Pomadka ochronna Oeparol Balance.

Witajcie Moje Drogie :),

   Już dłuższy czas temu miałam możliwość przetestowania kosmetyków Oeparol Balance grupy Adamed, które podbiły moje serce i zapragnęłam więcej. Padło na pomadkę ochronną!
Co prawda posiadam sławny Tisane w słoiczku jednak ta wersja do torebki średnio się nadaje przez względy higieniczne. Tisane jest moim ukochanym balsamem i zdania nie zmienię, ale byłam ciekawa pomadki Oeparol.


Jesteście ciekawe jak się sprawdziła/sprawdza nadal?  

   Początkowo miałam wrażenie, że na ustach jej nie ma, więc smarowałam dalej i dalej, ale wciąż to samo. A ja lubię czuć, że usta są nawilżone i coś na nich jednak jest! Z czasem się to zmieniło, może przez to że się trochę roztopiła na słońcu, nie mam pojęcia. Dzięki temu rewelacyjnie natłuszcza.
Jak w przypadku serii Oeparol Balance pomadka zawiera olej z nasion wiesiołka "tłoczony na zimno".
W tych kosmetykach pokochałam to, że mnie nie uczulały, świetnie się sprawdzały i niesamowicie dobrze nawilżały. Ta pomadka mnie pod względem nawilżenia nie urzekła i nieszczególnie daje sobie z tym radę. Po kilku minutach mam wrażenie, że już jej nie ma na ustach. Trochę się zawiodłam, bo głównie po to się też kupuje pomadki ochronne. Oczywiście nie mówię, że jest aż tak źle, bo do tych najgorszych pomadek na pewno nie należy, ale nie mogę jej postawić koło Tisane, który sprawdza się u mnie rewelacyjnie.
Pod względem zapachu to jest bardzo przyjemny, do końca nie umiem go określić, ale mi przypadł do gustu. Opakowanie jest dobrze zabezpieczone, więc w przypadku noszenia w torebce pomadka nie wyskoczy nam na wierzch i nie nazbiera wszystkich śmieci z torebki na siebie.
Pomadkę zakupiła mi mama przy okazji bycia w aptece za ok. 4-5zł.
Na pewno zużyje ją do końca, ale pewnie zakupię Tisane w sztyfcie.

Jeśli ktoś szuka szczególnie nawilżenia w pomadkach jak ja to nie polecam zakupu. Ale jeśli ktoś chce po prostu pomadkę, która jest i daje jakieś tam znikome efekty to polecam.
Może pomadka sprawdzi się na osobach, których usta nie wołają o pomoc i są nawilżone 24h. U mnie niestety moje usta lubią płatać figle.
Czy żałuję zakupu? Nie, raczej nie. Za taką cenę nigdy nie wymagam Bóg wie czego. Ale wiadomo, że miałam jakieś tam wymagania i oczekiwania, bo znałam tę firmę i ich kosmetyki.
Moja ocena 3/6.

Paczki, paczuszki :)

Hej dziewczyny ;)

Jutro albo w środę czeka mnie kolejne szkolenie zanim zasiądę w okienku :). Może nie jest to praca marzeń, ale sprawdzona i lekka.
W ostatnim czasie kilkakrotnie odwiedzał mnie listonosz. Jakiś czas temu na blogu którejś z Was przeczytałam, że listonosz umie niesamowicie uszczęśliwić. A ja się z tym w 100% zgadzam!
Co było w paczuszkach? Już mówię, a raczej pokazuję i piszę :).

Otóż ku memu zdziwieniu, bo nie wygrywałam nigdy w rozdaniach na blogach to się zmieniło. Wygrałam rozdanie u Ani. Zawartość paczuszki bardzo mnie ucieszyła! Same zobaczcie :).




Jak widzicie zawartość rewelacyjna! Maseczkę z Yves Rocher co prawda podebrała mi mama, ale że było święto mam oddałam ją z lekkim bólem serca. Rybki Dermogal już używam, więc jak tylko mi podpasują kupię pełnowartościowy produkt w aptece.
Ania zaskoczyła mnie tym bardziej, że dorzuciła do paczuszki kilka rzeczy, o których w ogóle nie było mowy! :) Dziękuję Ci Kochana!

Druga paczuszka to wymianka z http://buka123.blogspot.com/ :). Miałam na zbyciu podkład z Maybelline, który się spodobał, a że ja ostatnio choruję na lakiery to wymieniłam się na lakiery i róż do policzków.


Mam nadzieję, że buka123 będzie zadowolona z podkładu :). Pozdrawiam ją z tego miejsca serdecznie! I polecam wymianki z nią.

