca skórze jędrność i elastyczność dzięki zawartości kompleksu RetiOleumTM, wyjątkowemu połączeniu Pro-Retinolu i oleju z wiesiołka, bogatego w kwasy omega-6. Pro-Retinol pobudza odnowę komórkową, poprawia ukrwienie i dotlenienie skóry, a kwasy omega-6 wzmacniają barierę lipidową i zapobiegają pojawianiu się zmarszczek. Ekstrakt z safloru przyspiesza regenerację skóry oraz stymuluje syntezę włókien kolagenu i elastyny. Krem został wzbogacony o kompleks witamin (Witaminy C, E i PP), które skutecznie chronią przed wpływem wolnych rodników i wyrównują koloryt skóry. Dzięki składnikom matującym i pochłaniającym sebum, skóra wygląda świeżo przez cały dzień."

Wskazania:
Codzienna pielęgnacja skóry dojrzałej po 40. roku życia, skłonnej do powstawania zmarszczek oraz utraty jędrności i elastyczności. Krem przeznaczony do skóry normalnej i mieszanej.

Skład:


Opakowanie: 
"Gdy tylko dostałam kartonik do rąk pierwsze co zrobiłam to wygrzebałam z niego okrągły słoiczek z kremem. Kształt samego opakowania bardzo mnie urzekł i żaden mój poprzedni krem mnie w tej kwestii tak nie ukochał."

Wydajność:
"Krem używam od niecałego miesiąca i ilość jaka mi została jest oszałamiająca! Wystarczy naprawdę niewiele by pokryć całą twarz."

Działanie:


"Oeparol krem bardzo szybko się wchłania co bardzo lubię w przypadku tego typu kosmetyków. Po wchłonięciu nie pozostawia tłustego filmu, a skóra jest przyjemnie nawilżona. Nie odczuwam efektu ściągnięcia, pomimo że krem jest przeznaczony do cery mieszanej.
Osobiście używam go na dzień i na noc i w obu wersjach spisuję się świetnie! Nadaje się również pod mój codzienny makijaż. 
Co do działania przeciwzmarszczkowego to tutaj nie zauważyłam większych zmian. Jako, że w młodości posiadałam cerę tłustą mam ich (zmarszczek) bardzo mało, więc tutaj to działanie może być mniej zauważalne. Jednak moja cera wydaje się przyjemnie napięta odkąd stosuję ten krem.
Do dodatkowych plusów zaliczam to, że krem mnie w żaden sposób nie uczulił ani nie podrażnił oraz ma świeży, delikatny zapach. Jedyny jak dla mnie mankament to trochę konsystencja, ponieważ wolę lżejsze kremy, a ten jest naprawdę gęsty."


Na sam koniec poprosiłam o wystawienie oceny przez moją mamę w skali od 1-10 i dała jak "zasłużoną 8".

I jak sobie mama poradziła z recenzowaniem? :) Miałyście do czynienia z tym kremem? Co sądzicie?

Dziękuję Pani Małgorzacie za możliwość przetestowania kremu, jednocześnie nie wpłynęło to na ocenę mojej mamy.

Haul ubraniowo-kosmetyczny :).

Witajcie Moje Drogie :),

  Nie wiecie jak się cieszę! Egzamin z bankowości jednak zaliczyłam i to na 4, nie wiem jak to możliwe, bo dosłownie w niektórych przypadkach strzelałam jak oszalała :D.
  Dzisiaj post typowo luźny, bo z filmem :). Zapraszam te z Was, które lubią oglądać moje filmy i te, które nie lubią :). Niestety film mi się nie wgrał w jakości HD, nie wiem czemu :(. Mam nadzieję, że pomimo to będzie do zniesienia i będzie dało się go oglądać!
Tak więc zapraszam!


Pozdrawiam :) I idę świętować moje zaliczenie!

Eveline Delikatna Emulsja do demakijażu.

