Zakupy cz.2.

Cześć dziewczyny ;)

    Dwa dni temu siedząc z koleżanką przy dobrym piwie i chipsach ustalając kierunek naszej podróży w sierpniu (jezioro czy morze) dostałam cynk, że na Coke Live Festival w tym roku może być Florence And The Machine i kierunek zmienił się na Kraków. Oczywiście dopóki nie będzie oficjalnej informacji biletów nie kupuję, ale gdy tylko się pojawi zamawiam! :)
    Oczywiście we wrześniu z moim Mężczyzną planujemy wylot do "ciepłych krajów", piszę tak bo nie wiem gdzie nasz samolot wyląduje, ponieważ będziemy polegać na Last Minute.
    Dla niektórych z Was wakacje się już zaczęły, a wraz z nimi wojaże. Ja niestety najpierw muszę sobie zarobić na te wakacje, dlatego 6 dni w tygodniu spędzam w pracy. Przez co nie za często i nie na długo widuję się ze swoim Ukochanym  :(. No i nie mam tyle czasu ile kiedyś by pisać notki.
    Swoje kosmetyczne zakupy ograniczam jak mogę, bo zapas przeróżnych kosmetyków się wręcz kurzy. Jednak przy dzisiejszych zakupach w Rossmannie wiedziałam, że muszę kupić tusz do rzęs, szampon i kilka drobiazgów. Dodatkowo poszukiwałam koturn, a jak to zawsze wyszło kupiłam zwykłe płaskie sandały na wyprzedaży w Boti za 39,90zł. Poza tym wiecie wypłata dziś w mych rączkach :).

Może zacznę od "rossmannowskich łupów" :). Tu w sumie nie zaskoczę nikogo z tym tuszem do rzęs, ale ogólnie był już ostatni, a byłam w swoim Rossmannie koło 16:00. Czekał jakby na mnie. Kolor to Black Brown, ale nie przypomina w ogóle brązowego, a czarny.


(Tusz do rzęs Max Factor cena 14,99zł)

Drugim numerem jeden były szampony. Standardowo Babydream'ek wpadł do koszyka, a do niego dołączyła tym razem Isana. Polubiłam bardzo odżywkę do włosów z olejkiem z babassu, więc zapragnęłam mieć szampon. Zobaczymy jak się spisze.

(Isana cena 5,49zł, BabyDream 3,99zł)

Ha! I w końcu zakupiłam szczotkę do włosów. Nie że wcześniej nie miałam, ale ta którą mam teraz wygląda jakby przeszła nasiad 100-kilogramowego faceta. Bo jest wklęsła :D. Posiadanie tanich szczotek tak się kończy. Dziś w Rossmannie wzięłam już droższą, ale nie najdroższą.

(Maseczka 2,99zł, maszynka do golenia 2,99zł i szczotka 12,99zł)

Jest mega wielka i fajnie się nią czesze włosy. Zobaczymy jak się spisze dalej. Do niej dołączyła maszynka do golenia i maseczka Noni Care oczyszczająca.


I na sam koniec buciki! :) Marudziłam o koturnach, w końcu wyszłam w płaskich sandałach. Kobieta zmienną jest. Ale stwierdziłam, że wole płaskie i tyle. Miałam dylemat pomiędzy dwoma. Nawet robiłam foto w sklepie i wysyłałam do chłopaka, żeby się wypowiedział.


Mama nie potrafiła jednoznacznie mi powiedzieć czy doradzić, które lepsze. A facet powiedział "te po lewej, bo te drugie to dziecinne". No i wyszło na to, że te po lewej.


Jestem ciekawa jak będzie z trwałością, ale póki co cieszę się ładnymi sandałkami na lato :).

A Wy na moim miejscu, które sandałki byście wybrały ?

WYPRZEDAŻOWY I ZAKUPOWY SZAŁ.

Witajcie dziewczyny :)

  Szał wyprzedaży pomału wkradał się od jakiegoś czasu do mojej głowy, aż w końcu dostał się do portfela. Wyprzedaże dopadły mnie! Fakt faktem nie robiłam wielkich zakupów, bo póki co wszystko mam jedyne co potrzebowałam to kilka fajnych bluzek, które by odświeżyły moją szafę. Oczywiście w moje ręce wpadło też kilka kosmetyków, o których na pewno tu wspomnę. Ale może najpierw zacznijmy od ubrań.
   Ja poluję na wyprzedaże w galerii, która jest najbliżej mnie i są w niej sklepy, w których się ubieram tzn. MAGNOLIA PARK we Wrocławiu. Co prawda te sklepy, które mnie najbardziej interesowały nie rozpoczęły jeszcze wyprzedaży (tzn. Bershka i Stradivarius) nad czym ubolewam, ale już się obkupiłam w innych sklepach i nie żałuję w sumie. Poluję też na fajne koturny, jednak wszystkie które mierzyłam nie były idealne, nie ze względu na wygląd, ale ze względu na to, że jak dobrze trzymały mi przód stopy to tył już gorzej albo na odwrót, a nie chcę butów z których ucieknie mi noga i się zabije. Odwiedziłam już CCC, Deichmanna, Boot Square i Boti i póki co nic. Me poszukiwania trwają dalej...

