Eveline Krem matujący BB - hit czy kit ?

Hej dziewczyny :),

   I znów kolejna recenzja poświęcona w całości firmie Eveline i kremowi BB :). Wiem, że to się niedługo stanie nudne, ale firma Eveline mnie tak obdarowała, że to trochę zajmuję. 
  Krem BB Eveline jest moim pierwszym kremem BB, jakoś wyjątkowo mnie do nich nie ciągnie. A czy krem tonujący Eveline to zmienił? Sprawdźcie same!


Do Kremów BB nie ciągnęło mnie nigdy, ponieważ mam tłustą cerę, rozszerzone pory i nieraz wyskoczy mi jakaś niespodzianka. Z tego względu potrzebuję po prostu podkładu, który przykryje to i owo bym mogła czuć się komfortowo. Poza tym na wielu blogach były krytykowane niezależnie od firmy, więc tym bardziej mnie to od nich odciągało.
Zacznę od tego, że krem Eveline, mimo że jest do cery jasnej jego odcień jest ciemny. Na mojej twarzy nie prezentuje się najlepiej, ponieważ wyglądam nad wyraz żółto. Także jakbym miała z nim wyjść samym na twarzy to bym się bała.



Jednak przetestować musiałam go w każdej wersji! Nie oszczędzałam go - na krem, jako krem, pod podkład itd.
1) Na krem - tu sprawdził się fatalnie... Ciężko się go nakładało, nie rozprowadzał się równomiernie, a do tego mat był znacznie, znacznie krótszy. Także tę metodę odradzam w 100%!
2) Jako krem - tutaj sprawdzał się nawet, nawet! Mat na około 1-1,5h, ale ja mam naprawdę bardzo tłustą cerę. Jedyny mankament o jakim pisałam wyżej to kolor, gdy źle go rozprowadziłam lubił się osadzać w różnych miejscach i robić żółto-pomarańczowe zacieki. Żeby je później rozetrzeć trzeba się było trochę natrudzić.
Jeśli chodzi o krycie to średniak, nawet bym rzekła, że nie zdziałał tu cudów i niczego nie przykrył!
3) Pod podkład - jak to mówią "co za dużo to nie zdrowo!" i tu to powiedzenie świetnie pasuje. Z moim podkładem Revlon się nie lubił. Zresztą jak dla mojej cery to za dużo warstw i zaraz się buntowała.
Mat w tym duecie nie był wcale najlepszy...

Od producenta:



Skład:


Moja Opinia:

Byłam bardzo ciekawa tego kremu BB, tego jak się u mnie sprawdzi, tego czy faktycznie wszystkie drogeryjne BB to kaszana. Krem Eveline kaszaną nie jest, ale ideałem też nie. Może będę po niego sięgać latem, bo niestety kolor jest o wiele, wiele ciemniejszy od mojego aktualnego koloru. Jeżeli nie to pewnie sprezentuję go mamie.
Krycie ma naprawdę znikome, także tu nie spodziewajcie się cudów. Większych przebarwień i rozszerzonych porów nie zakryje!
Mat dla mnie jest najważniejszą rolą! Jako właścicielka naprawdę tłustej cery nie lubię się błyszczeć po kilku minutach, czy nawet po 3h. Ten krem matowił moją buzię na 1-1,5h jak napisałam wyżej. Malutko :(. Szczególnie, że krem miał być "matujący"!
Podsumowując niestety obyło się bez spektakularnych efektów, a szkoda :(. 

 A co Wy sądzicie o kremach BB? Lubicie, kochacie czy może nienawidzicie?

Fakt iż otrzymałam produkt za darmo nie wpłynął na moją ocenę. Dziękuję portalowi Uroda i Zdrowie oraz firmie Eveline.

Tusz do rzęs Eveline Big Volume Lash 5D False Definition.

Witajcie Kochane :),

   Nie sądziłam, że sesja może pochłonąć tyle czasu... A jednak. Zresztą to chyba można zauważyć posty z mniejszą częstotliwością, mało komentuje Wasze posty, a do tego nie nagrywam na YT. Jestem strasznie zła z tego powodu i zaraz dopadają mnie wyrzuty sumienia, ale wolę wykuć i zdać w pierwszym terminie niż później jeszcze tracić czas i latać by zaliczyć za kolejnymi podejściami. Więc chcąc być z Wami jak najszybciej postanowiłam spiąć poślady i zaliczyć wszystko w 1 terminie. Czy się uda? Nie wiem... Będę Was na bieżąco informować.

   Jednak dziś by trochę zrobić sobie przerwę od Bankowości postanowiłam napisać recenzję pewnej maskary. Maskara była częścią zawartości paczuszki od firmy Eveline. Jak wiecie pierwsze testy już za mną (post niżej), a przede mną jeszcze spora ilość :).