Trzecia paczuszka przyszła dziś :). A jest to Neoviderm - emulsja do skóry wskazana w przypadkach poparzeń słonecznych, oparzeń 1stopnia i ochrony przed i po naświetlaniu.
Emulsja to efekt współpracy z Agencją PR Werner i Wspólnicy.


Recenzja każdego z kosmetyków/preparatów na pewno się pojawi. Żałuję, że emulsja nie wpadła w moje ręce kiedy tydzień temu moja twarz piekła jak oszalała i przypominałam rodowitą Indiankę ;).
Ale za pewne nadarzy się jeszcze okazja by Neoviderm mnie uratował!

Jestem bardzo, bardzo zadowolona z każdej paczuszki i za każdą serdecznie dziękuję! :)

Pozdrawiam :*

Lakierowo - Miyo Cocktail No 18.

Cześć dziewczyny :),

Czas leci jak oszalały, jeszcze niedawno szykowałam swoje osiemnaste urodziny, a już za tydzień będę świętować dwudziestkę. To brzmi tak nieprzyzwoicie poważnie, martwi mnie to ;). W każdym bądź razie muszę iść w tygodniu i zamówić jakiegoś dobrego torta co by rodzina się nie potruła.
Od swojego mężczyzny dostałam już prezent - pośpieszył się. Nie ma co narzekać, bo prezent jest dla mnie tak mega udany i taki przydatny, że skaczę do nieba.
Moja mama też już mnie po części obdarowała, ale to Wam pokażę za tydzień wszystko.
Od czerwca zaczynamy z moim P. pracę, więc będzie mniej czasu na blogowanie :(, ale wiecie jak się chce mieć porządne wakacje to trzeba na nie zapracować. Także szkolimy się! 

Dziś chciałabym Wam pokazać lakier, który był częścią prezentu od mojego mężczyzny. Firma Miyo, głośna sprawa myślę, że nikomu nie trzeba przedstawiać. Długo polowałam na tę firmę, ale czasem los nas potrafi rzucić w takie miejsce gdzie jest wysyp kosmetyków Miyo. Ja bardzo chciałam m.in. lakier tej firmy i takowy dostałam. Półka z nimi niestety była wybrakowana, widać lakiery sprzedają się świetnie i ja się temu nie dziwię.


Ostatnio bardzo polubiłam się z różem, więc kolor niesamowicie mi się podoba! Dodatkowo szybko schnie i niezwykła trwałość. Około 4 dnia delikatnie ściera się na końcówkach, ale to nie rzuca się w oczy.
Ja nakładałam dwie warstwy, ale nie wiem czy nie lepiej by nawet było jakby się nałożyło trzy. 


Bardzo, bardzo się cieszę z tego prezentu, bo uwielbiam kosmetyki, a mój mężczyzna zrobił mi najlepszy prezent, bo składa się z kosmetyków :D.


Mój lakier został kupiony w Drogerii Vica. Cena to ok. 5zł. Jak na taką jakość to bardzo mało. Wiem, że nie powinnam znać ceny, bo to prezent, ale orientuje się też po innych blogach :).

Podsumowując produkty Miyo niekiedy niełatwo znaleźć, ale nie poddawajcie się! Możecie je dostać w Drogeriach Vica. I to wszystkie, wszystkie produkty!
Jakość lakierów jest rewelacyjna, długo się utrzymują, szybko schną, wygodny pędzelek, kryje po ok. 2-3 warstwach. Jeśli na mojej drodze staną kolejne produkty Miyo w postaci lakierów to pewnie się obkupię.
Polecam naprawdę!
 Po weekendzie pokażę Wam jakie przecudowne paczuszki do mnie przyszły, jedna z wygraną, druga z wymianką :).

Pozdrawiam! :)

Nie mam idealnej cery - Bratek Plus.

Hej dziewczyny :),

Po dzisiejszej notce pewnie większość obserwatorów zniknie, bo postanowiłam się "obnażyć". Ale póki co jest ich 201 i chciałam za to serdecznie podziękować!
Wiele z osób, które czytają blogi mają wyobrażenie, że blogerki są idealne w każdej cali. Włosy, cera, figura jak z reklam. Otóż nie moi Drodzy i postanowiłam to udowodnić. Fakt faktem nie wiem z jakim skutkiem dla siebie, ale ważne, że się odważyłam.
Jakiś czas temu udało mi się dostać w ramach współpracy tabletki Bratek Plus, które zgodnie z obietnicami powinny mi pomóc choć w jakimś stopniu.




