Recenzja jedwabnej odżywki STAPIZ.

Hej dziewczyny :)
Dziś postanowiłam Wam pokazać moją nowość do pielęgnacji włosów, która gości u mnie od soboty. Nie chciałam pisać o niej wcześniej, bo wiele bym nie mogła powiedzieć. Ale, że używam jej od soboty to mogę z czystym sumieniem zacząć pisać.
Mowa o jedwabnej odżywce Sleek Line z firmy STAPIZ.


Pojemność odżywki to 30ml, wydawało by się, że to mało, ale odżywki nie potrzeba wiele na włosy. Jeśli chodzi o konsystencję jest to konsystencja mało gęstego, przeźroczystego żelu. Producent obiecuje, że odżywka głęboko nawilży nasze włosy, zregeneruje je, ułatwi rozczesywanie. Dodatkowo nadaje włosom gładkość, miękkość. Postępowanie jest takie samo jak w przypadku zwykłego jedwabiu, nakładamy odrobinę na wilgotne, osuszone ręcznikiem włosy.
Jeśli chodzi o moje włosy to są one dość suche, mam tendencję do rozdwajających się końcówek. Tyle, że ja znam swój błąd i nie umiem od niego odejść, otóż SUSZARKA! Stosuję ją praktycznie codziennie, ponieważ moje włosy się szybko przetłuszczają, dlatego tak często myje włosy.
Szampon jaki od kilku miesięcy stosuję to DOVE Nourishing Oil Care, włosy są po nim naprawdę miękkie :) Ale, że jeszcze jakby trwa kalendarzowa zima, moje włosy lubią się elektryzować. Ja znalazłam na to lek już w listopadzie Balsam z Joanny, seria "Z apteczki babuni" Miód i Mleko. Już pisałam wcześniej o tym balsamie, także nie będę się tu znów rozpisywać.
Teraz do mojej pielęgnacji dołączyła ta odżywka. Poleciła mi ją moja fryzjerka i zamówiłam ją przez salon fryzjerski (co było błędem). Jeśli zdecydujecie się na nią to kupujcie na allegro koszt bez przesyłki to ok. 11zł, a ja zapłaciłam za swoją 25zł :(. No ale cóż, mam nauczkę!
Jeśli chodzi o plusy:
+nawilża włosy
+są miękkie w dotyku
+ma bardzo przyjemny zapach (mój facet określił, że to guma do żucia ;D)
+jest wydajna
+włosy łatwiej się rozczesuje
Jeśli chodzi o minusy:
- nie za bardzo radzi sobie z elektryzowaniem się włosów, a nawet po jej użyciu moje włosy się jeszcze bardziej elektryzują
- włosy tracą na objętości 
+/- cena i dostępność (ponieważ trzeba ją sprowadzać)

P.S. Póki co nie zwaliła mnie tak z nóg jak ukochany balsam z Joanny :)
I teraz możecie powiedzieć "uff", bo właśnie skończyłam ;)

Pozdrawiam :)

Moja dzisiejsza zabawa lakierami :)

Hej :)
Obiecałam zrobić notkę z moimi lakierami, ale postanowiłam że zrobię kilka części z moimi różnymi lakierami. Pokażę Wam również jak prezentują się paznokcie z manicure hybrydowym i opiszę jego plusy i minusy :). Ale to z czasem.
Dziś wynik mojej dzisiejszej zabawy lakierami.
Zaczęłam od odżywki z Eveline, o której pisałam w pierwszej notce i użyłam jej jako BASE TOP.


Paznokcie są lekko nabłyszczone, ale to akurat nie jest najważniejsze. Ważne by w moim wypadku ciemny lakier nie odbarwił płytki paznokcia. Ponieważ dziś sięgnęłam po zdecydowanie ciemny lakier.
Mój wybór dziś padł na lakier "art de Lautrec" numer 34. Kupiony w osiedlowej drogerii. Jest to kolor fioletowy z drobinkami różowego, fioletowego brokatu. Na paznokciach dwie warstwy bardziej wyglądają na granat, ale w buteleczce kolor jest naprawdę piękny!