   Do tuszu jest to już moje któreś podejście i powiem Wam szczerze, że początkowo nie za bardzo było nam po drodze. On swoje, ja swoje.
Ja ogólnie nie lubię otwierać i używać nowych tuszy, bo zawsze nabiera się za dużo na szczoteczkę. Nie wiem czy też macie takie spostrzeżenia czy to mój wymysł... W każdym bądź razie z każdym następnym użyciem było coraz lepiej. Aż w końcu wczoraj przed lustrem zrobiłam takie wielkie WOW!
Nigdy nie miał tak wydłużonych rzęs, do tego nie sklejonych i pogrubionych! Miałam ochotę wzywać Boga by mu pokazać jak bardzo cieszę się efektem. Tusz się nie osypuje w ciągu dnia, więc mogę w końcu powiedzieć uff!


Dzisiaj jednak gdy znów go nakładałam jakoś mi posklejał te moje rzęsy. Wrr! Oj nie lubię tego. Muszę chyba go podejść jakimś sprytnym sposobem (na który jeszcze nie wpadłam). Może Wy taki macie ?

Co do zakończenia szczoteczki i tej "kulki" to fajna innowacja! Trochę się bałam tej szczoteczki czy ją rozpracuje. Jak widzicie raz mi wychodzi bosko innym razem do bani, ale i tak polubiłam ten tusz. Jest naprawdę wart uwagi!
Do tego szczoteczka jest silikonowa (właśnie sobie zdałam sprawę, że to odeszłam od maskar z normalną szczoteczką).



Podsumowując:

  • + szczoteczka
  • + wydłuża
  • + ładnie rozdziela
  • + pogrubia
  • + nie osypuje się 
  • - mogą być problemy z dostępnością, więc od razu odsyłam do osiedlowych drogerii!
  • - są dni gdy robi masakrę z rzęsami ;(


Zakończę optymistycznym akcentem - kolokwium z rachunkowości zaliczone na 5! JUPI! :) Ale to dopiero 1/6. Reszta nadal przede mną :(.



Fakt iż otrzymałam produkt za darmo nie wpłynął na moją ocenę. Dziękuję portalowi Uroda i Zdrowie oraz firmie Eveline.

Eveline Ultratrwała pomadka w płynie + peeling enzymatyczny.

Cześć dziewczyny :),

   Dzisiaj postanowiłam połączyć dwie recenzje w jedną. Oba produkty dotyczą firmy Eveline, więc dlaczego by nie :). Oba są małe i dobre (?) - o tym się za chwilę przekonacie. Ostatnio pokazywałam Wam jaką miłą paczkę dostałam od firmy Eveline za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie.
   Paczka bardzo przypadła mi do gustu i cała jej zawartość wzbudziła ogromny uśmiech i radość. Kosmetyki używam już jakiś czas i pora by napisać o pierwszych dwóch. W następnych recenzjach będziecie mogły poczytać o innych kosmetykach, które otrzymałam do testów. Także Eveline nie zabraknie na moim blogu przez jakiś czas :).


   Zacznę od ultratrwałej pomadki w płynie. Wiem, że teraz wiele firm stawia na tego typu cuda, ale jakoś nie miałam okazji przetestować, więc nie wypowiem się jak wypada na tle innych.
Kolor (nr 116) jaki otrzymałam jest bardzo żywy i mocny, nie sądziłam, że się z nim polubię, a tu taka niespodzianka, bo jest praktycznie codziennie na moich ustach. Jednak nie tylko kolor sprawia, że tak się polubiłam z tintem Eveline.


Kolejne powody to trwałość i nawilżenie. Aplikując go na usta nie zaobserwowałam by je wysuszał, a wiele moich kosmetyków do ust ma taką tendencję. W tym wypadku ogromnie zaplusował. Po jakimś czasie pomadka zasycha i barwi usta na 6-7 godzin. Możemy spokojnie wszystko jeść i pić, ona dalej będzie (SPRAWDZONE!), nawet możemy sobie oblizać usta. Za taką trwałość jestem w stanie oddać wszystko! Więc w planie mam kupno innych kolorków.


Aplikator jest naprawdę bardzo wygodny. Nie zanotowałam problemów z nim związanych. Do tego świetnie się dopasowuje do moich "nitkowatych" ust :).
Z informacji dodatkowych - pomadka ma 7ml i jest ważna 12 miesięcy od otwarcia.



Jakieś krzywe usta mi wyszły, no nic. Najważniejsze, że możecie zobaczyć jak prezentuje się ultratrwała pomadka na moich ustach. Kolor moim zdaniem w rzeczywistości jest bardziej mocny!
Podsumowując - rośnie mi ulubieniec.



Na drugi ogień idzie peeling enzymatyczny, który otrzymałam w typowej saszetce jak maseczki do twarzy. Ja całą zawartość zużyłam na jeden raz, ale gdyby podejść do tematu bardzo oszczędnie to i by na dwa razy starczyła.
Peeling nałożyłam na 15 minut na twarz i szyję jak zaleca producent. Siedząc 15 minut pochylona nad książkami wyczuwałam lekkie pieczenie (dla mnie to oznaka, że coś działa).