   Na pierwszy rzut poszedł H&M. Niestety ich przecenione ciuszki są już tak mega przebrane, że znaleźć coś to graniczy z cudem. Spodobała mi się jedna bluzka ale po przecenie mimo to kosztowała 40zł, więc wolałam coś innego i tak przy samej kasie rzuciła mi się w oczy miętowa bluzka u góry z koronką i na lewej piersi z kieszonką za niecałe 40zł. Nowa kolekcja, więc brak przecen. Ale uwielbiam wszystko co ma koronki, serio! Większość bluzek w mojej szafie i już nawet sukienek ma koronki.Więc wiedziałam, że muszę ją mieć.

 (ściągnięta ze sznurka dlatego taki pasek, wybaczcie :) )

   Na drugi rzut (mimo, że ten sklep jest dla mnie za różowy!) poszedł Tally Wejil. I tam znalazłam bluzkę mgiełkę, na którą chorowałam dłuższy czas z kwiatkami, więc bardzo radosna, letnia odsłona. Również z kieszonką na lewej piersi. Za niecałe 20zł! A pod nią zwykła bluzeczka na ramiączkach, biała, którą upolowałam za niecałe 13 zł! Do tego przy kasie skusiły mnie kolczyki za 15zł/7 par. Kolczyki to jest coś co uwielbiam, co prawda jestem przywiązana do jednych, ale lubię sobie odmienić.




   Na trzeci rzut poszedł Orsay, zawsze sobie chwalę tam obsługę, rzeczowa, miła i pomocna. Tam znalazłam bluzkę, które podobały mi się już od jakiegoś czasu, wiecie świecąca nitka i te sprawy. Ta bluzka właśnie taka jest, klasyczna czerń przełamana błyszczącą srebrną nitką. Do tego idealny krój! 
Kosztowała mnie całe 20zł :). Do tego dostałam kartę Orsay i już mam bon na 20zł ;O. POLECAM!


Jeśli chodzi o kosmetyki to tym razem nie szalałam! Nawet powiem szczerze oszczędzałam. Jedyne co wpadło do mojego koszyka to mgiełka Marion za ok. 7zł, puder Bell Multi Mineral Mat za chyba 19zł (ale miałam 25% rabatu, więc zapłaciłam mniej), cień do powiek My Secret nr 103 za 6zł i maskę do włosów BingoSpa za niecałe 8zł.
Z maski cieszę się najbardziej bo polowałam na nią dłuższy czas aż w końcu dostałam w tym Tesco bliżej mnie. Wczoraj miała u mnie swój pierwszy raz i mogę Wam powiedzieć, że zapach ma nieziemski! Przy dłuższym stosowaniu powiem Wam coś więcej. Jak i o każdym kosmetyku.


Jak widzicie skusiłam się na próbki z Annabelle Minerals za 8,50zł (koszt przesyłki). Póki co opinii nie wydam, bo przyszły dopiero dziś.




Poza tym w piątek moja przyjaciółka wróciła z Bułgarii ze swoim facetem i zobaczcie jaką niespodziankę mi zrobiła podsumowując "Ty się na tym znasz". Bułgaria słynie z wszelkich możliwych kosmetyków różanych. Ja dostałam balsam do ust w słoiczku i krem do rąk :). Bardzo, bardzo fajny gest i lubię takie kosmetyczne upominki, z których słynie jakiś kraj.


Przepraszam za jakość zdjęć, ale zrobiło się niesamowicie ciemno przez te chmury deszczowe ;/. A zapowiadali taki upalny czerwiec...

A jak Wasze łowy ? Dopadł Was szał wyprzedaży czy przechodzicie obok ?

Moja pielęgnacja tłustej cery.

Witajcie dziewczyny :),

      Piszę jak zwykle z pracy to już chyba nic dziwnego. Czasem myśli się tu lepiej niż w domu (szczególnie wtedy gdy nie ma ludzi). Jako, że kilka z Was natchnęło mnie na notkę na temat pielęgnacji mojej cery i mam na ten temat sporo do powiedzenia, stwierdziłam, że piszę.
      Nieraz tutaj pisałam, że moja cera była i jest cerą tłustą (nawet pokazywałam zdjęcia!). Moje problemy z cerą zaczęły się pod koniec podstawówki i tak już zostały. Początkowo zbagatelizowałam sprawę, bo mama mnie zapewniała, że mi przejdzie, ale nie przechodziło. Jako, że wtedy nie zarabiałam na siebie, a moi rodzice mieli jeszcze na utrzymaniu mojego brata nie kupowano mi drogich, aptecznych kosmetyków i nawet gdy miałam wydać 20zł na tonik to mamie się to nie podobało. W każdym bądź razie przez kilka dobrych lat stosowałam te różne serie kosmetyków dostępne w każdej drogerii dla nastolatek z problemami skórnymi. A najgorsze było to, że nawet nie zdawałam sobie sprawy jakie kuku sobie robię i co tak naprawdę robi alkohol na pierwszych miejscach w składzie kosmetyków. Z czasem jednak zmądrzałam, zaczęłam sięgać po zupełnie inne kosmetyki i preparaty. Nie mówię, że od razu znalazłam te idealne, bo tak nie było i do tej pory nie znalazłam ideałów, ale moja cera wygląda o wiele, wiele lepiej.

