Zakupy, zakupy i jeszcze raz zakupy :).

Cześć dziewczyny :),

Ostatnio pogoda nie pozwala siedzieć w domu, dodatkowo mam w domu gości także nie było kiedy stworzyć jakiejś nowej, porządnej notki. Poza tym jakoś ostatnio nie czuję się najlepiej :(.
Miałam Wam pokazać moje ostatnie zakupy, oczywiście jeszcze na nich nie spocznę, bo mam kilka rzeczy na swojej liście. No, ale póki co to zdążyło wpaść w moje ręce :).

Drogeria NATURA :)



Błyszczyk wpadł w moje ręce już jakiś czas temu, ale nie miałam okazji go tu pokazać. Jest to Essence Stay with me numerek 02, czyli My Favorite Milkshake.
Essence gel-look wpadł w moje ręce niedawno, bo w piątek i jeszcze nie próbowałam czy faktycznie działa, ale przewiduję na dniach notkę ze zdjęciem pazurków po nim.
Cena jego to chyba 6,99. Błyszczyk nie pamiętam ile kosztował.

BIEDRONKA


Do mojego koszyka w Biedronce tradycyjnie wpadł żel z efektem masażu (mój ulubiony, ukochany). Za taką niską cenę mamy naprawdę bardzo, bardzo dobry produkt! Kosztował mnie chyba 4,49 albo 4,99.
Mleczko jest nowością na mojej półce, ponieważ zmywam nim dość często oczy (wcześniej Avon), a mama używa go do całej twarzy. Kosztował chyba 4,99. Także też nie majątek.

ROSSMANN


Tu do mojego koszyka wpadł suchy szampon opisywany na wielu Waszych blogach, który ratuje wtedy kiedy nie mamy dostępu do wody i szamponu bądź po prostu czasu. Zapłaciłam za niego ok. 11zł. Jest on chyba najtańszym suchym szamponem z tego co sprawdzałam po półkach.
Drugim kosmetykiem jest mleczko do ciała Alterra o niesamowicie owocowym zapachu w sam raz na lato! Zapach mnie ukochał! Ale recenzję stworzę później :) Cena ok. 6-7zł.

APTEKA DOZ


I tu dowód na moją miłość do wiesiołka i kosmetyków Oeparol! :) Wiecie, że bardzo się cieszyłam możliwością przetestowania kremu pod oczy i kondycjonująco - nawilżającego i stwierdziłam, że na tym nie spocznę. Będąc w aptece w me oczy rzuciła się pomadka ochronna do ust Oeparol. Kosztowała 4zł z groszami.
Zdecydowałam się też na nią, ponieważ słoiczek Tisane do torby + później brudne ręce to jest kuku dla moich ust.

BOTI


Ostatnio polowałam na jakieś balerinki i w sumie miałam dokonać ich zakupu przez allegro, ale wchodząc do BOTI zauważyłam te balerinki, które kosztowały 29,99 (przecena). Są przeurocze! Ale już widzę jedną wadę :(. Mają taką podeszwę, że jak się chodzi to ściera się jak gumka ;/. Więc pewnie nie posłużą mi długo, a szkoda :(. Może wiecie czy w Auchanie można jeszcze dostać balerinki za 15zł ?


To w sumie tyle moich zakupów :). Teraz poluję na kilka nowych lakierów do paznokci, więc pewnie pokażę Wam je wszystkie :). 
Póki co dziewczyny uciekam korzystać z pięknego słoneczka, które niedługo zacznie zaglądać do mojego pokoju.
Pozdrawiam :).

Gazeta nie tylko pod ręką :).

Hej dziewczyny :),

Pogoda w końcu jak na wiosnę przystało jest idealna i aż chce się żyć! W moim życiu ostatnio dużo się dzieje, czy dobrego kurcze ciężko jest mi powiedzieć. Ponieważ mam trochę latania po lekarzach zanim zaklepię sobie "wygodne" miejsce w szpitalu.
Pomału zbieram się do większych zakupów kosmetycznych, ale pokażę Wam po weekendzie co upolowałam wcześniej i co upoluję na dniach :). Także póki co milczę jak zaklęta!
Cieszę się, że ostatnia notka o paznokciach wzbudziła w Was takie zainteresowanie :). Więc postanowiłam sprawdzić czy może ta wersja moich paznokci również je wzbudzi! Co prawda lakier, który mam na paznokciach niezbyt chciał ze mną współpracować i sposób pierwszy raz sprawdzałam na sobie, więc nie wyszło idealnie :(.
W każdym bądź razie jako bazy użyłam znów niezawodną odżywkę Eveline :). Później na nią powędrowały dwie warstwy białego lakieru Wibo (numerek 25) i ostatni numer gazety Flesz. Na koniec, że nie miałam pod ręką utrwalacza żadnego to posłużyłam się odżywką Eveline.