A o to jak się prezentuje na paznokciach :). Wiem, że na paznokciach bardziej wygląda jak jakiś granatowy, ale nie jest najgorzej.
Na koniec stwierdziłam, że jeszcze pomaluję paznokcie moim nowym dzisiejszym nabytkiem, a mianowicie Essence Colour&Go numer 04 SPACE QUEEN. Końcowy efekt prezentuje się tak:


Nie wiem jak Wam, ale mnie się bardzo podoba i o dziwo mojemu chłopakowi też.
Za jakiś czas następna notka z moimi lakierami. A na dniach możecie spodziewać się notki z moją pielęgnacją włosów :).

Pozdrawiam i dzięki za wszystkie komentarze :)

Kremy do rąk, czyli ukojenie dla dłoni.

Z każdym dniem jestem coraz bardziej uśmiechnięta gdy wchodzę na bloga i widzę te statystyki i już 11 obserwujących. Wiem, że liczby te może nie są oszałamiające, ale dla kogoś kto zaczął dopiero pisać bloga każdy obserwujący, każde wejście, każdy komentarz to wielka radość!

Dzisiaj stwierdziłam, że zaprezentuje Wam moje kremy do rąk. "Kolekcja" składa się z trzech kremików.


1) To krem firmy GARNIER z alantoiną do rąk zniszczonych. Producent obiecuję, że skóra naszych dłoni będzie miękka i elastyczna. Pojemność kremiku to 100ml. Ja swój nabyłam na promocji w Rossmannie za około 6zł. Jeśli chodzi o skład to prezentuje się on tak:


Jak widzimy gliceryna jest na drugim miejscu, a jak już pisałam we wcześniejszej notce gliceryna powyżej 40% wyciąga wodę z organizmu. Czyli przy dłuższym stosowaniu nasze dłonie nie będą należały do najbardziej nawilżonych. Ja ten krem używam naprawdę sporadycznie, ale gdy przeczytałam kobiecie od Chemii Kosmetycznej skład kremu to się przeraziła. Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona bardzo gęsta, koloru różowego.

 Moja ocena 5/10

2) Krem z firmy ZIAJA "Kokosowa terapia skóry i zmysłów". Jego pojemność to 80ml. Nie pamiętam niestety ceny za jaką go kupiłam. Producent obiecuję, że krem aktywnie pielęgnuje skórę, regeneruje ją, zmiękcza oraz wzmacnia paznokcie. Krem dość dobrze nawilża, szybko się wchłania. Jest dość gęsty. Jeśli chodzi o zapach to jak dla mnie jest za bardzo słodki. Jeśli chodzi o skład:

Jeśli chodzi o konsystencję:
Moja ocena 7/10.

3) Trzeci krem to firma L'Occitane en Provence z kolekcji Cherry Princess. Jest to moja nagroda w konkursie walentynkowym. Jego cena to 29,90zł (sklep internetowy). Krem ma śliczny zapach wiśni, który dość długo się utrzymuję. Jest w postaci żelu i wystarczy go naprawdę odrobina, by nasze dłonie były nawilżone. Krem wzbogacony jest masłem shea. Jego pojemność to tylko 30ml ;(. Zdjęcia składu nie udało mi się zrobić przez złe światło. Ale jeśli chodzi o konsystencję to wygląda tak:

Dałam go celowo więcej na rękę, ale naprawdę wystarczy 1/3 tego by nawilżyć całe dłonie.
Moja ocena 10/10!


W tygodniu postaram się zrobić notkę z lakierami :).
Pozdrawiam :*

Perfumy, wody, urocze zapachy.

Na wstępie chciałam podziękować za ponad 100 wyświetleń mojego bloga! DZIĘKUJĘ!!!