      Kiedyś na mojej twarzy kiedy zbliżała się miesiączka pojawiały się niesamowite ropne wulkany, które cholernie bolały i oszpecały - no powiedzmy sobie szczerze. A jak przyszło gdzieś wyjść to wstyd i wrażenie, że wszyscy patrzą na tego pryszcza. A my dziewczyny wiemy jak takie niespodzianki psują humor.
Dziś na mojej twarzy nie pojawiają się już takie wulkany, a krostki które wyskakują są o wiele mniejsze i jest ich o wiele mniej. Jakby tego było mało wyskakują bardzo rzadko i bardzo szybko się goją. Moje zaskórniki są jakby mniejsze i nie krzyczą tak z daleka, ale wiadomo ślady po nich są :(. Zrezygnowałam ze wszystkiego praktycznie co matuje, co ma alkohol, a postawiłam na nawilżenie. Bo to nie tak dziewczyny, że cera tłusta to non stop trzeba ją wysuszać. W ŻYCIU TAK NIE MYŚLCIE! Bo ja tak myślałam przez kilka dobrych lat i się dziwiłam dlaczego świecę się jeszcze bardziej i przypominam latarnię (jak to niektórzy szczerzy ludzie do bólu potrafili powiedzieć). Postawiłam na nawilżanie i nie żałuję. Oczywiście jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe, typowo do makijażu to sięgam po te do cery tłustej czy matujące tu się nic nie zmieniło. Jednak sięgam po te droższe albo sprawdzone.

(żel do mycia twarzy Be beauty, BIO-mydło jabłkowe)

Rano gdy tylko wstanę pierwsze co to myję buzię żelem z Be Beauty z drobinkami masującymi do cery normalnej i mieszanej (ta niebieska wersja), później przecieram twarz wacikiem nasączonym wodą różaną*, a na koniec nakładam krem pod oczy Oeparol i krem do twarzy nawilżający Algi+Aloes Be Beauty (pisałam o nim w poprzednim poście).

(woda różana)

Gdy wracam z pracy (też zależy od zmiany), ale najczęściej już nigdzie nie wychodzę, więc pozbywam się makijażu by skóra jak to się mówi odetchnęła. Do tej czynności znów sięgam po żel z drobinkami masującymi Be Beauty, później sięgam po mydło jabłkowe BIO, zmywam oczy aktualnie mleczkiem z Biedronki, ale wcześniej była to woda micelarna, przecieram twarz nasączonym wacikiem wodą różaną* (wcześniej hydrolatem oczarowym, ale się już skończył) i na koniec nakładam krem Be beauty.

(krem Be Beauty, krem pod oczy Oeparol)

Jeżeli na mojej twarzy pojawi się jakaś krostka to atakuję ją Benzacne 5% nakładając punktowo na noc - kiedyś nakładałam na całą twarz, ale bardzo wysusza (nieraz wpadała w moje ręce pasta cynkowa, ale swoją oddałam jakiś czas temu chłopakowi).

(maść Benzacne 5%, rybki Dermogal A+E)

Co 2-3 dni na noc stosuję Dermogal A+E, które ostatnio wygrałam w rozdaniu (więcej na pewno o nich napiszę). Co prawda zapachem nie przypomina łąki pełnej kwiatów, ale wiecie czego się nie robi dla urody. Dodatkowo przynajmniej raz, maksymalnie dwa w tygodniu wykonuję peeling (do tego celu używam Peelingu Soraya Morelowego), a po peelingu nakładam maseczkę Ziaji Pro. Chyba, że mam pod ręką jakieś maseczki w saszetkach to lubię sobie odmienić (chwalę sobie te z Dermiki).

(maska oczyszczająca ZiajaPro, Peeling Morelowy Antybakteryjny Soraya)

       W moich rękach miałam już przeróżne produkty różnych firm i w różnym przedziale cenowym. Swojego czasu bardzo przywiązałam się do La Roche Posay Effaclar żelu jak i kremu, ale zauważyłam że po kilku opakowaniach lubił mi wysuszać twarz tu i ówdzie, ale mimo wszystko go sobie chwalę. Miałam tez krem Pharmaceris, nie najgorszy, ale był dość ciężki, więc stosowałam go zimą. Bioderma żel do twarzy też był w moich rękach. No i nie będę tu się już rozwodzić nad tymi tańszymi. Ale naprawdę sporo tego było :).
Jak wiecie jakiś czas temu podjęłam kurację Bratkiem Plus, którą trochę w tym miesiącu zaniedbałam i tabletek nie biorę tak systematycznie jak w pierwszym miesiącu :(.

      Może macie jakiś pomysł co wprowadzić do mej pielęgnacji, a co zmienić? Wszelkich porad wysłucham! Zastanawiam się nad kremem Siarkowa Moc zachwalanym przez większość blogerek, co myślicie o nim ? Miałyście styczność?

*woda różana - używana przeze mnie jako tonik. Znana ze swoich właściwości odmładzających, regenerujących, nawilżających, łagodzących i zamyka pory. Dodatkowym atutem myślę, że jest zapach, który spodoba się wszystkim wielbicielkom kwiatów, a szczególnie róż.

Pozdrawiam :*

A może tak tani krem do twarzy z Biedronki ?