 A oto efekt :)

Jak stworzyłam gazetę na paznokciach? ;)
Otóż potrzebny mi był zestaw składający się z nożyczek, starej gazety (w moim przypadku Flesz), kubka z wodą, białego lakieru i odżywki Eveline.


Z gazety powycinałam paseczki mniej więcej długości paznokcia. Te paseczki gazety moczyłam chwilę w wodzie i dociskałam dość mocno do paznokcia (na biały lakier) i po ok. 20 sekundach zdejmowałam paseczek. 
Utrwalacz najlepiej zastosować po jakimś czasie od zdjęcia paseczka, ponieważ gazeta na paznokciu może się rozmazać.


Niestety widać efekty tego, że lakier nie chciał ze mną współpracować :(. Ale bardzo chciałam Wam pokazać ten sposób, nawet na jednym paznokciu widnieje napis "Rihanna". Chyba był o niej artykuł.



Zasady:

1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu
2. Następnie wybierasz 11 nowych osób do tagu i połącz je w swoim poście( tak jak na blogu (EyeGraffiti)
3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i napisz je w swoim TAGowym poście
4. Wymień w swoim poście osoby które otagowałaś !!!
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane.



Ja zostałam otagowana przez Enamour :). Co prawda nie wiem kogo później otagować, wiec TAGuję naprawdę każdą z Was, która ma na tę zabawę ochotę :).


1. Masz jakąś fobię?
Dobre pytanie. Fobia to ponoć jakieś zaburzenia nerwicowe, więc aż tak źle ze mną nie jest. Ale mam problemy z zaakceptowaniem samej siebie i jak gdzieś wychodzę to mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, bo nie mam idealnej cery i prostego nosa.
2. Jakiego podkładu używasz?
A no aktualnie ukochanego Revlon'a do cery tłustej i mieszanej numerek 180.
3. Co masz w swojej torebce?
Najlepiej by tu pasowało zdjęcie, ale nie mam teraz zbytnio możliwości zrobienia, więc wymienię: portfel, klucze, lusterko, pomadkę ochronną, szminkę, podpaskę, tabletki przeciwbólowe, chusteczki, szczotkę do włosów, długopisy i kalendarz. Chyba wszystko wymieniłam :).
4. Trenujesz coś? Co to takiego? 
 Przez większość swojego życia, bo jakoś przez ponad 10 lat trenowałam taniec. Nawet mam jeden puchar na półce ;). Startowałam w różnych zawodach, ale chyba najważniejszymi były Mistrzostwa Polski. W każdym bądź razie nabawiłam się kontuzji i nie mogłam już tańczyć tak dużo jak wcześniej i z czasem przestałam :(. Ale ciągle zastanawiam się nad powrotem do niego.
5. Twój ulubiony film?
Chyba nie mam takiego ulubionego. Ale lubię takie życiowe historie w filmach. Choć często sięgam po horrory. No i nie mogłabym zapomnieć o filmach tanecznych :).
6. Na co byś wydała milion złotych wygranych w Totka?
Najpierw bym chyba usiadła spokojnie i spisała na kartce czego tak naprawdę chciałam przez 20 lat mojego życia, a nigdy nie mogłam mieć z przyczyn finansowych. Na pewno kupiłabym jakieś większe mieszkanko dla mnie i moich rodziców bądź wybudowała dom za miastem. A później pewnie trochę przetrwoniła bym na kosmetyki ;).
7. Mieszkasz z rodzicami?
Tak mieszkam z rodzicami. Na razie nie stać mnie na własne mieszkanie. Ale wiadomo u rodziców najlepiej ;).
8. Gdzie wybierasz się na wakacje?
Tego jeszcze nie wiem. Póki co szukam jakiejś pracy, a jak zarobię na wakacje to pewnie wyjadę do ciepłych krajów i tam gdzie woda ma taki śliczny niebieski odcień;).
9. Na jaki kolor masz pomalowane paznokcie?
Aktualnie zmyłam "Gazetę" z moich paznokci i mam odżywkę Eveline.
10. Gdzie przechowujesz kosmetyki?
Gdzie się tylko da :D. A tak szczerze to część mam w szafce w łazience, część w biurku, na półkach. Po prostu są w całym moim pokoju :).
11. Co masz aktualnie na biurku?
Mam tak wielkie biurko, że zmieściłabym na nim chyba wszystko, więc kurcze trochę czeka mnie wymieniania, ale dobrze :). Drukarkę, monitor, głośniki, krem do rąk, przybory do pisania, ramki ze zdjęciami, tablice korkową, świeczniki, chusteczki higieniczne, grzebień, kubek, telefon, książkę, lusterko. Uff to chyba najważniejsze :)
Moje pytania:
1. Ile zajmuje Ci codzienny makijaż?
2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogiem?
3. Jaka jest Twoja największa "mania", wiecie np. na punkcie włosów?
4. Co robisz na co dzień? Szkoła/praca, jedno i drugie?
5. Czy do końca życia chcesz prowadzić bloga czy może za kilka lat stwierdzisz, że to ten moment gdy trzeba go zamknąć?
6. Jak masz na drugie imię ?
7. Dlaczego wybrałaś taki nick na blogu?
8. Twój ulubiony kosmetyk? (kolorówka, pielęgnacja)
9. Czy masz rodzeństwo?
10. Czy masz jakieś zwierzęta w domu ?
11. Największa wpadka makijażowa? O ile taka jest :) 