Po 15 minutach przyszło na zmycie letnią wodą (jeden ze sposobów zalecany przez producenta) i obserwowanie w lustrze efektów. Prawa strona, lewa strona i jestem gotowa do opinii!
Na pewno ciężko jest ocenić kosmetyk z pierwszym użyciem, więc o większych efektach mowy nie ma! Fakt buzia była miękka i gładka w dotyku, do tego moje pory jakby się skurczyły. Nie wysuszył mi buzi i nie podrażnił, więc to ogromny plus.
Więcej niestety nie jestem w stanie o nim napisać, bo po jednym użyciu ciężko mi zaobserwować większe efekty tj. niwelowanie zmarszczek.

Podsumowując - oba produkty godne uwagi, jednak na tą większą zasługuje pomadka! Bardzo udany produkt i wiem, że moja kolekcja się rozrośnie.

Fakt iż otrzymałam produkty za darmo nie wpłynął na moją ocenę. Dziękuje portalowi Uroda i Zdrowie oraz firmie Eveline!

Haul kosmetyczno-ciuchowy z ostatnich tygodni.

Cześć dziewczyny :),

   Miałam dzisiaj nagrać film, zaszaleć z postem, ale kurcze nie umiem się na niczym skupić. Ja wiem, że to może żałosne i śmieszne, ale mi do śmiechu nie jest. Wczoraj miałam taki dzień, że ze stresu nie mogłam spać, a jak zasypiałam miałam głupie sny ;/. I nie chodzi tu o kolokwium z rachunkowości, bo ono poszło w miarę okej. Jedyne co mam do powiedzenia to Dziewczyny przyglądajcie się ludziom, zapamiętajcie każdy szczegół ubioru, bo za chwilę może się okazać, że ten człowiek jest zaginionym, a Ty w 100% nie umiesz powiedzieć czy to był on czy ktoś bardzo podobny....
 
    Wiem, że obiecałam Haul i nie chcę Was wystawiać do wiatru, dlatego się tu pojawi. Może nie będzie super, hiper wszystko dociągnięte w tym poście, ale przepraszam!
Po pierwsze w moje ręce wpadło trochę ciuszków - a co! Jednak nie szalałam na wyprzedażach, które kusiły mnie z każdej strony. Zrobiłam sobie takie postanowienie i dotrwałam można powiedzieć, ponieważ zakupiłam tylko spodnie za 59,90zł w Bershce.


W szlufkach już wylądował mój obskurny pasek, ponieważ śmigałam w ten weekend w tych spodenkach na uczelnie.

Kolejny zakup to zwykłe bluzki na ramiączkach, które uwielbiam nosić same i pod swetry czy jakieś bluzki. Są moim must have, a że akurat w nowej gazetce Pepco są za 6,99zł to nie mogłam się oprzeć.


I ostatni zakup jeśli chodzi o ciuszki to dłuższy, większy sweter z lumpa. Uwielbiam swetry, w których mogę się schować zimą i ten taki jest bez dwóch zdań. A akurat był za 5zł, więc nie będę wybrzydzać. Na pewno pokażę Wam go jutro w filmie!


I zostały już zakupy typowo kosmetyczne + apteczne. W tym miesiącu jakoś z kosmetykami nie szalałam, bo jednak większość rzeczy mam. I to mnie cieszy, bo trochę przyoszczędziłam dzięki temu. Ale pokażę Wam na co się skusiłam.


Zakupy z Rossmanna, czyli sławny Babydream, bo mój dobił dna i dezodorant w kulce Nivea - był na promocji za 8,99zł.


I zakupy z mojej ulubionej apteki Dbam O Zdrowie! Jest to zamówienie internetowe i  czekałam na nie około 2 dni. Zamawiam przez Internet, bo jednak te ceny są niższe. A skusiłam się na lekki krem do twarzy Alantandemoline - już go używałam kilka razy, ale z recenzją jeszcze poczekam kilka tygodni (50g/koło 8zł). Następny produkt to woda termalna w tej najmniejszej wersji Iwostin (50ml/8,99zł). Póki co szału nie robi, ale zobaczymy jak będzie dalej. Ostatni do koszyka wpadł szampon (koło 4zł). Czytałam, że dobrze oczyszcza, więc stwierdziłam, że warto wypróbować. Do tego bardzo niska cena, więc może akurat podpasuje.



Jako ostatnie nabytki pokażę jedwab Green Pharmacy i cień Inglot. Co do jedwabiu, wiem że się zarzekałam, że CHI to ideał i nie zamienię go na żaden inny, jednak ciekawość była silniejsza. Jeśli jest faktycznie tak idealny jak go opisują to się cieszę. A jedwab dorwałam w Kudowie Zdrój przy okazji wyprawy Sylwestrowej :D.
Co do cienia to szukałam ładnego, matowego różu i z pomocą przyszedł mi Inglot. Cień jest naprawdę śliczny i to był strzał w 10!