A teraz przejdę do tematu :) Dziś pokażę Wam moją kolekcję perfum i wód toaletowych.
1) Naomi Campbell Cat Deluxe 
Nuta głowy: frezja, kardamon.
Nuta serca: brzoskwinia.
Baza: piżmo, paczula, wanilia. 
Jedne z moich ulubionych perfum. Miłość od pierwszego użycia! Perfumy bardzo długo się utrzymują, kobieca fiolka i ten pomponik przy buteleczce ;). Cieszy oko każdej kobiety. Ja dostałam je w prezencie pod choinkę od mojego chłopaka. Moja wersja to 15ml.
Moja ocena 10/10.
2) Naomi Campbell Cat Deluxe At Night
Nuty głowy: czarna porzeczka, gruszka.
Nuty serca: piwonia, fiołek alpejski.
Baza: ambra, nuty drzewne, kwiat bawełny. 
Zapach dla bardziej odważnych kobiet, mocniejszy, wyrazistszy. Nadaje się na wieczorne wyjścia. Tak samo jak Cat Deluxe utrzymuje się bardzo długo. O buteleczce i pomponiku wspominać nie muszę ;). To też prezent od chłopaka pod choinkę. Moja wersja to 15ml.
Perfumy były w zestawie.
Moja ocena 10/10.
3) Puma Jamaica 2 
nuta głowy: brzoskwinia, czerwony grejpfrut, orzech wodny, melon miodowy
nuta serca: śliwiec, jaśmin, frezja, liście fiołka 
baza: piżmo, paczula, wanilia.
Zapach bardziej na wiosnę, lato, ponieważ jest bardzo orzeźwiający, z owocową nutą. Nie utrzymuje się tak długo jak Naomi, niestety :(.  Perfumy to prezent od przyjaciółki na urodziny. Moja wersja to 20ml.
Moja ocena 6/10.
4) Naturelle by Yves Rocher
Woda toaletowa to prezent do zamówienia o wartości 125zł.
Zapach jest bardzo lekki, owocowo-kwiatowy, odpowiedni na wiosnę/lato. Dość długo się utrzymuję co jest na pewno wielkim plusem. No i duża pojemność, bo 75ml. Jak dla mnie to bardzo udany prezent od Yves Rocher :).
Moja ocena 8/10.

Chciałam Wam też bardzo podziękować za wszystkie komentarze!
I bym zapomniała - nowy wygląd mojego bloga stworzony przez mojego faceta ( DZIĘKUJĘ :*). Jak Wam się podoba?
A dla przypomnienia to tak było przed modernizacją :)
Pozdrawiam :*

Szminka - barwna przyjaciółka.

Jeśli chodzi o mnie to jakoś nie umiem się przełamać by pomalować swe usta na jakieś intensywne odcienie różu czy czerwieni. Dlatego też moja kolekcja póki co składa się tylko z barw w stylu NUDE. Pomału przekonuje się do żywszych barw, więc może niedługo ukażę się w nowej odsłonie ;). A póki co przedstawiam moją skromną kolekcję szminek.



 Zacznę od lewej strony:
1) Avon, kolor latte
2) Rimmel Lasting Finish, numer 206, kolor Nude Pink
3) Oriflame, kolor Love Nude
4) Oriflame Power Shine, kolor Seashell nude

1) Avon - w katalogu wyglądała na całkiem inny kolor przez co ją zamówiłam, na ręce też tego nie widać, ale na ustach wygląda za bardzo brązowo. Także nie używam jej dość często. Ale jestem w stanie powiedzieć, że jak dla mnie to bardzo krótko utrzymuje się na ustach i nie nawilża ich, przez co widać wszystkie zakamarki na moich ustach :(. Ja zapłaciłam za nią około 20zł (promocja), nie wiem ile kosztuje w regularnej cenie.



2) Ostatnio zakupiona z Rimmel :). Wynalazłam ją u jednej z dziewczyn Stylizacje , może kojarzycie? A jak nie to zapraszam, urocza osoba! Początkowo kolor nie zrobił na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, ale z każdym następnym użyciem moja miłość do niego rosła i rośnie nadal. Super zapach, długo się utrzymuje, nabłyszcza ładnie usta i nawilża! Cena to chyba około 13zł w Rossmannie, a więc bardzo przystępna w porównaniu do Avonu. Jak dla mnie rewelacja! Zakupię na pewno inne kolory z tej serii!



3) To jest moja pierwsza, ukochana szminka! Kupiona z katalogu, ale trafiona idealnie! To akurat była kolekcja na Walentynki chyba z 2 lata temu, w ładnym kobiecym opakowaniu. Gdy przychodzi nam wysunąć szminkę, naszym oczom ukazuje się piękne serduszko na jej środku. Jest to warstwa błyszczyku. Stąd szminka ta doskonale nabłyszcza, dość długo utrzymuje się na ustach (ale nie tak jak Rimmel) oraz nawilża. Na zdjęciu nie przeraźcie się, bo to moja resztka, a tych szminek już nie ma :( Więc, nie mam jak zamówić kolejnej.