A na koniec pozdrowienia od mojego grubaska :)



Bitwa na tusze, czyli Yves Rocher i Diorshow 360.

Cześć dziewczyny :),

Notka miała powstać wcześniej, ale po wtorkowej wizycie u lekarza laryngologa trochę się załamałam, ponieważ dostałam skierowanie do szpitala. Ale wieczorem dowiedziałam się, że przede mną nowa współpraca, więc uśmiech się pojawił.
Ale jak obiecywałam w zeszłym tygodniu tak robię. Chciałam dla Was porównać dwa tusze. Jeden z wyższej półki, drugi z niższej (ale też nie najniższej). Od razu zaznaczam dziewczyny, że tańsze nie znaczy gorsze. Zobaczymy czy to się sprawdzi i w tym przypadku.
Może zacznę od historii mojego Diorshow 360. Zdobyłam go w konkursie na wizażu organizowanego przez Sephorę. Pewnie tak bym go w ogóle nie kupiła. Znaczy na pewno! Bo są tusze o wiele tańsze i o wiele lepsze!
Tusz Yves Rocher otrzymałam w prezencie do pierwszego zamówienia, dlatego że zrobiłam je na jakąś tam określoną kwotę (już nie pamiętam na jaką).


Najpierw zacznę od Yves Rocher, ponieważ go jakoś bardziej polubiłam. Może dlatego, że uwielbiam bardziej efekt pogrubienia niż podkręcenia (no chyba, że jakiś tusz serwuje mi oba naraz!).
Szczoteczka nie jest dość gruba jak w przypadku żółtego tuszu Maybelline, ale dobrze się nią operuję.


Sam tusz po kilku godzinach niestety lubi się osypywać za co ma u mnie minus, bo nie lubię tych czarnych drobinek na swojej buzi. Ale ma bardzo głęboki czarny odcień i łatwo się zmywa, więc są jakieś plusy.
Jeśli chodzi o efekty to postanowiłam Wam zrobić zdjęcia jak wyglądają rzęsy po pomalowaniu.




Efekt pogrubienia jest widoczny jak najbardziej, jednak po kilku godzinach jakby było go coraz mniej. Czasem ma tendencję do sklejania rzęs, ale bardzo rzadko!
Sama nie wiem za co mu jeszcze przyznać plusy, za design?! To chyba głupota, różowych opakowań pewnie znajdziemy od groma.
Tak więc:
Plusy:
+ daje efekt pogrubienia i wydłużenia
+ głęboki odcień czerni
+ szczoteczka
+ dobrze się zmywa
+ nie uczulił mnie (nie piekły mnie po nim oczy)
+ design?!
Minusy:
- po kilku godzinach się osypuję jak i efekt pogrubienia jakby malał
- czasem skleja rzęsy

Diorshow 360, no kto nie zna maskar Diora, kto o nich nie słyszał? Chyba każdemu obiło się coś o uszy. Są to maskary z wyższej półki, których cena przekracza 100zł. Mój kosztował chyba koło 160zł (ale pamiętajcie to nagroda!). Gdy go wygrałam nie mogłam się doczekać aż pomaluję sobie rzęsy. Wiecie ten obiecany efekt, ta ruchoma szczoteczka!
Pierwsze moje wow to było gdy zobaczyłam opakowanie z torebeczką z napisem Dior oraz pełną instrukcją obsługi.
Drugie no to oczywiście super zabawa ze szczoteczką, bo i może się kręcić w prawo i w lewo. No po prostu wypas.