Przepraszam Was jeszcze raz jeśli dzisiejszy post nie porwał, ale po prostu muszę odetchnąć od tego wszystkiego...

Pozdrawiam :*

Paczuszka, która dała mnóstwo radości :).

Witajcie Kochane :),

  W ten weekend niestety czas spędzam na uczelni i to z kolokwium z rachunkowości, więc nowy post pojawi się po weekendzie. A post będzie zakupowy, dawno takiego nie było na moim blogu więc pomyślałam, że to fajny pomysł.
  Ale wracając do paczuszki... Wyczekiwałam ją dłuższy czas i powiem szczerze, że już traciłam nadzieję na jej przyjście, a tu listonosz zaskoczył mnie dwa dni temu wieczorem. Niektóre z Was już wiedzą o jakiej paczuszce mówię, inne się domyślają, a jeszcze inne zaraz się dowiedzą.
Wyczekiwana paczka to paczka od Eveline, którą dostałam dzięki portalowi Uroda i Zdrowie.
A w środku mnóstwo dobroci!

1. Krem BB matujący 

2. Emulsja do demakijażu

3. Wyszczuplający krem-serum przeciw rozstępom

4. Enzymatyczny peeling do twarzy
5. Big Volium Lash, czyli tusz z innowacyjną szczoteczką

6. Super Long Lasting, czyli ultra trwała pomadka w płynie nr 116

7. Dwa lakiery MiniMax




Zaczęłam już swoje testy i powiem Wam, że już jedna rzecz z tej paczki już mnie zachwyciła. Naprawdę jest rewelacyjna! Domyślacie się o jakim kosmetyku mówię? 

Swoją drogą chciałabym Wam bardzo podziękować, ponieważ liczba moich obserwatorów to 401. Gdy zakładałam tego bloga nie sądziłam, że poznam tylu wspaniałych ludzi. Za chwilę stuknie mi rok odkąd tu jestem, dlatego szykuję dla Was urodzinowe rozdanie :).




Uciekam dalej do wkuwania rachunkowości :). Do zobaczenia po weekendzie! :*

Aktualna pielęgnacja włosów i ich stan.

Cześć dziewczyny :),

 Wiem, że dawno na moim blogu nie było postu o moich włosach, o tym jak aktualnie o nie dbam i po prostu zdjęcia jak wyglądają.
Około miesiąc temu byłam u fryzjera, obcięłam dość spory kawałek swoich włosów - co zresztą pokazywałam na blogu. Moje włosy na szczęście już odrosły i nie powiedziałabym, że byłam u fryzjera. Także za to lubię swoje włosy, że bardzo szybko odrastają, nawet szybciej niż kiedyś! Nie wiem czy to zasługa innej pielęgnacji, ale w sumie śmiem twierdzić, że tak. 




Szampony:

Włosy myję codziennie, ponieważ moje włosy lubią się przetłuszczać i na drugi dzień wyglądają nieświeżo (czego nie lubię)! Żaden szampon w tym temacie nie zdziałał cudów.
Jeśli chodzi o szampony jakie używam to są to:
1. Babydream (Rossmann) - sławny, obiegł już dawno blogosferę, recenzja na moim blogu jego się znajduję, więc nie będę się rozwodzić. Używam jego głównie do zmywania olei i do mycia pędzli do makijażu (czyli ma podwójne zastosowanie). Lubi plątać włosy, więc tutaj dla osób, które mają już i tak problemy z kołtunkami odradzam! 
2. Balea Glatt+Glanz Shampoo - szampony w tubie, byłam ich bardzo ciekawa. I tak o to znalazł się w moim posiadaniu. Szampon jest z SLS, więc dla osób, które ich unikają szampon będzie dnem ze względu na skład. Jednak ja pozwalam sobie na SLS, moje włosy jakoś po nim nie cierpią. Oczywiście nie stosuję takich szamponów nagminnie. 
Co do samego szamponu - włosy są po nim miękkie, wygładzone. Początkowo się z nim średnio polubiłam, ale teraz jestem naprawdę zadowolona. 

Odżywki i maski:


Odżywek używam codziennie! Są to odżywki do spłukiwania, ponieważ po nich widzę większe efekty niż po tych bez spłukiwania.
1. Himalaya Herbals odżywka proteinowa - wygrałam ją w rozdaniu i powiem Wam, że rośnie na ulubieńca! Rewelacyjna odżywka za około 7-8zł! Włosy po niej są tak miękkie, lśniące i lejące jak nigdy. Do tego gdy nałożymy ją od nasady aż po końce nie przetłuszcza i nie obciąża nam włosów. Bomba! Naprawdę bomba!:) Niedługo pojawi się pełna recenzja na moim blogu.
2. BingoSpa Hair Mask z masłem shea i 5 algami - ja jej jako maskę nie traktuję, to dla mnie po prostu odżywka. Ma bardzo ładny zapach, jest mega wydajna, a do tego włosy są po niej miękkie i chcą się rozczesywać. Moja już niestety niedługo dotknie dna, ponieważ odlałam swojej szwagierce by wypróbowała, także albo sięgnę znów po nią albo wypróbuję jakąś inną "maskę". 
3. Pilomax Express Wax maska do włosów zniszczonych- naprawdę dobra maska, końcówki mniej się rozdwajają. Włosy wyglądają na zadbane i zdrowsze. Nie wymagam od tej maski więcej. Dziękuję jej za stan moich końcówek! 
Oleje:

1. Olej IHT 9 - wiem to już staje się nudne ;). Wszędzie o nim mówię... Ale naprawdę olej wart polecenia i godzien uwagi! Rewelacyjne działania, zdziałał po prostu cuda na moich włosach. Lepszego oleju nie miałam i chyba nie będę mieć! Dał moim włosom niesamowitą bombę, jeśli chodzi o ich stan i wygląd. 
2. Olej Alverde na końcówki włosów arganowo - migdałowy - jest ze mną już z dobrych kilka miesięcy, zużycie niewielkie. Do tego pięknie nawilża włosy, sprawia, że są one miękkie, gładkie - po prostu idealne :).  Jedyny minus to można przesadzić i sobie przetłuścić włosy, więc jeśli nakładacie go poraz pierwszy polecam 1-2 pompeczki i to takie małe. 

Inne:

1. Jedwab CHI - cud, miód i orzeszki. Bardzo nie lubiłam jedwabi, a to za sprawą Biosilka! Każdy mi wmawiał, że to ideał, a tylko przesuszył moje włosy i było coraz gorzej. Dzięki Zyskowej mam już drugą buteleczkę CHI i wiem, że ten jedwab to ideał! Moja miłość do jedwabi powróciła, ale tylko do tego jednego ;). Będę mu wierna do końca życia!
Świetnie zabezpiecza końcówki, włosy wyglądają naprawdę świetnie po nim i najważniejsze nie przesusza!



Stan moich włosów:

Stan moich włosów oceniam na bardzo dobry. Brakuje im jeszcze trochę do ideału, ale i tak jest o niebo lepiej niż kiedyś. Niedługo minie rok odkąd dbam o włosy i odkąd zaczęłam sięgać po oleje. Końcówki mniej się rozdwajają, ponieważ odeszłam od suszarki. Do tego rosną szybciej, są gęstsze, miększe i błyszczące (może nie jeszcze tak jakbym chciała, ale dają radę ;)). A i to, że dbam o włosy nie oznacza, że nie chodzę do fryzjera, bo cm lub dwa do ścięcia to niedużo, a moje włosy później rosną jak szalone!

Podsumowując bardzo polubiłam się ze swoimi włosami i są moją dumą :). I pamiętam o jednym myśląc o nich - systematyczność = efekt!



A jak z Waszymi włosami ? :) Może macie mi jakiś produkt do polecenia?
(Osobiście kuszą mnie preparaty Babuszki Agafii)

TAG "O MNIE" + FILM :)

Hej dziewczyny :),

  Dzisiaj przychodzę z TAG-iem, w którym możecie się dowiedzieć czegoś o mnie. Oczywiście jeśli chcecie i     Was to nie zanudzi.
TAG jest teraz obecny na wielu blogach i kanałach na YT, więc myślę, że jestem w miarę na czasie :).

Pytania na jakie odpowiadam:
1. Jak masz na imię?
2. Kiedy masz urodziny?
3. Co studiujesz? Jaka była Twoja wymarzona praca w dzieciństwie? 
4. Czy masz chłopaka?
5. Jakiej muzyki słuchasz?
6. Czy pracujesz?
7. Czego szukasz w drugiej osobie?
8. Do kogo się zwracasz gdy jest Ci smutno?
9. Ulubione jedzenie?
10.Ulubiona część garderoby?
11. Czy masz zwierzątka?
12. Ulubione miejsce?
13. Czy masz drugie imię?
14. Ulubiony przedmiot w szkole?
15. Ulubiony napój?
16. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
17. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
18. Czy uprawiasz jakieś sporty?
19. Ulubiona książka?
20. Ulubiony kolor?
21. Ulubione zwierzątko?
22. Ulubione perfumy?
23. Ulubione święto?
24. Czy skończyłaś liceum?
25. Czy kiedykolwiek byłeś zagranicą? Ile razy?
26. Czy mówisz w innych językach?
27. Czy masz rodzeństwo?
28. Ulubiony sklep?
29. Ulubiona restauracja?
30. Czy lubisz szkołę?
31. Ulubiony youtuber? 
32. Ulubiony film?
33. Ulubiony program w telewizji?
34. Jaki masz telefon?
35. Ile masz wzrostu?



ZAPRASZAM DO OGLĄDANIA I ZACHĘCAM WAS DO TAGU :).

