Pokusa była silniejsza - Wibo numerek 396.

Cześć dziewczyny :),

    I znów pokusa była silniejsza! JA ZBANKRUTUJĘ! Znów skusiłam się na kolejny lakier, bo ja oczywiście nudziaków sobie nie odpuszczę. Powinni przede mną chować lakiery Wibo (moje ulubione). Nie żartuję!


   Tym razem wybór padł na kolor coś a'la latte. Oj zakupu nie żałuję ani trochę! Ale wiem, że muszę przystopować z wydawaniem na lakiery. I błagam trzymajcie mnie za słowo! Oprócz tego oczywiście w Rossmannie wpadły mi do koszyka inne rzeczy tj. krem do rąk Isany edycja limitowana (no musieli wypuścić z migdałami) i krem do mycia twarzy Alterry - zachwalany przez większość z Was, więc stwierdziłam, że odmienię sobie na jakiś czas. Bo non stop kupuję od kilku miesięcy żel z Biedronki.
   Ale wróćmy do lakieru :). Cena takiej kawki z mlekiem to niecałe 5zł. I nie żal mi nigdy pieniążków na lakiery Wibo, choć mój lakieroholizm rośnie z każdym dniem coraz bardziej i wiem, że niedługo zbankrutuję. No, ale musiałam zgrzeszyć :).


Nierówna długość moich paznokci na pierwszym planie. Wybaczcie, ale nie miałam ostatnio za bardzo czasu by ogarnąć je pod względem długości. Obiecuję wziąć się ostro za siebie!
Myślę, że za wiele o tym lakierze nie będę się wywodzić i podsumuję:
+ dostępność
+ cena
+ kolor
+ trwałość (4-6dni) dla mnie to dobry wynik
+ wygodnie się aplikuje
+ szybko schnie
- trzeba nakładać 3 warstwy (cienkie) by ładnie pokrył



Wy też pałacie taką miłością do nudziaków? Czy może jestem osamotniona? :(

P.S. Przygotowuję dla Was swatche lakierów z Bell i Wibo - kolekcja różana.

Balsam do paznokci 2x5 HERBA STUDIO.

Cześć dziewczyny :),

  Już jakiś czas temu dostałam paczuszkę, w której było mnóstwo próbek i pełnowymiarowy słoiczek balsamu do paznokci firmy Herba Studio. Pewnie sobie myślicie "Herba Studio coś mi świta". Otóż jest to firma, która stoi za produkcją sławnego TISANE! :) Ukochałam go sobie maksymalnie i właśnie kupiłam kolejny słoiczek, ale dziś o kimś innym, ale też z tej rodziny.
  Balsam do paznokci 2x5, jak się łatwo domyślić równa się 10, czyli 10 naszych pazurków. No, ale co poza tym? Ukryty jest w dosłownie takim samym (różnią się kolory) słoiczku co Tisane, ma twardszą konsystencję i musimy ciepłem naszych opuszków sprawić by balsam się przyjemnie wcierało, ale nie przeszkadza mi to.


Od producenta:
Balsam wzmacnia, odżywia, przywraca połysk i stymuluje wzrost paznokci. Zapobiega ich rozdwajaniu. Wygładza skórki. Efekt działania widać już po tygodniu stosowania.
Zalecany przy paznokciach giętkich, łamliwych, rozdwajających się, wysuszonych, matowych, zniszczonych przez stosowanie zmywaczy, lakierów i tipsów oraz skórach uszkodzonych przy manicure.

Stosowanie:
Balsam wcierać w płytki paznokci, szczególnie u ich nasady oraz w otaczający je naskórek.

Składniki aktywne:
Wosk pszczeli, ekstrakt z kopru, skrzypu i ostropestu, olej rycynowy, oliwa z oliwek, pantenol, aminokwasy, keratyna, witamina C, witamina E, beta-karoten.