Jednak moje pierwsze starcia z nim nie wspominam najlepiej, okropnie sklejał rzęsy! Nie radziłam sobie z tym i miałam ochotę go nawet oddać komuś w prezencie. Ale kurcze to w końcu Dior, więc mówiłam do siebie "Justyna nie wygłupiaj się i walcz dalej!". Więc dzielnie znosiłam dalsze porażki, aż któregoś dnia tusz jakby się odczarował i przestał sklejać moje rzęsy. I chwała mu za to!
Ale czas zaprezentować efekty.








Rzęsy wyglądają jakby bardziej naturalnie, są wydłużone, ale nie aż tak jak w przypadku Yves Rocher. Diorshow 360 niestety strasznie się osypuje (gorzej niż inne maskary, które dotychczas miałam) do tego ciężko go zmyć (nawet preparatami, które mają usuwać tusz wodoodporny).
Podsumowanie:
Plusy:
+ bardziej naturalny efekt
+ lekkie wydłużenie
+ obrotowa, "bajerancka" szczoteczka
Minusy:
- cena
- osypuje się
- nie daje jakiegoś wielkiego efektu
- ciężko się zmywa

W bitwie na tusze zwycięzcą zostaje.... YVES ROCHER! :) 
Ja w ogóle nie jestem zwolenniczką wydawania nie wiadomo jakiej ilości pieniędzy na tusze, ponieważ na niższych półkach leżą niesamowite kosmetyki na które byśmy często nie zerknęły. Wystarczy nie bać się zaryzykować :). Poza tym tusze to jest rzecz, którą często zmieniam więc szkoda mi pieniędzy by wciąż wydawać po 200zł na kolejny.

Pozdrawiam :)

Nienud(n)e nude :)

Witajcie dziewczyny :),

W końcu pogoda zaczyna się poprawiać, ale jeszcze nie jest tak ciepło jakbym tego chciała :(. Ostatnio mam dużo spraw do załatwienia i jeszcze kilka przede mną, więc latam jak opętana.
Jutro mam rozmowę o pracę, ale nie chcę zapeszać :). A we wtorek ciąg dalszy latania po lekarzach, ponieważ mam problemy z zatokami, ale tak to jest jak przez kilka lat latało się rano gdy zimno do szkoły w połowie z mokrą głową i unikało się czapek (zresztą do tej pory to robię).

W piątek stwierdziłam, że pora pomalować w końcu swoje paznokcie. Ponieważ wcześniej używałam samej odżywki przez kilka miesięcy. A, że jestem osobą sumienną to postawiłam sobie na cel odratować me paznokcie.
Dodatkowo jestem wielbicielką nudziaków, bezgranicznie im wierną i jest to dla mnie odcień, który pasuję do wszystkiego! Ja swój postanowiłam trochę "odpimpować", wiecie jak Pimp my ride ten program na MTV (osobiście go nie lubię).
Jako base-top użyłam oczywiście odżywki Eveline Twarde i lśniące jak diament, o której pisałam TUTAJ!
Później w ruch poszedł nudziak od również Eveline numerek 496, o którym też pisałam (tu).
Można go było zdobyć swojego czasu w Biedronce za przystępną cenę, niestety w mojej już go nie ma, ale może gdzieś w Waszych się uchował :).

 
Oczywiście na paznokciach już mam użyte dwa lakiery, a drugim jest Essence numerek 04 Space Queen. Podoba mi się efekt jaki daje na paznokciach. Potrafi zrobić z banalnego często lakieru coś wyjątkowego.


Do tej pory nic nie odprysło z moich paznokci (tfu tfu odpukać), więc z efektu jestem bardzo zadowolona :). Poza tym mój mężczyzna mnie pochwalił, że w końcu mam takie ładne i długie paznokcie i że dla niego paznokcie to taka wizytówka kobiety. Mój filozof ;).

Dziś przychodzę z krótką notką, ponieważ niedziele mają to do siebie, że są leniwe. Ale w tygodniu w końcu zamieszczę posty m.in. o Hydrolacie Oczarowym :).
Uciekam teraz przyrządzać najsmaczniejszą kawę na świecie!
To która wpada na małe kosmetyczne plotki przy kawie ? :)

Łupież - niechciany gość na naszych włosach. Recenzja szamponu Pirolam.

Cześć dziewczyny :),

Jak wiecie zawiązałam dwie współprace w podobnym czasie, więc pora by zająć się drugim produktem jakim jest SZAMPON PIROLAM. Szampon zdobył już uznanie wśród konsumentów, bowiem zdobył Laur Konsumenta "Odkrycie 2010".

 "To pierwszy, apteczny kosmetyk przeciwłupieżowy w portfolio firmy Polpharma. Stanowi on odpowiedź na potrzeby pacjentów, zmagających się na co dzień z problemami łupieżu. Pirolam szampon to innowacyjny preparat, który skutecznie zwalcza przyczyny i objawy łupieżu, przywracając blask, jedwabistość oraz zdrowy wygląd włosom."