Cześć dziewczyny :),

Od dłuższego czasu większość z nas zaczęła doceniać kosmetyki z Biedronki i większość z nas odkryła jakie firmy za nimi stoją. W moim posiadaniu nadal jest żel z drobinkami masującymi, ale przez moje ręce przeoczyły się balsamy do ciała, szampony, pasty do zębów itd.
Już dłuższy czas temu moja mama skusiła się na dwa kremy do twarzy z Biedronki dostosowane do jej wieku. Bardzo sobie je chwaliła i kupiła znów kolejne dwa. Więc stwierdziłam dlaczego nie wypróbować?! I tak do mojego koszyka trafił jakiś czas temu krem nawilżający ALGI+ALOES za cenę ok. 10zł/50ml. Do wyboru są dwa warianty bowiem na dzień i na noc. Ja wybrałam ten na dzień, dlatego też krem posiada SPF 10.
Od dłuższego już czasu nie sięgam po kremy matujące, bo robiły niezłe kuku mojej twarzy, a żeby tego było mało z moją twarzą działo się coś dziwnego okropnie się świeciła i przy tym czułam niesamowity efekt ściągnięcia i moja skóra dosłownie zrzucała warstwę jak jakiś wąż. To było okropne naprawdę!

(błąd w tekście na zdjęciu wybaczcie to zmęczenie)

Ogólnie dziewczyny już jakiś czas temu zmieniłam pielęgnację. Skończyłam z żelami, kremami i nie wiem czym jeszcze do cery tłustej (pomijam hydrolat oczarowy). Zaczęłam stawiać na nawilżanie. Dzięki temu zauważyłam, że moja cera nie buntuje się tak jak kiedyś. Rzadziej na niej wyskakują takie potężne wulkany, które starałam się zasłaniać i ukrywać. Do tego nie mam już suchych skórek na nosie i zaskórniki są jakby mniejsze. Fakt faktem buzia przetłuszcza się, ale nie tak bardzo jak kiedyś.


Krem kupujemy zapakowany w ładny kartonik i zafoliowany, więc mamy pewność, że nikt wcześniej nie wkładał tam swoich brudnych paluchów (wiecie jak to w sklepach bywa). Do tego samo opakowanie jest bardzo solidne, nawet bym powiedziała ciężkie, ale srebrne wieczko dodaje mu uroku i ekstrawagancji.


Jeśli chodzi o sam krem to bardzo szybko się wchłania, jest dość lekki przez co nie czujemy na swojej buzi takiego okropnego uczucia ciężkości i tego, że na tej twarzy coś jest. Makijaż na nim rozprowadza się naprawdę fajnie, tylko lepiej jest poczekać do 5 minut aż krem się wchłonie.
Krem nie ma żadnego określonego przystosowania wiekowego także bez obaw mogą po niego sięgać i nastolatki i kobiety w wieku mojej mamy.

A co z efektem nawilżania ?
Otóż jest! I powiem szczerze, że jest bardzo dobry skoro pozbyłam się suchych skórek. Do tego buzia jest miękka i gdy jej dotykam nie czuję różnych wypustek w postaci krostek.


Pewnie większość z Was już zna stronkę, dzięki której możemy sprawdzić kto jest producentem danego produktu. W tym wypadku odkryłam, że za produkcją stoi DAX Cosmetics. Chyba wszystkim bardzo dobrze znana firma, która ma pod swoimi skrzydłami m.in. Perfectę. I wydaję mi się, że to jest właśnie krem Perfecta, bo tak porównywałam i na to wychodzi :). Nie chce być inaczej! Nie wiem w jakiej cenie dostaniemy go np. w Rossmannie, ale postaram się dla Was sprawdzić.
Jak dla mnie krem godzien polecenia! Nie zauważyłam w nim nic na "nie", a używam go od 3 tygodni.
Podsumowując:
Krem nie zapycha porów, nie sprawił by wyskoczyły mi jakieś krostki. Bardzo dobrze nawilża, poradził sobie z suchymi skórkami. Dostępny w każdej Biedronce za ok. 10zł. Lekki, przyjemny, szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż. Do tego zawartość alg i aloesu :).
Polecam z czystym sumieniem dziewczyny! :)

Na dniach pokażę Wam całą moją pielęgnację twarzy!
Pozdrawiam!

Prosta fryzura na wyjścia.

Cześć dziewczyny ;*,

Myślę, że sobotni wieczór i niedzielny poranek jakby nie patrzeć były smutne dla tych, którzy kibicowali do końca naszym i wierzyli w sukces. Ja też przedwczoraj przeżywałam szczerze powiedziawszy bardzo i denerwowałam się jak na maturze rok temu. Każdy wierzył i  byliśmy praktycznie pewni, że wygramy. Stało się jak się stało, może tym większy ból, że Polska jest współorganizatorem Euro.
Teraz wyciągane są wszelkie brudy, zarzuty dotyczące poszczególnych osób (m.in. Pana Lato).
No, ale to nie blog o piłce ;). Więc myślę, że na tym temat pora zakończyć.



Dziś chciałabym Wam pokazać fryzurkę, w której byłam ostatnio na chrzcinach, a została wyczarowana prostownicą. Ta na chrzcinach była wyczarowana co prawda inną, bo Philips HP8290/00. Pewnie ten numerek Wam nic nie mówi, ale jakby któraś z Was była bardzo zainteresowana to podaję. Niestety nie mam jeszcze zdjęć ze chrzcin, więc nie mam jak pokazać też jak byłam ubrana :(.

Dzisiejszą fryzurę wykonam o ponad połowę tańszą prostownicą Remington S6500. Ale nie gorszą! :)
Dla tych z Was, które nie czytały notki właśnie o niej odsyłam TUTAJ. (Z góry przepraszam za jakość zdjęć).


