O peelingu cukrowym w sam raz na okres świąteczno-zimowy!

  Ostatnio jest mnie na własnym blogu zdecydowanie za mało, jednak każdą wolną chwilę (a jest ich bardzo mało) spędzam na nauce. Święta zleciały mi ogromnie szybko i nawet się nimi nie nacieszyłam. Może dlatego, że praktycznie ciągle siedziałam w pracy, nawet w Wigilię :(.
   Dzisiaj postanowiłam, że będzie post o produkcie, który wprawia mnie w trochę taki świąteczno-zimowy nastrój. Otóż będzie to recenzja peelingu cukrowego Farmona o zapachu korzennych pierniczków z lukrem! 



 Jeżeli chodzi o peelingi Farmony to jestem ich ogromną fanką, więc nie usłyszycie ode mnie ani jednego złego słowa na ich temat.


Od producenta:
"Wyjątkowy kosmetyk o niezwykle gęstej, aksamitnej konsystencji i wspaniałym, korzennym zapachu został stworzony do mycia i pielęgnacji ciała, dla osób, które dbają o zdrowy wygląd skóry i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności. Specjalnie opracowana, bogata receptura na bazieekstraktu z miodu i imbiru doskonale nawilża i wygładza ciało, a kryształki cukru trzcinowegousuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawiając dotlenienie i pobudzając skórę do odnowy. Regularne stosowanie Piernikowego peelingu do mycia ciała zapewnia uczucie wypielęgnowanej i jedwabiście gładkiej skóry, a wyjątkowo aromatyczny, rozkosznie słodki zapach relaksuje i odpręża, zapewniając dobry nastrój."

Skład:
Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Sucrose, Sodium Chloride, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Petrolatum, Caprylic/Capric Triglyceride, Silica, Propylene Glycol, Zingiber Officinalis (Ginger) Root Extract, Mel Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane), Inulin Lauryl Carbamate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol, Eugenol, Cinnamal, Caramel Colour E150d, CI 16255, CI 19140.

Zapach:
Piernikowy po prostu piernikowy! Niesamowicie kojarzy się z pieczonymi na święta pierniczkami.

Konsystencja:
Gęsty, ale naprawdę niewiele potrzeba by pokryć problematyczne części ciała, bo ja go na takowe używam.

Opakowanie:
Wygodny słoiczek, ale i bardzo wytrzymały.

Pojemność:
225ml


Moja opinia:

  Wiem, że pewnie ta część z Was, która bardzo zwraca uwagę na skład i omija takie składniki jak parafina skreśli go na samym początku. Też bym tak pewnie zrobiła gdyby nie fakt, że używam go ok.2-3 razy w ciągu tygodnia i to, że za chwilę po aplikacji go zmywam.
Poza tym wiem, że diabeł tkwi w szczegółach i pierniczkowy zapach to nic tylko chemia, no ale jeżeli pozwala mi to przez ok. jedną minutę nacieszyć węch przy kąpieli to jestem w stanie to wybaczyć.
Ogólnie jestem zdania, że peelingi Farmony to niezłe zdzieraki, które zarazem nie wysuszają skóry i mi bardzo pomogły przy zniwelowaniu widoczności rozstępów. Tak uwaga, mam rozstępy! Do tego koszt jest niewielki, bo za takie opakowanie zapłacimy od około 10-15zł, a starczy nam naprawdę na spory kawałek czasu.
Dostępności nie mam nic do zarzucenia, bo można je spotkać w zasadzie wszędzie. 
Na koniec przydatna informacja dla osób, które chciałyby skorzystać z promocji i zakupić tenże peeling to na pasku bocznym macie baner gdzie wszystko jest wyjaśnione ;).

Szampon idealny od Love2mix!