Skład:

Moje paznokcie już po kuracji Eveline diamentową odżywką stały się twardsze, ale już dłuższy czas temu ją odstawiłam (lubię sobie robić przerwy). I natrafiła się taka alternatywa. Balsam skrupulatnie wcieram od kilku tygodni, czasem nawet po kilka razy dziennie. Co prawda nie zrobiłam zdjęć przed kuracją, więc będziecie musiały wierzyć mi na słowo.
Balsam świetnie radzi sobie z moimi skórkami, które niesamowicie szybko rosną i do tego są suche. Co mnie zawsze wkurza! Teraz skórki są nawilżone i nie muszę tak często ich wycinać. Ale balsam ma głównie działać na paznokcie, więc co z nimi? Otóż po zastosowaniu są lekko nabłyszczone i natłuszczone, ale efekt nie utrzymuje się jakoś długo. Paznokcie nie rozdwajają się, nie straciły na swej twardości. Co bardzo mi się podoba, bo myślałam, że tylko odżywka Eveline umie utrzymać je w normalnym stanie.
Minusem dla mnie jest może trochę utrudnione wydobywanie jak w przypadku Tisane, ale jednocześnie plusem, bo małe opakowanie pozwala nam na zabranie go ze sobą gdzie tylko chcemy.


Nie wiem szczerze powiedziawszy jak jest z dostępnością, bo mój przywędrował do mnie w paczuszce, ale jeśli byście były zainteresowane to pytajcie w swoich aptekach. Czasem Panie w aptekach są tak miłe, że można u nich zamówić produkt.


Cena takiej przyjemności jest podobna jak w przypadku balsamu Tisane ok. 8-10 zł.
A tutaj już moje pazurki i skórki po wcieraniu balsamu:


Polecam każdemu kto szuka alternatywy dla wzmacniających lakierów (napchanych czasami różnymi świństwami).

A Wy macie ten balsam? Jak się u Was sprawdził?

WYNIKI KONKURSU.

Hej dziewczyny :),

Konkurs zamknięty, więc pora ogłosić wyniki. Ogólnie wybór był ciężki pomimo małej ilości chętnych. Szkoda, że niektóre zgłoszenia były na zasadzie "kopiuj - wklej", ale nie ma o czym mówić. Wszystkie zgłoszenia weryfikowałam i Wasze wypowiedzi czytałam po kilkanaście razy. W każdej próbowałam odnaleźć siebie i przenieść się w opisane przez Was miejsca. Każda z Was ma różne wymarzone miejsca, wszystkie interesujące i zdumiewające. Ale musiałam podjąć decyzję, musiałam obrać kryterium i iść na ciężki bój.
Ogólnie nie liczyła się ilość, a jakość. Wahałam się pomiędzy dwoma odpowiedziami/komentarzami. Ale postanowiłam, że wybiorę tę odpowiedź, w której najbardziej czuję siebie czy widzę siebie. Obejrzałam zdjęcia tych dwóch miejsc (poza konkursem). I zdecydowałam!
Wolałam rozdania, bo tam decydowała za mnie maszyna, no ale konkurs to konkurs i trzeba kogoś wybrać pomimo sympatii do każdej z Was!
Ogłaszam iż mój wakacyjny konkurs WYGRYWA : ASIA-K!
Mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć kiedyś Tunezję taką jaką opisałaś! Fajnie, że kultura arabska wciągnęła Cię w 100%. Zazdroszczę zamiłowania!
Odezwę się do Ciebie na e-maila w sprawie nagrody. Mam nadzieję, że umiliłam Ci poranek tą wiadomością! :)

Laminowanie włosów - szał dotknął też mnie + MÓJ BLOG JEST NA FACEBOOKU :).

Hej dziewczyny :),

   Gdy wróciłam z Bułgarii na wielu Waszych blogach czy kanałach YT można było usłyszeć i poczytać o laminowaniu włosów. Już nawet nie wiem od kogo wyszedł ten pomysł. Ale w każdym bądź razie musiałam go wypróbować!
   Laminowanie włosów żelatyną spożywczą no kto by pomyślał, a jednak! Myślę, że nie trzeba Wam już wiele o tej metodzie opowiadać, bo obiegła już blogowy świat ;). W każdym bądź razie moja mieszanka "wybuchowa" wygląda tak: 1 łyżka żelatyny + 3 łyżki gorącej wody + 1 łyżka odżywki/maski z BingoSpa (uwielbiam jej zapach). Nie wiem czy to dobre proporcje, jeśli nie to oświećcie mnie!