Kolorówka Madame Lambre część 2.

Witajcie dziewczyny :),

  Z małym poślizgiem, ale post się pojawia. Teraz gdy sesja przede mną i zdycham nad książkami i zeszytami jest mi ciężko o systematyczność - niestety! ;/ Dobrze, że sesja nie trwa wiecznie. Wiem, że niektóre z Was robią sobie w tym czasie przerwę, ale ja jakoś nie umiem zostawić bloga. To już takie moje uzależnienie.
Miałam małe problemy wczoraj z Internetem, więc jakikolwiek post nie był w stanie się pojawić :(. Dzisiaj mam nadzieję, że nie zawiedzie.
  Wiem, że wiele z Was chciało zobaczyć jak prezentuje się róż na moich polikach, więc postanowiłam Wam w tygodniu zamieścić po prostu mój taki codzienny makijaż. Póki co zamęczę Was recenzjami pozostałych produktów.


Jako pierwsze niech pójdą cienie do powiek. Bardzo byłam ich ciekawa, oj bardzo! Do tego przyszły w pięknej szkatułce (drewnianej), a do tego szkatułka zapakowana była w futerał z logiem Madame Lambre. W komplecie otrzymałam mały magnesik, dzięki któremu będę mogła wyjąć zużyte cienie. To tyle jeśli chodzi o kwestię wyglądu.


Zacznę od tego, że miałam dostać zupełnie inne odcienie, więc tu się zawiodłam, bo te zupełnie do mnie nie pasują i nie czuję się w takich kolorach. No, ale zabrałam się do testowania. Moje pierwsze spostrzeżenie to na pewno fakt, że mają kiepską pigmentację, nawet gdy zostaną nałożone na bazę wyglądają jak wyblakłe... W tej całej szkatułce rażą swoimi odcieniami po oczach, a tu taka niespodzianka. Poza tym lubią się osypywać. Trwałość jest bez szału, do tego gdy niechcący przetrzemy oko cień schodzi (Inglot mi się trzyma). Zawiodłam się, szczególnie że kolory miały być inne - bardziej w moim guście. Pewnie komuś oddam.


Jeden cień prasowany to koszt 12zł, a szkatułka 35zł.



Jako druga do recenzji wędruje kredka do oczu w kolorze czerni. Kredka jest naprawdę udanym kosmetykiem tej firmy! Mięciutka (ale nie za miękka), dobrze się nią maluje, a efekt jest naprawdę świetny! Polubiłam się z nią (tak samo jak z różem tej firmy). Naprawdę jest warta uwagi jeśli tylko będziecie miały możliwość wypróbować to polecam!


W ofercie możemy znaleźć również inne kolory kredek także ja się osobiście zastanawiam nad poszerzeniem kolekcji kredek Madame Lambre. Kredkę miałam na oczach w swoich ostatnich filmach na YT. Trwałość naprawdę okej :).


Cena to 19,90zł.


Na ostatni ogień pójdzie Pomadka w odcieniu krwistej czerwieni - idealnie pasująca do lakieru (który mnie zawiódł). Ja się boje takich mocnych odcieni, ale stwierdziłam kurcze ciągle te róże, nudziaki - trzeba zaszaleć! I czerwona pomadka zagościła na moich ustach w Wigilię. Jadłam, piłam pomadka była na moich ustach - trwałość godna uwagi. Jedyny mankament to to, że lubi się trochę roznosić w okolicach ust (gdy coś jemy bądź pijemy, ale nie jest najgorzej. W takiej sytuacji odradzam macania się wokół ust, bo będziemy wyglądać jak Klaun.
Taką czerwień jednak preferuję na jakieś większe okazje, na co dzień wolę stonowane kolory. Jednak pomimo wszystko POLECAM!


Pomadka to cena 27zł, według mnie można znaleźć taniej podobną jakość!

Od firmy dostałam również konturówkę do ust dopasowaną odcieniem do pomadki jednak takowej nie używam, więc pewnie wyląduje u którejś z Was w kolekcji :). Ale o tym za jakiś czas!

Dodam, że fakt iż dostałam kosmetyki za darmo nie wpłynął w żadnym stopniu na moją ocenę!

Madame Lambre - kolorówka warta uwagi czy godna bubla?

Cześć dziewczyny :),

  Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją dość nowej marki jeśli chodzi o polski rynek, a do tego dostępnej tylko w Hebe bądź pozostaje ich sklep internetowy. Wokół tej marki zrobił się szum na moim blogu gdy pokazałam Wam ich kosmetyki. Z jednej strony było zachwycenie nad wyglądem i szatą graficzną, z drugiej trochę nieprzyjemne oskarżenia. Ale rzuciłam to w niepamięć i sądzę, że nie ma powodu  by do tego wracać :).
 Do testowania dostałam całkiem niemały zestaw, bo składał się z kredki do oczu, konturówki do ust, pomadki, lakieru do paznokci, dwóch cieni umieszczonych w przepięknej, drewnianej szkatułce; puder prasowany i róż.
 Od razu mówię nie będę ściemniać jeżeli coś mi się nie spodobało to powiem o tym szczerze, bez sztucznej wazeliny!
Post podzielę na dwie części, ponieważ produktów jest sporo, więc nie chcę Was zarzucać ogromem opinii, zdjęć i informacji w jednym poście. Część druga pojawi się za ok.2dni.


