I ja mam swoje okulary Firmoo :).

Witajcie dziewczyny,


Wiele blogerek i blogerów ma już Firmoo i kolejni dołączają do tego grona, w tym ja! Antonio z Firmoo zaproponował mi moje własne okulary jakiś czas temu i bez wahania się zgodziłam.
Na co dzień okularnicą nie jestem, zakładam swoje okulary gdy już naprawdę czuje, że moje oczy ledwo dają radę. Swoje pierwsze okulary mam od gimnazjum i oprawki mają kolor czerwony, więc do wszystkiego nie pasują. Dlatego postanowiłam tym razem postawić na czarne.


Miałam dylemat pomiędzy dwoma modelami, jednak w końcu się zdecydowałam na te http://www.firmoo.com/eyeglasses-p-1204.html z tego co widzę została już tylko wersja kolorystyczna z brązem.
Bardzo spodobało mi się to, że możemy wrzucić na stronę swoje zdjęcie by dopasować okulary. Dzięki temu nie wyglądamy później śmiesznie.


Niestety nie za bardzo umiałam wypełnić te dane, jeśli chodzi o wadę wzroku, a skopiowane badania lekarskie nic nie dały, więc w ostateczności zdecydowałam się na "fashion glasses".
Na swoje okulary czekałam ok.4 dni, więc to bardzo szybko jeśli wziąć pod uwagę ile świata po drodze zobaczyły (ponieważ możemy śledzić swoją przesyłkę przez Internet).

 Do naszych okularów dostajemy ściereczkę, futerał, opakowanie oraz śrubokręt z zapasowymi śrubkami.

Oczywiście Firmoo w swojej ofercie ma różne okulary, jeśli nie macie żadnej wady polecam fashion glasses, które dodadzą Wam charakteru i podkreślą wygląd, jeśli wadę macie również możecie dopasować do siebie okulary. A jeżeli nie chcecie ani jednych ani drugich w ofercie znajdziecie okulary przeciwsłoneczne. Także każdy znajdzie coś dla siebie :).


Firmoo dla nowych klientów: 
Program, dzięki któremu każdy kto po raz pierwszy kupuje okulary Firmoo dostaje je za darmo! Pokrywamy jedynie koszt wysyłki! Czy to nie rewelacyjna okazja?

Jak Wam się podobam w okularach ?

Moje zakupy z DM, czyli Mikołaj przyszedł przed czasem ;).

Witajcie dziewczyny :),

   Powiedzieć jestem szczęśliwa to mało. Ja jestem w niebie! Wiecie w życiu ma się mniejsze i większe marzenia oraz takie, które można spełnić w krótkim czasie i takie na które trzeba pracować dłuższy czas. Moje marzenie było odwiedzić DM, no bo która z Was nie kusiła ich produktami na blogu? (Wszystko Wasza wina :D) W każdym bądź razie moje marzenie się spełniło 24 listopada o godzinie 7:09 kiedy wsiadłam do pociągu zmierzającego w kierunku Zgorzelca.
   Oczywiście ze sobą miałam listę kosmetyków, które na pewno kupię i na które warto zwrócić uwagę. Nie chciałam takiego efektu, że wejdę i dostanę kosmetycznego szału, bo wtedy moje konto ucierpiało by chyba 10 razy bardziej. Moja lista według mnie była skromna - bez szału o tak :D. Do tego doszło zamówienie od Agusiak747 i coś dla Zusski.
   Do tej pory macam każdy kosmetyk z DM i ekscytuje się jak mała dziewczynka. Pewnie macie dość gadania i chcecie zobaczyć co wpadło w moje ręce :).

1. Olej do włosów arganowo - migdałowy 2,95euro
2. Olej (ja będę stosować do włosów) Vanille Chai ponad 4euro (zamazał mi się paragon)
3. Olej dla Agusiak747 - 2,95euro


4. Balea balsam z olejem migdałowym 1,75euro o ile się nie mylę ;)
5. Balea balsam kokosowy 1,45 euro
6. Balea balsam czekolada&figa 1,45 euro


7. Żel Balea 0,65euro
8. 2xżel kokosowy Balea (2x0,65euro)


9. Balsam do ust Alverde 1,15 euro
10. Pomadka P2 nr 010 Rodeo Drive 1,95 euro


 11. Maseczka Balea 0,45 euro


Co prawda podróż z przygodami, ale opłacało się przyjechać i napaść na dwa DM :). Nie mogłam dostać lepszego prezentu naprawdę! Takie moje małe marzenie się spełniło.
Żałuję, że do mojego koszyka nie wpadły szampony, ale następna okazja może się nadarzy za kilka miesięcy, więc to nadrobię.