Aktualnie jednego lista już nie ma i został mi tylko jeden. Cena tego specyfiku to ok. 13zł. Więc nie jest to wygórowana cena. Dostępny w aptekach.
Więcej informacji : http://bratekplus.pl/

Nigdy nie pokazywałam tu swojej cery, niektóre z Was mogą tylko pamiętać, że jest tłusta i mam na niej różne takie nieciekawe sprawy. Przez swoją cerę miałam w podstawówce przezwisko "wąglik"/"wągier", strasznie to przeżywałam, bo i wiecie chłopakom się mniej podobałam itd. Przez to pewnie mam teraz więcej kompleksów, bo i nie akceptuję siebie w takim stopniu w jakim bym chciała.
Nie lubię wychodzić do ludzi bez makijażu ponieważ bardzo mnie to krępuje, mam wrażenie, że wszyscy patrzą na moją twarz. I na nic słowa mojego mężczyzny, że "tapeta" jest mi zbędna, bo mam lustro w domu i niestety, ale mam też oczy które widzą co nie co. A o czym mowa? O tym!


Miałam nadzieję, że kuracja z Bratkiem Plus okaże się choć w połowie sukcesem, ale się tak nie stało. Cera jak się przetłuszczała tak się przetłuszcza, pojawiają się wulkany i to nawet częściej, nie widzę po prostu poprawy. Może oczekiewałam od niego za wiele, może faktycznie jest znaczna poprawa, nie wiem już sama :(.


Jak widzicie tabletka jest dość mała, więc nie ma problemów z jej połknięciem, za co dla mnie plus. Bo nie lubię wielkich tabletek, których nie da się połknąć bez grymasu na twarzy.
Ja stosowałam jedną tabletkę dziennie, czyli zgodnie z zaleceniami. Można brać również dwie dziennie, mi się zdarzyło zrobić tak raz.

skład

Jest mi bardzo przykro wyrażać taką opinię. Może gdyby moja cera miała mniejsze problemy nie  było by tak, ale no wiem czy widzę sens brania dalej tych tabletek. Mam nadzieję, że osoby które razem ze mną dostały specyfik do przetestowania są zadowolone i widzą rezultaty, bo ja niestety nie.
Moja cera jest jaka jest, po mojej mamie odziedziczyłam takie skłonności. Mój brat też takowe ma, więc nie czuję się odosobniona. W każdym bądź razie dla facetów wygląd nie znaczy tyle ile dla nas kobiet. Czego czasem im bardzo zazdroszczę! Nie wstydzą się wyjść z brudnych ciuchach, nieuczesani. A od nas kobiet wymaga się żebyśmy zawsze były piękne i zadbane (nie wiem czy też to tak odbieracie?).

Podsumowanie:

Dla mnie jedynymi plusami jest cena, dostępność i małe tabletki. Ale co z tego skoro u mnie efektów tego specyfiku nie ma :(. Najwyraźniej dalej muszę żyć z taką cerą, może za kilka lat to się zmieni.
Choć dziewczyny zauważyły, że zaczerwienienia są mniejsze.Więc może dam mu jeszcze szansę...

Zamieszczenie tu zdjęcia mojej cery bardzo wiele mnie kosztowało i wiem, że muszę się przygotować na krytykę, ale trudno!


EDIT Wiele z Was pisało żebym się nie poddawała, że widać efekty. Dlatego nie przerywam swojej kuracji a na pewno dołączą do niej różne herbatki i napary! Następną notkę stworzę za ok. miesiąc by zobaczyć czy są jakieś rezultaty!

Moja pielęgnacja włosowa - miesiąc MAJ.

Cześć dziewczyny :),

Mija miesiąc odkąd pojawiła się w kwietniu notka o moich włosach.
Od tam tej pory byłam u fryzjera podciąć końcówki. Włosy wyglądają o wiele lepiej! O wiele szybciej rosną. Co do sławnych drożdży to niestety tak się przekonywałam, że minął ich termin ważności. Ich smak jednak bardzo mnie drażni nawet gdy z czymś wymieszam i cholercia jestem zła na siebie za to. Miałam nadzieję, że sprawdzę czy naprawdę są takie efekty jak wszystkie z Was mówią, no ale chyba nici :(.


Pomimo to moje włosy prezentują się na dzień dzisiejszy tak. Ja zauważam, że coraz bardziej się błyszczą, są miększe w dotyku, mniej mi się rozdwajają końcówki i mniej się przetłuszczają. Niestety jak się lubiły plątać tak dalej się lubią plątać i zawsze mam przy sobie szczotkę, bo pod koniec dnia bym już ich nie rozczesała.

Co obecnie używam do pielęgnacji ?

Nie jest to góra produktów, bo co za dużo to też niezdrowo. Wolę używać mniej, bo wtedy wiem który preparat na mnie działa, a który nie. 