Jako ochrony włosów użyłam jedwabiu STAPIZ i mgiełki chroniącej przed wysoką temperaturą Marion. Mgiełkę kupiłam dopiero wczoraj za około 7zł/pojemność 130ml. Także więcej o niej napiszę na pewno za jakiś czas. I na dniach pokażę Wam co jeszcze wpadło do mojego koszyka :).

bluzka H&M 39,90zł


Na chrzcinach loki dodatkowo spryskałam lakierem. Dziś mi to naprawdę niepotrzebne, nie wychodzę na żadną imprezę ani nie chcę zrobić sztucznego efektu. Jedyne co potraktowałam lakierem to grzywkę.
Przepraszam Was, że zdjęcia są robione moją ręką przez co wyglądają jak wyglądają. Ale nie ma nikogo w domu, kto mógłby mi je zrobić :(.
Grzywkę spięłam jeszcze na bok, bo przy dzisiejszym upale za bardzo by mi przeszkadzała ;/.


Zrobienie fryzury dzisiaj zajęło mi ok. 30 minut, przed chrzcinami męczyłam się trochę dłużej bo przyjęłam zupełnie inną technikę kręcenia i chciałam by efekt był idealny, więc stałam przed lustrem z 1,5godziny. Kręcenie włosów prostownicą początkowo sprawiało mi wiele trudności i musiałam zasięgnąć fachowych filmików na youtubie. Dziś jednak jest to dla mnie najprostsza rzecz jaką przyszło mi robić! Sama przyjemność, serio dziewczyny!
Ja nie kręcę włosów codziennie, robię to bardzo rzadko. Kupiłam tę prostownicę na specjalne okazje i głównie do kręcenia, bo włosów nie prostuję.


Zdjęcia były robione na specjalne życzenie Asi :). Pozdrawiam Cię z tego miejsca bardzo, bardzo serdecznie! :* Ta osóbka to jedna z tych przemiłych blogerek, które darzę niesamowitą sympatią!

A teraz pora do pracy... :(
Życzę Wam by chociaż Wasz dzień wyglądał zupełnie inaczej, wiecie woda, opalanie i te sprawy :). 

Szampony - Green Pharmacy i Barwa Naturalna.

Cześć dziewczyny ;),

Przez to EURO mam tyle przygód i nowych znajomości z Czechami, że głowa mała. W sumie to zasługa tego, że mieszkam niedaleko stadionu, a wracając z pracy mój tramwaj prowadzi właśnie na stadion. Dziś poznałam w tramwaju dwóch przesympatycznych Czechów, którzy wchodząc do tramwaju powiedzieli "dzień dobry" i zaczęli oczywiście z kim rozmowę? Ze mną! Początkowo niezbyt ich rozumiałam, ale że znam trochę ruski i znam dobrze angielski w końcu się dogadaliśmy. Temat nr 1 to oczywiście wynik meczu. Temat nr 2 to bariery językowe. Numer 3 to co się po prostu nasunęło do głowy. Czesi żałowali, że nie jadę na mecz na stadion, no ale niestety :D. 

Dziś trochę o pielęgnacji włosów bowiem o szamponach. O jednym już pisałam mianowicie o Babydream, ale czasem lubię sobie coś odmienić. Oczywiście Babydream dalej stoi na honorowym miejscu w mojej łazience!

Green Pharmacy - wspominałam o nim przy temacie jakiś zakupów. Mój wybór padł na Rumianek Lekarski (jest dostępny w różnych wersjach), czyli do włosów osłabionych i zniszczonych. Za cenę około 7-8zł dostajemy 350ml gęstego, galaretowatego szamponu o przyjemnym zapachu.


Oczywiście jak to w przypadku wszystkich szamponów i w ogóle produktów na tylnej etykiecie poczytamy obietnice, czasami nie z tej ziemi.


Ja jakoś nic z tych obietnic nie zauważyłam u siebie, dodatkowo szampon strasznie plątał moje włosy (chyba nawet bardziej niż Babydream). Po dłuższym stosowaniu nawet miałam wrażenie, że z włosów zrobiło mi się siano. Oczywiście jest to szampon z SLS, których staram się unikać, ale nie zawsze wychodzi.
Skład widać na zdjęciu wyżej.
Dodatkowo moje włosy po tym szamponie były obciążone i szybko się przetłuszczały. Wydobycie szamponu też nie należy do najprzyjemniejszych z powodu jego konsystencji, ponieważ nieraz mi się cofał do butelki.
Dostępny jest na pewno w Rossmannie jak z innymi sklepami/drogeriami nie pytajcie mnie, bo specjalnie się za nim nie rozglądałam. W każdym bądź razie nie kupię go więcej.

Podsumowanie:
- obciąża, włosy szybciej się przetłuszczają
- cena jak dla mnie za wysoka na taką jakość
- konsystencja
- skład
- kiepsko się pieni
+ za przyjemny zapach



Szampon jajeczny Barwa Naturalna - czysty przypadek, czysta ciekawość. Tak właśnie się znalazł w moim koszyku przy zakupach w Rossmannie. O Barwie Naturalnej jest dość głośno ostatnimi czasy na blogach, więc się skusiłam. A co mi tam w końcu. Za szampon zapłaciłam coś koło 7zł.
Pojemność mamy trochę mniejszą niż w przypadku Green Pharmacy bo 300ml. Produkt jest polski co mi się jeszcze bardziej podoba!