Witajcie dziewczyny :),

  Post miał się pojawić jakiś czas temu, ale mój blogger nawalał jak oszalały... Chyba chciał ode mnie odpocząć.
W każdym bądź razie zbliżam się do końca sesji. Ćwiczeń z bankowości jednak nie mam w plecy i nawet nie wiem jak to robię, ale jak tak dalej pójdzie to chyba dostanę stypendium ;o. Chociaż powątpiewam w to, bo po wczorajszym egzaminie z bankowości pewnie zrobię "bye bye" stypendium :D.
   Będzie co będzie :). Mój dziadek zawsze powiadał "dobry uczeń ma wszystkie oceny"! Jednak może lepiej przejdźmy do recenzji zamiast w wolną niedzielę dyskutować o egzaminach...

Dzisiaj post o mleczku do demakijażu, a raczej kosmetyku, który łączy w sobie kilka kosmetyków. Mało logiczne? ;) Eveline zawiera w sobie Mleczko, Tonik i Płyn do demakijażu.

  • Ja i mleczka do demakijażu - od nich odeszłam już spory czas temu. Ta konsystencja mnie drażniła i co miałam jakieś mleczka to raczej rozmazywały, a nie zmywały i do tego piekły oczy.
  • Ja i toniki - tu się bardzo lubimy! Łagodzą moje podrażnienia, daje mi ulgę i dodatkowo domywa jakieś niewielkie zanieczyszczenia.
  • Ja i płyny do demakijażu - moja miłość, uwielbiam konsystencję płynu jeśli chodzi o demakijaż. Płyny nigdy nie podrażniły moich oczu i w 100% im ufam.
Specyfik 3w1 Eveline ma konsystencję gęstego, białego mleczka. Do tego pachnie bardzo przyjemnie, nigdy żadne moje mleczko nie miało tak ładnego zapachu. W sporej butli z pompką dostajemy od firmy 245ml kosmetyku, który przeznaczony jest do każdego typu skóry (również wrażliwej)!
W emulsji znajdziemy biokwas hialuronowy, roślinne komórki macierzyste, witaminę E, alantoinę oraz olej z avocado. Nie znajdziemy zaś alergenów.


Od producenta:

"Delikatna emulsja do demakijażu 3w1 bioHyaluron 4D to innowacyjna formuła bogata w substancje bioaktywne, która łączy właściwości mleczka, toniku oraz płynu do demakijażu oczu. Niezwykle delikatnie i skutecznie oczyszcza skórę twarzy i oczu, doskonale usuwa nawet wodoodporny makijaż.
SUPER EFEKT 4D – odmłodzenie w czasie
Spektakularna redukcja ilości, długości, szerokości i głębokości zmarszczek."

Skład:
Aqua, Mineral Oil, Polysorbate-20, Glycerin, Isopropyl Myristate, Hyaluronic Acid, Acrylates, Triethanolamine, Glycine Soya Oil, Avocado Oil, Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Pafrum, Disodium EDTA.

Opinia:


Mimo, że nie przepadam zbytnio za konsystencją mleczek (za sprawą pewnej innej polskiej firmy kosmetycznej) przetestowałam i nie żałuję. Świetnie zmywa makijaż, nie szczypie w oczy, nie podrażnia mi ich na drugi dzień i nie mamy efektu pandy. Przyjemnie pachnie, ma wygodną pompkę i nie jest testowany na zwierzętach!
Moim skromnym zdaniem jest bardzo, ale to bardzo wydajny, ponieważ wystarcza mi jedna (max 2) pompki by zmyć makijaż. Co prawda i tak później stosuję swoją metodę OCM. Także jeśli w międzyczasie pojawią się jeszcze jakieś zanieczyszczenia to wszystko pójdzie w niepamięć.
Byłam bardzo ciekawa jak produkt prezentuje się cenowo i tutaj możemy się spodziewać cen w okolicach 10-20zł w zależności od tego gdzie kupujemy (drogerie osiedlowe czy sieci drogerii).
Ogólnie produkt oceniam bardzo pozytywnie! To kolejny kosmetyk do demakijażu Eveline, który mnie zauroczył :).

Mam nadzieję, że mój blogger nie będzie już robił numerów i pozwoli mi i mojemu blogowi normalnie funkcjonować :). Dziękuję Wam za słowa wsparcia i kciuki jeśli chodzi o sesję!