  Już jutro Wigilia, a ja mogę w końcu powiedzieć, że uporałam się z prezentami. Mam nadzieję, że każdy z domowników będzie zadowolony ze swojego :).
Swoją drogą w niedzielę miałam jechać do Pragi na całodniową wycieczkę, jednak plany się pozmieniały i zostałam we Wrocławiu. Może to i lepiej, bo ostatnio nie mam na nic czasu, a "ukochana" sesja zbliża się wielkimi krokami ;/.
  Dzisiaj postanowiłam stworzyć recenzję szamponu Love2Mix Organic, który ma za zadanie nawilżać suche włosy. Jest to pierwszy szampon rosyjski jaki przyszło mi testować, ale nie ostatni!



Od producenta:
Unikalny luksusowy szampon zawiera ekstrakty białka perły, które odżywiają, chronią włosy, oraz nadają im elastyczności i sprężystości. Organiczny ekstrakt z jagód acai bogaty w witaminy, nawilża włosy oraz łagodzi podrażnienia skóry głowy. 

Skład: 
Aqua with infusions of: Organic Euterpe Oleracea Fruit Extract, Pearl Extract, Organic Angelica Archangelica Extract, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Pearl Protein, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid, Beetroqt Red, Chlorophyllin-Cooper Complex.

Pojemność:
360ml


Cena:
Ja zapłaciłam ok. 12zł !!!

Dostępność:
Głównie sklepy internetowe. Mój pochodzi ze sklepu internetowe http://skarbysyberii.pl/ . 

Konsystencja:
Bardzo rzadki o lekko szarawo-niebieskawym odcieniu. 

Opakowanie:
Plastikowe, które wygląda zupełnie tak jak dostępne niedawno w Biedronce szampony DeBa.

Moja opinia:
  Jeżeli chodzi o szampony to stałam się ogromnie wymagająca. Po pierwsze miło by było jakby nie miały w składzie SLS (ponieważ większość tych z SLS powoduje u mnie łupież ;/), po drugie pomimo jego braku żeby fajnie oczyszczały, po trzecie by swoim działaniem choć trochę polepszyły życie moich kłaków.
  Ten szampon spełnia te wymagania, za co oczywiście OGROMNY plus. Obawiałam się w przypadku tego szamponu czy przypadkiem nie będzie "tępy" niczym Babydream, ale uwierzcie mi używanie go to sama przyjemność! Szampon rewelacyjnie się pieni, a włosy po umyciu pozostają przyjemnie miękkie i delikatne.
Ostatnio nawet moja koleżanka fryzjerka pytała jakiego szamponu używam, że mam takie lejące włosy.
  Może to głupio zabrzmi, ale moje włosy się z nim naprawdę polubiły. Przede mną jeszcze inna wersja szamponu z tej firmy.


  Aktualnie na stronie skarbysyberii.pl trwa promocja gdzie ten szampon zakupicie za chyba 12,90zł. Myślę, że cena jest naprawdę adekwatna do jakości, a do tego według mnie na korzyść przemawia duża pojemność. Ponieważ na drogeryjnych półkach przeważają pojemności wynoszące 250ml. 

Gifty ze Spotkania blogerek i vlogerek we Wrocławiu :).

   Jak obiecywałam tak robię, czyli pokazuję Wam dziś prezenty od sponsorów z ostatniego spotkania blogerek i vlogerek we Wrocławiu. Część z tych produktów już używam, a część czeka grzecznie na swoją kolej. Niedługo na pewno zaczną się pojawiać recenzje tych produktów.

Cece of Sweden:



Close2you:


Sylveco:


Paese:


Miraculum:


Revitalash:


Bell:


Eveline:


The Secret Soap Store:


PAT&RUB:


Hurtownia Fryzjerska Styler we Wrocławiu:


Who?:


   Nie ma tu zdjęć kosmetyków Soraya, ponieważ nie otrzymałam od nich paczki :(.

Mój list do M.

  Większość z Was stworzyła swoje listy do Mikołaja, więc i ja postanowiłam nie odbiegać od normy ;). Może zacznę od tego, że Drogi Święty Mikołaju w tym roku byłam średnio grzeczna, ale udało mi się znaleźć pracę i dostać stypendium naukowe! Prezentów sobie samej już narobiłam (wyprawa do Primarku, własna domena i zakupy tu na miejscu), teraz czekam na Twój ruch :). 
Dla ułatwienia pokażę Ci kilka zdjęć prezentów, z których ogromnie bym się cieszyła. 