Szampon swoją barwą przypomina żółtko jajka, konsystencją może trochę mniej. Ale to może odstraszyć. Bałam się szczerze powiedziawszy zapachu, ale jest naprawdę przyjemny i świeży. Do tego jest wydajny, ponieważ wystarczy naprawdę odrobina by umyć całe włosy. Dobrze się pieni!

Od producenta:

Wybrałam go ponieważ moje włosy nigdy nie należy do jakiś idealnie gładkich i zdrowych i do tej pory nie są jeszcze tak idealne jakbym chciała. Jest to szampon regenerujący z kompleksem witamin, tak przynajmniej pisze producent i to na pewno kusi.
Niestety w składzie odnajdziemy SLS co większości z Was się zapewne nie spodoba!


Jednak na mnie szampon spisał się bym powiedziała nieźle! Naprawdę włosy są puszyste, miękkie do tego dłużej świeże! WOW! Na dłuższą metę nie będę go stosować codziennie ze względu na skład, ale naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył i zachwycił! Na pewno będę go używać na zmianę z Babydream!

Podsumowując:
+ włosy są dłużej świeże
+ miękkie, lśniące i puszyste
+ cena
+ polski produkt (bo wole te polskie)
- mała pojemność, mimo wszystko :( wolałabym go zdecydowanie więcej!

P.S. Jutro pokażę Wam fryzurkę, którą wyczaruję nową prostownicą :).
Pozdrawiam!
I pamiętajcie dzisiaj wygrywa POLSKA! :)


Nowy zakup w postaci Remington S6500.

Hej dziewczyny :),

WRRR! NIE WIEM CO SIĘ DZIEJĘ, MOŻE WY MI POMOŻECIE, ALE NIE MOGĘ ŚLEDZIĆ LISTY BLOGÓW SWOJEJ BO CO CHWILA WYSKAKUJE MI TAKI KOMUNIKAT
"Niestety, nie mogliśmy zrealizować Twojego żądania. Zgłaszając ten błąd do pomocy technicznej Bloggera lub w grupie pomocy Bloggera: Opisz czynność wykonywaną w chwili wystąpienia tego błędu.
Podaj następujący kod błędu. bX-7ubjdv
Te informacje pomogą nam prześledzić Twój problem i znaleźć jego rozwiązanie. Przepraszamy za niedogodności."
Wiecie może co robić? Miałyście tak bądź macie ?
Bo kurcze przez ten "błąd" nie mogę za bardzo odwiedzać Waszych blogów ;/

Ostatnio piszę rzadziej posty, dlatego że po prostu nie mam czasu :(. Większość dnia spędzam w pracy (tak jak teraz zresztą), a później jedyne co mi się chce to spać...Jestem na siebie taka zła, że ta praca mnie dosłownie pozbawia energii na cokolwiek.
Do tego mamy gorący szał EURO, pełno kibiców i obcokrajowców krążących po Wrocławiu. Jakby tego było mało mieszkam niedaleko stadionu, więc nieraz mam trudności z powrotem do domu, bo kibice zajmują całe tramwaje i autobusy. Ale nie ma co narzekać. Wczorajszy remis Polaków udzielił się chyba wszystkim ludziom na moim osiedlu, bo trąbki, piszczałki i krzyki postawiły mnie na nogi, ponieważ w drugiej połowie już smacznie spałam (dowód na to co robi ze mną praca).
Ale dziś jak mówi tytuł o moim nowym zakupie mianowicie Remington S6500.
Cóż to takiego?
Otóż jest to prostownica, która posiada funkcję kręcenia włosów.
Ja osobiście prostownicy przestałam używać już kilka lat temu, pamiętam że moja pierwsza prostownica była za chyba 20zł (taka wiecie nic wartego uwagi). Do tej pory spoczywa gdzieś w piwnicy.
I w sumie tę prostownicę Remingtona wybrałam ze względu na możliwość kręcenia. Bo od jakiegoś czasu wole siebie w lekko kręconych włosach. Nie kręcę ich oczywiście codziennie, aż tak nie uśmiercam swoich włosów.


Gdy w czwartek szłam na chrzciny bardzo chciałam zakręcić sobie włosy i pożyczyłam prostownicę z możliwością kręcenia od koleżanki/sąsiadki. Jej prostownica to Philips już nie pamiętam dokładnie jaka, ale jej koszt to 200-300zł. A takiej drogiej nie chciałam. Ponieważ ja z tej prostownicy chce korzystać sporadycznie. I wtedy wpadła w moje ręce gazetka Neonet z promocją co prawda niewielką prostownicy Remington S6500. Zakup był bardzo spontaniczny, ponieważ decyzję podjęłam w 10minut.
Koszt prostownicy to 119zł, cena regularna (tak przynajmniej było napisane w gazetce 129zł).Już od dłuższego czasu kręciłam się wokół lokówek czy prostownic z taką możliwością, ponieważ zbliża się ślub mojego brata, który będzie w mieście oddalonym ode mnie o chyba 200km i nie znam się tam na salonach fryzjerskich. Więc zdecydowałam się na taki zakup, który pozwoli mi wyczarować jakąś fajną fryzurę.