Zacznę od spiekanego różu do policzków, bo ten mi przypadł bardzo do gustu!
Rewelacyjny kolor, efekt rozświetlenia jest naprawdę fajny (trzeba uważać by drobinki nie rozniosły się po całej twarzy - ja tego osobiście nie lubię). Utrzymuje się spokojnie cały dzień na naszych policzkach, a do tego jest niesamowicie wydajny i wielki! Jednak jeśli chodzi o aplikację to zdarzyło mi się raz przesadzić i wyglądałam jak przerysowana lala, dlatego trochę ostrożności przy jego aplikacji nie zaszkodzi. Zresztą moim zdaniem każdym różem można sobie zrobić kuku na twarzy.
Co prawda szkoda, że nie jest obudowany w ładne pudełeczko tylko występuje jako wkład :(. Jednak radzę sobie bez pudełeczka, więc nie jest najgorzej.
Za 7gramowy róż na stronie producenta zapłacimy 19,65zł (dla porównania mój inny róż ma zaledwie 3gramy).

Jako drugi na odstrzał pójdzie prasowany puder, który ma niesamowite tłoczenie na środku.
Jednak wiadomo nie dla samego tłoczenia człowiek (a w zasadzie kobieta) puder kupuje. Oczekujemy od niego cudów. Byłam bardzo ciekawa tego pudru i jak się na mnie sprawdzi, bo mam cerę tłustą.
Pierwsze co zwróciło moją uwagę to przyjemny, dziecięcy zapach tego produktu - bardzo przyciąga! Ale co z działaniem i idealnym matem?


Otóż mat na mojej buzi pozostawał na max. 2h ;(. To u mnie trochę norma, ale liczyłam na więcej. Produkt na pewno lepiej by się sprawdził u kogoś z cerą normalną, suchą, ewentualnie mieszaną. Na plus na pewno jest to, że daje bardzo naturalny efekt!
Puder również leży luzem jak róż i ma pojemność 12 gramów - cena 10,13zł (malutko).


Na ostatni ogień idzie lakier do paznokci w odcieniu krwistej czerwieni.
Takiej czerwieni nigdy nie za wiele. Poza tym odkryłam, że jakoś brak w mojej kolekcji takiej ładnej czerwieni. Więc lakier od Madame Lambre trochę to zmienił. Jednak czy warto jest mieć go w swojej kolekcji?


Hmm.. Szczerze mam mieszane odczucia. Kolor przedni, naprawdę świetny, ale pozostałe rzeczy pozostawiają wiele do życzenia... Trwałość jest średnia po 1,5 dniu możemy zauważyć ścierający się przy końcach lakier, a później już tylko odpryskuje. To i tak nic z tym gdy chcemy go zmyć! Po raz pierwszy się spotkałam z czymś takim. Przy zmywaniu, nieważne jakbym to umiejętnie robiła lakier roznosił się po palcach ;/. Czyli miałam zafundowane dodatkowe zmywanie.


Niestety nie polubiłam się z nim. Nie wiem jak się zachowują inne kolory przy zmywaniu - mam nadzieję, że lepiej.
Pojemność lakieru to 11ml (więc sporo) przy cenie 10,20zł. Ja bym tyle za niego nie dała, niestety :(.

A teraz wracam do nauki prawa do sesji ;(. RATUNKU!

Co myślicie o marce? Warta uwagi? Coś zwróciło Waszą uwagę?

Nowości ze świata kosmetycznego i nowy film :).

Witajcie Moje Kochane :),

  Dzisiaj z postem z nowościami marki L'Occitane i nowym filmem na moim kanale! Zapraszam do lektury :). Post nie będzie zdumiewająco długi, ponieważ wkuwam nieszczęsne prawo... Z chęcią poszłabym na lewo dzisiaj, ale no niestety :(. 
  Nowa kolekcja L'Occitane bardzo mnie ucieszyła, bo jest z miodem :). Uwielbiam miód, to taka druga mania zapachowa po migdałach. Do tego szata graficzna na opakowaniach z misiem - bomba! Można się rozpłynąć. 
Ja już kiedyś miałam coś z miodkiem od L'Occitane, bowiem były to perfumy. Aktualnie wycofane, więc na pamiątkę zachowałam opakowanie po nich, które jest naprawdę oryginalne. Może Wam kiedyś pokażę :). 