1. Pędzle Hakuro - na mojej liście jest H50, czyli brat H50S. H50S już mam w swoim posiadaniu i jestem bardzo zadowolona z jakości tych pędzli! H50 przydałby mi się dla odmiany. Okej głupi powód, ale jak sobie baba coś ubzdura to tak już jest. Poza tym kto by nie chciał pędzli Hakuro?!

2. Torebka, którą wypatrzyłam sobie w sklepie Manzana i pewnie sama ją dzisiaj kupię. No, bo torba potrzebna na już - norma ;).

3. Piżamka oj tak to jest mój must have! Dla zmarzlucha takiego jak ja piżamka z długim rękawkiem i długimi spodniami to obowiązek na zimę. Ta akurat pochodzi z F&F :).

4. Sweterek z zimowym motywem. Swetry ostatnio zawróciły mi w głowie, ten z Primarka mogłabym nosić dzień w dzień :D. Ostatnio zakupiłam sobie kolejny w Diverse, a ten ze zdjęcia pochodzi z F&F

P.S. Czekam na Ciebie w Wigilię przy choince, bo pod już się nie mieszczę :D.

Kamuflaż z Catrice HITEM wśród blogerek?!

   Ostatnio na wielu blogach można poczytać recenzje kamuflażu od Catrice. Dużo blogerek okrzyknęło go swoim hitem i tym samym zachęciły mnie do kupna. Swoją drogą co za siła perswazji !
   Sam kamuflaż można dostać w Naturze i Hebe za cenę bez promocji ok. 12-13zł. Co do innych drogerii to tu się niestety nie wypowiem.


Od producenta:
"Kremowy podkład korygujący o wysokim stopniu krycia. Trwała tekstura idealnie wtapia się w skórę ukrywając wszelkie niedoskonałości. Maskuje popękane naczynka, drobne blizny, przebarwienia oraz plamki. testowany dermatologicznie. "

Kolor/odcień:
Ja posiadam odcień najjaśniejszy 110 Ivory, a mimo to jest ciut dla mnie przyciemny :(.


Krycie:
Jak dla mnie jest wystarczające i to co ma zakryć zakrywa. Co prawda z większymi przebarwieniami sobie nie radzi, ale mimo to fajnie niweluje ich widoczność.

Trwałość:
Ostatnio mój make-up jest skazany na ok. 11-12 h na mojej buzi ;o (praktyki+praca=cały dzień poza domem). Nie ukrywam, że przez te 12 godzin ciężko jest utrzymać makijaż w takim stanie jaki był na samym początku tzn. rano. W każdym bądź razie kamuflaż spokojnie utrzymuje się ok. 8-10 h na buzi. Od razu mówię, że jeżeli macie cerę tłustą to po tych 8 godzinach już go nie będzie, bo spłynie. Chyba, że macie dobry puder matujący, który Wam fajnie utrwali make-up!

Pojemność: 
3g

Moja opinia:
Pamiętam gdy specjalnie po niego biegłam do Natury, bo zostałam jak zwykle skuszona ;). Od samego początku byłam bardzo ciekawa jego działania, no i oczywiście krycia!
Najpierw nakładałam go uparcie pędzelkiem, jednak moim zdaniem lepiej sprawdza się w przypadku nakładania go palcami. 


Jeżeli zależy Wam na jak najlepszym kryciu, tak jak mi to polecam go nałożyć pod podkład i później jeszcze ewentualnie na podkład. Chociaż przyznam szczerze, że ten drugi krok jest bardzo często zbędny. Z podkładem Revlon CS naprawdę fajnie zakrywa wszelkie "niespodzianki". 
Jak już pisałam wyżej kolor jest dla mnie odrobinę za ciemny (ma w sobie żółte tony). I niestety nie mam najlepszej informacji dla osób, które zdecydują się na jego zakup. W drogeriach są dostępne tylko 3 warianty kolorystyczne, dlatego ciężko będzie dopasować idealny odcień. Ten najjaśniejszy przyznam szczerze, że dla bladziochów nie będzie odpowiedni. 