Jeśli chodzi o samą prostownicę po otwarciu kartoniku oczom ukazała się zgrabna, lekka, z zaokrąglonymi krawędziami "maszyna" ;). Do tego instrukcja obsługi, płyta DVD (na której znajdziemy porady i sposoby na kręcenie włosów), etui odporne na wysokie temperatury, które przyda się w podróży. Chyba o niczym nie zapomniałam.
Prostownicy zdążyłam użyć już ze dwa razy oczywiście do kręcenia włosów. Co zauważam to na pewno to, że bardzo szybko się nagrzewa, bo w 15 sekund jest gotowa do użytku. Regulacja temperatury zaczyna się na 150stopniach, a kończy na 235.
Bardziej szczegółowy opis jeśli chodzi o dane techniczne znajdziecie TUTAJ


Jako, że nie mam zbytnio czasu by pokręcić całe włosy i nie chcę ich męczyć, pokażę Wam na trzech pasmach jak wyglądają loczki.


Kształt loka zależy też od tego jak ułożycie prostownicę i w jaki sposób ją prowadzicie po włosach :). Ja swoje tworzę w taki sposób by nie były za bardzo skręcone, ponieważ wolę naturalniejszy efekt.
Jeśli pokręcę całe włosy to oczywiście pokażę Wam efekt!

A Wy używacie lokówek czy prostownic? Czy macie jakąś ulubioną ?
Pozdrawiam!

Baza pod cienie firmy Hean.

Cześć Wam Moje Drogie :),

Gdy pokazałam Wam bazę pod cienie firmy Hean przy jakiś zakupach większość z Was nigdy o niej nie słyszała (przynajmniej takie głosy były w komentarzach). Dziś wzięłam się za siebie i postanowiłam napisać recenzję tego kosmetyku. Mam nadzieję, że się przyda :).

Od producenta:
"Utrwalająca i wygładzająca baza pod cienie prasowane i sypkie. Wzmacnia intensywność koloru, utrwala cienie i ułatwia ich aplikację. Nie pozostawia tłustego filmu."


Konsystencja i pojemność:
Bardzo przyjemna, przypomina trochę błyszczyk w słoiczku, ale nie jest tłusta. Jest dość zbita, ale ciepło naszego paluszka sprawia, że nakładanie nie robi nam większej trudności.
Minus dla osób o długich paznokciach, bo wchodzi pod paznokcie :(. Ale to norma!
Pojemność to aż 14g.


Zapach:
Mnie osobiście przypomina zapach jakiegoś kremiku dla dzieci, ale to moje odczucie. W każdym bądź razie jest bardzo delikatny i nie drażniący.

Cena i dostępność:
I tu zaczynają się przysłowiowe schody. Ponieważ firma Hean nie jest aż tak dostępną firmą. Ja musiałam się też trochę nachodzić, a i tak znalazłam przypadkiem będąc w Strzelinie w małej drogerii za cenę 12,60 (dla mnie osobiście cena jest niska jak na bazę).
Wykaz dostępności kosmetyków Hean znajdziemy TUTAJ. Wiadomo ceny są różne.
Ja wiem, że Drogerie Vica mają całą szafkę tej firmy :).


Działanie:
I odpowiedź najważniejsza na pytanie "czy warto zakupić?". Moim zdaniem warto, między innymi przez cenę na tle wszystkich baz jakie znam jest najtańsza. Ale nie tylko ze względu na cenę, bo słowa producenta nie są wyssane z palca. Baza wzmacnia intensywność cieni, przedłuża ich pobyt na naszych powiekach (bez naruszenia spokojnie wytrzymuje cały dzień), wygładza i nie pozostawia tego ohydnego tłustego filmu, którego nienawidzę! Dodatkowo ułatwia naprawdę aplikację, nigdy tak przyjemnie nie rozprowadzało mi się cieni i nigdy nie lubiłam tego robić.
Baza jest bardzo wydajna, może nie używam jej codziennie, bo nieraz nie mam ochoty/czasu na pełny makijaż oka, ale po tym ile razy już jej użyłam widzę, że będzie mi starczyła na długo. Nie trzeba naprawdę zużywać pół palca bazy by cień się trzymał. 
Wygodne opakowanie, bardzo mocne, które nie ma szans by nam się rozleciało (mówię o takim normalnym użytkowaniu, bo wolałabym jej nie zrzucać z 6 piętra mojego bloku) ;). 
Co prawda nie wypróbowywałam jak radzi sobie z cieniami sypkimi, bo takich nie używam, więc się nie wypowiem na ten temat.


Potwierdzenie intensywności na cieniu perłowym Miyo numerek 18 o ile się nie mylę. 


Potwierdzenie intensywności na cieniu matowym Bell (podwójny matowy cień do powiek nr 501).

Chyba teraz mi wierzycie? :)

MOJA OCENA 6/6!*

*Jest to moja pierwsza baza, więc nie miałam do czynienia z innymi kosmetykami tego typu.

Rilanja - kremowa oliwka pod prysznic.