Szampony


Znany wszystkim szampon Babydream z Rossmanna za cenę ok. 3-4zł. I nowość na mojej wannie (jak to luksusowo brzmi) szampon z Green Pharmacy Rumianek Lekarski do włosów osłabionych i zniszczonych. Kupiłam go z ciekawości, pomimo to że ma w składzie SLS. Za jakiś czas powiem Wam o nim więcej.
O Babydream pisałam już nieraz, więc nie będę się powtarzać recenzję znajdziecie TU. Mogę tylko dodać, że przekonałam się do niego już jakiś czas temu. Na zdjęciu moja 3 buteleczka tego produktu.

Odżywki


Myślę, że ani jednej ani drugiej nie trzeba przedstawiać, ale zrobię to. Po lewej zachwalana przez wszystkie blogerki Isana z olejkiem z babassu, po prawej Balsam do włosów z Apteczki babuni Miód i Mleko.
Isana bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła! Mięciutkie włosy jak u niemowlaka, błyszczące, a wystarczy potrzymać ją (na moich włosach) 10-15min. Dla leniwych minus, bo do spłukania!
Balsam do włosów uratował mnie zanim zaczęłam dbać o włosy. Bowiem na jesień zaczęły mi się okropnie elektryzować i szukałam czegoś co mnie uratuje i uratował! Ja już kończę drugą butelkę! 

Oleje


Póki co jestem wierna jednemu, nie wydziwiam. Nie ma sensu moim zdaniem kupować 10 różnych naraz, bo nie wyczujemy, który na nas działa, a który po prostu jest i nic więcej nie robi. Na mnie Vatika zrobiła oszałamiające wrażenie, spisuje się w 100%. Mam o wiele ładniejsze włosy, zdrowsze, błyszczące, miękkie i dłużej świeże. Używam jej najczęściej na noc albo na kilka godzin przed myciem.

Jedwab


A w zasadzie jedwabna odżywka. Nie robi moim włosom krzywdy, a niekiedy gdy już muszę użyć suszarki to wolę zabezpieczyć końcówki. Używam jej też profilaktycznie co drugi dzień. Wiecie wiatr, słońce i te sprawy. Nie mam co do niej zastrzeżeń. Dostępna na allegro, w salonach fryzjerskich i w sklepach fryzjerskich (choć ostatnio dowiedziałam się, że nie tylko!).


Póki co trwam w takiej, a nie innej pielęgnacji, bo nie odkryłam nic co mogło by mnie zaciekawić. Znaczy odkryłam dzięki Zyskowej ( pozdrawiam ją z tego miejsca serdecznie) maski Bingo Spa, ale nie utrafiłam jeszcze w swoim TESCO.
Póki co dziewczyny pora trochę posprzątać. Niestety, ale się nie poopalam ponieważ po ostatnim Tuningowisku w Legnicy i grillu w niedzielę, moja buzia jest strasznie spalona i nie chcę pogorszyć tego stanu :(.

 Zapraszam na rozdanie u SYLKI!


Pozdrawiam :*

Masło do ciała Isana i masło do ciała Alterra.

Cześć dziewczyny :),

Dopiero co podniosłam się z łóżka, a już za oknem piękne słońce, które wczoraj opaliło moją buzię na czerwono. Do tej pory mama się mnie pyta "Gdzie Twój pióropusz?" (wiecie, że niby Indianin ze mnie). A wszystko dzięki wypadowi z moim mężczyzną na Tuningowisko XXL. Czyli guma na twarzy (z opon), piach i tego typu sprawy. Ale o dziwo podobało mi się!
Dziś postanowiłam zrobić notkę porównawczą Masła do ciała Isany, które było już przemaglowane miliony razy przez blogerki i Mleczka do ciała Alterry. Oba produkty pochodzą z Rossmanna to chyba jasne.

Masło do ciała Isana Orzech Włoski i Mleko


Z tego co się orientuje już ich nie ma po Rossmannach, przynajmniej w tych w których byłam nie ma. Była to limitowana edycja, gdzie słoiczek o pojemności 200ml mogłyśmy kupić za ok.5zł. Skusiłam się na niego głównie przez blogerki, które pochwaliły się jego zakupem. I nie żałuję! Za cenę 5zł mamy przyjemnie, słodko pachnące masełko do ciała, które w moim przypadku dobrze się wchłania, rozsmarowuje i nawilża! Nóżki na drugi dzień są bardzo gładkie, aż chce mi się ich dotykać :D. 


Jak widać moje paluchy już go porządnie wygrzebały i zbliżam się do dna nad czym ubolewam, bo nie mam następnego słoiczka :(.
Masełko stworzone jest dla skóry suchej, a takową posiadam i sprawdza się na mnie idealnie! Ostatnio u jakiejś blogerki czytałam narzekania na to masło, no wiadomo na każdym inaczej się sprawdza.
Ale dla mnie też za taką cenę nie wymagam Bóg wie czego.