Chciałam tu też wrzucić film, ale niestety mi się nie udało :(. Na pewno znajdzie się on tu za kilka dni.

Pozdrawiam :*

Zapraszam przy okazji na rozdanie u Immenseness

Celia NUDE nr 602, czy faktycznie aż tak idealna?

Hej dziewczyny :),

   Zacznę post bardzo optymistycznie, ponieważ mogę powiedzieć, że marzenia się spełniają. Co prawda potrzymam Was trochę w niepewności kilka dni zanim Wam powiem o co chodzi albo inaczej - zanim pokażę :).
   Póki co dzisiaj post o Celii - uwielbianej, pożądanej i wcale nie drogiej. Ich pomadki zrobiły nie małą furorę w blogosferze i nie znam blogerki, która nie jest posiadaczką Celii bądź o niej nie marzy. Ja bardzo długo za nią chodziłam, aż w końcu wychodziłam.
Numer, który wpadł w moje ręce to 602. Jest to bardzo, bardzo jasny, delikatny róż.


Jestem przeokropną wielbicielką wszystkiego co Nude, czy to lakiery, czy pomadki. Jakoś nie lubię się wyróżniać z tłumu. Taki już ze mnie typ człowieka :). Dlatego dziękuję producentom kosmetyków, że stworzyli takie ideały kolorystyczne (według mnie).


Ale wróćmy do Celii. Pomadkę można dostać w większości osiedlowych drogerii za około 10zł, jak dla mnie cena jest przyzwoita.
A jak z jakością ?
Wiem, że większość z Was skarżyła się, że pomadka Wam się złamała. U mnie do czegoś takiego nie doszło, więc nie wiem czy Celia popracowała nad problemem czy po prostu ja traktuje swoją jak jajko. Na trwałość można trochę ponarzekać, bo nie trzyma się jakoś zdumiewająco długo na ustach (na pewno o wiele krócej od ostatnio recenzowanej Hean). Jednak podoba mi się to, że gdy się nią pomalujemy usta nie wydają się suche, tylko nawilżone. Pewnie to dzięki połączeniu 2w1 tzn. pomadka+błyszczyk.


Co prawda nie jestem fanką błyszczyków, które kleją się na potęgę, ale tego Celii nie można zarzucić.
Do tego kusi swoim przyjemnym zapachem, podobno winogronowym, ale trochę bym się kłóciła (chyba, że mój węch nawala).

Skład:

Czy znalazłam swój ideał?
Hmm... Może gdyby nie ta trwałość nazwałabym ją ideałem, ale mimo wszystko ją bardzo lubię i na pewno sięgnę po inne kolory. Odkąd pamiętam lubiłam połączenie pomadki z błyszczykiem, takie 2w1.


PODSUMOWUJĄC:
+ cena
+ wydajność
+ kolor (dla wielbicielek nude)
+ uczucie nawilżenia
- problem z dostępnością (niestety!)
- trwałość

A czy Wy macie swoją Celię Nude? Czy wolicie mocniejsze kolory na ustach?

Hakuro H50S - mój ideał wśród pędzli :).

Hej dziewczyny :),

  Jestem teraz w dość trudnym momencie życiowym, można by powiedzieć w dołku albo na zakręcie. Jedna i druga opcja pasuje idealnie. Wolałabym raczej pękać z radości, ale jak widać mam pechowy okres. No, ale jak to mówią po burzy zawsze wychodzi słońce - oby tak było i w tym wypadku.
   Dzisiaj trochę o akcesoriach, bowiem o pędzlu Hakuro H50S. Pędzel jest przeznaczony do pokładów płynnych i jest odpowiednikiem większego H50.
Przez swój rozmiar umożliwia idealne dojście do każdej partii twarzy tj. skrzydełka nosa. Co czyni go między innymi ideałem.