Mimo wszystko zachęcam do przetestowania, bo kosmetyk w pełni zasługuje na uznanie!

Nowy wygląd mojego bloga !

  Dzisiaj post krótki i raczej informacyjny, ale baaardzo chciałam się pochwalić Wam nowym wyglądem mojego bloga.
  Oczywiście ja takich zdolności graficznych nie posiadam, co oczywiście było widoczne w ostatnim nagłówku :D. Aktualny wygląd zawdzięczam Natalii z bloga http://po-prostu-piekno.blogspot.com/ i z czystym sumieniem Wam ją polecam! Umie wysłuchać, zaproponuje coś od siebie w przypadku niezdecydowania, a i dla marudnych jest bardzo cierpliwa.
   Ja na pewno będę jej stałą klientką! Chociaż nie wiem czy Natalia by chciała to usłyszeć, bo byłam okropną marudą i co chwila zmieniałam wizję ;).
   Z wielką radością żegnam stary wygląd mego bloga!



Relacja ze spotkania blogerek i vlogerek we Wrocławiu 30.11.2013.


   Dzisiaj post, na który trochę z Was czekało. Bowiem będzie to relacja z sobotniego (30.11.2013) spotkania blogerek i vlogerek we Wrocławiu, które przyszło mi organizować z Agnieszką (http://agusiak747.blogspot.com/). Za organizację spotkania brałam się po raz drugi i zdania nie zmieniłam to ciężki kawałek chleba! Pomijam fakt, że zmieniałam dwa tygodnie przed spotkaniem lokal.
 

 W sobotę o godzinie 12:00 spotkałyśmy się w kawiarni Afryka Coffee&Tea House by porozmawiać o kosmetykach, firmach kosmetycznych, ale i o różnych mniej bądź bardziej ważnych życiowych sprawach :D. Gdy "rozbudziłyśmy" się pierwszą kawą przemiła Patrycja z Hurtowni New Styler opowiedziała nam o firmie bbCOS, którą mają w swojej ofercie oraz o kilku nowościach z innej marki - G3. Już wiem, że to nie ostatnie spotkanie z nią, więc bardzo się cieszę! Po prezentacji obdarowała nas wielkimi litrowymi butlami odżywki i szamponu z firmy bbCOS.


   Po Patrycji swoją prezentację miała Pani z firmy TSSS (The Secret Soap Store), gdzie mogłyśmy wymacać i powąchać przeróżne kosmetyki. Poczynając od olejków, a kończąc na kremach do rąk. Oczywiście od samej firmy również dostałyśmy upominek w postaci Body Eliksiru i próbek.


   Na sam koniec zjawiła się Pani z Cederroth, która opowiedziała nam więcej o firmie Soraya i o serii So Pretty! Bardzo słodka, lukrowa seria spodoba się miłośniczkom różu. UWAGA NIE DO JEDZENIA! Zresztą jak w przypadku kosmetyków bbCOS o zapachu migdału.


Ogólnie spotkanie uważam za jak najbardziej udane, a wnętrze lokalu wpasowało się chyba bardzo w nasze babskie gusta. Każda z nas (mam nadzieję!) wyszła z uśmiechem ;). Teraz pozostaje nic innego jak "jeść" kosmetyki tzn. używać, ale najpierw oczywiście Wam je pokazać.

Chciałam podziękować pewnej osobie, która niestety nie mogła być z nami tam tego dnia, ale nie zapomniała o nas! Pani Marta z firmy PAT&RUB pomimo przeciwności losu wysłała nam ogromną paczuchę z kosmetykami firmy.
Oczywiście podziękowania należą się również pozostałym firmom!


W następnym poście pokażę Wam co przytaszczyłam ze spotkania, czyli tzw. "dary losu".