Pieniący żel z miodem - 250ml/65zł



Puszysty krem do ciała z miodem -  125ml/89zł

Balsam - masło Shea z Miodem - 8ml/29,90zł

Krem do rąk z miodem - 30ml/29,90zł

Właśnie wykańczam krem do rąk L'Occitane Cherry Princess, więc może zastąpi go ten z miodkiem - zobaczymy :).

A wy lubicie markę L'Occitane i ich kosmetyki?


Mój nowy film na kanale:


Wracam do prawa :( Pozdrawiam :*

Sweet Secret Farmona - czekoladowe delicje ?

Witajcie dziewczyny :),

  Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pewnego zestawu, który otrzymałam jakiś czas temu do testowania. Oderwałam się właśnie od Rachunkowości (koło zbliża się wielkimi krokami) by wiecie zastąpić ją przyjemnością jaką jest blog. Mam nadzieję, że dla Was przyjemnością będzie czytanie tego postu.
   
Do testowania dostałam zestaw o zapachu ciemnej czekolady i orzecha pistacji. Zestaw składał się z żelu pod prysznic i masła do ciała. Z masłem do ciała miałam już kiedyś styczność, ale po pewnym czasie oddałam go mamie. Teraz miałam okazję podejść do niego drugi raz i opowiem Wam na pewno wszystko co i jak. Najpierw chcę jednak zacząć od żelu.


Żel jak żel mogło by się wydawać, jednak żaden żel mnie tak nie zawiódł jak ten.
Ma mocno brązowy kolor, do tego można zauważyć w nim zielono-niebieskawe kuleczki, które na ciele się rozpuszczają i "malują" nasze ciało. Dobrze, że przy użyciu wody efekt znika. Jednak to nie wszystko. Żel niesamowicie brudzi wannę/prysznic (zależnie od tego w czym się myjecie).

(specjalnie nie czyściłam okolic wylotu żeby pokazać Wam jak brudzi, przebarwienia na opakowaniu dosłownie!)

Wybaczcie, ale nie mam ochoty codziennie myć wanny przez jeden żel. Brrr! Ogólnie zapach jest bardzo mocny, ja nie przepadam za ciemną czekoladą w kosmetykach, wolę mleczną. Ta ciemna jednak mnie nie pociąga ;). Chociaż w maśle do ciała ten zapach jest akceptowalny.Tutaj w żelu jest tak mocny, że aż bym rzekła alkoholowy!
Ogólnie żel się dobrze pieni i nie ma z nim większych problemów oprócz tych które wymieniłam. Robiąc zdjęcie jego zauważyłam, że ma w sobie złote drobinki. Jakby tego było mało gdy wylałam go na rękę i chwilę potrzymałam zaczęła mnie strasznie piec. Oj nie lubimy się z tym żelem!

(tutaj widać złote drobinki i tę zielono-niebieskawą kulkę)
Skład: 

Pojemność: 225ml!
Cena: ok.12zł
Ocena: 3/10

Drugi produkt to masełko. Podejście pierwsze miałam do niego kilka lat temu, od tam tego czasu wypowiadałam się o nim mało pochlebnie. W ogóle kiedyś bardzo mnie drażniła postać masełka, że trzeba w nim grzebać itp.
Teraz miałam drugie podejście i zmieniłam zdanie. Dobrze nawilża, świetnie pachnie. Jest w miarę wydajny.
Przed samym użyciem czytałam komentarze, że masełko brudzi ubrania, ale nic takiego nie zaobserwowałam u siebie. Jeżeli Wy zaobserwowałyście coś takiego u siebie, proszę dajcie znać.


Co prawda posiadaczkom długich paznokci może nie podobać się zostawianie masełka pod paznokciami, ale taki jest urok tego typu kosmetyku. Także jeżeli kogoś to drażni to odradzam formę masełek.


Jeżeli wykończę to masełko to na pewno zakupię sobie inne (tzn. inny wariant zapachowy). Jest naprawdę warte uwagi, szczególnie że kosmetyki Farmony są dostępne praktycznie wszędzie! Ten mnie nie urzekł do końca zapachem, więc za to mu odejmuje trochę punktów i za cenę, ponieważ można znaleźć o wiele tańsze masełka wcale nie gorzej działające.
Skład: 
 Aqua, Butyrospermum Parkii, Isopropyl Myristate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Helianthus Annuus Seed Oil, Cyclomethicone, Cera Alba, Parfum, Propylene Glycol, Theobroma Cacao Extract, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Pistachia Vera Seed Extract, Acrylates /C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Benzyl Benzoate, Limonene, Benzyl Alcohol, CI 19140, CI 14720, CI 42090
Pojemność: 225ml
Cena: ok.13zł
Ocena: 7/10

A czy Wy również miałyście możliwość testowania? Jak Wasze odczucia ?

Dziękuję za możliwość przetestowania kosmetyków Agencji Werner&Wspólnicy. Fakt iż otrzymałam je za darmo nie wpłynął na moją ocenę.

Rozdanie u Balsamowo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...