Moja mała kolekcja cieni KOBO!

Hej dziewczyny :), 

    Dzisiaj post z kolorówką, która nie jest częstym gościem na moim blogu. Jednak już Wam tłumaczę dlaczego tak się dzieję! Dla mnie do niedawna istniał tylko podkład, tusz i puder. Jakiekolwiek róże, cienie, bazy, korektory czy kredki były u mnie czymś obcym, a jeśli miałam ochotę się mocniej pomalować podkradałam mamie jakieś kosmetyki kolorowe. Wszystko się zmieniło odkąd zaczęłam blogować - nie od razu, stopniowo... Najpierw przekonałam się do różu, z czasem dołączyła baza pod cienie, same cienie, korektory itd. Ostatnio dołączyła również kredka do brwi - wow!
    Blog mnie pod tym względem sporo zmienił. Oczywiście nie, że zrobił ze mnie tapeciarę - wszystko z umiarem! Jednak zaczęłam doceniać działania innych kosmetyków kolorowych. Moja twarz wygląda zupełnie inaczej gdy zrobię sobie pełny makijaż i nieraz nie mogę się napatrzeć (nie, że się w sobie zakochałam czy coś!). Ale przechodząc do sedna jako, że uzupełniłam ostatnio swoją kolorówkę o cienie Kobo postanowiłam Wam co nieco o nich napisać. Szczególnie, że goszczą one na moich powiekach praktycznie codziennie odkąd je kupiłam!
    W ostatniej gazetce Natury była promocja na cienie i wkłady Kobo, więc w takowe się zaopatrzyłam. Do mojego organizera kosmetycznego dołączyły trzy cienie: 117 Caffe Latte (używam go głównie w załamanie), 111 Bubblegum pink (używany w duecie z Caffe Latte) oraz 201 Iridescent Pink.


   Są to odcienie raczej jasne, nie bardzo rzucające się w oczy. Jako, że maluję się od niedawna nie chcę szaleć z ciemnymi kolorami skoro jeszcze nie za bardzo wiem co się z czym je :D. Poza tym w ciemnych cieniach nie czuję się dobrze.
Wracając do cieni - dwa pierwsze są to maty, które ubóstwiam, ostatni zaś jest trochę takim kameleonem - niby biały jednak połyskuje na różowo.


117 Caffe Latte - jak już pisałam uwielbiam go nakładać w załamanie powieki. Bardzo fajnie komponuje się w duecie z cieniem 111 Bubblegum Pink, który nakładam na całą powiekę. Trwałość jest naprawdę dobra! Może nie utrzymuje się całego dnia, ale 5-6 godzin jest w stanie nienaruszonym. Pominęłam fakt, że mam taką powiekę, że po pewnym czasie w załamaniu cień mi się roluje. Nieważne czy jest na bazie czy bez (głupia powieka).
Pigmentacja jest naprawdę świetna! Ulubiłam sobie ten cień i kupię go na pewno jeszcze nieraz!

111 Bubblegum Pink -  jest to cień matowy jak poprzednik, nakładam go najczęściej na całą powiekę i muszę powiedzieć, że bardzo ładnie rozświetla i ożywia spojrzenie! Bardzo, ale to bardzo podoba mi się połączenie tego cienia z 117 Caffe Latte. Pigmentacji nie mam nic do zarzucenia, trwałość podobna jak u poprzednika.
Na pewno kupię go jeszcze nieraz! Chociaż w mojej Naturze go nie było i dorwała mi go koleżanka w Świdnicy.


201 Iridescent Pink - używany przeze mnie póki co najrzadziej. Chyba po prostu czeka na odpowiednią godzinę! W każdym bądź razie gdy nakładamy go na powiekę wygląda trochę na biały jednak gdy podejdziemy do światła możemy ujrzeć jak cień mieni się na różowo :). Bardzo podoba mi się ten efekt! Niestety ciężko mi było wychwycić te różowe tony, ale mam nadzieję, że na zdjęciu poniżej coś zobaczycie. 



Podsumowując polubiłam bardzo te cienie! Nie mam im nic do zarzucenia oprócz ceny normalnej, ponieważ jak dla mnie jest za wysoka i ewidentnie polecam kupowanie na promocjach! Cienie się nie osypują, mają naprawdę świetną pigmentację, na bazie utrzymują się 5-6h (tłumaczyłam wyżej dlaczego tak mam).
Może gamą kolorystyczną nie dorównują Inglotowi, jednak śmiem twierdzić, że każda z nas znajdzie w ich kolorach coś dla siebie. 


W nowym filmie na YT mam pomalowane oczy właśnie duetem Kobo 117 i 111 :). Jeśli jesteście ciekawe jak wygląda efekt zapraszam do oglądania!





P.S.

21 komentarzy:

  1. do mnie zdecydowanie najbardziej przemawia 201 - patrzyłam na niego w Naturze, ale zdrowy rozsądek wziął górę ;)
    co do zmian w trakcie blogowania... ogromne - widzę to też po sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja chciałam jeszcze jeden, ale też rozsądek wziął górę :D

      Usuń
  2. A ja jeszcze nie mam żadnego cienia Kobo

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj bardzo lubię cienie KOBO, też kupuję je tylko na promocjach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najbardziej się opłaca, inaczej trochę zdzierstwo :(

      Usuń
  4. Ładne kolory wybrałaś :) Takie neutralne, idealne na co dzień :) Ja jeszcze nic nie miałam z tej firmy. Cieniami maluję się tak rzadko, że to co mam wystarczy mi chyba do końca świata ;))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne są te kolory, zwłaszcza ten różowy przypadł mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze z Kobo nie mam jeszcze ani jednego cienia;/ muszę to zmienić;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nr 207 bardzo mi się podoba:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Najbardziej podoba mi się Iridescent Pink ;P :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam aż 1 cień Kobo - Golden Rose ;) Z Twoich spodobały mi się 111 i 201 - muszę popatrzeć na nie w drogerii :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja właśnie postanowiłam rozpocząć przygodę z cieniami do powiek i nauczyć się malować ;) I zastanawiam się nad KOBO. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się nie polubiłam z Caffe Latte - nie mój odcień, niestety.. Ale dwa pozostałe śliczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. świetne cienie ;d
    słyszałam o tym filmiku Kocham Wiosne ja niestety nie ma zadnego programu wiec takiego nie wykonam;/
    zapraszam do mnie i może obserwujemy ? jak tak zacznij;d

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja chcę kupić właśnie cień z kobo 117 Caffe Latte, bo szukam czegoś właśnie do załamania, a o nim dużo dobrego słyszałam :)
    Bardzo fajny blog, będę tu często zaglądać i się inspirować :)
    Pozdrawiam
    Kasia

    P.S. Jeśli będziesz miała chwilę czasu to zapraszam do mnie :) Na razie zaczynam, ale już mam dużo pomysłów ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. kocham cienie Inglota a co do cieni Kobo to mam ogromną ochotę na ich wypróbowanie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...