Lista uczestniczek:
























(foty zapożyczone od Agnieszki i Joanny)

Efekty po miesięcznym stosowaniu serum do rzęs Magiclash.

Cześć Dziewczyny :),

  Przepraszam Was za ten zastój, ale ostatnio jest mi ogromnie ciężko znaleźć czas. Codziennie wstaję o 6:00 rano i wracam do domu wieczorem, nie mam wolnego ani jednego weekendu. Czasem mam ochotę wszystko rzucić i wrócić do dawnego życia.
   Jednak dziś miało być optymistycznie, ponieważ pojawia się recenzja serum do rzęs Magiclash! Jakiś czas temu pokazywałam Wam zdjęcia zaraz przed rozpoczęciem kuracji i sama jestem ciekawa efektu po na zdjęciach. Ale najpierw kilka słów o samej odżywce i moich odczuciach.

   Od producenta:
"Preparat oparty wyłącznie na naturalnych, biologicznych składnikach i biotechnologicznym kwasie hialuronowym. Synergicznie dobrane składniki gwarantują skuteczną odbudowę i upiększenie rzęs już po krótkiej, ale regularnej aplikacji."


Składniki: 
biologiczny enzym „EPM“, 10-amino kwasów, czynnik wzrostu cebulki włosa,
woda, kompleks witaminy B , olejek lavendowy, naturalne esencje
roślinne.


Stosowanie:

"Używając „linera” rozprowadzić płyn na powierzchni górnych i dolnych końcówek rzęs od nasady aż po końce. Stosować codziennie najlepiej na noc. O ile możliwe aplikować 2-3 razy dziennie."

  Od razu piszę, że po więcej informacji zapraszam Was na stronę http://www.dystrybutor-sklep.pl oraz zostawiam Wam bezpośredni link do samej odżywki TU!

Moja opinia: 

   Serum stosowałam regularnie tzn. nakładałam codziennie na noc. Pierwsze efekty zauważyłam po około tygodniu gdy rzęsy stawały się dłuższe, mocniejsze i ciemniejsze.
Gdy teraz minął miesiąc nie mogę wyjść z podziwu jakie mam długie rzęsy po pomalowaniu tuszem ;o (na pewno nie porównam się z http://zjemtowszystko.blogspot.com/ , bo jej rzęsy sięgają nieba).
Trochę żałuję, że odżywka nie wpłynęła za bardzo na "objętość" rzęs, ale może po dłuższym stosowaniu wyrosną nowe.
  Do innych, ale jakże nie mniej ważnych plusów zaliczam brak podrażnienia moich wrażliwych oczu. Zero łez, zero szczypania czy zaczerwienienia! Poza tym jest jej tak dużo (ach ta pojemność), że nie zużyje jej chyba do 2015 roku ;). Chwalę sobie również wygodny aplikator, który ułatwia aplikację serum. 
  Aktualnie można serum kupić po 99zł, a dodatkowo nie zapłacimy nic za przesyłkę! 

Pozostaje mi tylko pokazać Wam efekt przed i po! A, więc zamieszczam zdjęcia, a Wy oceniajcie :).
PRZED:


PO:



Przepraszam za jakość zdjęć jednak będąc poza domem od 7 rano do 18 wieczorem ciężko mi znaleźć dobre światło :(.

Pomaluj mnie !