4) Ostatnia to też Oriflame. Dodatek do paczuszki świątecznej :). Jeśli chodzi o kolor to jakoś średnio mnie zadowala, ma w sobie tonę brokatu, więc jak się tylko pomalujemy to nasze usta nie pozostaną niezauważone. Jej zapach przypomina mi zapach arbuza albo jakiegoś melona. Dlatego też nie bardzo przykuł moją uwagę. Póki co szminka leży w mojej kosmetyczce czekając na lepsze czasy ;).



Będę się małymi krokami starała wzbogacić moją kolekcję, także możecie być pewne, że niedługo pojawi się coś nowego!

DZIĘKUJĘ za wszystkie komentarze, uwagi, za to, że chcecie mnie obserwować i czytać :)
A dla tych z Was, które może nie zauważyły, szykuję pomału ROZDANIE :). Gdzie nie tylko do wygrania będą kosmetyki, a np. biżuteria. Także zapraszam do odwiedzania mojego bloga i obserwowania! Bo im więcej obserwujących, tym szybciej rozdanie :).
Pozdrawiam :)

Tusze do rzęs !

Tusze... Aż się rozmarzyłam ;) Wynalazek dzięki, któremu chyba każda kobieta czuje się piękniejsza i pewniejsza siebie! Ja mam swoich ulubieńców, więc przedstawię Wam je oczywiście z jak najlepszej strony.

Ale zanim to nastąpi chciałabym się pochwalić, że jakoś ostatnio szczęście mi dopisuje w konkursach, bo wygrałam właśnie wejściówki na Targi Salon Wiosna 2012, są to Targi Kosmetyki Profesjonalnej, w którym udział biorą najważniejsze/największe firmy kosmetyczne. A póki co czekam na nagrodę z L'Occitane en Provence w postaci kremu do rąk Cherry Princess. Okej koniec z chwaleniem się ;) Przechodzę do tematu!

Zdjęcie mojej kolekcji ;)


Mój ukochany od długiego już czasu Colossal Volum' Express z Maybelline. Miłość od pierwszego wejrzenia i użycia. Efekt to pogrubione rzęsy bez żadnych grudek. Zresztą chyba nie muszę nikomu przedstawiać tej maskary, bo pewnie jest dobrze znana. Ale dla tych z Was, którzy nie wiedzą jest to ta żółciutka po prawej stronie. Jej szczoteczka jest również bardzo charakterystyczna. Cena to około 20-30zł, często można ją znaleźć na promocjach. Naprawdę jest warta tej ceny! POLECAM W 100%!

Szczoteczka Maybelline Colossal


Przy pierwszym zamówieniu z Yves Rocher, dostałam od nich prezent w postaci tej różowiutkiej maskary. Na stronie firmy możemy dowiedzieć się, że jest to maskara z woskiem ryżowym, który ma za zadnie pogrubiać i wzmacniać. Powiem tak, jak dla mnie ta maskara nie pogrubia tak jak Colossal, ale ma kilka plusów: brak posklejanych rzęs czy grudek, nie kruszy się (nie osypuje się), utrzymuje się dość długo na rzęsach. Cena jest dość wysoka moim zdaniem w porównaniu do rewelacyjnego Colossal, bo chyba 49zł.

Szczoteczka Yves Rocher


Trzecia maskara to Dior. A dokładnie Diorshow 360. Od razu mówię, że ja bym się w życiu nie porwała na taki zakup. Jest to nagroda od Sephory. Maskara ta charakteryzuje się tym, że uwaga ma obrotową szczoteczkę, przekręcając tę srebrną wstawkę (widać na zdjęciu) możemy ustalić czy chcemy by szczoteczka kręciła się w prawo czy w lewo. Początkowo miałam z nią trochę zachodu, bo mnóstwo tuszu osadzało się na szczoteczce, więc sklejała koszmarnie rzęsy. Ale udało mi się to jakoś opanować, aż sama nie dowierzam ;). No ale przejdźmy do plusów! Efekt jest niesamowity! Dociera od nasady do wszystkich rzęs. Dzięki temu widzę, że rzęsy są wydłużone i podkręcone. Tusz lubi się czasem osypać, ale nie jest najgorzej. Cena to ok. 130-170zł zależy gdzie kupujemy.