 (tutaj sama żelatyna z wodą)


(tutaj już żelatyna w trakcie mieszania z wodą i odżywką)

Co robiłam krok po kroku?
1. Umyłam włosy i po pewnym czasie nałożyłam na nie moją mieszankę (w rękawiczkach),
2. Nałożyłam czepek, na to ręcznik i siedziałam ok. 45 min próbując się skupić na domowych zajęciach,
3. Po 45 minutach spłukałam z włosów mieszankę.


Myślę, że nie ma co tu się rozpisywać po prostu pokażę Wam efekt przed:


I po:


 (na zdjęciach wyszły mi rude włosy uprzedzę pytania nie farbowałam, w słońcu mam taki odcień)

Moje spostrzeżenia:
Samo nakładanie nie należy do najprzyjemniejszych, ponieważ na włosach tworzy się taka dziwna skorupa jakby ktoś nam wylał coś słodkiego na włosy i się maksymalnie posklejały. Do tego sam zapach żelatyny nie należy do najprzyjemniejszych, ale po spłukaniu nie czuć tego zapachu (uff) tylko w moim przypadku został zapach odżywki.
Co do efektów to szczerze powiedziawszy nawet pogorszył się wygląd moich włosów! Fakt faktem mam zniszczone końcówki (ponieważ wróciłam do suszarki :(), ale to laminowanie mi je okropnie uwydatniło i do tego widoczne jest cieniowanie włosów (czego nie lubię, a moja fryzjerka się zawsze na nie upiera). Włosy miękkością nie grzeszą. Lepiej wyglądają po odżywkach niż po tym całym laminowaniu.
Na mnie metoda się nie sprawdziła, ale wiem że inne blogerki sobie chwalą! Nie wiem może zrobiłam coś nie tak, jeśli tak to proszę oświećcie mnie! Zrobię na pewno podejście numer 2, ale jeśli będzie taki sam efekt to odpuszczam.


A tak z innej beczki to stworzyłam fanpage swojego bloga na facebooku :). Oczywiście będzie mi miło jeśli klikniecie to sławne "lubię to!". Ale jeśli nie to zapraszam chociaż do odwiedzin :). 

http://www.facebook.com/ZauroczonaKosmetykami

Pozdrawiam i przypominam o trwającym konkursie!

Moje ostatnie zakupy :).

Cześć dziewczyny :),

   Dziś chciałabym Wam pokazać co wpadło do moich koszyków ostatnimi czasy. Są to zakupy z Biedronki, Rossmanna i Pepco. Oczywiście w Biedronkowe łakocie tzn. kosmetyki zaopatrzyła mnie głównie mama, bo gdy dojechały do mojej osiedlowej Biedronki byłam w drodze do Bułgarii. Ale po powrocie do Wrocławia resztę dokupiłam sama :). Co by wiecie nie obarczać mamy wszystkim.
   Oczywiście w międzyczasie poczyniłam zakupy w Bułgarii różanych kosmetyków, ale jak wiecie nie samymi różanymi kosmetykami człowiek żyje ;).

Od czego by tu zacząć? Może Rossmann. Zakupy tam były spontaniczne i natrafiłam na dwa kolory lakierów z serii różanej Wibo (W KOŃCU!). Cieszyłam się jak dziecko, bo zależało mi na tych lakierach. Co prawda nie dostałam jednego z kolorów, na którym mi zależało, ale i tak się cieszę.
Ja osobiście bardzo sobie chwalę firmę Wibo, a w szczególności ich lakiery do paznokci. Mają tak niesamowity wybór kolorów za niewielką cenę, że ich lakiery kuszą mnie za każdym razem gdy jestem w Rossmannie.

 Koszt jednego lakieru to 1,29zł.