Tutaj skład

Jeśli mam go ocenić to oceniam go 9/10, dlatego że max żałuję że jest to wersja limitowana i nie można go dostać ponownie :(. Wszystko inne jest według mnie w najlepszym porządku. Nawilżenie jest, gładka skóra jest, szybko się wchłania i dobrze rozsmarowuje.

Alterra mleczko do ciała Brzoskwinia i Liczi


Kupiłam go skuszona dość niską ceną bo chyba 7-8zł i miłym zapachem, choć teraz osobiście mi przeszkadza i kojarzy mi się z zapachem (nie wiem czy kojarzycie) kółek do pływania. Wiem, że to porównanie śmieszy, ale do tej pory pamiętam zapach mojego kółka! A to mleczko mi o nim przypomina...
Produkt ma bardzo przyjemny skład, bez silikonów, parafiny, nie zawiera syntetycznych barwników itd.
Pojemność 250ml, więc więcej niż masło Isany.


Czy nawilża tak super, no według mnie nie. Do tego bardzo długo się wchłania i jego "wcieranie" w skórę nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Wydaje się być dość ciężki.
Pewnie go oddam mamie, bo mi średnio podszedł :(.


Moja ocena 3/10, wiem dość brutalnie, ale gdy jakiś produkt mi nie podchodzi to tak to już jest! Moje plusy oddaje mu za wygodną butelkę, niewygórowaną cenę i początkowo za ładny zapach, no i oczywiście za skład! 

PODSUMOWNIE

Z obu produktów zwycięzcą dla mnie jest Isana, którą ubóstwiam za zapach, nawilżenie mojej skóry i gładkość jaką pozostawia drugiego dnia. Alterra mnie trochę rozczarowała, bo myślałam że łatwo mi będzie z nią współpracować, a sama aplikacja okazała się męczarnią. Oczywiście jest to moja opinia Wy możecie się z nią nie zgodzić i ja to rozumiem :).

Mam nadzieję, że polecicie mi jakieś fajne masełko do ciała o ładnym zapachu! 

Pozdrawiam :*

Człowiek się czasem zmienia. Lakier do paznokci Golden Rose.

Hej dziewczyny :),

Coś długi tytuł mi dziś wyszedł, ale chciałam w nim przekazać to co najważniejsze. Odkąd tu jestem jakby z Wami, a jestem od lutego i mogę stwierdzić, że naoglądałam się wielu pięknych zdjęć Waszych włosów, paznokci, lakierów czy samych kosmetyków. Wasze posty i blogi tak na mnie podziałały, że kupiłam ostatnio 2 bardzo żywe kolorystycznie lakiery do paznokci. I od razu mówię moja miłość do NUDE jest bezgraniczna! Ale kilka Waszych notek, męczarnie faceta i zobaczcie jak podziałało.


Kiedyś w życiu bym nie pomalowała paznokci takim lakierem! Znaczy może i bym pomalowała, ale po 10 minutach zmyła, bo pojawiała się myśl w głowie "A co pomyślą sobie ludzie?". Tym razem lakier jest na moich paznokciach już 3 dzień, co prawda przy końcówkach się już lekko pościerał :(.


Jest to lakier Golden Rose numerek 172 z serii CARE+STRONG, a dlaczego taka nazwa? Bo posiada odżywkę i utwardzacz. A nie zawiera toluenu i formaldehydu.


Osobiście z tym lakierem nie do końca się polubiłam. Kolor mi odpowiada, ale przy nakładaniu trzeba się trochę namachać. Gdy chcemy nałożyć drugą warstwę powstają niesamowite zacieki, lakier ma niekiedy tendencję do długiego wysychania, a raz gdy już mi się wydawało że jest suchy po prostu zszedł z jednego palca wrrrr. Ale nie jest najgorzej.

Coś ostatnio mój blog zmierza w kierunku paznokciowym, czyżbym miała zmienić preferencję? Myślałam o tym tak szczerze dziewczyny. Myślałam czy by nie recenzować samych lakierów przeplatając notkami o kosmetykach, włosach i makijażach. Póki co nie wiem co zrobię :).
A może Wy mi pomożecie podjąć decyzję? Czy format bloga ma pozostać taki jaki jest, czy przerzucić się bardziej na lakiery do paznokci? Proszę dajcie mi znać w komentarzach.
Wasze zdanie jest dla mnie bardzo ważne, bo to Wy czytacie bloga, to Wy go w jakiś sposób też tworzycie!

Wiem, że będę się starała dodawać zdjęcia o wiele lepszej jakości! Pozazdrościłam kilku z Was tych ładnych zdjęć robionych dobrym sprzętem.

Póki co uciekam dziewczyny do fryzjera by pozbyć się zniszczonych końcówek :).
Pozdrawiam :*

P.S. Biorę udział w rozdaniu u Blondie. Zapraszam TU :)




Essence gel-look, efekt żelowych paznokci.