Ale nie znalazł się w miejscu "moje ideały" z jednego powodu. Wcześniej polegałam na swoich palcach i w zasadzie uważałam je za całkiem okej, ale gdy przyszło mi użyć pędzel zobaczyłam różnicę. Podkład wygląda zupełnie inaczej na twarzy nałożony pędzlem (oczywiście trzeba uważać by nie zaaplikować go za dużo).


Do tego przyjemność nakładania:
1. Nie ubrudzimy sobie palców i podkład nie wejdzie nam pod paznokcie.
2. Miękkie włosie, które nie kuje i nie wypada podczas aplikacji podkładu.
3. Wygodna rączka.

Pędzel na zdjęciach jest widocznie ubrudzony, ponieważ go dzisiaj używałam. Myje go mniej więcej raz w tygodniu i nie zauważyłam by jakikolwiek włosek wypadł. Próbowałam nawet sprawdzić jego trwałość i wyrwać jakiegoś włoska, ale się nie udało. Poza tym bardzo szybko schnie.


Jest to mój pierwszy pędzel firmy Hakuro, ale już poluję na pędzel do pudru i różu. Jakość jak dla mnie rewelacyjna za cenę 26zł + ewentualne koszty wysyłki. Polecam każdej z Was, która szuka idealnego pędzla do podkładu bądź po prostu szuka swojego pierwszego profesjonalnego pędzla.


A dziś tak poza tym wyrwałam się na małe spotkanie z Zuzą. Poznałyśmy się na spotkaniu blogerek we Wrocławiu i tak nam się fajnie rozmawiało, że postanowiłyśmy się spotykać dalej. I tak od tam tej pory miałyśmy już dwa spotkania i zawsze wracam uśmiechnięta ze spotkania z Zuzą.
Dzisiaj w nasze ręce wpadły Muffiny z wrocławskiej Muffiniarni. Ja skusiłam się na orzechowe z karmelem, a Zuza na Rafaelo. Pani zapakowała nam je w przesłodkie różowe kartoniki z żółtą kokardką. Co prawda mój w drodze do domu trochę ucierpiał, ale postanowiłam go tu zamieścić co by się z Wami trochę podzielić :).
A w środku:

Miłego dnia dziewczyny :)

Pielęgnacja moich włosów październik/listopad.

Cześć dziewczyny :),

  Na szczęście udało mi się szybko uporać z awarią jaką zechciał mi przysporzyć mój wcale nie stary komputer. Nadrabiam pomału zaległości, bo w końcu zaniedbałam trochę mój kanał na YT jak i bloga. A w końcu wszystko przez jakże ważne wydarzenie w postaci ślubu brata.
W każdym bądź razie przychodzę do Was z filmem na temat pielęgnacji moich włosów z ostatniego miesiąca jak i na nadchodzący miesiąc. Moje włosy ostatnio bardzo szybko rosną jednak straciły na objętości, stały się cienkie. A zawsze byłym posiadaczką grubych, gęstych włosów. To pewnie zasługa "tricku" fryzjerki pt "przerzedzanie włosów" ;/. Także w tym miesiącu ewidentnie walczę o odzyskanie tego stanu!


Kosmetyki jakich używałam w październiku i będę używać w listopadzie:
- Szampon Balea Glatt+Glanz
- Szampon Balea Figa&Perle
- Facelle płyn do higieny intymnej
- BingoSpa maska do włosów z masłem Shea
- Kallos Placenta maska do włosów
- Pilomax maska do włosów zniszczonych
- Termoochrona w spray'u MARION
- Jedwab CHI
- Olej kokosowy Vatika
- Olej LASS przeciw wypadaniu włosów

Jeśli macie jakieś sprawdzone mikstury albo preparaty to dajcie znać :). Będę wdzięczna!

Zepsuty komputer ;/

 Cześć dziewczyny :)

Przepraszam Was, jestem tu tylko na sekundę! Nie chciałam zostawiać Was bez słowa, nie odzywać się dłuższy czas, ale zepsuł mi się zasilacz i muszę pojechać po nowy a ciągle nie mam kiedy.
Gdy tylko uda mi się to okiełznać na pewno pojawi się nowy post.

Pozdrawiam ;*

Moja mała kolekcja kosmetyków firmy BALEA.