Ogólnie jak przyniosłam je do domu to mamie tak się spodobał jeden lakier, że na drugi dzień szłam jej po niego ;).

Na drugi ogień niech pójdzie Pepco. Zakupy tam to czysty przypadek, po prostu Pepco jest koło Rossmanna i wpadłam z ciekawości. Od jakiegoś czasu chciałam mieć na swoich drzwiach od pokoju wieszak na ubrania (mam manie na punkcie jakiś fajnych dodatków do pokoju) i trafiłam na taki, który pasuje do mojego pokoju ponieważ na ścianie mam naklejone brązowe róże.

 Koszt wieszaka to 4,99zł.

Na trzeci i ostatni ogień idzie Biedronka. No i oczywiście między innymi kosmetyki Bell. Myślę, że asortyment, który co jakiś czas wprowadza Biedronka (myślę tu o tym kosmetycznym) powoduje u blogerek i nie tylko niesamowity szał. Ponieważ są to produkty naprawdę dobrych firm w zaskakująco niskich cenach. Ja niestety wyjeżdżałam, więc odpowiedzialność za zakupowy szał w Biedronce odpowiedzialna była moja mama. Co prawda nie do końca kupiła to co chciałam, ale i tak bardzo jej dziękuję.

Koszt różu do policzków 5,99zł, a jeden lakier też chyba 5,99zł.

Już po swoim powrocie będąc w Biedronce dokupiłam płyn dwufazowy Bielendy Awokado, maseczkę AA matująco-regenerującą i szampon z odżywką 2w1 z Timotei. Na szampon skusiłam się głównie ze względu na zapach, ponieważ uwielbiam zapach słodkich migdałów. 

Koszt maseczki to 1,99zł a płynu 5,99zł.

Szampon kosztował chyba 9 albo 10zł.

No i oczywiście nie byłabym sobą jakbym znów czegoś nie dorwała do pokoju w Biedronce. Tym razem w nowej gazetce znajdziemy metalowe puszki, które są na pewno fajne na jakąś biżuterię, kosmetyki czy rzeczy, które walają się po pokoju a są tak małe i cenne, że nie chcemy ich zgubić. Cena puszek to 11,99zł. Oczywiście jak poszłam do Biedronki to już nie było tych co chciałam, więc wybrałam takie różowo-fioletowe, gdzie w komplecie dostajemy 3 sztuki. Najmniejsze dałam mamie, więc na zdjęciu go nie ma.


I jak Wam się podobają moje zakupy ? :) A co Wy upolowałyście w Biedronce ?

Bułgaria moim okiem. RELACJA PART 2.

Hej dziewczyny :),

   Wiele z Was chciało więcej zdjęć, było ciekawych czy przywiozłam jakieś różane kosmetyki, więc postanowiłam podzielić relację i tak oto powstała druga część.

    Nie wiem czy pamiętacie, ale do Bułgarii jechałam autokarem, więc jechałam przez Słowację, Węgry, Rumunie no i Bułgarię. Wielu Polaków narzeka na polskie drogi, ale uwierzcie mi są naprawdę rewelacyjne w porównaniu z tam tymi, którymi ja miałam możliwość jechać. Ich drogi są niekiedy przerażające, szczególnie gdy jedziecie wysoko nad lądem jakimś starym mostem, który na Waszych oczach się sypie.
Sama podróż w stronę Bułgarii była bardzo męcząca, jechał nas komplet około 80 osób. W drugą stronę wracało nas 30 osób, więc każdy mógł zająć dwa fotele. Podróż trwa mniej więcej od 26-35 godzin zależy od korków, objazdów i umiejętności kierowców.
  Przez Słowację i Węgry jechaliśmy tylko kilka godzin, więc nie byłam w stanie zaobserwować niczego szczególnego. Jednak przejazd przez Rumunie ok.10 godzinny wzbudza ogromne przerażenie, zażenowanie itp. Niektóre wioski są niesamowicie biedne, zobaczycie tam bose, brudne dzieci biegające po jakimś węglu, małe domki, które raczej przypominają wielkością altanki na naszych działkach. Przerażające! A osoby, które nie umieją patrzeć na cierpienie zwierząt powinny omijać to państwo! Zwierzęta tam masowo biegają albo przy wysypiskach albo na terenach jakiś magazynów/fabryk. Są wychudzone, zaniedbane, możecie zobaczyć ich żebra na wierzchu. Najbardziej mi było szkoda tych szczeniaczków biegających i szukających uparcie jakiegoś jedzenia. Ale to nie dotyczy tylko psów, kotów też. Ja nie mogłam na to patrzeć!