Cześć dziewczyny :),

     Wczorajsze 11 godzin w pracy zrobiło swoje. Czuje się ledwo żywa, do tego jak zwykle mój domofon padł ofiarą ulotkarzy o godzinie 8 rano! WRRR... Jakby tego było mało obudziłam się z wychodzącym wulkanem na nosie i opryszczką! No po prostu chyba już nic mnie dziś nie zaskoczy ;/.
Błagam dziewczyny jeśli znacie jakiś sposób który sprawi, że ta opryszczka zniknie w 24h dajcie znać. Póki co walczę z nią Hascovir'em. A czemu tak się przejmuję? Bo w czwartek są chrzciny siostrzenicy mojego faceta i jak tu się pokazać tak jego całej rodzinie ;(. Normalnie aż nie wiem czy iść.
   Jak mogłam zapomnieć! ;/ YH! Dziękuję Wam moje kochane blogowe koleżanki i przyjaciółki za miłe życzenia urodzinowe. Mam nadzieję, że wszystkie się spełnią! :)

   Ale zmieńmy temat na coś przyjemniejszego, a dla mnie bardzo bo umilało mi prysznic od kilku tygodni. Mowa o kremowej oliwce pod prysznic dostępnej w sieci drogerii Schlecker. Jeśli chodzi o te drogerie to czytałam ostatnio, że ma je wykupić właściciel jakże znanej Natury. Ile w tym prawdy - nie wiem. W każdym bądź razie drogeria pozytywnie mnie zaskoczyła. Byłam w niej dwa razy, za drugim trochę wybrakowane półki :(. Ale odkryłam Rilanja i Basic (niestety również wybrakowane ;( wiec nic nie kupiłam).


Produkt należy do zdenkowanych i nie ma nawet kropli by pokazać Wam konsystencję. Spodobał się on również mojej mamie, więc zniknął o wiele szybciej niż myślałam :(.
Moja wersja jest z olejkiem arganowym, a do wyboru było tych wersji multum. Nie pamiętam już jaka cena albo niecałe 4zł albo 5zł. Pamiętam, że przyciągnął mnie zapachem, bo przypominał mi olejek do opalania, a ja zapach olejków do opalania jakoś wyjątkowo lubię. Kojarzy mi się z morzem, plażą i wakacjami.


Czy stał się "luksusowym zabiegiem pielęgnującym" ? Raczej nie, bez przesady ;). Ale spisał się rewelacyjnie, bo nie wysuszał mojej skóry, która jest czasem tak sucha, że aż swędzi. Do tego zapach, konsystencja (dość gęsta) i dobrze zmywał. Czego chcieć więcej od żelu/kremowej oliwki?
Ja od tego typu specyfików nie wymagam za wiele, nie wiem czy to dobrze czy źle.
Żałuję, że nie zaopatrzyłam się w więcej, bo tej sieci drogerii u mnie nie ma, a trafiłam na nią na przypadkowym wyjeździe. Jeżeli nadarzy się okazja to na pewno zakupię kolejną oliwkę pod prysznic.

Dla zainteresowanych skład:

Szkoda, że nie robią większych wersji pojemnościowych, bo te 300 ml na dwie osoby znika w mig. 

Plusy:
+ zapach
+ cena
+ nawilża
+ dobrze zmywa
Minusy:
- dostępność ;(

Powiem Wam szczerze, że kiedyś bałam się produktów wypuszczanych typowo pod drogerię (Isana, Alterra, Rilanja itd.), ale od dłuższego czasu przekonałam się do nich i nie żałuję! Często dzięki temu zaoszczędzamy pieniążki, a mamy wcale nie gorszy jakościowo kosmetyk.

Właśnie dostałam paczkę z nową współpracą, ale o tym opowiem Wam w następnej notce :).

Pozdrawiam :)

TAG "Lubię to" :)

Witajcie dziewczyny :),

Chciałam Was przeprosić za to, że ostatnio nie mam czasu na to by stworzyć porządną notkę :(. Obiecuje wziąć się za siebie i tworzyć w pracy.
Dziś Dzień Dziecka, więc składam Wam i sobie życzenia wszystkiego co najlepsze :). Ja Dzień Dziecka rzadko kiedy obchodzę, ponieważ jutro mam urodziny, więc prezenty dostawałam tylko na urodziny. 

Otagowała mnie Nadine i chyba jeszcze któraś z Was, ale nie mogę odnaleźć która :(.





ZASADY:

1. Banerem jest wklejone zdjęcie.
2. Napisz kto Cię otagował.
3. Wypisz wszystkie drobne rzeczy, które przychodzą Ci do głowy, które lubisz, które czynią Cię szczęśliwą, te wszystkie drobnostki, dla których warto żyć. Szczególnie te najdrobniejsze i te, które wydają się zbyt banalne, by je wymienić, ale które poprawiają Ci humor.
4. Otaguj kilka osób.


Od razu mówię, że taguję te dziewczyny które mają na tę zabawę ochotę i czas :). 

Co lubię ? Hmm
- dobre, tanie kosmetyki - a jak :D
- czytać Wasze blogi
- rozmowy z ludźmi
- muzykę (Florence & The Machine, Paloma Faith, Adele, Beyonce itd.)
- żelki, te kwaśne najlepiej! 
- oglądać tańczących ludzi i tańczyć
- spać z moim czarnym, grubym kotem który chrapie
- wypady za miasto, w miejsca w których jeszcze nie byłam
- zakupy! 
- dobrą kawę <3
- książki Cobena, które czytam jednym tchem
- oglądać You Can Dance, Magdę Gessler :D
- dobra zapachowa świeczka (Biedronkowe polecam!)
- lubię leżeć na moim łóżku (tu rodzą się najlepsze pomysły)
- kupić nowy kosmetyk i wiedzieć, że był strzałem w 10!
- smakowe herbatki
- biżuterię, błyskotki i te sprawy

To chyba wszystko :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...