Cześć Dziewczyny ;),

  Wiem, że tytuł posta jest dość kontrowersyjny, ale nieraz Wam pisałam, że jeżeli chodzi o makijaż oka to jestem w tym totalnie zielona. Nieważne jak wiele godzin "stracę" na kanałach na YT i oglądaniu makijaży, bo i tak nigdy nie umiem tego odtworzyć na sobie.
  Ogólnie zauważyłam, że mam jeden podstawowy problem - nie umiem łączyć ze sobą kolorów/odcieni. Może i w mojej głowie siedzi jakaś tam wizja, ale gdy przelewam to na rzeczywistość to życzę Wam żebyście nie spotkały mnie wtedy na ulicy ;).
   Wiele z Was wykonuje niesamowite makijaże, mogę wymienić tutaj kilkanaście moich ulubionych blogerek, które naprawdę do mnie przemawiają jeśli chodzi o makijaż, ale tu nie o to chodzi!
    Dziś zwracam się z prośbą do Was, osób które znają się na tym lepiej niż ja (to dla mnie jasne jak słońce). Chcę Wam pokazać paletkę MUA, która moim zdaniem świetnie nadaje się dla początkujących w kwestii makijaży jak i osób, które w tym trochę siedzą. Ale ciągle nie powiedziałam Wam jakiej pomocy od Was oczekuję ;o. Już wszystko wyjaśniam.
    Wszystkie cienie odpowiednio ponumeruję, a Was proszę byście w komentarzach wpisały numery cieni, które mogę według Was połączyć w jednym makijażu/w jeden makijaż. 
   Mam nadzieję, że zechcecie mi pomóc, a ja na podstawie Waszych komentarzy postaram się wykonać każdy makijaż i wrzucę w jeden, osobny post. Wtedy będziecie mogły ocenić co i jak i powiedzieć mi co robię źle, a co dobrze.





To jak Dziewczyny, pomożecie? :)

Kosmetyczni ulubieńcy października i listopada!

Witajcie Dziewczyny :),

  W moim życiu zbliża się ciężki okres, ponieważ będę musiała godzić praktyki, pracę i szkołę w jednym. Póki mam odrobinę czasu stwierdziłam, że zabiorę się za nowy post!

  Dawno na moim blogu nie pokazywałam ulubieńców danych miesięcy tylko zazwyczaj nagrywałam filmy. Tym razem pojawi się post. Nie ukrywam, że będą to też ulubieńcy październikowi połączeni trochę z listopadowymi.
  Zacznę od odżywki-balsamu Garniera z masłem kakaowym i olejem kokosowym, o której pisałam Wam post niżej :). Ląduje na moich włosach praktycznie dzień w dzień! Ponieważ pisałam o niej recenzję to odsyłam Was do niej TU!


  Kolejnym ulubieńcem będzie cień do brwi Inglota. Kupiłam go już jakiś czas temu wraz z magnetyczną paletką na jeden wkład. W samym sklepie nie mogłam się zdecydować na konkretny odcień, więc zaryzykowałam i nie żałuję! Kolor jest idealny do mojego aktualnego koloru włosów, a sam cień utrzymuje się na brwiach bez żadnego utrwalenia cały dzień. Odcień, który posiadam do 568. Za cień z paletką zapłaciłam 25zł.


  Ostatnio przyznam się szczerze zrezygnowałam ze wszelkich pomadek, które nadawały by kolor moim ustom na rzecz masełka Nivea. Jednak zarządziłam zmianę i tak oto powstał nowy ulubieniec!
O pomadce Celii już Wam kiedyś pisałam i większość z Was je zna, więc nie będę się rozpisywać. Jedyne co się zmieniło to odcień, ponieważ aktualnie używam bardziej różowego niż beżowego. Mowa tu o numerze 601.



  Oprócz pomadki nadającej kolor znalazłam swojego pielęgnacyjnego ulubieńca do torebki, bo jak wiadomo opakowanie masełka Nivea jest mało higieniczne. W tej roli idealnie sprawdza mi się nowość pochodząca z Niemiec, czyli Labello Repair&Beauty! O samym tym produkcie na pewno więcej powiem na dniach.




   Myślę, że spokojnie w tym gronie może się znaleźć podkład P2 Ultra Matte. Co prawda odcień, który posiadam jest odrobinę za ciemny, więc nieraz go mieszam z jaśniejszym podkładem. Jednak nałożony sam jest porównywalny do Revlonu :). Jedyne co go różni od mojego ulubionego Revlonu to fakt, iż ma pompkę i kosztuje 4,95 euro. Mam nadzieję, że uda mi się dorwać odcień jaśniejszy następnym razem ! Na pewno się pojawi o nim osobny wpis.