Fakt iż otrzymałam produkt za darmo nie wpłynął na moją ocenę. Dziękuję portalowi Uroda i Zdrowie oraz firmie Eveline.

Ulubieńcy stycznia!

Witajcie dziewczyny :),

   Najgorszy weekend za mną! Mam ochotę zrobić takie wielkie UFF! Łatwo nie było i mam nadzieję, że nie mam niczego w plecy. Niczego tzn. bankowości, ponieważ reszta poszła dobrze. Przede mną co prawda jeszcze dwa egzaminy, ale już nie w jakimś maratonie, więc wracam na bloga!
   Aż mi wstyd, że tak zaniedbałam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo zbliża się okrągły rok odkąd tu jestem z Wami. Jak można się domyślić knuję za Waszymi plecami małe rozdanie :).
W międzyczasie na blogu pojawi się recenzja pewnej bliskiej mi osoby. Może domyślacie się o kogo chodzi?
    Dzisiaj miałam zamiar dodać kolejny post z firmą Eveline jednak postanowiłam trochę odmienić. Post będzie o ulubieńcach stycznia! Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, ponieważ jest to pierwszy post z tego cyklu na moim blogu.
Stwierdziłam, że zamieszczę tutaj kosmetyki, o których wcześniej nie wspominałam (np. w ulubieńcach roku), a są godne uwagi.

1. Cień do powiek Inglot 



 Naprawdę dobra trwałość (oczywiście na bazie). Bez bazy nie sprawdzałam jak się trzyma.
Cień jest rewelacyjnie napigmentowany. Nadaje się do makijażu dziennego jak i wieczorowego. Bardzo go polubiłam! Używam go praktycznie codziennie, a dna nie widać, a to się chwali!
Do tego dostępny za jedyne 10zł (wkład).
Myślę, że cienie Inglota zasługują naprawdę na wielką, wielką uwagę! Ale pewnie zna je każda z Was :).


2. Balsam Balea

Ulubiony w grudniu i styczniu, ale mówię o nim dopiero teraz. Już niedługo dotknie dna :( - niestety! Świetnie nawilża, bajecznie pachnie (moje ukochane migdały) i jest wydajny. Niestety jest to edycja limitowana, więc pewnie już nigdy na niego nie trafię, ale może, może...
Zapłaciłam za niego chyba 1,75 albo 1,45 euro, więc cena naprawdę rewelacyjna! Mam w zapasie jeszcze kilka balsamów firmy Balea, więc jestem ciekawa czy będą tak samo świetne.




3. Pomadka Alverde





Powalający zapach, niestety średnio wydajna, ale świetnie nawilżająca! Jedna z lepszych pomadek jakie miałam w ostatnim czasie przyjemność używać. Nie pamiętam już nawet za ile ją kupiłam w DM, ale domyślam się, że był to koszt 1-2euro.
Warto zaryzykować zakupem jej dla samego zapachu - wanilia i mandarynka... ach, rozpływam się. Jednak tak naprawdę nie ryzykujemy, ponieważ nawilżenie jakie daje spodoba się każdej z WAS! Wiem to odważne stwierdzenie - jakby co biorę wszystko na siebie ;).


4. Odżywka do włosów Himalaya


Świetna, boska, rewelacyjna, najlepsza...! I mogę tak w nieskończoność. Odżywkę zgarnęłam dzięki rozdaniu i powiem Wam, że jest warta uwagi w 100%. Wygładza włosy, są miękkie, nie obciąża ich i nie przetłuszcza (nawet nałożona od nasady!). Jedyny minus to dostępność, bo tu musimy sięgnąć do Internetu :(. Mimo to na pewno będę się w nią zaopatrywać albo w inne rodzaje odżywek firmy Himalaya.
Jej cena to ok. 7-8zł.





5. Szampon Barwa Ziołowa Pokrzywowy




Kupiłam go za niecałe 4zł w DOZ, więc cena przemawia na jego korzyść. Poza tym świetnie oczyszcza. nie plącze za bardzo włosów, a do tego po umyciu są puszyste i miękkie w dotyku. Bardzo go polubiłam i pewnie będę sobie go co jakiś czas kupować.
Jak za 4 zł to naprawdę dobry produkt, polecam!