Do testów otrzymałam tubę szamponu o pojemności 60 ml (cena ok.25zł) oraz 6 saszetek po 6ml (w cenie ok. 15zł). Oczywiście moje produkty są bezpłatne, jak widzicie na zdjęciu.
Pewnie się zastanawiacie co w tym szamponie jak takiego innowacyjnego co nie ma inny szampon przeciwłupieżowy. Otóż większość osób skarży się, że szampony typowo przeciwłupieżowe fatalnie wpływają na kondycję naszych włosów. I ja się z tym zgadzam!
Byłam bardzo ciekawa czy obietnice producenta są prawdziwe, bo jeśli tak to szampon wydaje się być idealnym!


Początkowo gdy przyszło mi go pierwszy raz użyć bardzo się bałam, że mimo tylu obietnic zrobi z moich włosów niesamowite siano, a że dbam o nie od jakiegoś czasu intensywnie to tym bardziej mój strach był jeszcze większy. Ale jak zwykle się okazało ma tylko duże oczy. Włosy po tym szamponie są naprawdę miękkie i lśniące, nie wysuszył mi ich w żaden sposób. Za co wielki plus!
Jednak to nie główne zadanie tego szamponu, bo jest on przecież PRZECIWŁUPIEŻOWY. Nie znoszę łupieżu, wróg numer jeden, szczególnie widoczny na ciemnych włosach. Nie miałam go od dłuższego czasu, aż sięgając ostatnio po różne, nowe odżywki się go nabawiłam. Powinnam być zdołowana, ale stwierdziłam, że to odpowiednia pora by przetestować jak Pirolam poradzi sobie z łupieżem. Specjalnie dla Was nawet zrobiłam zdjęcia!



Jak widzicie dziewczyny po łupieżu ani śladu! Za co szampon wzbudził we mnie jeszcze większy szacunek. W czym tkwi sukces tego szamponu otóż w SKŁADZIE dziewczyny :).


Co ma w swoim składzie Pirolam?
- Cyklopiroksolamina, czyli substancja o działaniu przeciwgrzybicznym, przeciwbakteryjnym. Wpływa ona na zahamowanie grzybów odpowiadających za łupież oraz proces zapalny skóry,
- Kompleks witamin A i E
, witamina A reguluje procesy rogowacenia naskórka, uczestniczy w prawidłowym wzroście włosa, witamina E chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych,
- Proteiny pszenicy
, odżywiają nasze włosy i nadają im połysk
- Gliceryna
, nawilża i uelastycznia włosy


Ja dziewczyny nie używam tego szamponu na co dzień, używam go bowiem profilaktycznie raz w tygodniu.
A jak go używać?
Otóż najpierw należy zwilżyć włosy i skórę głowy wodą, później delikatnie wmasować preparat aż do uzyskania piany. I tę pianę zostawić na włosach 3-5 minut, po czym zmyć. Czynność należy powtórzyć.


Sam zapach jest mi ciężko określić, nazwałabym go leczniczym, może aptecznym. W każdym bądź razie nie jest jakiś uciążliwy, czy zbyt mocny i nie utrzymuje się na włosach. Szampon niestety nie zmniejszył przetłuszczania moich włosów, a szkoda :( (bo przyznam, że trochę na to liczyłam).
Konsystencja należy do tych bardzo rzadkich i próbujących uciekać nam z ręki. Jednak zamknięta w szczelnej, miękkiej tubie nie jest w stanie nam w żaden sposób uciec (czasem mam nawet problemy z otworzeniem samej tuby - nie wiem czy to plus czy minus).


Podsumowanie:

Plusy:
+ radzi sobie z łupieżem
+ nie wysusza włosów - pozostają miękkie i delikatne w dotyku
+ miękka tuba (ułatwia wydobycie szamponu)
+ dostępny w dwóch formach: tuba lub saszetki
+ brak intensywnego zapachu
+ dobrze się pieni

Minusy:
- nie zmniejszył przetłuszczania moich włosów
- problemy z otwarciem samej tuby
*jeśli chodzi o cenę wydaje mi się ona przystępna jak na szampon leczniczy i jednocześnie pielęgnujący
*samą wydajność jest mi ciężko określić, ponieważ używam go przynajmniej raz w tygodniu, chyba że jest potrzeba to dwa. W każdym bądź razie wciąż mam ten w tubce i jeszcze nie sięgnęłam po saszetki, więc jest chyba dobra :).

Pozdrawiam ;*
Więcej informacji znajdziecie TUTAJ!