Szczoteczka Diorshow 360


Postaram się wrzucić jakieś zdjęcie niedługo jak maskary prezentują się na rzęsach :).
Jeśli notka Wam się podobała komentujcie!
Pozdrawiam :)
P.S. 16:33 Właśnie odebrałam krem do rąk Cherry Princess, postaram się zrobić recenzje kremów do rąk za jakiś czas :) A jutro zdradzę tajemnicę notka z moimi szminkami! 

5 kosmetycznych rzeczy, których wcale nie chcę mieć :)



Otagowała mnieNuttin :)
Bardzo sympatyczna dziewczyna, więc stwierdziłam, że wejdę do tej zabawy. Co prawda przez to, że dopiero otworzyłam bloga nie mam jakiś 5 wybranych osób, które mogłabym oTAGować, ale postaram się coś zdziałać!
A więc zaczynamy!



NUMER 1
Nigdy, ale to nigdy nie zainwestuje w pędzle no name, z nienaturalnego włosia! Jest to moim zdaniem zbrodnia, wypadające włoski z pędzli, które po pewnym czasie nadają się tylko i wyłącznie do śmieci! Lepiej zainwestować w pędzle np. Maestro. Wiadomo dobre pędzle kosztują, ale czy nie lepiej kupować po jednym niż kupić cały zestaw no name za parę złoty, a później pluć sobie w twarz? Zastanówcie się nad tym dziewczyny!

NUMER 2
Nie kupię nigdy żadnego Samoopalacza (tak Nuttin tak jak Ty)!


Jest to dla mnie wydatek zbędny! Gdy pracowałam w drogerii najwięcej kobiet sięgało po samoopalacze bądź chusteczki samoopalające. Ale gdy je widziałam za kilka dni z takim dziwnym odcieniem brązu na skórze, to stwierdziłam, że nigdy się tak nie oszpecę! Ja w ogóle nie jestem fanką leżenia na słońcu całymi dniami czy solarium. Po prostu wole zainwestować w coś innego np. krem :)

NUMER 3


Nie kupię nigdy żadnego żelu, gumy do włosów. Efekt posklejanych, świecących włosów to nie dla mnie. Nie rozumiem jak, niektóre kobiety mogą tak siebie skrzywdzić używając tego w tak nieprecyzyjny sposób.

NUMER 4

Nigdy nie kupię plastrów z woskiem! Raz pamiętam wygrałam nagrodę z Veet, przeogromny zestaw ich różnych pianek/kremów/plastrów do golenia. I gdy wykorzystałam pierwsze dwa przyszedł czas na plastry. Miałam strach w oczach gdy przyszło mi je odrywać. Moja skóra jest za bardzo wrażliwa na ból, więc plastry z woskiem nie są dla niej najlepsze. Poza tym jestem jakoś tradycjonalistką.

NUMER 5
Nigdy nie kupię tych wielkich palet No name, które wręcz "zaśmieciły" allegro. Tak naprawdę mnóstwo produktów na allegro pochodzi z niewiadomych źródeł, niewiadomego pochodzenia. Ale wiadomo każdy orze jak może, więc trzeba na czymś zarobić. No ja niestety dziękuję. Wole sprawdzone firmy, sprawdzone palety niż inwestować w paletę za 30zł, która ma wszystkie kolory świata. A jakości żadnej!

A więc jest 5 rzeczy :) To moje "NIE CHCĘ".
Ja otaguję póki co tylko dwie dziewczyny z przyczyn takich, że dopiero się rozkręcam :(. Jeśli nie będziecie miały ochoty odpowiadać bądź już coś podobnego zrobiłyście nie obrażę się!
http://zakreconyswiatwery.blogspot.com/
http://siiia.blogspot.com/

Zasady:
- napisz, kto Cie otagował i zamieść zasady TAG'u
- zamieść baner TAG'u i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki ( akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo:
- maja tańsze odpowiedniki
-są przereklamowane
- amatorkom są niepotrzebne
- bo to sposób na niepotrzebne wydatki...
...i krótko wyjaśnij swój wybór
- zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek

Pozdrawiam :)

Pozytywne zaskoczenie :)