Cześć dziewczyny :),

Przy ostatnich zakupach pokazywałam Wam, że do mojego koszyka w Naturze wpadł topcoat Essence, który ma za zadanie sprawić by nasze paznokcie wyglądały jak żelowe! Cena takiego "cuda" to 6,99zł.
Ostatnimi czasy stałam się lakierową maniaczką i kupuję je na potęgę, nawet te kolory których bym w życiu nie miała na paznokciach. A jednak człowiek się zmienia ;).
Kupując sobie taki topcoat myślałam, że moje paznokcie nie potrzebują już nic więcej. Wiecie kolorowy lakier na to topcoat Essence i paznokcie jak z bajki, jak z pierwszych stron gazet!


Pierwsza próba miała miejsce w przypadku Wibo 350 wspomnianym ostatnio. Próba chciało by się powiedzieć przebiegła pomyślnie, ale nie! Lakier niesamowicie długo sechł, a gdy wydawało mi się że już jest okej i poszłam spać rano na paznokciach miałam odciśniętą pościel. Nie chciało mi się już zmywać paznokci i ich męczyć, ale efekt był koszmarny!
Próba druga przy nowym lakierze do paznokci z Golden Rose numerek 172 i pytanie obleje czy nie obleje?! Chwila niepewności ...


Niestety próbę oblał! Tylko, że tym razem na ciemnym lakierze wszystkie mankamenty widać jeszcze lepiej i paznokcie musiałam zmyć. Zauważyłam, że lakier na paznokciach niesamowicie się zapowietrza, a te bąbelki działają mi na nerwy...

(paznokcie malowane wczoraj koło 23:00 więc są dość niechlujnie pomalowane :( )

Nienawidzę wyrzucać pieniędzy w błoto, a czuje że właśnie to zrobiłam! Bubel, niesłychany bubel! Co mi po efekcie XXXL SHINE skoro tak krzywdzi każdy efekt albo odbijającą się pościelą albo bąbelkami. Mam ochotę go wyrzucić do kosza i nigdy na niego nie patrzeć, ale nie wiem co z nim zrobię, naprawdę nie wiem!


Podsumowując pieniądze wyrzuciłam w błoto, efekt jest żaden, a nerwy to trzeba mieć ze stali. Ja niestety nie mam zamiaru zmywać co chwila lakieru, bo widać na nich moją pościel czy zapowietrzenie. To też męczy paznokcie i niszczy!
+ plusów nie ma żadnych i nawet jakbym bardzo chciała nie przyznam mu żadnego
- długo schnie
- odbija się na nim pościel
- zapowietrza się, tworzy bąbelki
- cena wydaje mi się być teraz wysoka jak na taki powiedzmy sobie szczerze szmelc

Otwarcie mówię mu NIE!

Nie lubię takich notek, nie lubię pisać o bublach, ale wolę Was ostrzec przed tym "cudownym" produktem lakierowym.

Pozdrawiam :*

Moja miłość do nude, lakier Wibo numer 350.

Hej dziewczyny :).

Pogoda dziś zmusza do dnia paszteta, dlatego mam zamiar zaraz zrobić kawę i się jakoś ratować i podtrzymywać. Po wczorajszej wyprawie z moim ukochanym na motorku za miasto jestem jakaś zmęczona i nie do życia. Widocznie nawet takie wyprawy gdzie się siedzi i zdejmuje kask mogą zmęczyć ;).
EDIT Jak stwierdziła Evelvas to pewnie przez wiatr we włosach :D.
Mój Dzień Paszteta się kończy i powiem szczerze, że lubię taki jeden dzień w miesiącu gdy wygląd jest dla mnie sprawą ostatnich rzędów.

Jednak dziś chciałabym Wam opowiedzieć o mojej miłości do nude! Nigdy nie lubiłam wyzywającego makijażu, lakierów do paznokci i wszelkich dodatków. Stąd jakby nude stało się moim ratunkiem. Szminki, które podkreślały w delikatny sposób usta i te lakiery do paznokci! Zakochałam się od pierwszego wejrzenia :).
Jak wiecie jestem posiadaczką wielu szminek nude i m.in. lakieru Eveline 496, o którym dość często wspominam. Ostatnio jednak chciałam jakiś inny odcień nude, który tak naprawdę stoi na granicy. I znalazłam!

 Wibo numerek 350 z serii Trends Nude Express growth :)

Moja kolejna miłość! Przełamuje niesamowicie nudę (nie nude). Różowawy, łososiowy kolor do końca niezidentyfikowany bardzo mi się podoba. Nawet mojemu facetowi, a jak jemu się coś podoba to jest naprawdę dobrze.