Cześć wszystkim :),

  Powróciłam do domu po ślubie brata i do tej pory bolą mnie nogi i ledwo żyję, ale nie mogłam nic nie napisać. Na pewno o samym ślubie pojawi się osobny post gdy tylko dostanę zdjęcia, bo te z mojego aparatu nie wyglądają za dobrze. Mogę Wam tylko powiedzieć, że dawno się tak dobrze nie bawiłam i tyle nie najadłam! Ale resztę zachowam na później ;).

  Dziś przychodzę do Was z takim luźniejszym postem, ponieważ mój stan nie pozwala mi za bardzo na tworzenie rozbudowanych recenzji - ale nadrobię!
Wiem, że my blogerki z Polski (przynajmniej te które znam) szalejemy za kosmetykami DM i wciąż zadajemy sobie pytanie kiedy DM powstanie w Polsce. Póki co musimy się pocieszać na targach czy sklepach z niemiecką chemią bądź jeździć do Niemiec/Czech (tam najbliżej przynajmniej z Wrocławia).
   Ja dziś zacznę od swojego ulubieńca. Żel ten kupił mi mój facet na targu we Wrocławiu za okrągłe 5zł. Pochodzi z limitowanej edycji, a jego zapach doprowadza do szału (tego pozytywnego oczywiście). Wiem, że niektórym zapach może nie odpowiadać, ale ja jestem wielbicielką czekolady i słodkości w żelach czy balsamach. Pewnie już się domyślacie o jakim żelu mówię - tak to ten ;).


Szkoda, że to limitowana edycja bo zapach bardzo przypadł mi do gustu. Mam nadzieję, że uda mi się go jeszcze dorwać. Dla zainteresowanych poniżej skład:


Kolejnym kosmetykiem również będzie żel tym razem bez czekolady, ale zapach również przyjemny. A mowa o żelu miód&mleko. Bardzo lubię połączenia miodu z mlekiem w kosmetykach. Jestem ciekawa jak ten żel się sprawdzi ponieważ jeszcze go nie używałam. Zapłaciłam za niego 5,50zł w sklepie z chemią z Niemiec.


No i oczywiście skład dla zainteresowanych :):


Teraz przejdę do szamponów, mam dwa jeden zakupiony przez mojego mężczyznę drugi w sklepie z chemią z Niemiec. Jestem w trakcie testowania obu i dam Wam znać oczywiście jak się spisują. Jedyny minus to na pewno SLS, ale pełny skład przedstawię poniżej.
Pierwszym szamponem jest szampon o zapachu figi - kupiony przez mojego faceta na targu za 5zł. Jak widzicie upodobał sobie zapach figi :). W każdym bądź razie szampon jest jak obiecuje producent bez silikonów. Przeznaczony do włosów matowych, pozbawionych życia.


 I oczywiście zdjęcie składu:


Drugi szampon kupiłam w sklepie z chemią za 10zł. Więc cena już zdecydowanie większa. Mowa o serii szamponów w tubach. Ja mam co prawda jeden, ale właśnie ten kobieta w sklepie polecała i uległam namowom. Jeszcze nie za dużo mogę o nim powiedzieć, ponieważ użyłam go dopiero ze 2 razy. Oczywiście recenzje na pewno się pojawią!


Skład:


Na pewno recenzje obu szamponów i żelu miód&mleko pojawią się w najbliższych tygodniach. O żelu czekolada&figa tyle razy wspominałam, znalazł się też w moich ulubieńcach więc daruję sobie jego recenzję. 
Chyba, że bardzo chcecie to ją stworzę :). 

A czy Wy też tak chorujecie na niemieckie marki?

Wyjeżdżam na ślub brata :).

Cześć dziewczyny :),


   Jutro wyjeżdżam na ślub brata i już się stresuję czy o niczym nie zapomnę. Torba podróżna pomału zapełnia się kolejnymi rzeczami. Czeka mnie ok.4 godzinna podróż pociągiem, więc jestem ciekawa czy dowiozę cało sukienki i koszule mojego mężczyzny.
   Rodzice się strasznie stresują, wiecie w końcu to ślub ich syna także atmosfera w domu jest napięta, a do tego mam mnóstwo na głowie. Dlatego z nowym filmem i postem przyjdę w poniedziałek/wtorek. Mam nadzieję, że się nie pogniewacie :*.
    Gdy tylko wrócę zdam Wam relację na blogu, ale też wrzucę film :).