Dziś trochę o tych kosmetykach, które w ostatnim czasie pozytywnie mnie zaskoczyły :) I na wstępie dzięki Wam wielkie za wszelkie uwagi, komentarze! To bardzo miłe z Waszej strony :)
A więc przejdę do sedna. Wczoraj dostałam paczuszkę z Yves Rocher, ponieważ od jakiegoś czasu zamawiam od nich produkty i nieraz świecą mi się oczy jak małemu dziecku kiedy wyjmuje kolejne i kolejne prezenty od nich :). Tak więc wczoraj w moje rączki wpadł Żel pod prysznic i do kąpieli waniliowy.
Nigdy jakoś nie przepadałam za zapachami waniliowymi, bo często były bardzo mdłe. Ale jakoś uległam namowie mamy i wybrałam waniliowy. Słuchajcie dziewczyny zapach jest nieziemski, do tej pory sama nie umiem go opisać! Jest słodki to fakt, ale nie jest mdły. A kąpiel w nim to czysta przyjemność. Wasza skóra pachnie później wanilią przez kilka godzin!
Żel nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego! Ma Ph neutralne dla skóry. A jego skład to składniki pochodzenia roślinnego: wanilia Burbon bio, woda z hamamelisu bio, gliceryna roślinna, baza myjąca pochodzenia roślinnego. Dla mnie BOMBA! A jego cena to 15,90 przy 400ml.

Drugim zaskakującym produktem jest nawilżający żel do mycia twarzy z Be beauty.
Nie miałam w sumie zamiaru kupować żelu, jednak 4,50zł to cena, która mnie skusiła. Pomimo, że mam cerę tłustą nie zdecydowałam się na ten do cery tłustej, ponieważ skończyłam z jakimkolwiek wysuszaniem mojej buzi. Od razu jak wróciłam do domu stwierdziłam, że wypróbuję ten specyfik :). I ku mojemu zaskoczeniu sprawił, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Moja skóra po nim jest gładka i miękka. Jak producent obiecuje tak jest NAWILŻA! Przynajmniej u mnie się sprawdza! Żel ma w sobie drobinki masujące, które podczas mycia rozpuszczają się oraz ekstrakt z lotosu.
Mogę otwarcie powiedzieć będę próbować następnych kosmetyków z Biedronki i mam nadzieję, że mnie nadal będą pozytywnie zaskakiwać!

Ostatnim moim WOW jest Peeling Morelowy Beauty Therapy Soraya. Porównywany do St.Ives, którego niestety nie miałam możliwości wypróbować, bo gdy go chciałam kupić w Rossmannie to nigdy nie było :(. A od dłuższego czasu już ich w ogóle nie ma. W każdym bądź razie do wyboru mamy Peeling do każdego rodzaju skóry i Antybakteryjny. Ja wzięłam ten do każdego rodzaju skóry, ponieważ nie było wtedy Antybakteryjnego na stanie. Ale i tak widzę zmiany na mojej buzi!
Peeling usuwa z mojej twarzy wszelkie zanieczyszczenia, moje pory zwężają się, widzę po zastosowaniu, że  staję się ona gładsza!
Jego cena to ok. 13-16 zł zależy od sklepu, ale dla mnie ta cena nie jest wysoka. Ponieważ stosuje go już z pół roku, a nadal go mam :) Polecam jak najbardziej dziewczyny!


Jeśli macie jakieś swoje super odkrycia podzielcie się z chęcią wypróbuję! :)
Pozdrawiam!

Newsy ?

    Przez jakiś czas uczęszczałam do Szkoły Kosmetycznej i najbardziej zaskakiwały mnie zajęcia z Chemii Kosmetycznej, kobieta która je prowadziła rozmawiała z nami otwarcie o tym co tak naprawdę używamy, a nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

1. W pastach wybielających znajduję się zmielone PCV, czyli to z czego u nas w Polsce robi się okna. Nie wiem ile w tym prawdy. Szczerze wolałam nie sprawdzać na swojej paście, bo wiedza, że właśnie szoruje po swoich zębach zmielonym PCV na pewno by mnie odstraszyła.

2. Olej awokado, może się zdziwicie, ale jest dobry na pryszcza :) Wiadomo jak wstajemy i na naszej buzi razi nas pryszcz to nasz humor najczęściej znika. Dlatego warto mieć olej awokado, a nie kupować różne specyfiki wysuszające, które niekiedy nawet nie działają.