   Ale to post o Bułgarii dlatego wolę zmienić temat. Wiele z Was pytało o kosmetyki otóż mam, kupiłam, przywiozłam :). Ceny kosmetyków są różne i w zależności od tego czy kupujecie je w typowych sklepach z kosmetykami różanymi czy w marketach. W marketach ceny są mniejsze o około 2 lv, czyli sporo. Ja niestety się wrobiłam i kupiłam kilka kosmetyków w tych typowych sklepach, ale resztę już dokupiłam w markecie. Poniżej moje zdjęcie w typowym sklepie z kosmetykami różanymi ceny od mniej więcej 1lv do nawet 70lv - nie wiem czy były droższe, bo produktów było tyle, że jakbym szukała najdroższego to zajęło by mi to z jakąś godzinę.


A co zakupiłam to już pokazuję :). 


Na zdjęciu od lewej mydełko dla mamy w kształcie róży widoczne również na zdjęciu poniżej, krem do twarzy, balsam do ust w sztyfcie, kolejne mydełko, scrub do ciała i szampon do włosów.


Ceny są przeróżne ja podam Wam te które pamiętam
Mydełko dla mamy 4,35lv,
Mniejsze różowe mydełko 2lv,
Krem do twarzy 4lv,
Scrub do ciała 8lv,
Szampon do włosów niecałe 4lv,
Balsam do ust około 3lv.
Czyli te ceny musicie pomnożyć razy dwa z hakiem i macie polskie ceny. Czy to dużo czy mało, w niektórych przypadkach dużo, ale nie mogłam się oprzeć.
Jeśli uda mi się zdobyć małe pojemniczki to dorzucę odlewki do konkursu i wtedy ta z Was, która wygra będzie miała możliwość przetestowania ich razem ze mną :).

  Samo miasto zaczyna żyć w sumie dopiero wieczorem gdy robi się ciemno, znajdziemy tam wszystko sklepy z kapeluszami, pamiątkami, pluszakami, kino 6D, przebierające Was Panie i robiące Wam zdjęcia za 10lv, kobiety malujące niesamowite portrety, ceramikę itd. 





Do tego w Albenie znajdziecie mnóstwo mini golfów i boisk nawet nie liczyłam, bo jest ich tak dużo. 


Czym by była Albena bez polskiego akcentu? Otóż jest polski akcent i to nawet wysoki, największy w całej Albenie. Jest to Hotel Dobrudja zbudowany przez polską firmę BUDIMEX. Jednak przed samym hotelem nie znajdziemy polskiej flagi aż dziwne i przykre.


Na sklepowych pułkach znajdziemy napój TEDI, czyli naszego Kubusia i inne napoje, które mamy w Polsce jak Witaminka, Costa, Frugo itd.



Co przykuło moją uwagę w Albenie ? Otóż to, że kurort wydaje się być ultra nowoczesny i wypasiony w hotele, a gdy któregoś dnia zapuściliśmy się "odrobinę" dalej odkryliśmy opuszczone, zarośnięte bungalowy. Miejsce przerażające niczym Czarnobyl. Jeszcze po filmie "Rektor Strachu" moja wyobraźnia pracowała tak, że miałam wrażenie, że zaraz zaczną biec za mną jakieś dziwne stworki.






Jednak widok, który rozpościerał się z pobliskich schodów na Albenę zapierał dech w piersiach. 




Moja uwagę przykuło również to, że w każdym markecie, który w Polsce był by typowym osiedlowym sklepem sprzedają na potęgę lakiery Golden Rose i mają całe szafy Flormar.