Życzcie mi w takim razie udanej zabawy :).


Póki co wprawiam się w klimat tym filmem :D.

Metoda OCM - to już miesiąc odkąd jest ze mną.

Cześć dziewczyny :),

  Dzisiaj przychodzę do Was z postem o metodzie OCM i o tym jak się sprawdza na mnie. Od kilku miesięcy z blogów i filmów na YT krzyczała do mnie "wypróbuj mnie!". No i padłam "ofiarą", ale i tak po bardzo długim czasie odkąd usłyszałam o tej metodzie. 
Wiele blogerek polecało tę metodę do cery tłustej, a ja taką posiadam. Dlatego opiszę dziś ją pod kątem mojej cery. 
Dodam tylko, że odkąd przeszłam na metodę OCM, nie używam żadnych żeli do twarzy!

OCM - metoda oczyszczania twarzy olejami w celu oczyszczenia twarzy. Nie potrzebujemy do niej dodatkowych kosmetyków, dlatego zrezygnowałam z żeli. Podstawowy składnik to oczywiście olej rycynowy, który swoją strukturą zbliżony jest do naszego sebum. Ja metody OCM nie używam do demakijażu oczu, do tego wolę używać płynów micelarnych.

Na początku mojej przygody z OCM moja cera się trochę przesuszyła, gdzieniegdzie było widać suche skórki. Do tej pory nieraz mam taki problem. Moja cera po prostu zmienia się jakby w cerę mieszaną niż tłustą. Sama nie umiem do końca określić co się z nią dzieję, ale metoda jej bardzo sprzyja. Ponieważ moje rozszerzone pory są mniej widoczne, a w niektórych miejscach już nie mam zaskórników. Najprawdopodobniej zmienię proporcję by taka sytuacja z przesuszonymi skórkami nie miała miejsca.

Do metody OCM potrzebujemy:
- oleju bazowego - w moim przypadku jest to oliwka dla dzieci HIPP
- oleju rycynowego
- szmatki z mikrofibry (jedna szmatka w Biedronce po ok.2zł)
- ciepłej i zimnej wody, którą zdobędziemy z naszego domowego kranu ;)
- pojemnika na naszą mieszankę (ja kupiłam w Rossmannie pojemnik do samolotu 100ml)


Moje proporcje to:
- 30% oleju rycynowego + 70% oliwki Hipp, czasem zdarza mi się dodać jedną rybkę Dermogalu A+E.
Są to proporcje dla cery tłustej. Całkiem inne są dla cery normalnej (20% rycynowego + 80% oleju bazowego) oraz dla cery suchej (10% rycynowego + 90% oleju bazowego).


O czym trzeba pamiętać?
Na pewno o odpowiednich proporcjach i o codziennym myciu ściereczek by wszelkie brudy i zarazki nie trafiały na naszą twarz. Ściereczki najlepiej prać w łagodnych płynach lub szamponach dla dzieci.


Jak stosuję metodę OCM?
Wylewam na dłonie kilka kropel mojej mieszanki i wcieram ją w twarz. Po kilku sekundach moczę szmatkę w ciepłej wodzie i przykładam ją do twarzy po czym zmywam nią twarz. Zabieg powtarzam ponownie tyle, że kończę przykładając szmatkę nasączoną zimną wodą by dobrze zamknąć pory.

Co zauważyłam odkąd stosuję metodą OCM?
- moje pory są mniejsze i oczyszczone
- cera wolniej się przetłuszcza
- gdy zaczynam się świecić, nie wygląda to tak okropnie jak kiedyś
- buzia jest miękka w dotyku
- nie wyskakują mi już żadne krostki!!!
Pozostałe plusy:
+ wydajny (butelka 100ml wystarcza na ponad miesiąc)
+ sposób jest naprawdę tani
+ dostosowany do różnych typów cer
+ produkty do OCM są ogólnodostępne!