3. Używanie kremów matujących. Pewnie każda z Was już to wie, a jeśli nie to słuchajcie dziewczyny NIE UŻYWAJCIE ICH CODZIENNIE! To samobójstwo. Nie wolno nadmiernie wysuszać swojej buzi, bo później to co się na niej dzieje to pozostawia wiele do życzenia. Nasza buzia gdy jest wysuszona, zaczyna się bronić i produkuje jeszcze więcej sebum. Także dziewczynki rezygnujcie z kremów/toników/żeli na bazie alkoholu! Wiem, że gama produktów do cery młodej/trądzikowej to po prostu szał, ale zobaczcie w składzie ile z nich tak naprawdę na dłuższą metę zrobi Wam krzywdę!

4. Jod, a cellulit. Czy wiedziałyście, że jod wspomaga enzym lipaza, który rozbija na części tłuszcze?! WOW!

5. A czy wiedziałyście czym naprawdę jest lanolina? To łojopot owiec.

6. Gliceryna. Chyba wszystkie kremy mają ją w swoim składzie. Ale czy wiecie dziewczynki, że powinna być ona minimum na 5 miejscu w składzie kremu? Ponieważ powyżej 40% gliceryny w kremie wysusza. Po prostu gliceryna wtedy wyciąga wodę z organizmu.

Jeśli choć trochę Was zainteresowałam, komentujcie :)

Początki są zawsze ciężkie.

Cześć!
Jestem tu z dość prostego powodu - kosmetyki. Jest to coś co mnie od zawsze można powiedzieć interesuje. Każda z nas chyba lubi "tracić" pieniążki na kosmetyki, wypróbowywać wszelkie nowości kosmetyczne.
Założyłam tego bloga, ponieważ chcę Wam pokazać jakich ja kosmetyków używam, które podbiły moje serce i tych, które dopiero wpadły w moje ręce. Może Was akurat zaciekawię? :)
Za dużo się jeszcze na tym blogu nie dzieje, ale z czasem mam nadzieję, że zacznie tętnić życiem!

W dzisiejszym poście opiszę Wam kilka kosmetyków z moich ulubieńców.

Pierwszym z nich jest odżywka Eveline "Paznokcie twarde i lśniące jak diament". Pamiętam gdy przyszło mi kupować tę odżywkę do końca nie byłam przekonana czy to będzie dobry zakup, ale po kilku dniach testowania moje paznokcie stały się naprawdę bardzo twarde! Producent radzi by przez 3 dni nakładać jedną warstwę odżywki, a po 3 dniach zmyć. Niektóre dziewczyny z tego co wiem używają jej jako bazę pod lakier i też sobie chwalą.
Odżywka z Eveline jest to wydatek w okolicach 9-11zł.
Mój numer DWA wśród ulubieńców to Balsam do włosów z firmy Joanna z serii "Z apteczki babuni". Stosowałam już różnych odżywek m.in. z Matrix'a, ale żadna jakoś nie była dla moich włosów swoistym "lekarstwem". Szukałam ratunku na moje suche włosy, które zaczęły się koszmarnie elektryzować przed zimą i znalazłam! Balsam jest o tyle wygodny, że nie trzeba go spłukiwać co dla takich leniuszków jak ja jest ogromnym plusem. O cenie nie wspomnę. Teraz ten balsam jest w innych butelkach, większych i białych. Jego pojemność zwiększyła się o 100g, a cena wciąż ta sama.
W Rossmannie wynosi ok. 5zł.
Mój numer TRZY, ukochany, ulubiony, niezastąpiony! Puder z Maybelline Dream Matte Powder! Póki co nie znalazłam lepszego pudru, który by tak dobrze matowił moją buźkę :). A uwierzcie próbowałam tych z dolnej i z wyższej pułki i żaden nie podbił mego serca tak jak ten. To jest numer jeden w mojej kosmetyczce! I na pewno pozostanę mu na długo, długo wierna. No chyba, że znajdę coś lepszego (?). Jeśli macie/znacie dobre pudry matujące to dajcie mi znać :) Z chęcią wypróbuję!
Cena to ok. 30-40zł, zależy gdzie kupujemy.


Jeśli choć trochę Was zainteresowała ta "uboga" notka to skomentujcie :) Dopiero zaczynam swoją przygodę z tym blogiem, więc nie chce od razu pisać wielkich wypracowań. Więc to moje takie pierwsze wypociny.
Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...