 Dziękuję Pani Monice z Agencji ComPress za możliwość przetestowania szamponu. Nie wpłynęło to w żaden sposób na moją ocenę.

Puder bambusowy z Biochemii Urody.

Hej dziewczyny :),

Wiele z Was czeka na recenzję pudru bambusowego, więc stwierdziłam że koniec trzymania Was w niepewności i siadam do tworzenia recenzji.
Długo zanim go zamówiłam zastanawiałam się Kryolan, Paese czy puder bambusowy. Nie wiedziałam tak naprawdę jak się na mnie sprawdzi, ale za kwotę 14,80 mogę zaryzykować.



"Łodygi bambusa są niezwykle bogate w roślinne związki krzemu (krzemionkę). Puder bambusowy otrzymuje się z ekstraktu z rdzenia łodygi, poprzez odpowiednie rozdrobnienie do postaci zmikronizowanego pyłku, którego cząsteczki mają wielkość do 5 mikronów. Jest to bardzo drobny puder, którego wielkość cząsteczek nadal mieści się w granicach bezpieczeństwa w zastosowaniu na skórę i jest akceptowana przez firmy produkujące tzw. naturalne kosmetyki."

Puder jest szczególnie polecany do cery tłustej, ponieważ posiada silne właściwości matujące i wygładzające. Oprócz tego działa antybakteryjnie i łagodząco (wspomaga gojenie się wyprysków).
Puder możemy stosować na krem, na podkład, mieszając z innym pudrem np. sypkim. Ja nakładam na podkład bądź mieszam z innym pudrem.  




Puder dostajemy w bardzo wytrzymałym, granatowym opakowaniu. Dodatkowo jest on zabezpieczony nakładką, by puder nie wysypywał się gdzie się tylko da.
Gdy tylko przyszła paczka stwierdziłam, że muszę go wypróbować. Pierwsze wrażenie było dość dziwne, nie zachwycił mnie tak jakbym tego oczekiwała. Lecz dziewczyny nie poddawałam się, za pierwszym razem często ciężko jest stwierdzić jak na nas działa dany kosmetyk.


Dziś mija mniej więcej drugi tydzień odkąd stosuję puder. I mogę o nim powiedzieć więcej.
Jest to oczywiście dziewczyny puder transparenty, więc nie musimy się bać że zrobi z naszej twarzy jakiś efekt ducha. Gdy nakładam puder (ja to robię pędzlem) zauważyłam uciążliwe osypywanie się. Mam go na połowie swoich rzeczy przy nakładaniu, więc czasem jest to bardzo irytujące, ale można sobie z tym poradzić. Dodatkowo lubi podkreślać nasze jakieś suche skórki, co nieraz jest uciążliwe.
Pewnie najbardziej Was ciekawi jak w przypadku matu. Otóż tu moje wielkie zaskoczenie. Bo moja cera jest baaaaardzo tłusta! I najczęściej puder matowił mi buzię na ok. 2,5h, a później zestaw ratunkowy w ruch i szukałam toalety. W przypadku pudru bambusowego moja buzia zaczyna się świecić po ok. 4 godzinach, ale i tak nie jest to tak intensywne świecenie jak wcześniej, przez co buzia wygląda zdrowiej. Jeśli mam przy sobie bibułki matujące to opanowuję to nimi, a jeśli nie to zwykłą chusteczką higieniczną.


Gdy nie wychodzę z domu to używam go po prostu na sam krem wtedy czuję się bardziej komfortowo. Wczoraj mat zaobserwowałam przez 7 godzin gdy użyłam go na krem ;O. Za co chyba muszę zrobić owację na stojąco ;).
Jeśli chodzi o działanie gojące i łagodzące to zauważyłam, że jeśli jakaś "niespodzianka" mi wyskoczy to jest ona na mej twarzy krócej niż zawsze była.

Samo wydobycie pudru nie należy do zadań najtrudniejszych. Wystarczy lekko potrząsnąć opakowaniem by puder wydostał się przez 20 dziureczek (specjalnie dla Was policzyłam). Moim zdaniem puder jest bardzo wydajny, bo mam wrażenie, że wciąż jest go tyle ile było na samym początku.
Jego pojemność wynosi 50ml, czyli 10g.


Podsumowanie:
Plusy:
+ bardzo długi mat nawet 7 godzin
+ działanie gojące i łagodzące
+ wydajny
+ cena
+ wygodne opakowanie
Minusy:
- podkreśla suche skórki
- osypuję się przy nakładaniu

Mimo wszystko polubiłam ten puder i za taką cenę jestem w stanie pozostać mu wierną :). Jest on dostępny TU za kwotę przypomnę 14,80!