Odkąd przerzuciłam się na metodę OCM już wiem, że nie wrócę do żadnych żeli do twarzy. Metoda sprawuje się na mnie idealnie czego nie widziałam po żelach. Moja cera nigdy nie wyglądała tak zdrowo! Kiedyś nie wyobrażałam sobie wyjścia bez makijażu dziś jak najbardziej mogę to zrobić. Cera jest prawie idealna :). Co mi się bardzo podoba!
Polecam posiadaczkom cery tłustej z rozszerzonymi porami!

A Wy używacie metody OCM czy raczej jest to dla Was kolejny wymysł?

O tym jak pokochałam SH + zakupy kosmetyczne.

Hej dziewczyny :),

   Dzisiaj trochę post luźny, bez żadnych recenzji. Po prostu przychodzę ze swoimi myślami ;). A jakimi to już pewnie po tytule się domyślacie, a jeśli nie to pokrótce mówiąc chodzi o lumpy/sh/sklepy z używaną odzieżą.
  Napiszę swoją historię, może macie bądź miałyście podobnie. Zacznę od tego, że będąc w gimnazjum bądź liceum panowała w moim otoczeniu moda na sieciówki, zakupy w galeriach i wszystko z firmową metką. Właśnie wtedy padłam ofiarą tej mody i wydawałam wielkie kwoty na ciuchy. Nieraz po kilku praniach zamieniały się w szmaty albo po prostu rozciągały się do numeru dobre 44 ;/.
Od niecałego roku przerzuciłam się na zakupy w lumpeksach, nauczyłam się dopiero niedawno odnajdywać w nich "perełki" za małe pieniądze. Wiem, że wiele z Was się zraża po pierwszych zakupach - ja też tak miałam. Weszłam z przyjaciółką do niby "taniego" lumpa i skusiłam się na dwie bluzki. Z czego oglądając później jedną w domu zauważyłam jej wady i to wielkie! Byłam zawiedziona jak takie szmaty można wciskać za takie pieniądze. Przez pewien czas omijałam sh, kupowałam w sklepach z nową odzieżą. Jednak wszystko się zmieniło dopóki nie odkryłam jednego, prześwietnego lumpa! Kobieta, która go prowadzi widać, że kocha tę pracę i robi wszystko by towar był najwyższej klasy.
Przy pierwszych zakupach w nim udało mi się upolować płaszcz od Johna Richmonda dosłownie nówka za 22,50! :O Później doszła bluzka z Next za 12zł, później kolejna za 5zł i nowy sweter z metkami Atmosphere za 5zł!
Tak pokochałam zakupy tam, że nie kupuję już nic w sieciówkach oprócz jeansów! Nie zostawiam już w nich połowy swoich oszczędności.


To tylko niektóre z ubrań, które udało mi się dorwać w lumpeksach, ale te które tu pokazałam są tylko z tego jednego :).

A Wy kupujecie w lumpeksach? Czy może to dla Was wstyd i oznaka "biedy"?

No i na sam koniec zostały zakupy kosmetyczne! :) W tym miesiącu głównie wydałam na kolorówkę. Jestem sama ciekawa ile, więc z chęcią zsumuję.


1. Maska Rival de Loop mleczno-miodowa z olejkiem z orzeszków makadamii i olejkiem z migdałów - cena ok.2zł. (na zdjęciu widoczna tylko jedna połówka) (Rossmann)
2. Celia Nude pomadko-błyszczyk (2w1) nr 602 (bardzo długo za nią chodziłam, aż znalazłam) - cena ok.10zł (drogeria osiedlowa)
3. Krem matujący przeciwzmarszczkowy Dr. Brandt 7,5ml (kupiłam z ciekawości, w poszukiwaniu dobrego matu) - cena ok.20zł (allegro)
4. Pędzel Hakuro H50S do podkładu (moja miłość! ideał!) - cena 26zł + ew. koszty wysyłki (allegro)
5. Essence Nude Glam lakier do paznokci nr 03 - cookies & cream - cena 3,99 (Natura)
6. Synergen puder nr 03 - cena ok.10zł (Rossmann)
7. Baza pod makijaż L'oreal 10 saszetek - cena ok.4zł (allegro)
Suma: 76zł (+/-)
Kwota mnie zaskoczyła, nie wiedziałam, że tak dużo wydałam. Pora zacisnąć pasa!

Czy coś Was zainteresowało z moich zakupów? Chciałybyście o czymś poczytać w pierwszej kolejności?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...