 Wiem, że listopad się jeszcze nie skończył, ale nie sądzę by Ci ulubieńcy się zmienili.

Odżywka Garnier z masłem kakaowym i olejem kokosowym.

Witajcie Dziewczyny :),

   Jakiś czas temu pisałam Wam o odżywce - balsamie Garniera z mlekiem waniliowym i papają. Dzisiaj przyszedł czas na recenzję jego następcy.
Tym razem pod lupę wzięłam wersję z masłem kakaowym i olejem kokosowym. Czy jest równie dobra? O tym niżej.


Przeznaczenie:
Włosy puszące się, niesforne.

Cena i dostępność:
Tak jak w przypadku poprzedniej wersji dostępność jest kiepska. Ja swoją zakupiłam w DM (niemieckim) za 1,65 euro. W Polsce niestety niedostępna, chyba że przekopie się Allegro.


Konsystencja:
W porównaniu do swojego poprzednika jest gęstsza i nie ucieka tak z rąk.
Jak dla mnie na plus :). 

Opakowanie:
Nie mam co do niego zastrzeżeń, a wręcz sądzę, że ułatwia wydobycie produktu.

Pojemność:
200ml

Skład:


Moja opinia:
  Tak jak polubiłam wersję z mlekiem waniliowym i papają, tak równie bardzo polubiłam wersję z masłem kakaowym i olejem kokosowym. Odżywka świetnie wygładza włosy niezależnie od tego na ile ją nałożę - kilka sekund czy kilka minut. 
  Używam jej praktycznie codziennie i nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo jest wydajna! Na moje długie włosy wystarczy mi na ponad miesiąc codziennego stosowania.
  Włosy dzięki niej lepiej się rozczesują, są miękkie i lśniące. Dawno nie miałam tak tanich i rewelacyjnych odżywek, które potrafią tak genialnie wygładzić włosy.
  Do tego ten zapach... Ach! Obie te wersje bardzo lubię i wiem, że będą zawsze lądować w moim koszyku gdy tylko będę w niemieckim DM! 



A Wy miałyście okazję wypróbować tę odżywkę? 

Mój zakupowy szał - PRIMARK I DM :) !

Witajcie Dziewczyny :),

  Dzisiaj bardzo krótko i na temat, ponieważ wrzucę link do filmu, który udało mi się wczoraj nagrać.
Otóż w poniedziałek byłam w Berlinie na zakupach. Oczywiście celem był Primark i DM :). W filmie możecie zobaczyć moje łupy i usłyszeć kilka przydatnych informacji o samym Primarku w Berlinie.


Zapraszam do obejrzenia mojego filmu :*

Moje włosowe eksperymenty - Garnier Olia 5.3.

Cześć Dziewczyny :),

  Ostatnio bardzo chciałam zmienić coś w swoim wyglądzie i oczywiście musiało paść na włosy. Do tego czynu posłużyła mi ostatnio kupiona farba Garnier Olia 5.3, którą pokazywałam Wam kilka postów niżej w moich zakupach.
 

  Do samej farby moja koleżanka dodała 12% utleniacza, który nieco rozjaśnił kolor. Niestety ciężko jest mi wychwycić aparatem mój aktualny kolor włosów (tzn. ten po farbowaniu), więc te rude tony nie są tak widoczne jak w rzeczywistości.
Z samego koloru jestem zadowolona, jednak jeśli mam przyznać to trochę żałuję tego eksperymentu ze względu na stan końcówek :(. A już miałam takie ładne i zadbane włosy...
Aktualnie zastanawiam się nad podcięciem z 5-6cm, ale naprawdę nie chcę tego robić.
Robię co mogę by odratować moje włosy, trzymajcie za to kciuki! :*



Ogólnie włosy po farbowaniu są bardzo błyszczące, ale i tak spokoju nie dają mi końcówki, które "krzyczą" w rękach.

A Wy co sądzicie o moim nowym kolorze?
Może macie jakiś sposób na zniszczone po farbowaniu końcówki?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...