 Tak się prezentuje w świetle dziennym

A tak przy sztucznym świetle

Ukochałam go sobie bardzo za niezwykłą trwałość ok. 5dni. Teraz na wierzch dałam Essence Gel-look, więc jestem ciekawa czy dodatkowo wydłuży trwałość.
Niestety jeśli chodzi o krycie to tu Was mogę trochę rozczarować, bo ja nakładam 3 warstwy w przypadku tego lakieru. Ponieważ po 2 warstwach często gęsto, w niektórych miejscach jeszcze nie kryje.
Ale kolejny plus to niska cena, bo niecałe 5zł. Dostępny w każdym Rossmannie na szafie z firmą Wibo.

Podsumowując:
+ tani - cena
+ dostępność
+ trwałość (ok. 5 dni)
+ kolor
+ polski produkt (a jak trzeba wspierać polski rynek!)
+ szybko schnie
+ wygodny pędzelek
- kryje dopiero po ok. 3 warstwach, ale mi to osobiście nie przeszkadza!

To nie jest też tak dziewczyny, że nie sięgam po klasyczną czerwień czy mój ulubiony kolor fiolet. Sięgam, może dość rzadko, ale nieraz widnieje na moich paznokciach :). Dodatkowo ostatnio się przełamuję i rozglądam się za takimi kolorami lakierów, których bym nigdy nie kupiła.
To wszystko dzięki Wam, bo naoglądałam się różnych ładnych, odważnych lakierów na Waszych blogach :*

Kończę i życzę Wam by dla Was ten dzień nie był takim dniem paszteta jak dla mnie :(.
Pozdrawiam :*

Łowy kosmetyczne w Strzelinie i nie tylko.

Hej dziewczyny :),

Wczoraj przy okazji wypadu z moim ukochanym za Strzelin w sprawach powiedzmy "biznesowych" wracając wpadliśmy do samego Strzelina (nieduża miejscowość niedaleko od Wrocławia).
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie obleciała kilku drogerii, a że zbliżają się moje urodziny to robię sobie sama prezenty, kosmetyczne prezenty oczywiście.
Przed wyjazdem do Strzelina zobaczyłam, że jedna drogeria ma ich kosmetyki, a że jakoś we Wrocławiu nie trafiłam jeszcze w to miejsce gdzie by były to kupiłam to tam. A o czym mówię?
O bazie pod cienie!


Myślę, że nie trzeba nikomu przedstawiać tego produktu. Recenzja oczywiście się pojawi za jakiś czas.
Moja jak widać kosztowała 12,60. Sądzę, że to dobra cena jak na taki produkt.

Idąc dalej mój ukochany namówił mnie byśmy weszli do takiej sieci drogerii Schlecker.


Moje łowy były tu bardzo skromne, ponieważ półki były niesamowicie wybrakowane. Czego bardzo nie lubię w przypadku takich sklepów. No, ale cóż. W moje ręce wpadł ich produkt mianowicie Rilanja Body, czyli tak jak Isana w Rossmannie. Jest to kremowa oliwka pod prysznic z olejkiem arganowym. Zapachem mi trochę przypomina krem do opalania, ale lubię takie zapachy, bo kojarzą mi się ze słońcem i morzem.
Zapłaciłam za niego 3,99, więc przyciągnęła mnie również cena. Były dostępne inne zapachy!


Dodatkowo zobaczyłam półkę kosmetyków, których nie ma w Rossmannie i Naturze, niestety nie zapamiętałam dokładnie nazwy. Jednak braki w towarze uniemożliwiły mi pobuszowanie i wyczajenie czegoś idealnego dla mnie. A szkoda :(.

W ostatnich dniach również udało mi się upolować kilka rzeczy we Wrocławiu. Ponieważ kończył mi się Babydream, a nie miałam już zapasu wybrałam się do Rossmanna i tradycyjnie wzięłam niebieską butelką z motylkami oraz chciałam jakiś nowy szampon. Niestety wszystkie, które brałam do ręki miały SLS, ale bardzo byłam ciekawa jednego z nich, pomimo składu. Cena ok. 8zł.


Skład:

Dodatkowo byłam ciekawa nowego pędzelka Essence do cieni, a że ten do pudru mnie nie zawodzi zdecydowałam się też kupić ten. Kosztował ok.6zł, więc to nie majątek. A już go testowałam i bardzo fajnie się spisuję. Aż mi mama chciała go podebrać, bo zawsze używała pacynki.


Trochę Was tu zawaliłam tymi kosmetykami, jak zwykle kurcze :(. Postaram się zrobić recenzję wszystkiego i wykonać dla Was jakiś makijaż w końcu.