Dodatkowe informację:
- mój puder ważny jest do 12.2014
- przechowywać w temp. pokojowej

Pozdrawiam :*

Włosy - moja zmora czy duma ?/ Dziś Światowy Dzień Czekolady!

Cześć dziewczyny :),

Dziś trochę kontrowersyjny post, ale dla mnie bardzo ważny. Pisałam tu nieraz, że zaczęłam dbać o swoje włosy, zrezygnowałam z suszarki itd. Co 2-3 dni używam olejku kokosowego z Vatiki i codziennie różnych odżywek. Zaczęłam myć włosy metodą OMO. I mogę tak dalej wymieniać.
Na początku gimnazjum zaczęłam codziennie używać suszarki, później do niej dołączyła prostownica. Jeszcze użyczałam swoje włosy na różne kursy fryzjerkom, czyli dodatkowo je paliłam. Pamiętam jak raz byłam na takim kursie to moje włosy aż skwierczały jak tłuszcz na patelni. Po tych wszystkich "zabiegach" wybrałam się do osiedlowej fryzjerki i usłyszałam "Co Pani robi, że Pani ma tak zniszczone włosy praktycznie na całej długości?". Oho! I zaczęło się. Fryzjerka pocieniowała mi strasznie włosy, bo stwierdziła, że tylko tak się ich pozbędzie, a ja wciąż suszyłam suszarką. Plus był jeden, bo zrezygnowałam z prostownicy.
Włosy suszyłam praktycznie dzień w dzień przez 7 lat.
Dziś mimo tego, że zmieniłam ich pielęgnacje i dbam o nie jak nawiedzona, ciężko jest mi osiągnąć zdrowe włosy. Mam je zniszczone nadal mniej więcej od połowy długości, ale jak bym je ścięła miałabym włosy do ramion.
Zawsze miałam długie włosy odkąd mama przestała decydować za mnie jak mnie obciąć. Nigdy nie wyobrażam sobie siebie w krótkich włosach, naprawdę nigdy!



Moje włosy ok. tydzień temu.


Moje włosy na pewną są moją dumą, bo wiecie są długie i dodają takiej pewności siebie. Ale niestety moje włosy są też moją zmorą, szybko się plączą, te rozdwojone końcówki no i szybko się przetłuszczają.
Czasem nieraz doprowadzają mnie do szału, po kilku godzinach grzywka wygląda na przyklapniętą i nieświeżą.
Jeśli dziewczyny znacie jakieś sposoby, które pozwolą mi się uporać z którymś z tych przypadków błagam piszcie (mówię o tych bardziej naturalnych)! Chcę sposoby sprawdzone przez Was! :)
 Będę wdzięczna za jakąkolwiek pomoc!





Dziś dziewczyny Światowy Dzień Czekolady!

Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie do kawy zagryzam czekoladę, która ma w środku draże :). W ten dzień nie dbam o liczbę kalorii, wieczorem porobię brzuszki i poćwiczę wraz z Ewą Chodakowską (dodatek do Shape). A dla tych z Was, które wolą unikać czekolady do jedzenia zamieszczam kilka zdjęć kosmetyków o zapachu czekolady.

 źródło: www.kobietamag.pl

źródło: www.moda.net.pl

Moje ostatnie Biedronkowe i Rossmanowskie zakupy :).

Hej dziewczyny :),

Dziś nie będę męczyła długą notką, bo jak wiecie są Święta! Czas, który powinno spędzać się w rodzinnym gronie, a nie przed komputerem (co ja niestety w tym momencie robię). No, ale chciałam się po prostu pochwalić moim ostatnimi małymi zakupami, które zrobiłam przy okazji tych świątecznych.


Są one małe, bo ostatnio jakoś niczego konkretnego mi nie brakuje :). Poza tym z większymi zakupami wolałam poczekać na okres poświąteczny. 

Kremowy żel pod prysznic Happy Moments
Nożyki dla kobiet 10 sztuk (nigdy ich nie miałam, ale
stwierdziłam, że się skuszę)

Odżywka do włosów Isana
Odżywka do paznokci Eveline


I ja zakupiłam płytę z autorskim programem Ewy Chodakowskiej, ponieważ już od dłuższego czasu jestem jej fanką. Mam nadzieję, że będą widoczne rezultaty moich ćwiczeń, bo po świętach zaczynam ćwiczyć "razem z Ewą" ;). Bo teraz dziewczyny wiecie ciężko odejść od stołu gdy co chwila pojawia się na nim jakiś smakołyk.
No nic dziewczyny uciekam tym razem nie do stołu, a do lektury jaką jest "Szczęściarz". Książka niesamowicie mnie wciągnęła! Ale jak przeczytam całą dam Wam znać co i jak :).