Na co warto zwrócić uwagę? Na pewno na niesamowity talent osób, które tam po prostu pracują i zarabiają swoim talentem pieniądze. Czy to Panie od portretów czy to Pan, który maluje rysunki na koszulkach. To się nazywa talent!


Dla mnie osobiście wyjazd zaliczam do udanych, mnóstwo wrażeń i przygód, ponieważ musiałam dostać babską sprawę, później doszła jakaś wysypka i gorączka. Dlatego wciąż mi mało.
Z chęcią mogłabym tam zostać jeszcze jeden turnus. Ale powroty do rzeczywistości, że tak powiem już tak mają. Zawsze człowiekowi mało, ale chyba właśnie to w tym wszystkim jest najfajniejsze, że zostaje taki niedosyt.
Teraz pozostaje odliczać dni do następnych wakacji :).

Mam nadzieję, że relacja Wam się spodoba. Oczywiście recenzje kosmetyków różanych na pewno się tu pojawią! Póki co zaczęłam używać już krem do twarzy, a reszta czeka w kolejce ;).
Pozdrawiam!

Nowa seria Oeparol, czyli HYDROSENSE.

Hej dziewczyny :),

  Jeszcze jakiś czas temu przed wyjazdem napisała do mnie pani Małgosia, z którą już miałam możliwość współpracować z zapytaniem czy chciałabym przetestować nową linię Oeparol. Moja odpowiedź nie mogła być inna jak "TAK" :). Bardzo sobie chwalę ich kosmetyki, więc możliwość przetestowania nowej serii tym bardziej mnie ucieszyła.
  Ponieważ wyjeżdżałam, a nie mogłam sobie odebrać możliwości testowania kosmetyków Oeparol, więc pojechały ze mną do Bułgarii :). (Takim to dobrze zwiedzają zupełnie za darmo!) Do testów dostałam płyn micelarny do demakijażu i nawilżajaco - wyglądzający jedwab do ciała.



PŁYN MICELARNY DO DEMAKIJAŻU

    Zacznę od płynu micelarnego, który podbił moje serce. Swojego czasu płyny czy mleczka do demakijażu zrobiły mi niezłe kuku, bo nieważne czy właśnie sobie nimi zmywałam oczy czy nie to ciągle mi łzawiły. Pamiętam jak siedziałam na lekcji w liceum i nagle zaczynały mnie okropnie piec oczy i łzawić, wtedy pół klasy zastanawiało się dlaczego "płaczę". Dlatego trochę się boje eksperymentować z nowymi płynami czy mleczkami. Ale Oeparol mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Oczy mnie w ogóle nie pieką, za co niesamowicie cenie ten płyn. Do tego jest bardzo delikatny i dokładnie zmywa makijaż. Jest on po prostu stworzony do cery wrażliwej i dla tak wrażliwych oczu jak moje.


Działanie:  
"Formuła micelarna szybko i dokładnie usuwa makijaż twarzy i oczu. Idealnie oczyszcza skórę i zapobiega podrażnieniu i przesuszeniu naskórka. Po zastosowaniu skóra jest miękka, nawilżona i ukojona. Dzięki łagodnym substancjom oczyszczającym, preparat nie powoduje zaczerwienień i zapewnia skórze uczucie komfortu."

Sposób użycia:
"Nasączyć wacik płynem micelarnym i zmywać makijaż zaczynając od okolic oczu. Oczyszczać skórę kilkoma wacikami do momentu aż ostatni wacik będzie czysty. Nie wymaga spłukiwania."


Skład:
"AQUA, CAPRYL/CAPRAMIDOPROPYL BETAINE, PEG-8, PEG-6, CAPRYLIC/CAPRIC GLYCERIDES, PHENOXYETHANOL/ETHYLHEXYLGLYCERIN, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, BIOSACCHARIDE GUM-1, PROPYLENE GLYCOL, HYDROLYZED CAESALPINIA SPINOSA GUM, CAESALPINIA SPINOSA GUM, OENOTHERA PARADOXA OIL, PARFUM, SODIUM BENZOATE, DISODIUM EDTA , PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, SODIUM HYALURONATE."