6. Ultratrwała pomadka Eveline



Pisałam ostatnio o niej recenzje. Trwałość do około 6-7h, idealny jak dla mnie kolor, przyjemny aplikator. Polubiłam ją bardzo! Gdy potrzebuję któregoś dnia nie martwić się o makijaż to jej używam, bo wiem, że będzie na moich ustach niezależnie od tego co zjem i wypiję.
Jeżeli chcecie o niej poczytać więcej to zapraszam TU!

 


P.S. Właśnie do mojego internetowego indeksu powędrowało 4.5 z matmy! JEEE! Jak tak dalej pójdzie to chyba dorwę stypendium za nogi! :D

A jak Wasi ulubieńcy? 

Eveline Slim Extreme 4D - wyszczuplający krem - serum.

Hej dziewczyny :), 

  Te dwa tygodnie zleciały mi jak z bicza strzelił i mam takie poczucie, że na moje wszelkie zaliczenia i egzaminy w ten weekend nie umiem nic ;/. Mam nadzieję, że to tylko poczucie i zdam z palcem w nosie, jak to mówi mój facet. Po tym weekendzie będę już pomału wracać do żywych. Co prawda będę mieć jeszcze dwa egzaminy, ale już nie w takiej kumulacji.
   Przed tym nieszczęsnym weekendem muszę się trochę wyluzować, więc piszę dla Was post z kolejną recenzją. Tym razem coś dla naszego ciałka :).


Od producenta:


Sposób użycia: 

 Musimy się wmasowywać krem kolistymi ruchami. Nie jest to dla mnie nowość, ponieważ przy moim innym kremie mam tak samo. Nowością jest to, że producent karze nam umyć ręce po aplikacji. Jednak tu się nie dziwię efekt chłodzenia, który dostałby się do naszych oczu... Oj nie chcę testować!

Skład:



Moja Opinia:


Nakładam go na problematyczne partie czyli uda i pośladki. Ma dość gęstą, białą konsystencję. Serum dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Właśnie przy wchłanianiu odczuwamy przyjemny efekt chłodzenia jakby nasze nogi stawały się lżejsze (bardzo lubię ten efekt!). Jeśli chodzi tu o jakieś obietnice producenta w stylu "zwalczymy cellulit" czy "pokonamy rozstępy" to nie wierzcie w cuda! W tym pierwszym przypadku przyda się jeszcze odpowiednia dieta i ćwiczenia, a taki krem może być tylko wspomagaczem. Co do drugiego przypadku to jest to dla mnie wiadome, że rozstępy, które już są nigdy nie znikną. Możemy tylko sprawić by choć trochę wyblakły. Ewentualnie przy użyciu takiego kremu możemy zabezpieczyć się przed powstawaniem nowych.
Nie było oczywiście tak, że serum nie dawało żadnych efektów! Zdecydowanie zauważyłam, że skóra pupy i ud wygląda lepiej - jakby bardziej napięta. Do tego gładka w dotyku i nawilżona!
Na pewno balsam pomoże Wam rozjaśnić rozstępy jeśli są w fazie różowo-fioletowej.
Co do moich rozstępów - tak, bo je mam! Niestety, będąc w wieku podstawówka/gimnazjum bardzo szybko rosłam, później w liceum nagle schudłam 10kg. Moja skóra musiała się rozciągać i "kurczyć". Wiem, że nie jest to estetyczne i każda z nas, która je posiada dałaby wszystko by ich nie mieć. W każdym bądź razie moje są teraz białe i walczę o to by były jeszcze mniej widoczne i by nie powstawały nowe.


Podsumowując bardzo polubiłam to serum! Na pewno będzie u mnie stałym bywalcem :).

Moja ocena 9/10

Fakt iż otrzymałam produkt za darmo nie wpłynął na moją ocenę. Dziękuję portalowi Uroda i Zdrowie oraz firmie Eveline.


Trzymajcie za mnie kciuki jutro i pojutrze!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...