Także jeszcze raz dziewczyny Zdrowych i Wesołych Świąt i jak najmniej siedzenia w te dni na komputerze ;))

Biochemia Urody - moje pierwsze zamówienie.

Cześć dziewczyny :), 
Zakończyłam swoje rozdanie i postaram się ogłosić na dniach wyniki :). Jestem sama ciekawa do której z Was trafią kosmetyki. Także trzymam kciuki za każdą! Do wygranej dorzucę jeszcze kilka próbek.

Ostatnio pogoda nas jakoś nie rozpieszcza nad czym ubolewam, bo jestem ciepłolubna i nie lubię wiatrów, deszczu, śniegu itd. Jestem osobą, która urodziła się w czerwcu i przystosowała do ciepła ;). Także słońce świeć! 
     Już od dłuższego czasu kręciłam się po stronach Biochemia Urody czy Zrób sobie krem i zastanawiałam się kiedy w końcu wydam swe pieniądze. Aż w końcu padło na 29 marzec i tak o to kosmetyki od wczorajszego wieczora są ze mną.
     Jak wiecie zastanawiałam się nad pudrem z Paese, Kryolan lub pudrem bambusowym. Więc pewnie się domyślacie, że moim łupem padł puder bambusowy. Poza tym do mojego koszyka wpadł hydrolat oczarowy, który miałam zamiar kupić już dłuższy czas temu.


Więc może teraz krótko Wam napiszę o właściwościach i zastosowaniu produktów, które kupiłam.

PUDER BAMBUSOWY

Właściwości:
Jest biały, ale na twarzy daje transparentne wykończenie. Nie sprawia, że widać go na skórze. Posiada właściwości matujące, działa wygładzająco, antybakteryjnie i łagodząco. Nie powoduje zatykania porów!
Zastosowanie:
Jako puder silnie matujący bądź mieszać go z innymi pudrami sypkimi.

Więcej możecie o nim poczytać TU !


Te z Was, które czytają bloga wiedzą, że mam cerę tłustą i zawsze nosze przy sobie "zestaw ratunkowy", bo po pewnym czasie jednak okropnie mi się świeci buzia. Więc szukam dobrego specyfiku, który by temu zapobiegł.
Fakt faktem, jest jeden plus posiadania takiej cery WOLNO SIĘ STARZEJE! I mogę to potwierdzić, ponieważ moja mama miała cerę tłustą i pomimo swojego wieku wygląda 10 lat młodziej :). Także pocieszam się.
Długo zastanawiałam się nad tym pudrem, dużo o nim czytałam na wielu blogach, przeszukałam internet i stwierdziłam, że za taką cenę warto jest spróbować. Także po dłuższym jego stosowaniu zamierzam się wypowiedzieć. Póki co dziś będzie jego pierwszy raz, więc mam nadzieję, że nie zawiedzie!


Pojemność: 50ml
Cena: 14,80zł

HYDROLAT OCZAROWY

Właściwości:
Działa łagodząco, ściągająco, antybakteryjnie, zmniejsza zaczerwienienia, reguluje pracę gruczołów łojowych.
Polecany do cery tłustej, trądzikowej, naczynkowej, podrażnionej.
Zastosowanie:
Jako tonik do twarzy, płyn łagodzący (np. po goleniu), do rozcieńczania (np. szamponów).

Więcej o nim możecie poczytać TU !


Już go użyłam kilka razy, ale póki co wole jeszcze pomilczeć :). Na pewno przy dłuższym stosowaniu się wypowiem. 


Pojemność: 200ml
Cena: 11,90zł

Produktom na starcie daję wielki plus za wygodne opakowania!
W sumie z przesyłką (paczka priorytetowa) zapłaciłam 38,20zł. Czy ja wiem czy to dużo czy mało 11,50zł za paczkę to trochę sporo, ale może takie są ceny. Ogólnie na przesyłkę czekałam jeden dzień, ponieważ w poniedziałek została wysłana, a we wtorek była u mnie. Za co wielki plus, bo obawiałam się, że dostanę dopiero po świętach. Wiem, że gdy tylko skończy mi się hydrolat zapoluję na inne specyfiki i moja mama też chce coś bardzo wypróbować, więc będzie miała okazję ku temu.
Póki co dziewczyny siadam do lektury Sparks'a, bo niesamowicie mnie wciągnął!

Życzę Wam miłego dnia i by w końcu wyszło słoneczko!
Buziaki :*

EDIT
Mój dzisiejszy nabytek z sh :)

sweterek za 15zł :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...