Pojemność: 
200ml

Podsumowanie:
Naprawdę dobry płyn micelarny do wrażliwej skóry i oczu. Do tego bardzo wydajny ponieważ zużyłam dopiero mniej więcej 1/3, a używam go już miesiąc. Przyjemny, delikatny zapach. Dobrze oczyszcza, nie zostawia jakiejś klejącej warstwy (jak to czasem bywa). W przystępnej cenie ok. 13-15zł w aptece. Z czystym sumieniem mogę polecić komuś kto szuka czegoś dobrego do demakijażu. Posiada wygodną butelkę i szczelną, bo w podróży nie otworzył mi się i nie wylał. Co mnie bardzo cieszy :).

Moja ocena : 5/5

NAWILŻAJĄCO - WYGŁADZAJĄCY JEDWAB DO CIAŁA

Ogólnie w przypadku wszelkich "mazideł" do ciała żeby zobaczyć skuteczność potrzebna jest systematyczność. Wiem, że wiele z Was po kilku dniach się poddaje. Mnie też nieraz zdarza się zapomnieć lub jestem tak zmęczona, że odkładam balsamowanie się w czasie. Jednak tym razem się spięłam :).
A co zaobserwowałam i jak się sprawdził jedwab zaraz wszystko napiszę. 


Działanie: 
"Balsam intensywnie nawilża skórę dzięki zawartości kompleksu HialuRose TM, unikalnemu połączeniu kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka, bogatego w kwasy omega-6. Kwas hialuronowy w połączeniu z kwasami omega-6 odbudowuje barierę hydrolipidową skóry i zatrzymuje wodę w głębszych warstwach naskórka. Masło Shea regeneruje przesuszoną skórę, przywracając jej gładkość i elastyczność. Dodatkowo zawarte w balsamie proteiny z jedwabiu nadają skórze niezwykłą miękkość i aksamitność."


Sposób użycia:
"Stosować do codziennej pielęgnacji ciała, szczególnie po kąpieli. Wmasować balsam w skórę i pozostawić do wyschnięcia."

Skład:  
"AQUA, PARAFFINUM LIQUIDUM, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, CETEARETH - 20, CYCLOPENTASILOXANE, DIMETHICONOL, OENOTHERA PARADOXA OIL, DIMETHICONE, OLEA EUROPEA FRUIT OIL, BIOSACCHARIDE GUM-1, PROPYLENE GLYCOL, HYDROLYZED CAESALPINIA SPINOSA GUM, CAESALPINIA SPINOSA GUM, HYDROLYZED SILK, PHENOXYETHANOL/ETHYHEXYGLYCERIN, GLYCERYL STEARATE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, SODIUM ACRYLATES COPOLYMER, XANTHAN GUM, PARFUM, DISODIUM EDTA, SODIUM HYALURONATE, BHA."





Pojemność:

200ml

Podsumowanie:
Od mazideł do ciała zawsze oczekuję bardzo dużo, bo moja skóra jest sucha, miejscami nawet przesuszona. Dlatego chcę czegoś co naprawdę nawilży i sprawi, że moja skóra będzie gładka i przyjemna w dotyku. Ten jedwab należy do bardzo lekkich balsamów. Nie zostawia tłustej warstwy, bardzo ale to bardzo szybko się wchłania, przez co zużywam go więcej niż mogłabym normalnie. Ogólnie pod względem nawilżania jest średniakiem. Ale może na lato nie powinno się wymagać tych ciężkich balsamów. No nie wiem. Nie podbił na tyle mojego serca co płyn micelarny, a szkoda! Dla mało wymagających polecam!

Moja ocena 3,5/5

Możliwość otrzymania za darmo kosmetyków do testów nie wpłynęła na moją ocenę. Bardzo dziękuję za możliwość testowania kosmetyków pani Małgorzacie z Flywheel PR.

P.S. W następnej notce pojawi się relacja part 2 z Bułgarii i pokażę Wam różane kosmetyki, które przywiozłam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...