Napisał mi komentarz z wieściami Pan Tomek, który trafił przypadkiem na mojego bloga pod notatką o sklepie Elfrodo. Sklep poszerzył swój asortyment i w Słupcy (pasaż "Czerwona Torebka") mają swój sklep z żywnością ekologiczną, ezoteryką i kosmetykami!

Chciałam Was przy okazji zaprosić na rozdanie TU

To wszystko na dziś,
Pozdrawiam i życzę Wam miłego i słonecznego dnia! :*

Hydrolat oczarowy czy nie jest przypadkiem przereklamowany?

Cześć dziewczyny :),

Postanowiłam trochę pozmieniać wygląd bloga, pododawać nowe strony. Mam nadzieję, że Wam się podoba i będzie czytelniej i przejrzyściej. Staram się urozmaicić bloga, ułatwić Wam też poruszanie się po nim.
Tytuł postowi wiem, że dałam dość kontrowersyjny, ale o to mi chodziło. Chcę dziś Wam przedstawić Hydrolat Oczarowy z Biochemii Urody.


Jakiś czas temu zapanował szał na hydrolaty z BU bądź ZSK. Stałam trochę na uboczu tego wszystkiego, aż w końcu stwierdziłam, że muszę sprawdzić czy ten szał faktycznie ma uzasadnienie. Swoje pierwsze zamówienie złożyłam już jakiś czas temu, zakupiłam wtedy Hydrolat Oczarowy i Puder Bambusowy, o którym pisałam TU.
Zanim przeszłam do zamówienia musiałam troszkę poczytać o hydrolacie oczarowym na stronie BU.

"Hydrolat oczarowy o leśno-ziołowym, świeżym zapachu to jeden z hydrolatów o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i przeciwzapalnych. Poza tym stosowany na skórę działa ściągająco, antybakteryjnie, łagodząco, promuje gojenie i regenerację podrażnionej skóry, odświeża, zmniejsza zaczerwienienie, wzmacnia i zwęża naczynka, reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejszając produkcję sebum, wspomaga walkę z wolnymi rodnikami i przedwczesnymi oznakami starzenia"
(opis pochodzi z Biochemii Urody)



Po przeczytaniu pełnego opisu i zastosowania stwierdziłam, że musi być stworzony dla mnie! I tak wpadł do koszyka (tego wirtualnego).
Na zamówienie czekałam 2 dni, więc bardzo krótko.
Hydrolat używam od 3 kwietnia, więc już ponad miesiąc! W końcu pora by się wypowiedzieć.
Bałam się, że hydrolaty są mocno przereklamowane, że tak naprawdę jest to pic na wodę. Myliłam się. Są naprawdę rewelacyjne i naturalne. A, że drażnią mnie składy kosmetyków, które stoją na kosmetycznych półkach, wypchane alkoholami czułam, że muszę się poratować zamówieniem z BU. Wiem, że to była najlepsza decyzja, mimo że odkładałam ją w czasie.

 

Moja cera jest cerą tłustą o czym tu wspominałam nieraz, dodatkowo pojawiają się na niej wypryski.
Ten zapachem przypominającym las "płyn" sprawił, że wszystkie wypryski na mojej buzi goją się o niebo szybciej i jest ich o wiele mniej! Dodatkowo moja buzia po przemyciu nim nie przetłuszcza się tak szybko! Stosowany w moim przypadku jako tonik sprawdził się rewelacyjnie. Nie wiem jak to jest w innych przypadkach zastosowania.


Oprócz tego jest bardzo wydajny, co widać na zdjęciach. Stosuję go dzień w dzień przynajmniej po dwa razy! A mam go jeszcze sporą ilość. Bo sekret tkwi w tym dziewczyny, że aplikując go na wacik nie trzeba wylewać pół butelki tylko kilka kropelek.
Poza tym dostajemy go w wygodnym opakowaniu, które nie pozwoli wylać mu się w nadmiarze z naklejką informacyjną.





Plusy:
+ cena
+ działanie - łagodzące, antybakteryjne, wspomaga gojenie
+ wygodna buteleczka
+ w 100% zdrowy i naturalny
+ bardzo fajny leśny, świeży zapach (niektórym może przeszkadzać)
Minusy:
- dostępność ;(

Cóż podsumowując za 11,90 dostajemy w wygodnej buteleczce płynne cudo. Jeśli macie jakiekolwiek problemy z cerą (podobne do mnie) hydrolat uratuje Wam życie. Wcześniej moje wypryski nieraz goiły się ponad tydzień, dziś są to 2-3 dni.
Ja już postanowiłam, że zakupię go w zapasie, ale gdy wczoraj weszłam na BU pisało, że produkt jest niedostępny :(. Jeśli wiecie coś kiedy mają być znowu dostępne proszę dajcie znać!

Pozdrawiam :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...